Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 71 - 72

Zaskakujące Lądowanie cz II rozdział 71 - 7271
Samuel

– Dobra, ostatni i koniec – gadam do kumpli. Podnoszę kieliszek shota, wypijając go jednym tchem. Odkładam kubełek, przybijam piątkę z Tomem i ziomek zmyka do swojego pałacu.
– Sabrina napisała, cytuję: „Misja wykonana” – mówi Kai.
‘Dzięki Bogu.’
Teraz mogę spokojnie odetchnąć. Codzienne wysłuchiwanie marudzenia na temat ślubnej kreacji zostało zakończone. Rozumiem moją narzeczoną, tak samo, jak te wahania hormonalne, w końcu kobieta pod sercem nosi dwójkę naszych dzieci. Brzuszek również jest widoczny, a dziewczyna z dnia na dzień staje się coraz piękniejsza. Mia zmienia się w prawdziwą kobietę, która robi się jeszcze bardziej podniecająca i choć staję na rzęsach, by ją udobruchać, tak to zadanie jest mega wyzwaniem.
Nie zaprzeczę, po usłyszeniu wieści, że zostanę tatusiem przez pierwsze dni ryłem sobie nieziemsko beret. Sam fakt ile nastąpi zmian w naszym życiu, paraliżował mój umysł, aż w końcu doznałem olśnienia. Miałem wizję i genialny plan na przyszłość. Zacząłem szukać, nawiązywać kontakty, organizować. Dzięki naszej zgranej ekipie oraz Sorayi, Mia może bezstresowo przygotowywać się do ślubu, a ja dbam, żeby ten dzień, był dla niej wyjątkowy, niepowtarzalny i idealny tak, jak nasze przyszłe mieszkanie. Kolejnym punktem z mojej listy, było złożenie propozycji Dianie i Julianowi, którzy są tego samego zdania co ja i popierają moje działania. Przygotowania za niedługo pójdą pełną parą, uwalniając mnie ze zmartwień oraz obaw związanych z moją przyszłą rodziną. Natomiast moim rodzicom, poprzez świadomość, że będą dziadkami, totalnie im odbija, ale dopóki nie zaczną wykupywać sklepów dziecięcych, postanawiam zostawić ich w spokoju.
– Kapitalnie – odpowiadam.
– Za parę dni zostaniesz pantoflarzem – Naśmiewa się, stojący obok mnie przyjaciel, mieszając drinki dla gości. Może to głupie, ale skoro Mia ze swoją grupą dziewczyn ma panieński tak i ja pomimo pracy mogę mieć swój kawalerski.
– Ty nawet nie jesteś zaręczony, a już chowasz się pod spódnicą Sabriny. – Florian daje kontrę Miśkowi. Joschua ustawiający na tacy mieszanki wydaje z siebie dźwięk.
– Sugerujesz, iż każdy facet będący w związku jest na smyczy? – pyta kelner Poprycha. Ta dyskusja zaczyna być naprawdę interesująca.
– A nie jest tak? – Odpala Flo w kierunku Bioderka.
– Zależy od podejścia do związku. Odkąd jestem z Lilly, mój pogląd kosmicznie się zmienił – stwierdza sucho. Skoro jeszcze nie wspomniałem o naszej nowej zakochanej parze, tak teraz oświadczam. Lilly i Joschua od miesiąca są parą, a teatrzyk, jaki nam przedstawili, był istnym cyrkiem na kółkach. Roxan, ex narzeczona Joschuy krótko przed Świętami puściła go dla innego frędzla. Chłopak o niczym nam nie powiedział, dopóki Lilly nie zaczęła się pluć o karteczki z numerami telefonów, natomiast ten widział ciągle problem z flirtującymi z nią typami. Koniec pieśni jest taki, że oboje pod wpływem nacisku szefów musieli wyłożyć sobie karty na stół i oto przedstawiam wam rezultat. Kolejne wyswatane wróbelki.  
‘Ciekawy jestem, kto będzie następny w kolejce. Hmmm.’
– Chyba na gorszy. Li wie, czego chce, a jak trzeba, to wyciągnie pazury – udziela się Kai. ‘O tak, punkt dla ciebie bro.’
– Bo ona walczy o swoje – odpiera znudzony kelner.
– Raczej z zazdrości powstrzymuje inwazję numerów telefonów – podsumowuję.
– Ach! Wiecie, co? Pocałujcie mnie w najbardziej obsraną dziurę. – Po tych słowach chłopak powraca do pracy, a my wybuchamy śmiechem.  
– Ma minę, jakby cytrynę ugryzł – mówi Emma, podając nam nowe zapiski.
– Życie pantoflarza – kwituje Florian. Chwyta za rękę młodziutką, urodziwą kelnerkę z okularami na nosie, przyciąga ją do siebie i daje mokrego buziaka prosto w usta.
‘Aha…. Spoko...’  
  
  72
Mia

Trzy dni później…

  – Zaraz puszczę pawia – informuję osoby zebrane w gościnnym pokoju mojego mieszkania. Mama, Karin, Liliy, Sabrina, Andrea i Paula. Brakuje jedynie Sorayi, która ze swoim entuzjazmem naprawdę by mi teraz pomogła, ale ze względu na nagły wypadek nie może brać udziału w ceremonii. ‘Grrr!’  
W końcu nadszedł ten dzień, a ja jestem zestresowana, niewyspana i zdenerwowana. Najlepiej obgryzłabym sobie wszystkie paznokcie u stóp.  
– Zaproponowałabym ci sznapsa, ale w twoim stanie jest wykluczony – pociesza mnie matka, trzymająca mnie za dłoń, podczas gdy Li robi mi ostatni upiększający szlif na twarzy.
– Bardzo pocieszające Mom.
– Mimi, mam twoje kwiaty, mogę wejść? – pyta Florian, mój szofer.  
– Tak, możesz – odpowiadam. Choć naprawdę dziwnie to brzmi, ale między nami powstała w pewnym sensie więź, a zwłaszcza od odkrycia ciąży. Kiedy załamana, bezradna siedziałam w biurze i z nikim nie potrafiłam rozmawiać, a tym bardziej z Samuelem, to Florian był pierwszą osobą wydobywającą mnie ze stanu osłupienia. Wielokroć porównywałam go z jego kuzynem, lecz dopiero w makabrycznych dla mnie chwilach doszłam do wniosku, jak bardzo źle oceniłam Poprycha. On oprócz urody nie ma z Eliasem nic wspólnego.
Chłopak w granatowym garniturze, białej koszuli i muszce wchodzi do pokoju ze skromnym bukietem jasnych frezji. Na mój widok wiązanka prawie wypada mu z rąk. Karin krzyczy:  
– Ej! Uważaj!
– Aż tak strasznie wyglądam? – pytam z jęknięciem i w ciągu sekundy, zanim ktokolwiek coś potrafi powiedzieć, moje oczy napełniają się łzami pod wpływem negatywnych myśli.
‘Nawet biała suknia nie ukryje tłustej maciory!’  
– Nie, nie, nie. Tylko mi tu teraz nie płacz – woła Andrea. Wyciąga z pudełka chusteczki higieniczne i wachluje mi nimi przed twarzą.
– Mia… Wyglądasz pięknie – wykrztusza z siebie Flo, podchodzi do mnie i daje cmok w czoło.
– Teraz tak mówisz, żeby nie zrobić mi przykrości – mamroczę łamiącym się głosem, a dla podkreślenia moich słów boksuję go w ramię, natomiast Sabrina wkłada do ułożonej fryzury jedną z kremowych frezji.
– Gotowe. Możesz się teraz przejrzeć w lustrze – informuje mnie dziewczyna.
– Chwilka? Mia siebie jeszcze nie widziała? – pyta zaskoczony Poprych, na co moje przybrane siostry przytakują dyniami. – Nic dziwnego… Ech... – Rozczarowany macha ręką w ich stronę, bierze mnie pod łokieć i prowadzi do sypialni, bym w końcu mogła ujrzeć w zwierciadle nuklearną katastrofę.
– Osobiście dałbym sobie założyć kaganiec przez taką piękność – mówi Flo. Robi krok w bok i wtedy widzę ją… Przyszłą Mię Katarinę Berger, żonę i matkę w sukni stylu Marilyn Monroe, profesjonalnym makijażu oraz fryzurze, którą zdobi filigranowy kwiat, dający obraz prawdziwej gwiazdy z Hollywood.  
‘Przynajmniej nie przypominam klaczy.’
– Już czas. Samuel z Kaiem i Tomem są już w drodze do Urzędu… O WOW! – woła mój brat, stając w futrynie sypialni. – Sis, to na pewno ty? – Podchodzi do mnie i daje całusa w policzek – Ślicznie wyglądasz. Jesteś gotowa, bym podpisał ci dożywocie ze szczeniakiem? – prawi komplement, chcąc rozładować panujące we mnie przerażenie.
Nie!
Nie, nie jestem na nic gotowa!
Wymiękam.


Od Autora
Nadeszła oczekiwana chwila!
Czy zmieniła zdanie Mia?
Pozwolicie, żeby zwiała?

Nie zwlekaj - tylko łapki w górę wlepiaj.
Pozdrawiam AHopeS<3

AHopeS

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1246 słów i 7513 znaków, zaktualizowała 29 lis 2020.

3 komentarze

 
  • nanoc

    No dzieje się, ciśnienie i emocje związane z ślubem udzielają się wszystkim. Świetnie oddałaś ten klimat. Brawo.

  • AHopeS

    @nanoc Dziękuję bardzo. :)

  • bosman

    Świetny  rozdzial ciekawe czy Mia wytrzyma cisnienie czy nie odwali Samowi jakiegoś numeru.Pozdrowienia  i dalszej tak dobrej veny

  • AHopeS

    @bosman Dziękuję bardzo.

  • shakadap

    Świetna robota!
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • AHopeS

    @shakadap Dziękuję bardzo.😊