W objęciach światła – rozdział 6

W objęciach światła – rozdział 6Hayley

Miałam się wziąć za siebie i wrócić do pracy. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Wyjęłam w końcu z pudełka tablet graficzny i podłączyłam go do laptopa. Usiadłam przy biurku, gotowa rysować, ale zachciało mi się płakać. W ogóle tego nie czułam. Nie czułam się sobą. Chciałam, żeby wszystko było tak jak dawniej. Przed laparoskopią. Miałam ochotę rzucić to w cholerę, ale w ten sposób nigdy do tego nie wrócę. Wysłałam przecież sporo CV, jednak jak dotąd nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Poza tym, i tak zarobiłabym więcej w swoim zawodzie. Postawiłam więc na metodę małych kroków. Najpierw zacznę szkicować cokolwiek, żeby tylko ćwiczyć rękę, bo po takim czasie na pewno miałam sporo do nadrobienia. Pobawię się, tworząc jakieś krajobrazy, coś prostego i niewymagającego siedzenia nad tym kilkanaście godzin. Musiałam też wrócić do przeglądania Instagrama w poszukiwaniu inspiracji. Obserwowałam mnóstwo artystów, a ich prace przeważnie dawały mi natchnienie i motywację do rozwijania swoich umiejętności. Miałam nadzieję, że stopniowo rysowanie znów zacznie sprawiać mi radość i będę mogła się przy tym relaksować, a nie stresować, że nic mi nie wychodziło.  
Cały czas wracałam myślami do momentu, w którym Nick trzymał mnie w ramionach. Było mi tak dobrze, mimo że ból rozrywał mnie od środka. Nick był taki kochany. Kupił mi podpaski, zrobił herbatę i chciał przynieść coś słodkiego. Był obok i czułam się prawie tak, jakbyśmy byli parą. A tak niewiele brakowało. Może gdybym wszystkiego nie zepsuła, bylibyśmy razem i bylibyśmy szczęśliwi. Nie mogłam znieść tego, że był tak blisko i nie mogłam go mieć. Chciałam naprawić to, co zniszczyłam. Chciałam odbudować naszą relację i odzyskać jego zaufanie.  
Tylko jak to miałam zrobić, skoro się odsuwał, bo najwyraźniej tego nie chciał?


Nicholas

Minęły prawie dwa tygodnie, a między mną a Hayley dalej było niezręcznie. Oprócz momentu kąpieli Milo mało rozmawialiśmy. Ciągle chodziłem do pracy, na siłownię, spotykałem się czasem z Angeliką, po czym wracałem do mieszkania, gdzie czekało na mnie milczenie. Nie czułem się swobodnie. Nie czułem się dobrze. Czasem chciałem zapomnieć o wszystkim i być znowu sobą, ale nie potrafiłem. Ilekroć zaczynało się robić między nami choć odrobinę normalnie, odczuwałem coś w rodzaju blokady i paniki. Przypominało mi się wszystko, co się między nami stało i się wycofywałem. Nie potrafiłem inaczej. Powrót tutaj okazał się dużo bardziej męczący niż przypuszczałem.
Przynajmniej moja relacja z Willem wróciła do normy – nadal nie widywaliśmy się zbyt często, bo teraz większość czasu spędzał z Emmą, ale przynajmniej przestał patrzeć na mnie z wściekłością. Tak przynajmniej sądziłem, aż któregoś wieczora zapytał, czy możemy pogadać, a minę miał dosyć dziwną.
– Pewnie – powiedziałem, zastanawiając się, o co mogło mu chodzić.
– Rozmawiałeś ostatnio z Hayley?
Brwi podjechały mi do góry.
– Ostatnio nie za dużo rozmawiamy… prawdę mówiąc, prawie wcale. A o czym miałem z nią gadać?
– Hayley była u lekarza i ma nowe torbiele. Dostała nowe leki, ale nie wiadomo, czy pomogą, a jeśli nie… to czeka ją kolejny zabieg, co z kolei oznacza, że nie szybko się stąd wyprowadzi. Wiem, ja też nie tak to sobie wyobrażałem, nie mam pięciu lat, żeby spać z siostrą w jednym pokoju. Niby powiedziała, że wraca do pracy, ale jeszcze zobaczymy, jak z tym będzie. Zastanawiałem się, czy nie trzeba by rozejrzeć się za większym mieszkaniem, żeby każde z nas miało swój pokój i trochę prywatności. Ale najpierw chciałem zapytać, co ty o tym sądzisz.
Westchnąłem ciężko i jednocześnie poczułem, jak oblewa mnie kolejna fala paniki. Hayley nic mi nie wspominała o wizycie u lekarza, ale ciężko było się jej dziwić. Nasza obecna sytuacja nie zachęcała do zwierzeń. Poczułem jednak ucisk w brzuchu. Już jakiś czas temu czytałem w Internecie o jej chorobie, choć się jej nie przyznałem. Chciałem w końcu wiedzieć coś więcej niż to, co widziałem. Artykuł zawierał dużo medycznych informacji i przykrych słów, ale chcąc nie chcąc, skłonił mnie do zastanawiania się, jak wyglądałoby moje życie z Hayley, gdybyśmy jednak posunęli się o krok dalej. Była chora. Nie był to co prawda rak ani żadne inne świństwo, ale to, co przeczytałem, przeraziło mnie. Czy tak już miało zostać? Miało ją boleć za każdym razem, gdy dostanie okres, a może nawet i bez niego? Miałaby wychodzić z domu i mdleć gdzieś na ulicy? Ponoć ból mogła odczuwać nawet podczas seksu. Czy to dlatego mi nie powiedziała? Sprawiłem jej ból, a nawet o tym nie wiedziałem, bo byłem pijany?
Nie wiedziałem, czy byłbym w stanie się nią opiekować. Nie byłem ideałem. Nie miałem za dużo cierpliwości. Byłem wybuchowy i najczęściej podejmowałem w życiu złe decyzje. Czy gdybyśmy byli razem, wytrzymałbym to, co by się z nią działo? Zasługiwała na kogoś lepszego, a ja na pewno nie byłem kimś takim. Już wcześniej czułem, że moja rola znacznie wykracza poza współlokatora, zwłaszcza, gdy szedłem do sklepu kupić jej te cholerne podpaski i tampony. Poczułem się jak jej chłopak, a chyba nie byłem przygotowany do tej roli. Do niczego nie byłem przygotowany. Układ z początku był prosty: była tylko siostrą kumpla, która miała zamieszkać z nami na chwilę. Chwila zmieniła się jednak w kilka miesięcy, podczas których nasze życie zdążyło się diametralnie zmienić. Póki jednak byliśmy w tym mieszkaniu, nie odczuwałem tego tak bardzo, ale teraz… po słowach Willa poczułem się, jakby wylał na mnie kubeł zimnej wody. Mieliśmy szukać razem innego mieszkania, tak jakbyśmy żyli w jakimś popieprzonym trójkącie? Czy tak miało wyglądać moje życie, gdy byłem o krok od trzydziestki? Miałem wciąż mieszkać z kumplem i, co gorsza, jego siostrą? Żeby jeszcze tylko nią pozostała – ale nie. Już nie była tylko siostrą Willa, była dziewczyną, z którą się przespałem, do której coś czułem i przez to nie czułem się swobodnie we własnym mieszkaniu. Choć nie chciałem być sam, zaczynałem zmieniać zdanie. Nie mogłem tak żyć. To było zbyt popieprzone.  
– Skoro już wypłynął ten temat… ja też chciałem cię o coś zapytać. Wiem, że mówiłem, że nie chcę mieszkać sam, ale powrót tutaj… chyba nie był najlepszym pomysłem. A Angelika powiedziała mi ostatnio, że jej kolega będzie zwalniał swoje mieszkanie, kawalerkę… i mógłbym szybko je wynająć. – Nagle zacząłem się obawiać, że Will znowu mi przyłoży. – Wiem, że już mieliśmy podobną rozmowę. I naprawdę nie chcę zostawiać cię z czynszem, z opłatami, ale w obecnej sytuacji… sam rozumiesz. – Spojrzałem kumplowi prosto w oczy. – Mieszkanie z Hayley po tym wszystkim jest niezręczne, to raz… a dwa… no cóż, nie będę ukrywał, że nie jest to szczytem moich marzeń. A szukanie większego miejsca… brzmi, jakbyśmy żyli w jakimś pieprzonym trójkącie. Albo wszyscy troje byli zajebiście bliskimi przyjaciółmi, a obydwaj wiemy, że tak nie jest.
– Kurwa, to rzeczywiście tak brzmi. – Will przeczesał dłonią włosy i westchnął. – Słuchaj… powiem ci to, co ostatnio: nie będę cię zatrzymywał, nie będę ci robił problemów, bo chcesz się wyprowadzić. Wiedzieliśmy, że kiedyś to nastąpi, kiedy się tu wprowadzaliśmy. Opłatami się nie przejmuj, poradzę sobie, dopóki Hayley nie zacznie zarabiać, co, mam nadzieję, stanie się prędzej niż później… i te pieprzone torbiele znikną, bo mieszkanie z siostrą też nie jest szczytem moich marzeń. Tym bardziej teraz, kiedy z Emmą układa się tak dobrze…
Ulżyło mi, że się nie wściekł. Poczułem się, jakby kamień spadł mi z serca. Choć od dawna mówiłem o wyprowadzce, jakoś nie mogłem się na nią zdobyć – teraz wydawała się najsłuszniejszym rozwiązaniem. Musiałem nabrać dystansu, a nie mogłem tego zrobić, mieszkając z Hayley pod jednym dachem.
– No to ustalone. Ja niedługo zniknę, a ona będzie mogła zająć mój pokój. – Na sekundę się zawahałem. – Kto jej to powie?
– A to ma jakieś znaczenie?
– Ma, bo jeśli ma się znowu rozpłakać, to ja chyba nie chcę przy tym być.
– A myślisz, że ja chcę?
– To twoja siostra. Pewnie przez pół życia słyszałeś, jak płacze. – Westchnąłem. – Papier, kamień, nożyce? Czy rzucamy monetą?
– O co chcecie rzucać monetą? – usłyszałem głos Hayley, która właśnie weszła do salonu.  
Szybko zerknąłem na Willa, unosząc brwi. Teraz nie było już chyba odwrotu.
– Nick się wyprowadza – powiedział Will.
Zerknąłem na Hayley, ale ciężko było mi odgadnąć, co myślała.
– Będziesz mogła zająć mój pokój. Będzie wam wygodniej – mruknąłem.
Była zaskoczona, ale nie wyglądała, jakby miała się rozpłakać.
– O-okej – wykrztusiła w końcu, obejmując się ramionami.
Serio? Tylko tyle?
Przez chwilę staliśmy w niezręcznej ciszy, aż w końcu rzuciłem:
– To… ja pójdę zadzwonić. Zanim ktoś sprzątnie mi to mieszkanie sprzed nosa. – Odszedłem w stronę swojego pokoju, który już niedługo miał być pokojem Hayley. Usłyszałem jeszcze, jak pyta Willa cichym głosem:
– To przeze mnie?
– Mnie pytasz? Chcesz wiedzieć, to zapytaj Nicka.
Doszedłem do pokoju i zamknąłem drzwi, udając, że tego nie usłyszałem. Szybko zadzwoniłem do Angeliki i poprosiłem ją o numer kolegi, który zwalniał mieszkanie. I chyba musiałem zacząć się pakować.
***
Dwa dni później oglądałem mieszkanie na żywo, bo do tej pory widziałem tylko zdjęcia. Dziwnym trafem od razu mi podpasowało. Przy poprzednich poszukiwaniach ciągle coś było nie tak, a tutaj wnętrze spodobało mi się od samego początku. Kawalerka miała jasne podłogi, dość dużą kuchnię – dla mnie wystarczającą – a właściwie aneks kuchenny połączony z salonem, w którym stała duża kanapa z narożnikiem, pełniąca jednocześnie funkcję łóżka. Naprzeciwko stał telewizor, obok jakaś szafka i szafa na ciuchy. Łazienka była dość mała, ale wszystko, co powinno w niej być, było, więc nie zamierzałem narzekać. Podłoga była strasznie pstrokata, kafelki były czarno-białymi esami floresami, ale w końcu to tylko podłoga. Wanna miała funkcję prysznica, ale brakowało zasłony, więc postanowiłem, że ją dokupię, bo częściej jednak brałem prysznic niż kąpiel, a nie uśmiechało mi się zachlapać przy tym całej łazienki.
Było też wyjście na średniej wielkości balkon, na którym znajdował się mały drewniany stolik z krzesłem i jakieś roślinki. Nie było to moim wymogiem, ale pomyślałem, że miło będzie wychodzić tam rano z kawą. Nasz poprzedni balkon był malutki, ten zdecydowanie większy – przynajmniej dało się usiąść. Kolega Angeliki wyprowadzał się za tydzień. Zdążył już poinformować właściciela, że znalazł najemcę na swoje miejsce. Pozostawało mi tylko się pakować. Nigdy tego nie lubiłem i nagle okazało się, że miałem cholernie dużo rzeczy. Dodatkowo nie pamiętałem, co było moje, a co Willa, więc nad wieloma rzeczami staliśmy jak katy i dyskutowaliśmy, kto to przyniósł i co z tym zrobić. Ekspres do kawy na pewno był mój – nie sądziłem, że Hayley czy Will odczują jego brak, bo i tak ja piłem najwięcej kawy. Konsola też była moja, ale wspaniałomyślnie postanowiłem ją zostawić. Stwierdziłem, że nigdzie mi nie ucieknie, a tak to zawsze będę miał powód, żeby w razie czego wpaść w odwiedziny. Niby nie wyprowadzałem się na koniec świata, kawalerka znajdowała się tylko kilka kilometrów dalej, ale i tak czułem się dziwnie. Do tej pory mieszkałem z kumplem, a teraz nagle miałem zacząć radzić sobie sam. Ale jaki miałem wybór? Dziewczyny nie miałem, a nie zamierzałem już do końca życia mieszkać z tą, która może miała szansę nią zostać – i w dodatku z jej bratem.
Byłem ciekawy, co Hayley myślała o mojej wyprowadzce, ale nie odzywała się ani słowem. Przecież musiała myśleć coś więcej niż to, co z siebie wykrztusiła, gdy się dowiedziała. Poprzednio prosiła mnie, bym został, ale teraz sytuacja była diametralnie inna. Nie chciałem, by moje życie tak wyglądało. Musiałem coś zmienić.


Hayley

Nick się wyprowadzał. Tym razem naprawdę i nie powinnam być tym tak zaskoczona, ale jednak byłam. Sądziłam, że jakoś się dogadamy, jeśli będziemy na siebie wpadać. Jak zawsze się myliłam, a teraz dodatkowo nie będziemy się już spotykać w kuchni czy w korytarzu. W ogóle nie będę go widywać. Było mi strasznie smutno z tego powodu. Miałam wrażenie, że zaprzepaściłam kolejną szansę na dogadanie się i nie dostanę następnej. Kiedy o tym myślałam, chciało mi się płakać. Nie wyobrażałam sobie tego mieszkania bez Nicka, a tym bardziej nie wyobrażałam sobie spania w jego pokoju, bo to nie będzie mój pokój. Zawsze będzie jego. Nie zamierzałam robić problemów, odsunęłam się. Może powinnam zaproponować pomoc, ale bałam się, że nie dam rady i się rozpłaczę.
Zmuszałam się do siadania przy biurku i rysowania, ale w ogóle nie miałam do tego głowy. Byłam przybita i mogłam siedzieć godzinami, trzymając rysik w dłoni tuż nad ekranem tabletu, nigdy go do niego nie dociskając, by powstała linia czy choćby kropka. Sprawdzałam telefon w nadziei, że na grupa na messengerze znów ożyje, ale nic z tego. Napisałam mnóstwo wiadomości z prośbą o spotkanie już kilka dni temu, jednak żadne z nich nie odczytywało. Najpierw straciłam Nicka, a teraz też przyjaciół i to całą trójkę na raz. Miałam ochotę zakopać się w pościeli i nie wychodzić, bo i tak nikt mnie nie potrzebował. No, może oprócz Milo. Nie zmieniało to jednak faktu, że nie mogłam sobie wybaczyć, że tak wszystko spieprzyłam.
W końcu telefon zaczął wibrować, a ekran rozświetlił się, pokazując powiadomienie. Kevin odpisał, że jest u rodziców na Florydzie, ale chętnie się spotka, gdy wróci. Później odezwały się dziewczyny – jedna miała chaos w pracy, druga na głowie przeprowadzkę do nowego mieszkania, które wynajmowała teraz ze swoim chłopakiem. Obie chciały nadrobić czas, kiedy nie gadałyśmy, więc umówiłyśmy się na babski wieczór u Andrei. Cieszyłam się, że będę mieć szansę je przeprosić i w końcu wyjść gdzieś indziej niż do parku z psem, czy na zakupy z bratem lub bez niego. Pomalowałam się pierwszy raz od dłuższego czasu, założyłam spódniczkę i niezbyt gruby biały sweter. Po drodze do Andrei kupiłam słodkie wino i kiedy przekroczyłam próg jej mieszkania, razem z Gabriellą przytulałyśmy się bardzo długo. Po kolei relacjonowałyśmy, co się u nas działo, ja się oczywiście popłakałam, mówiąc o Nicku i nowych torbielach. Nie wspomniałam nic o prawdopodobnie ostatniej szansie na zajście w ciążę. Dziewczyny mnie pocieszały i chciały bardziej obgadać moją tragiczną sytuację, ale ucięłam ten temat. Jeszcze nie chciałam o tym myśleć. Skupiłyśmy się na przyjemniejszych tematach, popijając wino i mój humor zdecydowanie się polepszył.
Robiło się późno, a mnie szumiało już w głowie, więc postanowiłam wracać do domu. Zamówiłyśmy z Gabi taksówkę na pół i przegadałyśmy jeszcze całą drogę. Gdy wchodziłam po schodach, zaburczało mi w brzuchu. Byłam strasznie głodna i chociaż w takim stanie nie powinnam robić niczego skomplikowanego, zachciało mi się naleśników. Gdy tylko weszłam do mieszkania, od razu udałam się do kuchni i zaczęłam wyjmować wszystkie potrzebne składniki. Zaświeciłam tylko światło nad kuchenką, bo i tak głównie tam przebywałam, więc nie potrzebowałam głównego. Starałam się być cicho, bo Will pewnie już spał. Nie chciałam go obudzić. Nuciłam pod nosem jakąś piosenkę, której tytułu nie mogłam sobie przypomnieć, wsypując mąkę do miski.
Nagle zaświeciło się górne światło, powodując, że aż zabolały mnie oczy.
– Co ty wyprawiasz?
Odwróciłam się zaskoczona i zobaczyłam Nicka. Zrobiło mi się gorąco, bo nie miał koszulki, właściwie miał na sobie tylko bokserki i wyglądał tak słodko z rozczochranymi włosami, które zdążyły mu już trochę odrosnąć. Miałam nadzieję, że nie odwalę czegoś głupiego, bo alkohol dodawał mi odwagi.
– Robię naleśniki – odpowiedziałam z uśmiechem, chociaż może powinno być mi głupio, bo może już spał i go obudziłam. – Zjesz ze mną? O, albo możesz być moim sous-chefem, chcesz?
Uniósł brwi i wyraźnie powstrzymywał śmiech.
– Sous-chefem, mówisz? Wiesz, że gdybym nim był, to technicznie rzecz biorąc musiałbym być… pod tobą?
Poczułam, że palą mnie policzki, bo w głowie już miałam zupełnie inny obraz Nicka pode mną.
– Wiem. Masz z tym jakiś problem?
– Chyba ty powinnaś nim być, bo uważam, że robię lepsze naleśniki niż ty. Zwłaszcza jak jesteś pijana i pewnie zaraz się poparzysz.
– A kiedy niby jadłeś moje naleśniki, że uważasz, że robisz lepsze?
– Cóż, pewnie zaraz zjem. Poczekaj chwilę. – Zniknął gdzieś, a gdy wrócił, miał na sobie czarne spodnie dresowe i musiałam ugryźć się w język, by nie zwrócić mu uwagi, że bez nich wyglądał lepiej. – Zamierzasz smażyć naleśniki pijana? Pomijam fakt, że dochodzi druga w nocy.
– Dlatego ty będziesz sous-chefem. Serio jest już druga w nocy? Gdy wychodziłam od Andrei była dwudziesta trzecia, przysięgam.
Parsknął śmiechem, podchodząc do kuchenki.
– No cóż, alkohol tak działa. Dobrze, że w ogóle tu trafiłaś.
– Nie jestem aż tak pijana. Wypiłam tylko dwie… no dobra, może trzy… ewentualnie cztery…
– Butelki? – przerwał mi.
– Lampki! – oburzyłam się. – Myślisz, że po czterech butelkach byłabym w stanie ustać na nogach?
– No cóż, ostatnio nie byłaś i upadłaś na moje łóżko, więc… – Przejął miskę. – Ale śmierdzisz winem. I to większą ilością niż tylko czterech lampek.
– A ty… – zaczęłam, zbliżając się do niego, żeby wyrzucić mu papierosy, ale tym razem nimi nie śmierdział. Wręcz przeciwnie. Przysunęłam się jeszcze bliżej. – A ty nie…
Teraz już parsknął śmiechem.
– Szokujące odkrycie. Nie śmierdzę. Dziękuję. Mój żel pod prysznic się cieszy. – Sięgnął ręką po jajka i mleko, stojące obok.  
– Proszę. Powiem więcej, ładnie pachnie ten żel pod prysznic, ale twoje perfumy są ładniejsze. Myślałam, że to ja robię naleśniki. – Zerknęłam na zawartość miski, a potem znów na jego klatę i powoli przesunęłam wzrok wyżej, do jego twarzy.
– Pomyślałem, że jednak przejmę dowodzenie, bo wolałbym, żeby jajka nie znalazły się na blacie, tak jak ta biedna mąka.
– Ale mąka zawsze ląduje na blacie, nieważne co robisz. Już nie przesadzaj, nie jestem taka pijana. Przesuń się, roztopię masło. – Przycisnęłam swoje ciało do jego, próbując go przepchnąć, ale nic z tego. W dodatku nigdzie nie widziałam masła.
– No, fakt – powiedział delikatnie. – Tym razem przynajmniej nie prosisz, bym cię rozebrał.
– Tym razem mogę to zrobić sama, bo nie mam na sobie skomplikowanej sukienki. Właściwie to trochę tu gorąco. – Złapałam za krawędź swetra i chciałam jednym ruchem zdjąć go przez głowę, ale Nick mi przerwał:
– Hayley… przestań – powiedział cicho.
– Przecież nic takiego nie robię. To tylko sweter. – Nie drgnęłam jednak, tylko na niego patrzyłam. – Myślisz, że co mam pod spodem?
– Myślisz, że zaczniesz się przede mną rozbierać, a mnie to nie ruszy?
– Nie zamierzam robić striptizu, chcę tylko zdjąć ten głupi sweter.
– Jak chcesz – mruknął i odwrócił wzrok.
Prychnęłam, odsuwając się i zdjęłam w końcu sweter, zostając w topie na cienkich ramiączkach.  
– Za ile te naleśniki? Umieram z głodu. Mam nadzieję, że mamy syrop klonowy. – Zaczęłam grzebać po szafkach, szukając szklanej buteleczki z syropem.
– Przecież sama chciałaś je robić. Zdecyduj się.
– Nie mogę. Rozpraszasz mnie. – Znalazłam syrop i postawiłam go na stole, a potem otworzyłam lodówkę, bo powinno tam być jeszcze jedno opakowanie borówek. – Poza tym, jestem pijana i mogę się poparzyć.
– Jesteś niemożliwa, to po pierwsze. Przecież przed sekundą ci to mówiłem. Po drugie: ja cię rozpraszam? Niby czym?
– No, jak to? Tym. – Wskazałam na jego klatę, twarz, włosy. – Wszystkim.
– Mam się ubrać?
– Ani mi się waż.
Znowu się roześmiał.
– No to jakaś decyzja. Albo cię rozpraszam, albo się ubieram. Albo jesteś pijana i ja robię naleśniki, a ty się nie wtrącasz, albo robisz je sama od początku do końca.
– Dobra, jestem pijana, a ty zrobisz je szybciej i to bez rozsypywania mąki. – Uśmiechnęłam się szeroko.
– A druga decyzja?
– Rozpraszaj mnie dalej.
– To może w końcu usiądziesz i dasz mi zrobić te cholerne naleśniki, zanim będzie trzecia rano?
Westchnęłam, zamknęłam lodówkę i grzecznie usiadłam przy stole. Oparłam głowę na dłoni, obserwując Nicka, a w mojej głowie już go dotykałam i całowałam, ale musiałam się opamiętać, zanim naprawdę zacznę to robić. Obserwowanie go w kuchni było przyjemnością i przez chwilę zrobiło mi się smutno, że być może to ostatni raz, kiedy taka sytuacja ma miejsce. Szybko odgoniłam te myśli, bo prowadziły do płaczu, a nie chciałam psuć tej chwili.
Nie wiedziałam, ile czasu minęło, ale w końcu Nick postawił na stole dwa talerze ze stosami naleśników i usiadł obok. Od razu złapałam syrop klonowy i polałam swoje, a kiedy chciałam odstawić butelkę, zauważyłam, że po szyjce spływa kilka kropel, więc starłam je palcem i zlizałam. Poczułam na sobie wzrok Nicka, więc na niego spojrzałam.
– Co? Też chcesz? – zapytałam i ponownie złapałam butelkę syropu, by nalać odrobinę na palec, który podsunęłam Nickowi pod nos.
– Nie, dziękuję – odparł, ale miał dziwny głos.
– No przestań. Zaraz kapnie, więc… – Syrop spłynął z mojego palca prosto na jego klatę i oboje spojrzeliśmy na kroplę na skórze, potem na siebie, a ja nieświadomie już się powoli nachyliłam.  
– Co robisz? – usłyszałam ciche pytanie Nicka, choć nie brzmiał, jakby chciał mnie powstrzymać.
Nie odpowiedziałam. Nachyliłam się jeszcze bardziej i zanim zdążyłam pomyśleć, dlaczego nie powinnam tego robić, zlizałam syrop z jego skóry.  
Usłyszałam jego przyspieszony oddech, a gdy podniosłam wzrok, patrzył na mnie zszokowany.
– Słodki jesteś – powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się powalająco.
Wpatrywał się we mnie jeszcze przez chwilę ciężko oddychając, po czym nagle wstał.  
– Mam nadzieję, że naleśniki ci smakują. Ja… pójdę się już położyć. I ty też powinnaś. Dobranoc. – Minął mnie szybko i wyszedł z kuchni.
O nie. Znowu wszystko zepsułam. A było tak fajnie…
Po jaką cholerę go polizałam?
Zaburczało mi w brzuchu, więc zabrałam się za jedzenie. Nick miał rację – jego naleśniki były dużo lepsze niż moje.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4269 słów i 23635 znaków.

1 komentarz

 
  • Gazda

    Ok te podchody, czy oni w końcu się dogadają?
    Jedno i drugie chce a boi się. Eh życie 👋

  • candy

    @Gazda już trochę się dogadali :D przynajmniej rozmawiają, a nie udają, że się nie widzą :)