Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wybór, to za mało cz.1

Wybór, to za mało.

Xsandu to mała, drobna, nieco piegowata, siedmioletnia dziewczynka. Mieszka sam z mamą, bo mąż Arii, a tata Xsandu, zostawił je, kiedy dziewczynka miała dwa latka. Mama bardzo ją kocha. Miedzianowłosa i zielonooka dziewczynka jest grzeczna i nigdy nie sprawia żadnych kłopotów swojej mamie. Pewnego razu mama gotuje dla niej, po raz pierwszy w życiu, szpinak. Mała od razu stwierdza, że ta potrawa jej nie smakuje. Zaczyna się dyskusja i po chwili matka dziewczynki stwierdza, że jej dziecko jest wyjątkowo mądre. W dalszej części dyskusji odkrywa w niej pewną niespotykaną cechę. Ale to dopiero początek. Okazuje się że Xsandu ma super moce, ale i to jeszcze nie wszystko. Ktoś to wszystko dostrzega... tym kimś nie jest człowiek...
Opowiadanie dedykuję Emanne Beasha, dziewczynce z innego wszechświata.
      
                                                                                 *

Kiedy przychodzisz na świat, to jeszcze nic nie wiesz. Sądzisz inaczej? Dorastasz. Trwa to cały czas, ale zmiany są tak powolne, że nie można ich dostrzeć po godzinie czy nawet dniu.  
Jest wiele możliwości jak wszystko się dalej potoczy. Zależą one od miejsca, gdzie się wychowujesz, statusu społecznego swoich opiekunów, bo nie każdy ma tyle szczęścia, żeby mieć rodziców. Oczywiście istotne jest, ile oni zarabiają i kto cię otacza, bo towarzystwo jest niezwykle istotne i ma wpływ na to kim jesteś i kim możesz się stać w przyszłości. Do czasu, kiedy ktoś za ciebie
decyduje, mało zależy od twoich decyzji. Tak naprawdę dorastasz właśnie wówczas, kiedy sam podejmujesz decyzje. Najpierw pojedyncze, a potem jest ich więcej i więcej, aż przychodzi moment, że tylko ty samo stanowisz o sobie. No tak, jest jeszcze los, przeznaczenie, karma. Niektórzy wierzą w przypadkowość inni w plan.  
W moim przypadku? No cóż, sam oceń. O to moja historia.

Urodziłam się dziewczynką. Czy to wiedziałam od razu? Głuptas. Pewnie, że nie. Powiedziała mi to mama, bo tylko ją miałam. Tata zostawił nas kiedy miałam dwa lata i naprawdę tego nie pamiętam kiedy sobie poszedł I juz nie wrócił. Nigdy go nie wiedziałam w późniejszym życiu. Mogłam, ale nie chciałam.  
Pośród moich ubiorów w kolorach przeważał róż. Dowiedziałam się tego, kiedy miałam pięć lat, że dziewczynki noszą różowe ubiory, a chłopcy niebieskie. Dlaczego? Tego mi mama nie powiedziała, więc dalej nie naciskałam.  
Nie sprawiałam kłopotów. Jadłam zupki i cokolwiek mamusia mi przygotowała, poza jednym wyjątkiem. Nie lubiłam szpinaku. Dowiedziałam się tego kiedy miałam trochę więcej niż siedem lat, bo chociaż trudno w to uwierzyć, mamusia nigdy wcześniej nie serwowała mi szpinaku. Mogę śmiało powiedzieć, że od tego drobnego incydentu wszystko się zaczęło. Czy dlatego, że kolorem przypominał moje oczy? Chyba z powodu smaku. Miałyśmy o to z mamą małą sprzeczkę, ale wygrałam ją w sposób zdecydowany.
– Xsandu, dzisiaj zrobiłam szpinaczek.
Mamusia postawiła talerz z ziemniakami, jajecznicą i czymś zielonym.
Nabrałam na widelec troszeczkę ziemniaków, po czym, średnio ściętą jajecznicę, bo taką lubiłam najbardziej. Te potrawy znałam dobrze. Dopiero kiedy to przełknęłam, spróbowałem zielonej masy.  
Bez słowa zjadłam wszystko poza szpinakiem. W tym czasie, kiedy jadłam, mama myła garnki i uprzątała kuchnie i okolice, gdzie przygotowała jedzenie i dopiero teraz rzuciła okiem na mnie i talerz.
– Nie zjadłaś szpinaku, skarbie.
– Nie smakuje mi.
– Xsandu, szpinak jest zdrowy. Posiada dużo żelaza.
Uśmiechnęłam się do niej bardzo miło.
– Mówiłaś mamusiu, że noże są ze stali. Widelce i łyżki też. Kilka dni temu sprawdziłam na internecie, że stal to mieszanina żelaza, węgla i innych pierwiastków. Widelec ma dużo więcej żelaza niż szpinaka jednak nigdy ich nie jadłam.
– Sama znalazłaś te informacje? – mama zdziwiła się nieco.
Czy siedmiolatka nie powinna szukać takich wiadomości? Nie byłam pewna czy nie zrobiłam czegoś
niewłaściwego.
– To źle, że sprawdziłam?
– Ależ nie. Dlaczego ci nie smakuje szpinaczek, może jest za słony?
– Nie. To jest chyba pierwsze jedzonko, którego nie lubię. Ty lubisz wszystko?
– Nie lubię budyniu – odparła mama.
– Dlatego nigdy nie robisz? Zrób dla mnie, może ja polubię. Tylko proszę, nie rób więcej szpinaku.
Popatrzyła na mnie dłużej.
– Szczaw ci smakował, myślałam, że szpinak także polubisz – dostrzegłam lekki smutek na jej twarzy.
Nie chciałam, by się smuciła.
– Jeżeli ma cię to uszczęśliwić, zjem szpinak, ale tylko tym razem – wsunęłam widelec w zieloną masę.
– Nigdy cię do niczego nie zmuszałam. Jesteś dobrym dzieckiem i nie sprawiasz mi kłopotu.
Tym razem ja popatrzyłam na nią dłużej. Wyglądała już na mniej smutną, a nawet dostrzegłam delikatny uśmiech na jej ładnej buzi. Moja mama była ładna. Smukła, o jasnej cerze i brązowych oczach. Miała jasnobrązowe włosy, dzisiaj spięte gumką. Czasami plotła warkocz, bardzo rzadko widziany w tych czasach, przynajmniej tu gdzie mieszkałyśmy. Uśmiechnęła się całkiem i powiedziała.
– Zrobię ci dzisiaj budyń. Składa się z mleka, cukru i jakiegoś smaku. Mam waniliowo–truskawkowy.
– To chyba będzie mi smakował – odpowiedziałam.
Po tym lecie idziesz do szkoły – powiedziała to i znowu dostrzegłam lekki smutek na jej buzi.
Wstałam od stołu, podeszłam i objęłam jej biodra i uniosłam głowę, by zobaczyć jej twarz.
– Dlaczego posmutniałaś? Czy szkoła jest zła?
Poczułam jej dłonie na włosach.
– Ależ nie, tylko nie będzie cię kilka godzin i będę tęsknić. Dobrze, że pracuje w domu, bo inaczej musiałabym mieć dla ciebie nianię.
– Co to takiego niania, mamusiu?
– Raczej kto. To osoba, która opiekuje się dzieckiem kiedy rodzice są nieobecni.
– Rozumiem.
Nie wiedziałam, czemu mnie naszło, żeby o to zapytać. Coś już wiedziałam w tym temacie. Dostrzegałam podczas spaceru ludzi i widziałam dzieci z mamami i ojcami. Sara, moja koleżanka z przeciwka, unikała tego tematu i z tego powodu i ja nigdy o to nie pytałam. Czy niezjedzenie szpinaku to spowodowało, tego nie wiedziałam, ale uznałam, że powinnam o to teraz zapytać.
– Dlaczego nie mam taty?
Od razu pożałowałam pytania. Jej twarz się zmieniła i to znacznie. Teraz widniał tam tylko smutek i to taki, jakiego nigdy nie widziałam do tej pory.
– On nas zostawił... chcesz o tym porozmawiać? Nie sądziłam, że siedmiolatka zada takie pytanie.
– Możesz mi powiedzieć – odsunęłam się o krok do tyłu, by móc lepiej widzieć jej całą postać.
– Dobrze więc... Chcesz najpierw budyń?
– Budyń może poczekać.
Dostrzegłam lekkie i z pewnością tylko chwilowe zaskoczenie w jej spojrzeniu.  
– Dorosła odpowiedź – powiedziała cicho.
Zrozumiałam, że chodziło o to co powiedziałam. Nie widziałam w tym nic dorosłego, ale skoro mama tak powiedziała, to pewnie miała rację.
Poszłyśmy do salonu.  
Mieszkałam w małym domu, w porównaniu z domem Sary. Nasz salon był przytulny, tak go określałam. Podłogę zrobiono z drewna, a na niej leżał dywan w różne kolory, z przewagą granatu i brązu. Pod ścianą stał regał z książkami i różnymi dekoracjami, a miał on kolor ciemnego brązu.
Na ścianach, o delikatnym kolorze beżu wisiało kilka obrazów przedstawiających kwiaty. Na środku sufitu wisiał żyrandol zrobiony z przezroczystych kryształków. Lubiłam kiedy się mieniły różnokolorowymi światłami.  
Mama usiadła na skórzanej kanapie i pokazała dłonią miejsce obok. Usiadłam blisko i położyłam głowę na jej boku.
– Tata zostawił nas kiedy miałaś dwa lata. Do tej poru nie wiem, dlaczego wybrał, żeby być z inną osobą.
– Czyli żyje. Dlaczego nigdy mnie nie odwiedził? Przecież nic mu nie zrobiłam!
Znowu chyba coś powiedziałam nie tak, bo ponownie dostrzegłam smutek na jej twarzy. To już drugi raz w ciągu krótkiego czasu spowodowałam swoimi słowami zmianę wyrazu jej buzi. To stało się zaraz po jej odpowiedzi.
– Ja też nie – szepnęła.
Musiałam szybko coś zrobić, ale co? Nie miałam czasu na zastanawianie, więc palnęłam cokolwiek, najszybciej jak mogłam. Wysłałam tylko szybka myśl, żeby tym razem, to nie spowodowało w niej smutku. Oczywiście nie zastanawiałam się do kogo wysyłam tę prośbę.
– Jesteś ładna, miła, dobra i z pewnością jest wielu ludzi, którzy chcieliby z tobą być.
Znowu zobaczyłam ten sam wyraz twarzy. Zdziwienie. Tym razem dostrzegłam jak delikatnie unoszą się jej kąciki ust.
– Mam ciebie.
– Sama powiedziałaś, że idę do szkoły.
Teraz jej oczy się uśmiechnęły. Czyli powiedziałam coś dobrego. W końcu!
– To nie jest zupełnie tak – odrzekła szybko.
– A jak jest, mamusiu? Chyba trzy miesiące temu, podczas kiedy bawiłam się z Sarą jej mama powiedziała to pana Toma : ,,Czemu kogoś nie znajdzie. Jest wciąż młoda, ładna i miła”. Wiem, że pani Tracy miała ciebie na myśli, mamusiu.
Spojrzała na mnie zupełnie inaczej niż do tej pory. Widziałam, że się waha, ale w końcu zdecydowała się powiedzieć.
– Jakbyś to przyjęła?
– Co, mamusiu?
– Nowego tatę.
– Wybrałabyś takiego, który byłby dla mnie dobry, prawda?
Teraz widziałam, że powie coś innego.
– Nie rozumiem jak ty to wszystko wiesz! Masz dopiero siedem lat.
– Siedem i pół – odparłam dumnie.
– Zwykle dzieci zaczynają to rozumieć pięć lat później niż ty.
– Nic o tym nie wiem. Mówię, jak czuję. Jesteś dobrą osobą, a to, że zrobiłaś mi dzisiaj szpinak, ma marginesowe znaczenie.
Roześmiała się, tym razem serdecznie.
– Ty moja mądralo – zaczęła mnie łachotać po boczkach, a wiedział, że zaraz nie wytrzymam i pęknę ze śmiechu.
Chciałam uciec, ale mnie przytrzymała.
– Przestań, bo umrę ze śmiechu – próbowałam ratować się z opresji.
Na szczęście przestała. Ujęła moje policzki w swoje ciepłe i miłe dłonie i pocałowała w czoło, a potem przytuliła moją głowę do piersi. Lubiłam to bardzo, bo wówczas słyszałam jej serce. To był dla mnie zawsze cudowny moment.
– Jesteś bardzo kochana, Xsandu – szepnęła.
Wiedziałam, co to znaczy. Poczułam się dobrze. Dziecko powinno być kochane. Ale to znaczyło co innego. Wiedziałam i bez tego, że mnie kocha. Zrozumiałam od razu, że ma na myśli to, że wie, że ja ją kocham. To była prawda. Nikogo nie kochałam, tylko ją. Wówczas nie wiedziałam, że to się zmieni. Nie w tym, że ją przestanę kochać, ale w tym, że pokocham jeszcze kogoś.  
Kiedy w końcu puściła mnie z uścisku, spojrzała ponownie.
– Jest pewna osoba, którą lubię. Trzymam tę osobę dość długo na dystans, z uwagi na ciebie. Nie wiedziałam...
Ponownie nie do końca wiedziałm co : znaczy trzymam na dystans, ale wiedziałm o kogo chodzi.
– Czy to pan Daniel? – popatrzyłam jej w oczy.
Jej śliczne, brązowe oczy zrobiły się nieco większe.
– Skąd wiesz... Jak...
Faktycznie nie wiedziałam. Mama robiła projekty dekoracji wnętrz domów lub galerii handlowych, a poza tym pisała książki. Wydala już trzy i miały wzięcie. Takie mądre książki o tym co robić, by być zdrowym na ciele i umyśle.  
Czasem odwiedzali nas inni ludzie. Kilku mężczyzn i więcej kobiet. Zwracałam uwagę, jak z nimi rozmawia. W większości wypadków bawiłam się w swoim pokoju, ale czasem przychodziłam do niej, w tym czasie, kiedy z nimi rozmawiała. Obserwowałam ludzi i zaczęłam dostrzegać różnicę, może od roku, jak się zachowują. Wszyscy się uśmiechali i byli mili. Bardziej lub mniej naturalnie. Jednak ja zwróciłam uwagę na pewną różnicę. Daniel był miły inaczej. Miał blond włosy i błękitne oczy. Nie o to jednak chodziło. Patrzył na moją mamę inaczej niż pozostali goście, którzy nas odwiedzali.  
Raz weszłam do jej biura, kiedy oboje przeglądali jakieś papiery i moje wejście spowodowało, że mama niechcący je przesunęła i spadły z biurka na podłogę. Zaczęli je zbierać razem i pan Daniel dotknął, chyba przypadkiem, jej dłoni. Dostrzegłam jeszcze wiele drobnych różnic w zachowaniu mamy i pana Daniela, w tej chwili jak i w innych, kiedy byli razem w pokoju. Jeszcze wówczas nie wiedziałam, że mam pewien dar. Potrafiłam dostrzegać jak bardzo ktoś jest szczery w swoim zachowaniu. Wszyscy się do mnie uśmiechali i mówili, że jestem śliczną i grzeczną dziewczynką, tylko pan Daniel tego nie mówił, natomiast miałam pewność, że mnie lubi i że jest dobrym człowiekiem. Dobrym dla wszystkich, a szczególnie dla mamy.
To było mniej więcej tak:  
– Och, przepraszam, spojrzałam na córkę i zrzuciłam niechcący nasze papiery. – powiedział do niego.
On uśmiechnął się tylko, spojrzał na nią, potem na mnie i ponownie na nią i powiedział.
– To tylko papiery, Ario.
I właśnie z powodu, w jaki sposób na nią spojrzał i jak to powiedział, zrozumiałam, że musi ją bardzo lubić. Tylko jak wyczułam, że ona lubi go więcej niż innych?
To była chwila. Mama rzuciła na mnie spojrzenie i zapytała, czy czegoś potrzebuję. Wówczas powiedziałam prawdę. Chciałam zobaczyć, jak się ma i to powiedziałam. Być może inny rodzic by mnie skarcił i powiedział, że jest zajęty, albo poprosił, bym nie przeszkadzała, ale nie moja mama.
– Nie będzie ci przeszkadzać Danielu, jeżeli Xsandu pobędzie z nami chwilkę?
On znowu spojrzał na mnie krótko, a po chwili na nią, ale znacznie dłużej i rzekł.
– Wiem, że jest dla ciebie najważniejsza, z mojej zaś strony może tu być zawsze, jak długo zechce.  
I wtedy dostrzegłam jej spojrzenie, jakie mu posłała. Tak. Dlatego wiedziałam, że lubi go bardziej niż innych. Nie miałam wątpliwości.

                                                                                 *  
– Pamiętasz, jak kiedyś weszłam do twojej pracowni, podczas waszej dyskusji projektów? Zrzuciłaś papiery na podłogę, pewnie przypadkiem i zapytałaś mnie, czego potrzebuję. Potem zapytałaś pana Daniela czy mu nie przeszkadza, że weszłam. A on powiedział, że nie i że wie, że jestem dla ciebie najważniejsza.
– Pamiętasz takie detal? – zdziwiła się mama.
– Co to są detale, mamusiu? – zapytałam.
Uśmiechnęła się krótko.
– To są drobiazgi, takie malutkie rzeczy czy pojedyncze słowa. Dodatki, wyglądające na drobiazgi, a jednak są ważne. Nie sądziłam, Xsandu, że jesteś taka dojrzała. Momentami rozumujesz jak dorosły, a przy tym jesteś nadal małą dziewczynką. I wiesz co? Czasem myślę, że chciałabym, żebyś zawsze była mała.
– Dalszego mamusiu byś tego chciała?
Przez ułamek chwili jej ciemne brwi zbiegły się do środka.
– Nie wiem, czy mogę ci to powiedzieć. To znaczy, mogę, ale wówczas może zaczniesz pytać wiecej i wówczas nie będę wiedziała co powiedzieć.
Teraz ja z kolei się uśmiechnęłam.
– Nie będziesz wiedziała co powiedzieć? Przecież jesteś duża. Czy dorośli też czasem nie wiedzą co powiedzieć? Ja zawsze wiem co mam powiedzieć, tylko czasem nie znam nazw, jak przed chwilką, kiedy nie wiedziałam co znaczy słowo detal.
– Dobrze, w takim razie powiem tobie. Kiedy dziecko dorasta, zaczyna dojrzewać i się zmienia. A ja się czasem obawiam, czy ty się nie wówczas nie zmienisz i nie zostawisz mnie jak twój tata.
Spojrzałam na nią. Jak mogła to powiedzieć! Nie byłam jednak zła. Czy kiedykolwiek byłam? Nigdy. Nawet mama Sary mi to kiedyś powiedziała, że nigdy sie nie denerwuję i nigdy nie jestem zła. Czułam, że to co powiedziała mama, jest nieprawdą. Nie znaczyło, że kłamie, raczej chodziło o to, że ja wiedziałam, że moje nastawienie do niej nigdy się nie zmieni. Skąd to wiedziałam, nie miałam pojęcia, ale co do tego miałam pewność, że zawsze ją będę tak kochać.
– Są takie dzieci? Rodzice dla nich są dobrzy, a one najpierw są dla nich dobre, a potem się zmieniają?
– Tak, kochanie.
– Nie mogę w to uwierzyć. Nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym być dla ciebie inna. Wiesz co bardzo lubię? Lubię, to za mało. To jest najmilsza rzecz, jaką do tej pory miałam.
Zrobiła zdziwioną minę.
– O czym mówisz córeczko?
– Czyli nie wiesz. Bicie twojego serca. Kiedy mnie przytulasz, słyszę je.
Natychmiast mnie przytuliła, a moja głowa znalazła się na jej torsie. Bum bum, bum bum...cudowne, pełne spokoju. Rozkoszne.
– Czy właśnie tak, kochanie?
– Aha. Nawet śpiew ptaków nie jest tak śliczny. Chciałbym tak długo. Możemy?
– Naprawdę byś chciała?
– Tak, mamusiu.
W tym momencie Aria delikatnie przechyliła moją głowę i ułożyłam się tak, że moje ucho dokładnie ulokowałam na miejscu, gdzie głębiej znajdowało się je serce. Po chwili wpadłam jakby w trans, chociaż dokładnie nie wiedziałam, co znaczy to słowo. Odebrałam to jak moment zbliżony z granicy snu i jawy i trwałam tak bardzo długo. Mama cały czas gładziła moją głowę po włosach, a czasem czułam jej ciepłą dłoń na policzku.
– Śpisz kochanie? – zapytałam po jakimś czasie, dosyć długim czasie.
– Nie mamusiu. Gdybym zasnęła, to utraciłabym najcudowniejsza przyjemność, jaką do tej pory odczułam.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłość i fantasy, użył 3099 słów i 17347 znaków, zaktualizował 5 kwi o 4:44.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto