Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

The Choice #7

CARL

-Mam nadzieję że wszystko jest gotowe. - usiadłem za swoim biurkiem. Wiele dokumentów śmieciło jego ciemne lakierowane drewno.  
Porwę Evie, jutro. Nie będzie zadowolona ale chuj mnie to obchodzi. Chcę dla niej dobrze, nigdy nie wiadomo co Markowi wpadnie do głowy. Teraz jest spokojny ale nie na długo.  
Biorę kilka kartek do ręki, muszę odebrać firmę Markowi. Jest to trudne ale do wykonania szczególnie, że wciąż zależy mu na Evie.  
-Oczywiście. Chcę Pan przy tym być?  
-Muszę zabrać czas Markowi, nie może się dowiedzieć. Przynajmniej nie teraz.  
-A jak się domyśli, że to ty szybciej niż planujesz.  
-Wtedy będę się martwić. - zapaliłem papierosa i oparłem się o krzesło.  
-Jak coś się nie uda?  
-Płacisz mi za każdą pomyłkę, życzę powodzenia Lukas.  
Wkurzony wstał i zabrał swoją teczkę.  
-Do zobaczenia jutro. - odwrócił się i wyszedł.  

EVIE

Położyłam się w łóżku jakieś czterdzieści minut temu. Wciąż patrzę w sufit i mam natłok myśli.  
-Śpisz? - do sypialni wszedł Mark. Moje serce zaczęło bić z częstotliwością ruchów skrzydeł koliberka. Odruchowo spięłam się i zatrzymałam oddech.  
-Nie. - powiedziałam cicho. Patrzyłam na zarys jego sylwetki, która zaczęła zbliżać się do łóżka. Materac ugiął się pod ciężarem jego ciała.  
-W sumie to się cieszę, że żyjesz. - pewnie położył dłoń na moim brzuchu, czułam strach ale brakowało mi jego dotyku. Nie myśląc położyłam swoją dłoń na jego i lekko docisnęłam. Ośmieliłam się spojrzeć w jego oczy, wędrował nimi po mojej twarzy. Zatrzymał się na ustach a jego źrenice rozszerzyły się, nachylił się delikatnie nad moją twarzą i spojrzał mi w oczy. Jednocześnie chciałam roztopić się w smaku jego ust a jednocześnie rozpłakać i uciec jak najdalej się da. - Rozbierz się. - powiedział. Usiadł wygodnie na łóżku a ja wstałam chwiejąc się na nogach. Zaświeciłam lampkę żeby zwiększyć widoczność i stanęłam przed Markiem. Nie miałam dużo do zdejmowania bo jedynie jego bluzkę. - Zaczekaj. - wstał i włączył radio, z którego leciała cicha powolna muzyczka. Wrócił na miejsce i nie spuszczał ze mnie wzroku. Dopiero teraz zauważyłam, że ma na sobie same bokserki. Jego ciało wciąż wyglądało jak greckiego Boga, zawsze dbał o ciało.  
Gdy się otrząsnęłam zaczęłam lekko kręcić biodrami, powoli przejechałam dłońmi po całym ciele w górę i skrzyżowałam je nad głową. Jedną ręką zjechałam po szyi, między piersiami i po brzuchu na końcu łapiąc za bluzkę. Dołączyłam drugą rękę i bardzo powoli zaczęłam podnosić ją do góry. W końcu ją ściągnęłam i stałam naga przed Markiem. Cały czas patrzył w moje oczy zadowolony, ani na sekundę nie spuścił z nich wzroku. - Podejdź Evie. - zrobiłam co kazał. Usiadł na brzegu łóżka i wyciągną do mnie dłoń. Chwyciłam ją a on pociągnął mnie delikatnie do siebie, stanęłam między jego nogami. Złapał mnie za biodra i musnął delikatnie mój brzuch obserwując moją reakcję. Zatrzymałam oddech a przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Odchyliłam lekko głowę i wzięłam głęboki wdech. - Jesteś moja Evie?
-Jestem.
CARL

-Szefie, Mark wyszedł właśnie z domu. Kiedy mamy wejść? - odezwał się przez krótkofalówkę jeden z moich ludzi. Siedzę w czarnym suvie i obserwuje wszystko na kamerach.  
-Wchodzicie na mój znak. Jak jej się coś stanie, zacznę od waszych rodzin na końcu zabije was osobiście. - oparłem łokcie o kolana i przyglądałem się Evie. Stała w kuchni przy wyspie kuchennej, co gorsza w jego koszuli. - Wchodzcie! - krzyczę do krótkofalówki a moi ludzie od razu wyważają drzwi i zaczynają strzelać. Patrzę na reakcję Evie, siedzi skulona za wyspą i widać że bardzo się boi. Po chwili jeden z moich ludzi bierze ją za ramię i krzyczy coś do niej. Wkrótce po tym wyprowadza ją gdy reszta moich ludzi bawi się z ochroną, która pada jak muchy za każdym strzałem. Drzwi mojego auta otwierają się i do środka wpada Evie.  
-Zabierz ludzi i spierdalajcie, za chwilę będzie tutaj Mark. - powiedziałem przykładając Evie do twarzy szmate nasączoną chloroformem. - Dobranoc słoneczko. - powiedziałem gdzy przestała się szarpać a jej oczy zaczęły powoli się zamykać.  
Odjechaliśmy tuż przed przyjazdem Marka. Przez kamery widziałem jak biega po domu i szuka Evie, w końcu się wkurwia i uderza czymś o podłogę. Zaśmiałem się widząc to i zamknąłem laptopa. Chwyciłem butelkę whisky i przez całą drogę przyglądałem się Evie popijając bursztynowy alkohol. Gdy dojechaliśmy na miejsce wziąłem Evie na ręce i zaniosłem do mojej sypialni. Położyłem ją na łóżku a sam usiadłem na krześle obok, teraz czekałem aż się obudzi.  
Po kilkunastu minutach zaczęła się ruszać, złapała się za głowę i lekko uniosła. Rozejrzała się po pokoju i zawiesiła wzrok na mnie.  
-Co ja tutaj robię Carl? - usiadła po turecku wciąż patrząc na mnie. Uśmiechnąłem się szeroko, wstałem i podszedłem do niej.  
-Słońce, porwałem cię. - założyłem kosmyk jej włosów za ucho.  
-Pojebało cię? Odwieź mnie do Marka! - wstała z łóżka i odeszła ode mnie.  
Zaśmiałem się i podszedłem do drzwi.  
-Odpocznij, przyjdzie tu ktoś z jedzeniem. Bądź grzeczna Evie to nic ci się nie stanie. - wyszedłem i zamknąłem drzwi na klucz.  

-Halo.  
-Kurwa, Carl! Ktoś porwał Evie i zabił połowę mojej ochrony. Przyjedź do posiadłości, natychmiast! - uśmiechnąłem się szeroko.  
-Bardzo bym chciał ale jestem w Moskwie.  
-Co ty do chuja robisz w Rosji?  
-Interesy z mafią. Kiedy ty śpisz spokojnie ja muszę pracować, poradzisz sobie sam. Wracam za dwa dni, o ile wrócę. - rozłączyłem się.  
-Problemy?  
-Nie twój interes Galib. Lepiej powiedz dlaczego spotykamy się w Moskwie. - oparłem się o krzesło.  
-Masz moją córkę, tutaj jest bezpieczniej niż w Turcji. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie przyjąłeś po tym wszystkim. - westchnął i sięgną do kieszeni marynarki. Wyciągnął portwel i otworzył go. - Cóż... Przechodząc do interesów, tak teraz wygląda Maia.  
-Dlaczego upozorowałeś jej śmierć? - przyjrzałem się zdjęciu dziewczynki, niedawno skończyła cztery lata.  
-Tak było łatwiej ją ukryć, przynajmniej nikt jej już nie szukał. - schował portwel. - Teraz gdy masz Maie, Evie będzie jadła ci z ręki. Kto wie? Może odzyskam Zeynep.  
-Evie już dawno nią nie jest. Zeynep odeszła gdy Evie poznała Marka.  
-Chce się z nią zobaczyć. - wstał.  
-Będzie jeszcze czas. Sprowadź Maie. - skiną głową na moje słowa i wyszedł.  
-Luka, wszystko gotowe bądźcie przygotowani. Przejmę Maie a wy pozbędziecie się tego starucha. Do tego momentu mnie nie zawiodłeś, mam nadzieję, że teraz nie będzie inaczej.  
-Nie zawiodę Pana. - rozłączyłem się i podszedłem do okna. Jak wszystko pójdzie po mojej myśli Evie i firma Marka będzie moja.

HIJALUCIFER111

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1308 słów i 7029 znaków. Tagi: #miłość #intryga #szantaż

Dodaj komentarz