Zakochałam się w nim - rozdział 15

Przepraszam za tak długą przerwę, mam nadzieję, że tym rozdziałem choć trochę wam ją zrekompensuję   
Przypominam, że retrospekcje oznaczane są na początku i na końcu takim znakiem "*"



Trzydziestolatek złapał się gwałtownie za włosy i zapatrzył tępo w kucającą obok niego dziewczynę, ale wydawało się, że kompletnie jej nie widzi.
- Jak to moje? – zapytał zachrypłym głosem, który coraz mocniej mu drgał.
- Normalnie, Jake – odparła. – Zaszłam z tobą w ciążę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bo nie zdążyłam... – wyjaśniła beznadziejnie, podnosząc na niego załzawione oczy.
- Nie rozumiem...
- Miałam powiedzieć ci to w dniu, w którym ze mną zerwałeś, Jake.
- Jezu! – jęknął i opadł na kolana, ukrywając twarz w dłoniach. - Więc... Więc tego dziecka już nie ma...tak?
Załkała gwałtownie, nie odpowiadając mu, ale jej reakcja mówiła sama za siebie.
- Co się stało? Dlaczego poroniłaś?
- Jake... błagam, nie drąż tego tematu! To nie jest obecnie istotne. Straciłam to dziecko i nic już tego nie zmieni, rozumiesz? Przez rok podnosiłam się z kolan po tym wszystkim... Ale ta rana cały czas pali żywym ogniem...
- Kochanie... Em, nawet nie masz pojęcia, jak mi przykro. Wiem, że to, co teraz powiem, nie zmieni już niczego, ale gdybym wtedy tylko wiedział... Emily... Boże, co ja zrobiłem!?... Wybaczysz mi?
- Co? – syknęła. – To, że mnie zostawiłeś, bo byłeś na tyle zajęty swoimi sprawami, że nawet nie zorientowałeś się, że ustał mi okres, chociaż mówiłam ci o tym kilka razy? Chcesz wybaczenia, bo złamałeś mi serce, mówiąc wyraźnie, że mnie nie kochasz i nigdy ci na mnie nie zależało?! – zerwała się na równe nogi i stanęła nad wstrząśniętym młodym mężczyzną. Z oczu zniknęły jej łzy, zastąpione błyskami złości. Jake spojrzał na nią z bólem w oczach i również wstał, mówiąc z całą powagą i stanowczością:
- Emily! Kochanie moje... Gdybym tylko mógł cofnąć czas, to bym to właśnie zrobił! Nigdy bym nie wstąpił do Ravenwood, nie zostawiłbym cię i nie straciłabyś...nie stracilibyśmy dziecka. Przepraszam cię. Popełniłem naprawdę wiele błędów w swoim życiu. zbyt mocno wierzyłem w to, że okłamując cię, chronię cię przed złem, którego po części sam jestem sprawcą, a okazało się, że to właśnie wtedy najwięcej zła ci narobiłem... Podejrzewałem, że będziesz cierpieć po tym, jak z tobą zerwałem, ale nie podejrzewałem nawet, że możesz cierpieć aż tak!
Emily prychnęła wyraźnie rozeźlona i odsunęła się o krok od bruneta, gdy ten chciał ją przytulić. Zwiesił głowę i oparł się o ścianę.
- Jake...kocham cię, pomimo tego, że tak mocno mnie zraniłeś... Ale nie wiem, czy potrafię ci znów w pełni zaufać – powiedziała sucho, choć głos znów zaczynał jej mocno drżeć.
- Rozumiem – przyznał beznadziejnie smutno. – Wiem, że moje słowa nie zwrócą życia twojemu...naszemu dziecku, ale chciałbym po raz kolejny cię serdecznie przeprosić. Nie miałem pojęcia, byłem głupim szczeniakiem i teraz wiem, że zapłaciłem za to najwyższą cenę.
- Ty zapłaciłeś...Ty... Tak... Wiesz, jaki to ból? Wiesz, co czułam, gdy powiedzieli mi, że dziecko nie żyje i potrzebna jest natychmiastowa cesarka?! – wydarła się, jakby tracąc nad sobą panowanie. W jej oczach błysnęło coś na kształt szaleństwa. Jake spojrzał na nią niespokojnie.
- Przepraszam! – warknął odrobinę mocniej, niż zamierzał, ale właśnie ten ton głosu częściowo ją otrzeźwił, bo złość szybko jej opadła. – Przepraszam – powtórzył i podszedł do niej. – Obiecuję ci, że jeśli tylko dasz mi szansę, sprawię, że nie będziesz mieć już nigdy powodów, by mi nie ufać... Powiedz mi, dlaczego poroniłaś?
- Jakiś szalony kierowca wjechał we mnie, gdy szłam ulicą – chlipnęła, spuszczając wzrok. – Mocno poturbowaną znalazł mnie jakiś przechodzień. Uratowali mnie, bo w sumie miałam tylko złamany obojczyk i lewą nogę, ale dziecka już nie, bo wstrząs był dla niej zbyt mocny. Zmarła, gdy leżałam nieprzytomna...
- Dla niej? – zapytał cicho. – To była dziewczynka?
- Tak – przytaknęła.
- Który to był miesiąc?
- Piąty – wyjaśniła.
- Boże! Emily – jęknął i objął ją mocno. – Jestem potworem... Gdybym wtedy nie zerwał...
- To teraz bylibyśmy szczęśliwą rodzinką, wiem – dokończyła za niego ponuro. – Ale nie cofniesz już czasu, nie przywrócisz dziecku życia.
- Ale znajdę tego, kto ci to zrobił!
- Jake, nie!... Ja nie chcę do tego wracać... – jęknęła.
- Nie zrobię niczego, przez co tylko będziesz jeszcze bardziej cierpiała – mruknął, tuląc ją mocno do siebie. – Ale ten skurwiel musi odpowiedzieć za to, co zrobił! Bo, jak rozumiem, policja go nie znalazła, tak?
- Nie, nie znalazła – potwierdziła ponuro.
- Pozwolisz mi na to? – zapytał szeptem , gładząc delikatnie jej mokre od łez policzki. Ledwo dostrzegalny ruch głową blondynki dał mu odpowiedź. – I pozwolisz mi przy sobie zostać?
Westchnęła, uwalniając się z jego objęć i sterując w stronę salonu. Jake podążył za nią – smutny i wściekły jednocześnie.
- Em? – zapytał niespokojnie, gdy przez dłuższą chwilę nie odezwała się do niego ani słowem.
- Nie wiem – powiedziała w końcu cicho, odwracając się w jego stronę.
- Przecież...przecież do tej pory wszystko było dobrze...
- Wiem, Jake. Tyle że ta rozmowa otwarła bardzo stare i bolesne rany. To nie twoja wina, tylko tego kretyna – machnęła niecierpliwie ręką w stronę drzwi wejściowych, mając na myśli Shane’a. – Chciałam ci to powiedzieć w zupełnie inny sposób, no ale cóż – wzruszyła nieznacznie ramionami – nie wszystko wychodzi tak, jak byśmy tego chcieli...
- Wiem – przyznał cicho. – Chciałem cię kochać i założyć z tobą rodzinę, a tymczasem wszystko popsułem.
- Niestety... Jake...?
- Co?
- Mógłbyś już iść? Chcę pobyć sama...
- Nie chcesz już ze mną być?
- Powiedziałam ci, że sama nie wiem – odparła szczerze. – To wszystko jest tak bardzo popieprzone... Muszę uporządkować myśli... W samotności.
- Wybacz...
- Przecież to nie ty stałeś za tym wypadkiem!
- Wiem, ale gdybym cię nie zostawił, pewnie nigdy by do niego nie doszło – powiedział, podnosząc się z kanapy. – Przyjmiesz mnie jeszcze kiedyś do swojego serca?
- Możliwe... Ale teraz naprawdę już idź, dobrze? Gdy będę gotowa do dalszej rozmowy, to dam ci znać, dobrze?
- Oczywiście! Emily?... Ja nadal cię kocham.
- Wiem – kiwnęła głową, nie patrząc na niego.
Westchnął i wyszedł z pokoju. Emily wzdrygnęła się leciutko, gdy usłyszała zamykane drzwi. Pogrążyła się w smutnych wspomnieniach...

*
- Em! Emily! Em!... Zaczekaj, no! – wrzasnęła Bonnie, goniąc za przyjaciółką. Blondynka zwiesiła głowę i przystanęła, trzęsąc się od targającego nią płaczu.
- Czego chcesz? – jęknęła.
- Przeprosić! – wydyszała druga dziewczyna. – Nie miałam pojęcia, co ten kretyn ma zamiar zrobić! Mnie również zaskoczył!...
- Wiem..
- Co?!
- Mówię, że wiem, że cię zaskoczył. Inaczej nie dałabyś mu w pysk – odparła Emily.
- Przepraszam cię, Em! Ten kretyn z tobą zerwał?
- Nie, ja to zrobiłam...
- Gdzie jedziesz?
- Póki co, to idę. Jeszcze nie wiem, prawdopodobnie byle przed siebie. Chcę zostać sama i zapomnieć o Jake’u.
- Chodź, zawiozę cię do mojego mieszkania, a potem pomyślimy nad tym, co robić dalej, dobrze? – zaproponowała brunetka.
- Dobrze – zgodziła się niemrawo Emily i ruszyła za zatroskaną przyjaciółką do zaparkowanego nieopodal samochodu.
Po kilku godzinach jazdy w totalnej ciszy dotarły wreszcie do celu ich mimowolnej podróży. Bonnie natychmiast zajęła się bagażami, zanosząc je do pokoju na piętro, a potem pognała do kuchni, by zaparzyć herbaty. W tym czasie Emily zagłębiła się w obszernym fotelu, wypłakując kolejne hektolitry łez w tony chusteczek higienicznych, które trzymała na kolanach. Ogólnie przedstawiała sobą obraz nędzy i rozpaczy, więc gdy Bonnie wróciła do salonu z dwoma kubkami aromatycznej herbaty, i zobaczyła, w jakim stanie znajduje się jej przyjaciółka, poczuła nieodpartą chęć uduszenia Greene’a własnymi rękami! Emily w tym czasie miała kompletny mętlik w głowie, nie miała pojęcia, jak poradzić sobie w nowej sytuacji, i jak o wszystkim powiedzieć rodzicom, którzy wcale nie byli zadowoleni z jej decyzji o pozostaniu w Silver Lake jeszcze przez jakiś czas i przesunięciu studiów. Teraz jednak wiedziała doskonale, że z jej planów dalszej edukacji zostały tylko marne strzępy, które szybko rozwieją się na wietrze.
W końcu jednak spojrzała zapuchniętymi oczami na brunetkę, która cały czas się jej troskliwie przyglądała i sięgnęła po stojący na niskim stoliczku kubek. Upiła łyk napoju, czując jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jej ciele.
- Emily? – zagadnęła ją cicho Bonnie, gdy martwa cisza zdała się przedłużać w nieskończoność.
- Zerwałam z nim, bo jak sam stwierdził i tak miał zamiar to zrobić, bo nie jestem mu już potrzebna – powiedziała jednym tchem. – Bo...bo czas znaleźć sobie wreszcie kogoś lepszego ode mnieee – ostatnie słowo zniknęło w kolejnym wybuchu płaczu.
- Co za parszywy gnój! – uzewnętrzniła swoje emocje wstrząśnięta Bonnie. – Jak on mógł? Przecież mówiłaś, że się wam układa! Byliście razem dwa lata!
- No właśnie! – jęknęła zdruzgotana blondynka.- Dwa lata, a on dzisiaj powiedział, że...że nigdy mu nie zależałooo!
- Emily, moje biedactwo! – Bonnie objęła płaczącą przyjaciółkę i zaczęła delikatnie głaskać ją po jasnych włosach. – Spokojnie, zobaczysz, że jeszcze wszystko się ułoży. Zapomnisz o Jake’u, znajdziesz wspaniałego faceta i założysz z nim kochającą się rodzinę...
- Nie zapomnę o nim! – załkała beznadziejnie Emily, a następnie wyprostowała się i spojrzała poważnie na klęczącą obok niej dziewczynę. – Bonnie...ja...ja jestem z nim w ciąży!
- Co?! – zapytała wstrząśnięta brunetka, zrywając się gwałtownie na równe nogi. – Ty żartujesz, tak?!
Emily spojrzała na nią jednak tak, że w momencie zrozumiała, że nie był to spóźniony i głupi żart na Prima Aprillis!
- I pomimo to on cię tak parszywie potraktował?
- Nie zdążyłam mu o niczym powiedzieć – wyznała blondynka, mocno kuląc się w sobie. – Wracałam właśnie od lekarza, gdy cię pocałował...
- Zatłukę tego gnoja! – wydarła się Bonnie.
- Nie! – zaprotestowała gwałtownie poszkodowana dziewczyna. – Zostaw...
- Ale teraz to już musisz żartować!... Przecież ten palant musi wiedzieć, co zrobił!
- Nie! – powtórzyła Em. –Nie, Bonnie... Nie może o niczym się dowiedzieć, rozumiesz? Nie jest mi potrzebna jego łaska!
- Em, tu nie chodzi o łaskę! Potrzebna ci jest jego pomoc przecież...
- Nie chcę jej! Sama wychowam to dziecko! A on nie będzie miał do niego żadnego prawa... I nigdy się o nim nie dowie! Nigdy!... Obiecaj mi to!
- Em, ja...
- Bonnie! Jesteś moją przyjaciółką, czy nie? – zdenerwowała się leciutko blondynka.
- Oczywiście!
- Więc w tej sprawie nigdy nie piśniesz mu ani słówka, jasne?
- Tak...jasne... – skapitulowała w końcu Bonnie. – Ale jak ty, bidulko powiesz o wszystkim swoim rodzicom?
- Tego jeszcze nie wiem... – przyznała Em.
- Jeśli chcesz, możesz tu zostać przez tydzień lub dwa. A potem odwiozę cię do domu, ok?
- Dziękuję. Jesteś taka kochana! – wzruszona Emily rzuciła się przyjaciółce na szyję.
- W końcu od tego są przyjaciele, czyż nie? – zaśmiała się brunetka, lecz w jej oczach można było dostrzec troskę.
*

2 437 czyt.
100%162
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2143 słów i 11962 znaków.

2 komentarze

 
  • zabka815

    zabka815 · 9 cze 2017

    Super nareszcie   Świetna część i już nie mogę się doczekać kolejnej  

  • Caryca

    Caryca · 8 cze 2017 · 193196206

    Wspaniała część☺pytanie co dalej?: