Zakochałam się w nim - rozdział 19

- Synku, o jakim dziecku mówisz? - zainteresowała się pani Green, wchodząc do salonu. Jake westchnął zrezygnowany i mruknął:
- O moim, mamo.
- Emily jest w ciąży?!
- Była — sprostował starszy mężczyzna. - Poroniła kilka lat temu w wyniku wypadku. Jake twierdzi, że ktoś specjalnie w nią wjechał.
- To straszne!
- Wiem, mamo... Nawet nie wiedziałem o tym dziecku. A Emily cały czas cierpi po tej stracie. Nieraz budzę się w nocy i uspokajam ją, gdy płacze przez sen. Jestem bezradny, mamo. Chyba po raz pierwszy w życiu! Nie wiem, co robić. Chciałbym znaleźć tego skurwysyna, który jej to zrobił, ale nie jest to proste.
- Wiem, Jake, wiem... Powiedz mi jednak, jakie masz plany wobec Emily? Zawsze lubiłam tę dziewczynę i naprawdę zawiodłam się, gdy się rozstaliście — powiedziała łagodnie Mary Green.
- Chciałbym się z nią ożenić, mamo. I założyć rodzinę. Wiem jednak, że ona nie jest jeszcze na to gotowa. Muszę poczekać, choć przez swoją głupotę straciłem już tak wiele — odparł, tarmosząc włosy. - Czemu musiałem być aż tak głupi? Co ze mną jest nie tak?! - wybuchnął nagle, zrywając się z miejsca. - Czemu niedane mi było poznać mojego dziecka, czemu ten ktoś musiał mi je odebrać?!
- Spokojnie, Jake. Nie działaj pod wpływem emocji, synu — próbowała go uspokoić matka. - Już raz cię straciliśmy. Nie chcę, by się to znów powtórzyło!
- Nie martw się. Nie powtórzy się. - Jake zacisnął pięści i zgrzytnął zębami, myśląc o ukochanej, o tym, jak cierpiała. Jak sam cierpiał, gdy poznał prawdę. - Ale jemu, kimkolwiek jest, nie popuszczę! - warknął i wyszedł z domu, nie zważając na miny swoich rodziców.
- Jake! - krzyknął jeszcze za nim Johnston, ale chłopak już tego nie słyszał. Wściekłość wzięła nad nim częściowo górę i musiał się wyładować! A do tego świetnie nadawała się jazda konna!

Wrócił cichaczem do domu po niemal dwóch godzinach. Było już naprawdę ciemno i jego rodzice poszli spać. Wspiął się po schodach do swego pokoju i już na korytarzu usłyszał płacz Emily. Westchnął zrezygnowany, bo wiedział, że kolejny raz oboje zarwią noc. Tyle że ona później zaśnie ze zmęczenia, a on będzie rozmyślać nad tym, jak ją uchronić przed owym bólem. Usiadł na łóżku i zamknął ją w uścisku ramion, by poczuła, że jest przy niej. Rozluźniła się wyraźnie i wkrótce otworzyła oczy, budząc się z kolejnego koszmaru.
- Przepraszam, Jake — chlipnęła, wycierając rękawem nos. - Nie potrafię się z tego otrząsnąć! Co noc widzę w snach twarzyczkę martwego dziecka, które ze mnie wyciągają!
- Ciii, Em, nie myśl o tym! - wyszeptał, wstrząśnięty jej snem, którego jeszcze nigdy mu nie opowiedziała. - Jestem przy tobie i nie pozwolę cię skrzywdzić, rozumiesz? Tu jesteś bezpieczna!
- Wiem, Jake... - przyjrzała mu się dokładnie. - Nie spałeś?
- Nie, skarbie. Byłem na przejażdżce konnej. Musiałem pomyśleć... I wpadłem nawet na pewien pomysł, dlaczego to wszystko mogło się stać, ale o tym nie chcę na razie rozmawiać, póki nie mam pewnych dowodów — powiedział, gładząc ją po zburzonych włosach. - Już jestem spokojny i chciałbym, abyś i ty o tym dziś już nie myślała... Wiem, że tak wielkiej tragedii nie da się ot tak wymazać z pamięci, ale można nie poddawać się smutkowi. Zrobisz to dla mnie, Em?
- Postaram się, Jake — obdarzyła go niepewnym uśmiechem i przytuliła mocno. - Dziękuję, że ze mną jesteś.
- Jestem i nigdy cię nie opuszczę, Em...

Nazajutrz Jake otrzymał od szwagierki zaproszenie na kolację. Pod naporem Emily niechętnie przystał na propozycję.
- Po cholerę mam tam iść? - zirytował się po skończonej rozmowie z Summer.
- Bo to będzie bardzo dobry pomysł, by wreszcie poprawić wasze relacje z Eric'iem! - powiedziała, patrząc na niego poważnie.
- Skarbie, jakbyś nie pamiętała, to oboje jesteśmy z Eric'iem pokłóceni, a Summer to wariatka! Nie idę na żadną kolację i koniec!
- To, czemu się zgadzałeś?! - prychnęła.
- Bo mnie do tego zmusiłaś! - warknął, chodząc wzdłuż całej kuchni.
- Nie przesadzaj!... Poza tym mamy możliwość się z nim pogodzić, jeśli tylko będzie chciał.
- Uwierz mi, Em, nie będzie chciał.
- Być może Summer jakoś go do tego przekona? - mruknęła niezbyt pewnie.
- I widzisz? Ty też w to nie wierzysz! Nie idę tam i już!
- Aleś ty uparty, Jake! - zirytowała się.
- Dopiero teraz to zauważyłaś?
- Nie, ale miałam nadzieję, że kiedyś ci to minie — warknęła zgryźliwie.
- To nie katar, tego nie da się wyleczyć! - odparł nie mniej uprzejmie.
Pokręciła tylko głową i przypuściła na bruneta kolejny atak:
- No weź! Co ci szkodzi?
- A to, że doskonale wiem, jak ta wizyta będzie wyglądać!... Eric pewnie nie powstrzyma się od złośliwych komentarzy i jakoś ci dosra, przez co ja nie pozostanę mu dłużny, wywiąże się potężna kłótnia, może nawet bójka i tyle z miłego wieczoru!
- Nie wiesz tego na sto procent! - zauważyła przytomnie i wstała energicznie z krzesła. Podeszła do bruneta i dźgając go palcem w pierś, powiedziała powoli. - Dzisiaj wieczorem założysz koszulę i razem ze mną pójdziesz na tę kolację do Summer i Erica, czy tego chcesz, czy nie!... I będziesz miły dla brata albo ostrzegam, nie wpuszczę cię dzisiaj do łóżka i będziesz spać w salonie!
Jake zaskoczony jej nagłą stanowczością tylko otworzył usta, niezdolny, by zaoponować. Dopiero po chwili zreflektował się i uśmiechając się przebiegle, powiedział:
- Wygonisz mnie z mojego własnego łóżka?
- Tak, jeśli będziesz wredny i popsujesz mi wieczór! A co?
- A nic — odparł, całując ją namiętnie i przyszpilając do kuchennego blatu. - Pociąga mnie to!

Stając wieczorem przed drzwiami domu swego brata, znów wyglądał, jakby nie miał zamiaru wchodzić do środka.
- I po co to wszystko? - wyszeptał do Emily, gdy ta zapukała. - Pozabijamy się tam z Eric'iem!
- Będzie dobrze... Po prostu mi zaufaj — odparła równie cicho, ściskając jego dłoń.

Faktycznie, wieczór okazał się całkiem udany. Eric nie dokuczał Emily, przez co Jake nie musiał się na niego złościć i nawet dał się namówić na browara. Wszystko, co dobre skończyło się jednak, gdy usiedli w salonie i Summer zdecydowała się wreszcie wyjawić im główny cel tego spotkania.
- Miło, gdy rodzina w komplecie — powiedziała, przytulając się do ramienia męża i uśmiechając łagodnie do Emily.
- A mnie miło, że zaliczasz mnie do swej rodziny — odparła blindynka, trochę niepewnie odwzajemniając uśmiech.
- Jesteś z Jakiem, więc jesteś niemal moją szwagierką... Ale skoro już tak tutaj siedzimy, to chciałabym wam coś powiedzieć...
- Eric wreszcie zmądrzał? - wyrwało się Jakowi, za co dostał po łapie od Em.
- Nieee, choć czasami by się przydało. - Summer prychnęła śmiechem, nie zważając na minę męża. - Nie, to coś innego, równie ważnego... Jestem w ciąży!
- Jesteś co?! - Eric wyglądał, jakby ktoś walnął go gumowym młotkiem w łeb. Jake spojrzał na niego szybko, znając postawę brata w sprawie zakładania rodziny i zauważył, jak ten zaciska pięści. - Czemu to zrobiłaś?
- Niby co? - zdumiała się kobieta, której uśmiech natychmiast zamarł na ustach, gdy usłyszała jego ton. - Eric, o co ci chodzi? Nie cieszysz się, że zostaniesz ojcem?
- Nie! - ryknął i rąbnął trzymaną w dłoni butelką piwa. Emily podskoczyła przestraszona, a Jake natychmiast się spiął, gotów, by interweniować. - Nie, nie cieszę się, jestem wściekły!!! Podjęłaś tę decyzję beze mnie! Mówiłem ci, że nie chcę mieć dzieci!
- Jak mogłam podjąć ją bez ciebie?! Co, wzięłam twoją spermę i wsadziłam ją sobie? - wydarła się Summer, a w jej oczach pojawiły się łzy, które wkrótce spłynęły po zarumienionych policzkach. - Ty też miałeś w tym swój wkład i nie wmawiaj mi, że było inaczej! Przecież w końcu musiało do tego dojść, skoro się nie zabezpieczaliśmy!
- Ty idiotko, ale o pigułce po to nie pomyślałaś?!
- Eric, uspokój się! - upomniał go Jake, podnosząc się z miejsca, bo brat wyglądał, jakby miał zamiar zaraz uderzyć żonę.
- Spierdalaj! Oboje spierdalajcie! Ale już! - huknął na niego brodacz. - Wynoście się z mojego domu.
- Ostrzegam cię, jeśli jutro zobaczę u Summer choćby najmniejsze zadrapanie lub dowiem się, że zdecydowała się na aborcję, będą cię zmazywać ze ścian!... Em, idziemy!

1 850 czyt.
100%14
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1616 słów i 8663 znaków.

Dodaj komentarz