Zakochałam się w nim - rozdział 25

Zakochałam się w nim - rozdział 25

- Czego chcesz? – zapytał Jake brata bez żadnych wstępów, gdy tylko zjawił się w umówionym miejscu. – Nie mam zbyt wiele czasu, a przede wszystkim ochoty na rozmowę z tobą.
- Tak, słyszałem, że wzięła cię ostro pod pantofel – prychnął rudzielec.
- Nie wiem, kto naopowiadał ci takich kretynizmów, ale nikt, a już zwłaszcza Emily, nie wzięła mnie pod żaden pantofel!... Gadaj, czego chcesz?!
- Twojej pomocy – wyznał niespodziewanie Eric. Jake spojrzał na niego zaskoczony, przekrzywiając lekko głowę.
- Mojej pomocy? – zapytał cicho z niedowierzaniem. – Po tym wszystkim, co zrobiłeś naszej rodzinie? Chyba kpisz!
- Nie! Mam problemy, Jake!
- To już nie moja sprawa – odparł brunet, odwracając się plecami do brata z zamiarem odejścia.
- Jeśli nie wrócę im tej kasy, zabiją mnie! – jęknął Eric, łapiąc Jake’a za rękach i przytrzymując go w miejscu.
- Powiedziałem ci, że to nie moja sprawa! – warknął Jake przez ramię. – Sam wpakowałeś się w to gówno, więc teraz sam się z niego wydostawaj!
- Nie potrafię! Jake, cholera, tobie jakoś udało się zerwać J&R!
- Po pierwsze, kretynie, nigdy nie pożyczałem od nich żadnej kasy, tylko dla nich zabijałem! Po drugie, jakim, do cholery, sposobem pożyczyłeś pieniądze od organizacji, która już nie istnieje?! – zdumiał się lekko.
- A czy ja powiedziałem, że pożyczyłem od J&R?! – warknął zirytowany Eric. – Chodzi mi po prostu o to, że tobie coś takiego się udało! Jak to zrobiłeś?
- Zabiłem wszystkich! – syknął brunet. – I nie sądzę, żeby tobie coś takiego również się udało…
- Jake, jestem poważnie udupiony. Błagam, pomóż…
- Mam to w dupie, Eric! Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie niż twoje problemy!
- Ah, wiem… - mruknął rozzłoszczony Eric. – Zostaniesz przykładnym tatuśkiem! – prychnął z pogardą.
- Spieprzaj! – warknął Jake i odwrócił się po raz drugi z zamiarem odejścia, gdy niespodziewanie odezwał się rudzielec:
- Pewnie i tym razem stracisz bachora!
Starszego z braci gwałtownie zastopowało. Zacisnął dłonie w pięści i zapytał przez mocno zaciśnięte zęby:
- Coś ty powiedział?
- Słyszałeś!
- Skąd wiesz o tamtym dziecku? – warknął, odwracając się w stronę brata w bardzo wojowniczej pozie.
- Ktoś mi powiedział! – odparł Eric bezczelnie.
- Ciekawy jestem, kto ci o tym powiedział, bo nikt oprócz naszych rodziców i mnie z Em o tym nie miał pojęcia…
- Mam dobrych informatorów… Ale odpowiedz mi na jedno pytanie, ok?... Jak mogłeś być takim idiotą, by dać się ponownie wplątać w taki szajs, skoro już raz zostałeś od tego wybawiony?
- Wybawiony? Wybawiony?! – warknął Jake, robiąc kilka kroków w jego kierunku. – Co ty pieprzysz? Jak mogłem zostać wybawiony od bycia ojcem, skoro nawet nie miałem pojęcia, że zostanę ojcem?! Poza tym… Skąd ty o tym wszystkim wiesz?
- Jesteś kretynem, Jake! – ryknął nagle Eric. – Miałeś tyle okazji, by uwolnić się o tej pieprzniętej nimfomanki, a pomimo tego tak pchałeś się pomiędzy jej nogi! Nie mogłeś docenić tego, co zostało dla ciebie zrobione?
- Co niby takiego zostało dla mnie zrobione?! – wrzasnął Jake, łapiąc brata za przód koszulki. – Zamordowanie mojego dziecka? Dziecka, które nawet się jeszcze nie urodziło? Doprowadzenie Emily do ciężkiej depresji?!
- Nie musisz dziękować! Myślałem jednak, że po takiej stracie dasz sobie wreszcie spokój z tą suką, ale jesteś najwyraźniej tak tępy umysłowo, że nic do ciebie nie dociera! – powiedział Eric z wrednym uśmiechem. Jake oniemiał na moment i puścił go.
- Co? Co ty właśnie powiedziałeś? – zapytał brata.
- Nie słyszałeś? – zaśmiał się rudzielec. – Żałuję tylko, że mi nie wyszło!
- Skurwysynie! – zawył Jake i rzucił się gwałtownie na Eric’a. Przyłożył mu mocno, rozkwaszając nos. Nie przewidział jednak, że jego brat najwyraźniej ma ochotę na porządną bójkę. Przekonał się o tym, gdy Eric wymierzył mu solidnego sierpowego, poprawionego mocnym kopniakiem w żebra. Jake wypuścił powietrze z ust i opadł na jedno kolano. Furia na brata i głęboko skrywany żal wzięły jednak nad nim górę, bowiem podniósł się nad wyraz sprawnie i ponownie rzucił się na brata. Tego ataku Eric już nie przetrzymał. Jake z hukiem zwalił go z nóg i blokując kolanami jego ruchy, zaczął okładać go po twarzy i głowie, zupełnie nie zwracając uwagi na to, że krew Eric’a pokryła mu twarz i całe ręce. Najpewniej skończyłoby się to nad wyraz tragicznie dla rudzielca, gdyby nie niespodziewana interwencja policji. Ci bowiem przejeżdżając zupełnie przypadkowo w pobliżu, zauważyli całą akcję i nie włączając sygnałów dźwiękowych czy świetlnych, podjechali do bijących się mężczyzn. Jake szarpnął się, czując, jak jakieś obce ręce odrywają go od znienawidzonego brata.
- To on! – wysapał, starając się wyszarpnąć z silnego uścisku. – To on! – powtórzył.
- Zamknij się, Green! – warknął trzymający go funkcjonariusz i zwrócił się do swojego partnera. – Co z nim?
- Powinien trafić do szpitala, ale żyje – padła odpowiedź.
- To on zabił moje dziecko! – wydarł się Jake. – I podpalił szkołę!
- Co? – zdumiał się pierwszy z policjantów. – Jake, o czym ty chrzanisz?
- Sam mi o tym powiedział – powiedział brunet już nieco spokojniej, choć wzrok nadal miał wściekły. – Cholera, Steve, musicie mi uwierzyć!
- Dlatego chciałeś go zabić? – zapytał wciąż trzymający go Steve.
- Dziwisz mi się? Mój żona jakiś czas temu, gdy jeszcze nie byliśmy małżeństwem, powiedziała mi, że parę lat temu, po naszym pierwszym rozstaniu, była w ciąży, gdy ktoś w nią specjalnie wjechał. Poroniła, co przypłaciła depresją. Policja podobno niczego nie ustaliła – wyrzucił z siebie na jednym tchu. Funkcjonariusze spojrzeli na siebie zdumieni.
- Sam ci o tym powiedział? – zapytał Steve.
- Przyznał się z uśmiechem na ustach! Nie wytrzymałem – mruknął brunet, patrząc z nienawiścią na brata.
- Złożysz w tej sprawie zeznania… Musisz jechać do szpitala?
- Nie, bywałem w gorszych tarapatach. Teraz to są tylko zadrapania…
Eric niespodziewanie spojrzał z pogardą na Jake’a i powiedział niewyraźnie przez rozbite usta:
- Snóf sfierdolileś… Mofleś mnie zafić!
- Przygotuj się na to, że ktoś inny mnie wyręczy w tym zadaniu! – prychnął rozzłoszczony na nowo starszy z Greenów.

Kilka godzin później wrócił wreszcie z domu. Na jego twarzy i rękach wciąż widniała zaschnięta krew brata, a łzy, które spłynęły mu w czasie zeznań po policzkach, zostawiły czystsze linie na skórze. Spojrzał w stronę domu, zastanawiając się, jak o wszystkim powiedzieć ukochanej, gdy dojrzał wyglądającą ją przez okno. Przypomniał sobie, że nawet nie dał jej znać, gdzie jest. Pewnie się o niego mocno martwiła! Zbeształ się w myślach za taką nieodpowiedzialność i wszedł na obszerną werandę. Oparł się ciężko o ścianę i powoli osunął na deski podłogi, ukrywając twarz w dłoniach. Nawet nie zauważył, kiedy Emily wyszła z domu i podeszła zaniepokojona do niego. Uklękła przed nim, natychmiast zauważając na jego dłoniach krew. Przeraziła się, że wplątał się w coś niebezpiecznego! Jak przecież inaczej mogła to wyjaśnić?
- Jake? – zapytała cicho, delikatnie dotykając jego ramienia. Drgnął, jakby go uderzyła i opuścił dłonie. Widząc, że jego twarz również jest we krwi, wciągnęła głośno powietrze. – Co… co się stało? – zapytała drżącym głosem. – Jesteś ranny?
- Nic mi nie jest, Em – wychrypiał, nie patrząc na nią. – Naprawdę…
- A… a ta krew?
- To Eric’a.
- Co?! Coś ty mu zrobił?!
- Pobiliśmy się – wyjaśnił zwięźle, spoglądając jej w końcu w oczy. – Zasłużył sobie na to. I ma gnój szczęście, że zjawiła się policja, bo miałem ochotę go zabić!
- Dlaczego?! – zapytała zszokowana, zasłaniając w przerażeniu usta dłonią.
- Wyjaśnię ci później. Teraz muszę się wykąpać – powiedział beznamiętnie, wstając. Emily natychmiast poszła za jego przykładem i spojrzała na niego uważnie.
- Jesteś pewny, że wszystko w porządku? – zapytała jeszcze.
- Nie, w tej sytuacji nic nie jest w porządku – mruknął przygnębiająco. – Pójdę już.
- Jake!... – wyszeptała, odwracając się za nim. Zatrzymał się, słysząc jej błagalny głos i zawrócił te kilka kroków. Podszedł do niej szybko i pocałował ją namiętnie, obejmując lekko.
- Kocham cię – mruknął i odszedł do domu. Emily usiadła natomiast w tym samym miejscu, co jej mąż poprzednio i westchnęła głęboko, zastanawiając się, co tak mocno wzburzyło Jake’a, że pobił się z własnym bratem?... Siedziałaby zapewne jeszcze dłużej na werandzie, gdy nagle przypomniała sobie, że przerwała gotowanie obiadu.
Tymczasem kiedy tylko Jake zadekował się w łazience, puścił wodę pod prysznicem i rozpłakał się jak małe dziecko. Nie mógł wciąż uwierzyć, że jego własny brat okazał się takim kretynem! Takim psycholem, któremu po prostu nie spodobała się Emily i postanowił ją z tego prostego powodu wyeliminować! Opuścił ręce i spojrzał w lustro. Skrzywił się, widząc swój stan. Niemal zerwał więc z siebie koszulkę i cisnął ją w kąt łazienki, postanawiając ją później wyrzucić. To samo zrobił z pobrudzonymi spodniami i butami. Bieliznę cisnął do kosza na pranie i wszedł pod prysznic. Syknął, gdy woda okazała się odrobinę zbyt gorąca.
Wychodząc z łazienki owinięty w biodrach ręcznikiem, zauważył, że ukochana krząta się w kuchni. Po przebraniu się w czyste ciuchy zszedł na dół. Uśmiechnął się delikatnie, widząc blondynkę w leciutkim szale pracy. Pomyślał, że wygląda tak pięknie i niewinnie. Uśmiech zniknął mu jednak szybko z twarzy, gdy przypomniał sobie, co będzie musiał jej zakomunikować.
- Em? – zapytał cicho, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. Blondynka odwróciła się natychmiast w jego stronę.
- Już lepiej? – zapytała, nie zauważając jednak jego miny.
- Nie wiem – przyznał. – Kochanie, musimy porozmawiać. To ważne.
- O co chodzi? – zainteresowała się, uśmiechając się do niego czule.
- Kochanie, posłuchaj mnie uważnie. Powiem ci coś, co niestety sprawi ci pewną przykrość… Musisz jednak pamiętać, że kocham cię nad wszystko i nigdy nie pozwolę cię skrzywdzić.
- Jake, co się dzieje? Straszysz mnie…
- Wybacz, skarbie… Powiedziałem ci dzisiaj, że pobiłem się z Eric’iem i że miał szczęście, że w ogóle przeżył… Zrobiłem to, bo cię kocham, Em. Kocham cię i nie pozwolę nikomu, by cię krzywdził. Niestety Eric, jak się okazało, doskonale zna sprawcę twojego wypadku w szkole oraz tego na przystanku, gdy straciłaś dziecko – wyszeptał, patrząc jej smutno w oczy. – Powiedział mi o tym.
- Kto? – zapytała drżącym głosem, zaciskając dłonie na jego koszulce. – Kto to zrobił?! – nieomal krzyknęła.
- Kochanie, uspokój się, nie możesz się teraz denerwować…
- Jake, błagam! Kto zabił nasze dziecko?
- Tak bardzo cię przepraszam. Nie miałem pojęcia… Gdyby tak było, ona dawno już by nie żył – powiedział, a widząc jej proszące spojrzenie, westchnął i rzekł. – To był Eric, Em. Ubzdurał sobie, że nie pasujesz do mnie, poza tym cię nie polubił i…
Emily cofnęła się, łapiąc się za głowę. Nie miała pojęcia, nie mogła uwierzyć w to, że morderca jej ukochanego dziecka, z którego tak bardzo się cieszyła, cały czas był nieopodal niej. Że przez jakiś czas mieszkała z nim pod jednym dachem…
- Em? – zapytał Jake łagodnie, przyglądając się jej. – Przepraszam, najmilsza. Nie miałem pojęcia. Nie chciałem narażać cię na coś takiego…
- Wyjdź – jęknęła, ukrywając twarz w dłoniach i osuwając się na kolana. Brunet natychmiast dopadł do niej i objął ją mocno, nie pozwalając się jej wyrwać.
- Wybacz mi… gdybym wiedział… zabiłbym go! – powiedział, a po jego policzkach znów zaczęły spływać łzy.
- Jake! – krzyknęła jego mama, stając w drzwiach prowadzących do kuchni. – O czym ty mówisz? Kogo byś zabił?
- Eric’a, mamo – powiedział brunet, odwracając się do niej przez ramię. – To on wjechał w Em, gdy była w ciąży i próbował ją spalić w szkole.
- Nie! – krzyknęła jego mama. – Nie, to nie może być prawda!
- Sam mi o tym powiedział! – warknął Jake, starając się postawić żonę na nogi, lecz ta była zbyt słaba i otumaniona przerażającą prawdą, by ustać o własnych siłach, wobec czego wziął ją na ręce. – Niech ten gnój cieszy się, że podjechała policja, inaczej już gryzłby piach! Tato, zajmij się mamą, ja jadę z Em do szpitala. Nie wygląda najlepiej. Powinien zbadać ją lekarz. Nie mam zamiaru przez głupotę Eric’a stracić drugiego dziecka!

840 czyt.
100%152
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użyła 2313 słów i 13192 znaków, zaktualizowała 16 cze o 10:57

Komentarze (2)

 
  • zabka815

    zabka815 16 czerwca

    Super część

  • Caryca

    Caryca 16 czerwca ip:185246204

    Witam ,jak zwykle rewelacja ,mam nadzieję że kolejna część będzie taka sama o ile to możliwe .. pozdrawiam