Zakochałam się w nim część 5

Zakochałam się w nim część 5Emily odstawiła pusty kieliszek na pobliski stolik i z uśmiechem na ustach sięgnęła po telefon. Wybrała numer do chłopaka. Zgłosił się zadziwiająco szybko.
- "Cześć, skarbie" - usłyszała ukochany głos Shane'a. - "Co słychać?"
- Wszystko dobrze, właśnie piję sobie drinka. A co u ciebie?
- "Niestety wciąż pracuję, ale cały czas o tobie myślę" - wyczuła, że chłopak się uśmiechał, gdy to mówił. - "No i tęsknię za tobą, kiedy wracasz?"
- Jutro — odparła, rozpromieniając się na samą myśl o tym. - Będę tak pod wieczór. Wyjdziesz po mnie na stację?
- "Oczywiście" - powiedział. - "Emily?"
- Co? - zaśmiała się, wyczuwając, że Shane chce zejść na jakiś ważny temat.
- "Mogę cię o coś zapytać? Tylko się nie obraź, dobrze?"
- Zaczynam się bać tego pytania... No, ale dajesz... Co ci tam po głowie chodzi, co?
- "Bardzo będziesz zła, jeśli wyjdę na kolację z moją szefową? To może być dla mnie świetna okazja, by prosić o podwyżkę, dzięki której wreszcie będę mógł ci się należycie oświadczyć..."
- Wiesz dobrze, że mnie nie zależy na wystawnym przyjęciu zaręczynowym — mruknęła cicho. - Chcę ciebie...
- "Wiem" - przerwał jej stanowczo. - "Ale mnie zależy na tym, byś ten dzień zapamiętała na całe życie! By był on wyjątkowy!"
- Kochanie, przecież on i tak będzie! - powiedziała, marszcząc czoło. Coś w głosie Shane'a jej się nie spodobało. Tak, jakby chciał coś przed nią ukryć... Ale pewnie to tylko jej głupie myśli... - Poza tym nie lubię twojej szefowej, bo zawsze robi do ciebie maślane oczy. Wybacz, ale nie podoba mi się ten pomysł z kolacją...
- "Ymmm" - jęknął Shane gdzieś w Wichitta.
- Shane? Co ty tam robisz? - zdziwiła się Emily.
- "Nic, przeciąłem się papierem..."
- Mnie to raczej brzmiało na jęk zadowolenia...
- "Zdawało ci się, maleńka."
- Mam nadzieję, że m... - przerwała, gdy ktoś zapukał do drzwi. - Muszę kończyć, bo ktoś puka do moich drzwi, porozmawiamy jutro w cztery oczy. Pa, kocham cię.
- "A ja ciebie."
Rzuciła telefon na stolik i ostrożnie podeszła do drzwi. Uchyliła je i oniemiała kompletnie, bo tuż za nimi stał Jake!
- Co ty tutaj robisz?! - zapytała wstrząśnięta jego niespodziewaną wizytą.
- Stoję — odparł ze swoim łobuzerskim uśmiechem.
- To widzę, tylko dlaczego akurat tutaj? - zezłościła się.
- Bo chcę z tobą porozmawiać, wytłumaczyć ci wszystko na spokojnie.... To, co mogłaś i zapewne słyszałaś o mnie w telewizji, jest mocno wyolbrzymione!
- Czyli nie zaprzeczasz, że za tym wszystkim stoisz, tak?
- Może nie w pełni bezpośrednio, ale tak...byłem tam wtedy. Dlatego chciałem za wszelką cenę cię chronić, dlatego cię odrzuciłem. Wiedziałem, że przy mnie spotka cię ogromna krzywda!
- Jake... Daruj sobie te piękne słówka, dobrze? Wiem, jakim jesteś człowiekiem i to mi wystarcza, by trzymać się od ciebie z daleka!
- A jednak tu przyjechałaś! - zauważył.
- Tak, by wreszcie zamknąć pewien rozdział w swoim życiu!
- Mnie, tak? - zapytał ponuro. Kiwnęła głową.
- Wiesz, naprawdę się cieszę, że wtedy ze mną zerwałeś... Teraz jestem szczęśliwa, planuję ślub i jutro... - przerwała, słysząc sygnał nowej wiadomości. - Czekaj tu!
Odwróciła się i chwyciła za telefon. Jej twarz natychmiast rozjaśnił szeroki uśmiech, gdy zobaczyła numer Shane'a.
"Kochana, osobiście się nie znamy, ale jestem szefową Shane'a. To zdolny, młody chłopak, a ty go pchasz ku jakiemuś głupiemu małżeństwu... Spójrzmy prawdzie w oczy — nie nadajecie się na parę! Musisz to przeboleć i się z tym pogodzić! Shane jest mój i niech tak już pozostanie! Nie musisz tu już wracać... No, chyba że po swoje rzeczy.
Pozdrawiam, Amanda Blythe."

W miarę czytania wiadomości, mina Emily rzedła coraz bardziej, aż w końcu w oczach pojawiły się jej łzy, które spłynęły po rumianych policzkach.
- Coś mi się wydaje, że już chyba nie masz chłopaka, co? - zapytał Jake, wchodząc do pokoju dziewczyny.
- Odczep się! - burknęła, coraz mocniej ściskając telefon w ręce. Po chwili przyszedł kolejny sms.
"Skarbie, przepraszam, że to tak wyszło, chciałem ci o tym wszystkim powiedzieć jutro... Głupio się porobiło, ale Amanda ma rację, ja się nie nadaję na męża... Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz! Nadal cię kocham, Emily...
Shane".
- A ja cię kochałam! - szepnęła, odrzucając telefon na łóżko.
- Ale on ciebie najwyraźniej nie! - powiedział Jake, podchodząc do dziewczyny.
- Jake, proszę... Zostaw mnie w spokoju, potrzebuję czasu, muszę to wszystko przemyśleć — odparła, odwracając się w jego stronę. Spojrzała mu nieśmiało w oczy częściowo skryte w półmroku pokoju.
- Nigdy nie potraktowałbym cię w ten sposób, co on — wyszeptał, patrząc na nią z uwagą. - I tamto, co zrobiłem... Byłem skurwielem, który nie zasługiwał na twoją miłość, Emily. Przepraszam, że do tego doszło. Może gdybym był z tobą szczery od początku, teraz bylibyśmy szczęśliwą rodziną... Tego nie wiem i już nigdy się nie dowiem... Przykro mi. Gdybyś chciała jeszcze pogadać, wiesz, gdzie mnie szukać. Gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy...
- Jake — przerwała mu. - Wiem, że chcesz teraz za wszelką cenę naprawić winy, ale proszę, daj mi chwilę oddechu, dobrze? Mój świat właśnie legł w gruzach, muszę się pozbierać...
- Rozumiem — przytaknął. - Dzwoń, gdyby coś się działo. Numer jest ten sam.
Pocałował ją jeszcze szybko w czoło i wyszedł z motelowego pokoju. Już za drzwiami usłyszał jej gorzki płacz i serce ścisnęło mu się z żalu... Miał ochotę zabić tego skurwiela!
Tymczasem Emily kompletnie bez sił osunęła się na ziemię tuż obok łóżka i rozpłakała rzewnie. Nie obchodziło jej to, że jej szloch usłyszą inni lokatorowie, po prostu chciała wyć! To, co zrobił Shane, zabolało. Naprawdę mocno, choć nie mogło nawet równać się z tym cierpieniem, jakiego doznała po rozstaniu z Jakiem... Cierpienia po stracie... Nie! Nigdy nie wypowie tego na głos! Te słowa zbyt mocno bolały...

Pół godziny później, gdy nie miała już siły dalej płakać, a z oczu wreszcie przestały płynąć łzy, przebrała się i wyszła z motelu, kierując swe kroki ku niewielkiemu kościółkowi. Wiedziała, że o tej porze jest on już pusty. Bez przeszkód więc mogła posiedzieć w nim w samotności...
Weszła do środka. Od razu do jej nosa doleciał mocny zapach lilii. Pomieszczenie oświetlały jedynie płomienie nielicznych świec przytłumionych przez dym kadzideł i światła ulicznych latarni. Odetchnęła głęboko, rozkoszując się tą ciszą. Usiadła w jednej ze środkowych ław i zapatrzyła się w wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa, choć po chwili widok ten przysłoniły wspomnienia. Notabene wyjątkowo niezwiązane z Jakiem...
Przypomniała sobie dzień, w którym Shane wreszcie otwarcie przyznał, że ją kocha...

#
- Chyba lepszego dnia na randkę nie mogłam sobie wybrać! - powiedziała Emily, rozkoszując się cudownie ciepłymi promieniami słońca, które rozgrzewało jej ciało, gdy leżała na plaży.
- Faktycznie, jest bardzo przyjemnie — zgodził się Shane, siadając obok niej i podając jej schłodzone piwo.
- Dzięki — uśmiechnęła się do niego czule i upiła łyka.
- Dla mojej kobiety wszystko! - wymruczał jej do ucha swoim zmysłowym szeptem.
- Jestem twoją kobietą? - zapytała figlarnie.
- Oczywiście! Wątpisz w to?
- Nie, nie wątpię...
- Tylko?...
- Nie ma żadnego "tylko" - zaśmiała się.
- Emily... Znam cię już wystarczająco długo, by wiedzieć, że chcesz coś powiedzieć, tylko się wstydzisz... No? Co ci tam siedzi w tej pięknej główce?
- Shane, jeszcze nigdy nie powiedziałeś, że mnie kochasz... - bąknęła, odwracając twarz.
- Skarbie... Wiesz, że nie przepadam za słownym okazywaniem uczuć, wolę to przekazać ci w inny sposób... Ale nie martw się, zaraz to zmienię — puścił jej oczko, uśmiechając się zawadiacko. - Tylko mnie nie wyśmiej, dobrze?
- Nie śmiałabym...
- To dobrze! - podniósł się z piachu i stanął jakieś dwadzieścia metrów od niej i powiedział głośno, by usłyszeli go inni plażowicze. - Kocham cię, Emily! Jesteś miłością mego życia, pszczółko!
Wśród opalających się rozległy się spontaniczne oklaski i sporadyczne gwizdy, gdy podszedł do zszokowanej dziewczyny i zachłannie wbił się w jej usta.
#

- Szkoda, że zrobiłeś to tylko na pokaz, bym przestała cię męczyć o wyznania miłości — jęknęła teraz, opierając się o przednią ławkę kościelną.
- "Ja nigdy nie robiłem niczego na pokaz" - usłyszała głos Jake'a.
- A ty co? Znów mnie śledzisz? - zdenerwowała się lekko, nawet nie odwracając się w jego stronę.
- Nie, po prostu pilnuję, byś nie zrobiła sobie niczego głupiego! - wyjaśnił, powoli podchodząc do niej. Oparł się o ławkę po drugiej stronie przejścia. - Żałujesz?
- Czego? - zapytała smutno.
- Tego, że się z nim związałaś?
- I to bardzo... Tak samo, jak tego, że poznałam ciebie! - wyznała. Chłopak zgarbił się lekko i wyszeptał:
- Proszę, wybacz mi!
Obróciła twarz, by móc spojrzeć mu w oczy, lecz nie dostrzegła ich.
- Skrzywdziłeś mnie, Jake!
- Wiem! - odparł niespokojnie. - Nie mogłem pozwolić na to, by cię zabili...
- Jake... Proszę cię! Twoje tłumaczenie na nic się nie zda. Zraniłeś mnie naprawdę mocno i nic tego nie zmieni... Nie wiem, czy jestem w stanie ci to wybaczyć, nigdy o tym nie myślałam... Przez ciebie straciłam...
- Co? - zainteresował się Jake, prostując się gwałtownie.
- Nie ważne — odparła twardo. - Nie pytaj, proszę!
- Jak sobie życzysz... Emily... Pamiętasz, jak powiedziałem ci, że cię kocham? - zapytał niespodziewanie, śmiejąc się lekko.
- Pamiętam — odwzajemniła uśmiech, bo wspomnienie samo w sobie było wyjątkowo śmieszne...

#
- Jake?! Co ty tutaj robisz o czwartej rano?! - Emily wyglądała na potężnie zaskoczoną wizytą Jake'a.
- M-muszę ci cośśś... Powiedzieć — wyjąkał, chwiejąc się w drzwiach.
- Jake, jesteś pijany! Wróć, jak wytrzeźwiejesz, dobrze? - odparła, starając się zamknąć drzwi.
- A-al-le-e... Ja m-muszę ci to pow-wiedzieć! - wyprostował się lekko i spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko. - Kocham cię, Emily!
Dziewczyna wytrzeszczyła na niego oczy i roześmiała się gwałtownie.
- I musiałeś zawiadomić mnie o tym akurat o tej godzinie?
- Oczywiście!
- Oszalałeś! - prychnęła rozbawiona.
- Niewykluczone — zgodził się. - Ale to przez uczucie do ciebie! Ty jesteś moim szaleństwem!
- Cieszę się, ale lepiej idź już do domu, zanim zgarnie cię stąd policja, ok? Zobaczymy się rano.
- Przyrzekasz? - chciał wiedzieć.
- No pewnie, mój wariacie!
- To dobrze, bo pamiętaj, że cię kocham! - chwiejnym krokiem podszedł do niej i pocałował ją zachłannie. Oddała krótki pocałunek, bo śmierdział wódką i leciał jej przez ręce.
- Chyba lepiej będzie, jak pójdziesz już spać! - mruknęła, kładąc go na kanapie w salonie. Chwilę potem już spał... - Jak dziecko! - pokręciła głową nad jego aktualnym stanem i wróciła do swojej sypialni, modląc się w duchu, by Bonnie nie wstała wcześniej...
#

- No i się nie udało! - zaśmiał się Jake. - Obudził mnie jej wrzask...
- Tylko dlatego, że nie byłeś w stanie zwlec się z kanapy do łazienki i zarzygałeś jej skórzany mebel — przypomniała mu.
- Wyczyściłem! Nie został nawet ślad! A wiesz, jak ciężko pracuje się z takim kacem?...
- Nie, ale mogę sobie wyobrazić... - odparła. - Byłeś wtedy tak cholernie romantyczny... - zakpiła.
- Byłem! Gdybym nie był, nie przyszedłbym wtedy nad ranem, by powiedzieć, że cię kocham! Zwłaszcza że byłem urżnięty, a droga do domu Bonnie strasznie mi się dłużyła.
- Bohater z ciebie!
- Żebyś wiedziała! - obdarzył ją czułym uśmiechem.
- Jesteś niemożliwy... Jake?
- Co?
- Pomożesz znaleźć mi tu jakieś lokum? Nie chcę wracać do domu...
- Zamieszkaj u mnie — zaproponował.
- To nie jest dobry pomysł... Nie po naszym rozstaniu.
- Jak chcesz — wzruszył ramionami, patrząc, jak podnosi się z miejsca i wychodzi zza kościelnej ławy. Stanęła naprzeciw niego.
- Więc pomożesz?
- Jasne — odparł i podszedł do niej. Blisko, bliżej niźli gdzieś głęboko oczekiwała. Nachylił się do jej ust. Przymknęła powieki. Jej policzek i fragment ucha owionął ciepły oddech Jake'a, gdy wymówił słowa, których już nigdy nie spodziewała się usłyszeć:
- Kocham cię!

2 586 czyt.
100%195
elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 2387 słów i 12962 znaków.

5 komentarzy

 
  • zabka815

    zabka815 · 19 mar 2017

    Super   przeczytałam wszystkie 5 części za jednym podejściem    Czekam z niecierpliwością na więcej  

  • Malawasaczka03

    Malawasaczka03 · 19 mar 2017

    Eeeeextra!! Uwielbiam to opowiadanie, po prostu UBÓSTWIAM

  • Lalli

    Lalli · 19 mar 2017

    Super wow. Czekam na next

  • Caryca

    Caryca · 19 mar 2017 · 193487201

    Jedno trzeba przyznać ,umiesz zawirowac sytuacje

  • eve10

    eve10 · 19 mar 2017

    Łohoho, nieźle! Nie mogę się doczekać.. Co dalej?? Cudo!! Kiedy będzie następny?