Zakochałam się w nim - rozdział 20

- Jake, może powinniśmy tam jednak wrócić, co? – powiedziała niespokojnie Emily, co jakiś czas oglądając się w stronę domu, który opuścili. – Nie chciałabym, by Eric zrobił coś Summer.
- Nic jej nie zrobi – mruknął brunet, nawet się nie zatrzymując. – Wie, że gdyby coś jej się stało z jego reki, ojciec by mu nie darował.
- I to niby miałoby go powstrzymać? – prychnęła blondynka. Jake zatrzymał się nagle zniecierpliwiony i chwytając dziewczynę za ramiona, powiedział:
- Jak chcesz, możesz tam wrócić, ale wątpię, by cię wpuścili... I tak, to go powstrzyma, bo mój brat jest mocny tylko w gębie i boi się ojca. W końcu z tego, co wiem, większość spadku odziedziczy właśnie Eric. Zapewniam cię, że nic nie zrobi Summer, co najwyżej sobie na nią powrzeszczy.
- Po prostu się o nią martwię. To wszystko... Czy to takie dziwne?
- Nie, kochanie. Rozumiem cię w pełni, ale znam tego jełopa – odparł i ją przytulił. – I wybacz, że ich sprawami nie przejmuję się tak, jak być może powinienem, ale obecnie mam na głowie zupełnie inne sprawy.
- Jakie? – zapytała natychmiast.
- Aktualnie priorytetem dla mnie jest znalezienie mordercy naszego dziecka, Em. A potem, gdy to się już wszystko wyjaśni, chciałbym się zająć ślubem.
- Jakim ślubem? – zainteresowała się natychmiast. Jake westchnął zrezygnowany. Czuł, że teraz Emily mu nie daruje i będzie musiał w końcu o wszystkim jej powiedzieć.
- Skarbie, nie tak to sobie zaplanowałem... Kocham cię, Em. Jak nikogo innego na świecie. I przepraszam za to, że przeze mnie tak bardzo cierpiałaś. Chcę być z tobą już na zawsze, dać ci dziecko, dom, szczęście. Byłem głupcem, pozwalając ci odejść... Emily, nie mam przy sobie pierścionka, bo chciałem ci się oświadczyć za tydzień, ale pomimo wszystko zrobię to teraz... Najdroższa, zostaniesz moją żoną i uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na ziemi?

- Zgodziłaś się? – zapytała złowieszczym szeptem Bonnie, lekko wzburzona patrząc na przyjaciółkę.
- Zgodziłam się. Przecież go kochałam... I nadal kocham – odparła radośnie Emily, popijając drinka. – Powiem ci, że nie żałuję ani jednej z nim spędzonej chwili...
- Nawet tego, że tak bardzo przez niego cierpiałaś?
- Dzięki temu w końcu zrozumiałam i doceniłam to, co zrobił, by mnie ochronić, a także późniejsze wspólne lata.
- To ile wy jesteście już po ślubie?
- Osiem lat.
- A czemu ja o tym nie wiedziałam? – prychnęła brunetka.
- Mam ci przypomnieć?... Z tego, co pamiętam, to sama wyjechałaś po naszym wspólnym ostatnim spotkaniu, na którym notabene sama zrobiłaś mnie i Jake’owi to zdjęcie... Później nie potrafiłam cię znaleźć, a twoi rodzice jakoś przestali nagle ze mną rozmawiać.
- Wybacz, to moja wina. Powiedziałam im, że się pokłóciłyśmy i dlatego wyjeżdżam. Pewnie o to byli na ciebie źli...
- A czemu wtedy wyjechałaś? Po raz kolejny. Tak bardzo chciałam cię mieć za swoją druhnę...
- Wybacz, musiałam – bąknęła nieśmiało Bonnie.
- Dlaczego? – zdumiała się blondynka. – Zrobiłam wtedy coś złego?
- Nie, tu chodziło o mnie. A raczej o to, że pomimo iż była cholernie wściekła na Jake’a za to, jak potraktował cię kilka lat wcześniej, moje głupie serce wciąż się do niego wyrywało. Nie chciałam wam psuć relacji. Potrzebowałam czasu, by zapomnieć o twoim facecie.
- Zaskoczyłaś mnie tym wyznaniem... Myślałam, że nie cierpisz mojego męża!
- Nie, Em. Grałam przed tobą.
- Grałaś?!
Bonnie wzruszyła ramionami.
- A co, miałam ci powiedzieć, że pomimo wszystko nadal kocham się w twoim facecie? Przecież po czymś takim nie chciałabyś mnie znać!
- To prawda – przytaknęła Emily z uśmiechem. – Wtedy pewnie tak bym zareagowała, ale dzisiaj nie.
- Nie boisz się, że ja nadal mogę go kochać?
- Po dziesięciu latach?! Trochę to mało prawdopodobne...
- Masz rację – zaśmiała się Bonnie. – Tamto uczucie do Jake’a wygasło... No, ale opowiadaj dalej! Jak zareagowałaś na jego oświadczyny?

- Co? – zapytała zaskoczona dziewczyna.
- Emily, wyjdziesz za mnie? – Green powtórzył pytanie.
- Ja...
- Em! – Jake złapał ją zemdloną w ostatniej chwili. – Emily, kochanie, obudź się, proszę. Otwórz oczy – poklepał ją delikatnie po policzku. Mruknęła coś niezrozumiałego i otworzyła oczy, w których już po chwili pojawiły się łzy. – Em, co się dzieje? Boli cię coś?
- N-nie... Po-po prostu jestem taka szczęśliwa, Jake! Nie sądziłam, że moje największe marzenie spełni się właśnie dzisiaj. Że w ogóle to jeszcze nastąpi.
- Jakie? – zapytał z czułością.
- Że mi się oświadczysz – wyszeptała, przytulajac się do niego mocno.
- Dlatego musiałaś mdleć? – zaśmiał się, pomagając jej wstać.
- Zaskoczyłeś mnie – wyznała nieśmiało.
- Emily.. czy.. czy to znaczy, że się zgadzasz?
- Oczywiście! – rzuciła mu się z impetem na szyję, całując go jak szalona.
- Bo mnie udusisz! – prychnął, ale na jego ustach błąkał się kołtuński uśmiech. – Chodźmy do domu, dam ci ten pierścionek.
- Aleś ty romantyczny! – wyszerzyła się do niego, ruszając z nim ramię w ramię, w stronę domu Green’ów.

- Jest śliczny – powiedziała jakiś czas później, gdy biżutka błyszczała już na jej palcu.
- Ale nie tak, jak ty – wyszeptał jej brunet do ucha. – Wiesz, naprawdę cieszę się, że cię odzyskałem. Jesteś wszystkim, czego pragnę, Em. I wiem, że to się już nigdy nie zmieni!...

1 561 czyt.
100%111
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1009 słów i 5632 znaków.

1 komentarz

 
  • zabka815

    zabka815 · 20 lis 2017

    Kochana świetny rozdział   , zresztą podoba mi się jak piszesz   . Oczywiście czekam na kolejny