Zakochałam się w nim - rozdział 27 ostatni

Zakochałam się w nim - rozdział 27 ostatni- Rozumiem… Więc urodziłaś, tak?
- Tak. Nie był to łatwy poród, bo męczyłam się kilka godzin, ale Jake dzielnie mnie wspierał, a jego rodzice kibicowali mi na korytarzu – powiedziała Emily. – Dziewczynka urodziła się zdrowa. Pamiętam to szczęście, gdy mi ją podali i tę ogromną miłość, jaka na mnie spłynęła, gdy dotarło do mnie, że tego dziecka nie stracę. Niestety Jake ucierpiał dużo bardziej, niż ja – zaśmiała się niespodziewanie.
- Jak to? - zdumiała się Bonnie.
- Widzisz, w czasie porodu, przez cały czas trzymał mnie za rękę, efektem czego nie czuł później palców przez kilkanaście minut… - Bonnie parsknęła śmiechem. – Powiedział mi potem jednak, że cud narodzin wart jest takiego bólu, jednak do tej pory nie wiem, czy miał na myśli to, jak bolało mnie, czy jego… Teściowie nie posiadali się z radości, gdy sprowadziliśmy wreszcie małą do domu. Pół roku później wróciliśmy do mojego starego domku, który przez cały czas trzymaliśmy w zapasie, a gdy Summer miała dwa latka, ponownie zaszłam w ciążę.
- Summer?
- Tak, postanowiliśmy w ten sposób uczcić szwagierkę… No, pięć lat temu urodziłam chłopca. Daliśmy mu na imię David. To po dziadku Jake’a. Jesteśmy naprawdę szczęśliwą rodziną. Zapomnieliśmy o całym złu, jakie kiedyś nas trapiło. Ale wiesz, to nasze szczęście jest po części twoją zasługą.
- Nie rozumiem. Moją zasługą? A co ja miałam z tym wspólnego?!
- Powiedziałaś mi, żebym uważała na Jake’a. Teraz mogę ci się przyznać, że pewnie nawet nie zwróciłabym na niego uwagi, gdybyś mi go nie wskazała i nie ostrzegła przed nim. A ja zakochałam się w nim. I to dość szybko.
- Miło mi, że tak uważasz. Ja sądzę jednak, że Jake i tak by cię zdobył. Prędzej, czy później, ale by to zrobił.
- "Pewnie masz rację” – przyznał męski głos za plecami Bonnie. Kobieta zdrętwiała lekko, domyślając się, kto za nią stoi. Odwróciła się niepewnie i uśmiechnęła ostrożnie.
- Witaj – powiedziała, obdarzając go powłóczystym spojrzeniem. Jakby go oceniała. Czy warto było kiedyś z niego rezygnować. No i musiała przyznać, że mocno wyprzystojniał, choć i w młodości nie należał do brzydkich chłopców. Teraz jednak dojrzały wiek uwydatnił jego ostre rysy, co tylko dodało mu seksapilu. No i chyba częściej chadzał na siłownię, bo nie wyglądał już wcale tak szczupło.
- Cześć, Bonnie – mruknął Jake, siadając przy ukochanej. Blondynka uśmiechnęła się do niego łagodnie i przeniosła spojrzenie na przyjaciółkę.
- Zaskoczona jego widokiem? – zaśmiała się, widząc jej minę.
- Raczej tym spotkaniem. Nie sądziłam, że jeszcze cię zobaczę – zwróciła się do swojej dawnej miłości.
- I wzajemnie – odparł Green, obejmując żonę ramieniem. – Obgadałyście już wszystko?
- Mam wrażenie, że tak – mruknęła brunetka cicho. Głos jej lekko drżał, ale starała się grać twardą. Nie mogła przecież przyznać, jak silne wrażenie na niej wywarł jej dawny kochanek.
- To będziemy się już zbierać, co? – zagadnął Emily. – Trzeba dzieciaki odebrać od dziadków…
- Wiem – przyznała Em. – Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy – zwróciła się do przyjaciółki. – Jak będziesz jeszcze w Silver Lake, to daj znać, dobrze? Następnym razem opowiesz o sobie.
- Jasne… Trzymajcie się…
Pożegnali się i wyszli z pubu.
- Jak było? – zapytał Jake, gdy wsiedli do samochodu.
- Bardzo miło – odparła. – Chociaż odniosłam wrażenie, że Bonnie o tobie nie zapomniała.
- Co masz na myśli?
- Nie zauważyłeś, jak na ciebie spojrzała, gdy stanąłeś za nią? Zlustrowała cię. Oceniła, czy było warto cię tracić – wyjaśniła Em.
- Nie patrzyłem na nią, tylko na moją piękną żonę. Wiesz co? Jest już późno, może odbierzemy maluchy jutro rano, a teraz wykorzystamy ten spokój w domu i zajmiemy się tylko sobą? – zaproponował, skręcając w stronę ich domu.
- Bardzo dobry pomysł – mruknęła, przechylając się w jego stronę, by pocałować go lekko w policzek. Naprawdę go kochała. I doskonale wiedziała, że on kocha ją i ich dzieci. I że nigdy nie zostawi swojej rodziny. Było dobrze. J&R oraz Ravenwood poszli w niepamięć. Jake odzyskał paszport, więc mogli wyjeżdżać na wakacje. No i jego praca w prywatnej, acz prężnej firmie lotniczej sprawiała, że mieli na tyle pieniędzy, by nie musiała martwić się, że Green znów wykombinuje jakąś głupotę. Z uśmiechem spojrzała na ich zdjęcie z sesji ślubnej wiszące na ścianie w holu i jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Jake widząc jej spojrzenie, również się uśmiechnął. Miał wszystko, co kochał i nigdy nie był szczęśliwszym człowiekiem, niż od tych dziesięciu lat.

***
Wszystkim czytelnikom serdecznie dziękuję za tę wspólną podróż, jaką odbyliście wraz ze mną i bohaterami tego opowiadania Jake i Emily są Wam dozgonnie wdzięczni za poświęcony im czas oraz wspólnie przeżywane emocje
Jeśli ktoś chciałby poznać pierwowzory moich bohaterów, to serdecznie polecam amerykański serial katastroficzny "Jerycho". Jake Green, Emily, Eric, Bonnie, Johnston i Stanley oraz organizacje J&R i Ravenwod są jego głównymi bohaterami wiem oczywiście, że bezczelnie zerżnęłam ów postacie z serialu, ale tak bardzo przypadły mi do gustu i w tak dużym stopniu zaczęłam żyć ich historią, oglądając serial, iż po prostu nie mogłam po jego zakończeniu zostawić ich i puścić w niepamięć
Raz jeszcze dziękuję za wszystkie pozytywne komentarze, jakimi niezliczoną ilość razy mnie i opowiadanie obsypywaliście oraz za wszystkie głosy, które oddaliście
Pozdrawiam

1 562 czyt.
100%223
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użyła 1059 słów i 5852 znaków, zaktualizowała 19 lip 2018.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    AnonimS · 23 lip 2018

    Przeczytałem pozdrawiam

  • zabka815

    zabka815 · 19 lip 2018

    Super opowiadanie 😀 i zapewne jeszcze nie raz do niego wrócę.

  • Caryca

    Caryca · 19 lip 2018 · 378358650

    Witam ,piękne zakończenie dziękuję to że piszesz ,tylko szkoda że to ostatni rozdział