Zakochałam się w nim - rozdział 21

- Zaskoczyłeś mnie – mruknęła nieco sennie Emily, przytulona do piersi Jake;a.
- Czym? Zaręczynami?
- Tym też – przytaknęła. – Ale przede wszystkim tym, że byłeś dziś tak delikatny. Wciąż jeszcze pamiętam, jak ostry potrafiłeś być w łóżku... A teraz proszę, taka niespodzianka!
- Kochanie, nawet nie wiesz, jaki czuły jeszcze potrafię być – wyszeptał jej do ucha. – To był tylko przedsmak tego. I teraz już zawsze tak będzie... O, widzę, że komuś chce się tutaj już spać – zaśmiał się, gdy spostrzegł, jak dziewczyna próbuje ukryć przed nim ziewnięcie.

- Tak się cieszę, kochani! – mama Jake’a uśmiechnęła się do nich szeroko, gdy poinformowali ją przy śniadaniu o zaręczynach. – Cały czas miałam nadzieję, że między wami będzie jeszcze dobrze i się w końcu na stałe zejdziecie.
- Gratuluję, synu – odezwał się jego ojciec. – Podjąłeś prawdziwie męską decyzję. Ufam jednak, że jej nie zmienisz...
Nie bój się tato. Nie zamierzam już tracić Emily. Wtedy popełniłem tragiczny w skutkach błąd i nie chcę przeżywać tego wszystkiego po raz drugi – odparł młodzieniec.
- Dobrze to słyszeć.
Zanim jednak ktokolwiek zdążył się jeszcze odezwać, do drzwi ktoś zapukał. Po chwili w domu Green’ów pojawiła się zapłakana Summer.
- Co się stało, skarbie? – zapytała ją natychmiast zmartwiona teściowa.
- N-nie zgo-odził s-się-ęęę!!! – zawyła zrozpaczona dziewczyna, dając się poprowadzić na sofę.
- Kto?
- Eric... Eric się nie zgodził!
- Summer, kochanie, na co nie zgodził się mój syn? – zapytał ją teść.
- Na... na dziecko!!!
- Zrobił ci coś? – zapytał Jake niespokojnie, natychmiast wstając od stołu. Dziewczyna pokręciła głową.
- N-nie, ale kazał mi iść na zabieg! A ja...ja nie chcęęęę!
- A tabletki po prostu wam nie wystarczą?
- Summer, oni jeszcze nie wiedz ą, tak? – odezwała się cicho Em.
- Nie... Wy...wy byliście pierwsi. I Eric.
- I ten kretyn naprawdę chcę, żebyś szła na zabieg?! – warknął rozzłoszczony Jake. – Zatłukę go!
- Stój! – ojciec powstrzymał go w miejscu. – Możecie nam wyjaśnić, o co tutaj chodzi?
- O aborcję, tato – syknął brunet przez zaciśnięte zęby. – Summer jest w ciąży...
- Mój Boże! I Eric naprawdę tego od ciebie zażądał? – pani Green wyglądała na mocno wstrząśniętą.
-T-tak – chlipnęła Summer, chowając twarz w dłoniach i kołysząc się przy tym lekko w przód i w tył.
- Zabiję tego gnoja! – Jake’a znów miotnęło w stronę wyjścia.
- Powiedziałem: stój! – huknął na niego ojciec. – Ja pójdę. Jeśli zrobisz to ty, wywiąże się między wami kłótnia, a tego teraz nie chcemy. Zostań tu z paniami i zajmij się Summer.

- Nie mogę uwierzyć, że ten kretyn próbował namówić ją do czegoś takiego! Przecież musiał dobrze wiedzieć, że sprawa i tak ujrzy światło dzienne... – warknął jakiś czas potem Jake, ramieniem obejmując zmartwioną narzeczoną. – Myślałem, że...że nie posunie się do takich słów.
- Jak widać, twój brat musiał sobie chyba ubzdurać coś głupiego i tyle – odezwała się smutno jego matka, schodząc po schodach. – Zasnęła... Tak mi wstyd, że Eric kazał jej zrobić coś tak strasznego...
- Mnie również, mamo. Wiesz dobrze, że nie jestem wzorem cnót, ale nawet ja nie posunąłbym się do takiego żądania – burknął Jake.
- To po prostu podłość – szepnęła Emily. – Mam tylko nadzieję, że nie przypłaci tego wstrząsu poronieniem....
- Jest silna, ale i tak trzeba o nią teraz dbać i usuwać z jej drogi wszelkie zmartwienia... I trzeba podtrzymywać ją na duchu, żeby się nie załamała – zawyrokowała mama Jake’a.

Dwie godziny później do rodzinnego domu powrócił przygnębiony ojciec.
- I jak? – zapytała go natychmiast żona.
- Jest jeszcze bardziej uparty niż Jake. Niestety nie udało mi się go namówić do zmiany decyzji... Zaparł się i...
- I co, tato? – chciał wiedzieć Jake. Szczękę miał mocno zaciśniętą i widać było, że najchętniej wtłukłby bratu za tak wręcz bestialskie zachowanie.
- Powiedział mi prosto w twarz, że nigdy nie zgadzał się na żadnego bachora i jeśli Summer ma zamiar urodzić, to lepiej niech już nie zjawia się w ich domu.
- Co?! Wyrzucił ją?! – ryknął zbulwersowany Jake.
- Niestety...
- Mój Boże... – jęknęła mama chłopaków i mimowolnie zerknęła w stronę schodów, w których połowie stała jak sparaliżowana Summer. – Kochanie...
Ale młoda kobieta nie miała najwyraźniej zamiaru jej słuchać. Po jej policzkach łzy spływały jeszcze obficiej, niż wcześniej. Zeszła niepewnie do holu.
- Summer... – Emily natychmiast poderwało z sofy.
- Nie. Nic nie mów – załkała tamta i wybiegła z domu.
- Summer! – ryknęła za nią blondynka i rzuciła się do drzwi, które pozostały otwarte.
- Em, czekaj! – krzyknął za swoją narzeczoną Jake i natychmiast poszedł w jej ślady. W domu pozostali tylko zasmuceni państwo Green, którzy wymienili między sobą zaniepokojone spojrzenia.
-Na miejscu Eric’a zaszyłbym się gdzieś i nie wychylał się, dopóki nie przejdzie złość Jake’owi... Inaczej marnie na tym wyjdzie... – mruknął pan Green.
- Mam nadzieję, że uda się im ją złapać, zanim zrobi sobie coś głupiego. I że Jake powstrzyma się od rękoczynów...
- Na to drugie chyba są marne szanse... Jake się zmienił, odkąd dowiedział się, że miał być ojcem... Nie daruje bratu tamtego głupiego zachowania. I to nie Eric wygra ten pojedynek, niestety.

2 413 czyt.
100%111
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 990 słów i 5660 znaków, zaktualizowała 8 sty 2018.

1 komentarz

 
  • Caryca

    Caryca · 9 sty 2018 · 271243658

    Piszesz wspaniale ,szkoda tylko że tak rzadko dodajesz kolejne części tej opowieści .... pozdrawiam