Światło w ciemności – rozdział 14

Światło w ciemności – rozdział 14Nicholas

Nie miałem nawet czasu pomyśleć o tym, co stało się z Hayley w kuchni, bo gdy dotarłem do pracy, bar był pełen i miałem od cholery roboty. Kiedy w końcu miałem chwilę, by usiąść, wyskoczyło mi powiadomienie z Instagrama – Kim dodała nowe zdjęcie. Od razu złapałem za komórkę i przez dłuższą chwilę wpatrywałem się w fotografię. Musiała ją zrobić niedawno, byłem pewien, że wcześniej jej nie widziałem. W dodatku nie zrobiła jej sobie sama, bo na zdjęciu stała w dość dużej odległości od aparatu, ustawiona bokiem, odchylając lekko głowę do tyłu. W tle błyszczało zachodzące słońce. Coś ścisnęło mnie w żołądku. Patrzyłem na zdjęcie i nie mogłem uwierzyć, że ledwo co upijałem się z powodu naszego rozstania, a potem tak po prostu pocałowałem siostrę mojego najlepszego kumpla. Coś było ze mną poważnie nie tak. Już sam nie wiedziałem, o co mi chodziło, kogo chciałem, co tak naprawdę mnie bolało.
Odsuwałem od siebie myśli od Hayley, bo nie wiedziałem, co miałem o niej myśleć. Przecież kochałem Kim. Było mi ciężko wytrzymać z samym sobą, gdy odeszła. A Hayley? Była pod ręką? Owszem. Ale nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby mi się nie podobała. Coś między nami było. Tylko że w chwili obecnej nie chciałem się tym zajmować. Nie zakończyłem jeszcze najważniejszej sprawy, nie chciałem zaczynać kolejnej.
Znowu było tak, że trochę się unikaliśmy, ale nie celowo – po prostu znowu zacząłem dużo pracować, by nadgonić straty, które sam spowodowałem, wybierając zamiast pracy imprezy i picie. Zwykle po powrocie witał mnie tylko Milo, ale pewnego wieczora zauważyłem światło w kuchni i przez krótką chwilę bałem się, że Hayley na mnie czekała, może chciała w końcu porozmawiać o tym, co się między nami wydarzyło. Zobaczyłem jednak, że to był Will – w dodatku Will pochylający się nad butelką alkoholu, co zdarzało mu się niezmiernie rzadko. Gdy spojrzał na mnie mętnym wzrokiem, odruchowo chciałem iść do pokoju, bo przypomniałem sobie, że przecież się pokłóciliśmy – ale samo to, że Will pił tak późno, w dodatku sam, nie wróżyło dobrze. Powstrzymałem się od wrednego komentarza i usiadłem naprzeciwko niego.
– Potrzebujesz towarzystwa?
– A chcesz się ze mną napić? Czy wolisz swoich nowych kumpli?
Zacisnąłem zęby, ale po raz kolejny odparłem chęć, by się mu odgryźć.
– Nie pierdol – rzuciłem krótko. – Każdy ma prawo do błędów.
– Taaa… – Pociągnął spory łyk prosto z butelki.
– Co się stało? – Postanowiłem zapytać prosto z mostu.
– Hayley się stała. Byliśmy u lekarza. Ma torbiel. Znowu. – Ponownie pociągnął z butelki. – Niby tylko do obserwacji… ale kto ich tam wie, nie? Zaraz znowu będą chcieli ją kroić, a ja… nie mamy kasy na kolejny szpital, nie mam siły na kolejny kredyt, mam dość zapierdalania, żeby spłacić ten, co mam.
Cholera. Nie sądziłem, że powie coś takiego. Przez chwilę milczałem, żałując, że nie mam do powiedzenia niczego mądrego. Chyba powinienem poczytać trochę o chorobie, którą miała Hayley, bo czułem się niedouczony. A teraz ta torbiel… tak naprawdę nie miałem pojęcia, co to dla niej oznaczało. Wiedziałem tylko, co oznaczało dla Willa.  
– Może faktycznie to nic groźnego – odezwałem się. – Ludzie żyją z pociskami w ciele i niekiedy nawet nie trzeba ich usuwać. – Plotłem głupoty, ale nie wiedziałem, jak go pocieszyć. – Nie możesz mieć od razu czarnych myśli. A jeśli będzie bardzo źle to… pomogę.  
– Dzięki, ale… i tak już mam u ciebie dług. Nie potrzebuję kolejnego. Potrzebuję wydłużyć dobę i jakoś ogarnę. – Zamilkł, wpatrując się w alkohol, który obracał w dłoniach. – Sorry… no wiesz, za tamto. Nie mam cię w dupie, tylko… nie mam czasu. Na nic. Mieszkamy razem, a nie widzieliśmy się… nawet nie pamiętam ile. – Przeczesał dłonią włosy i upił kilka łyków z butelki.
– Nie, to ja… – zacząłem zakłopotany. – Przesadziłem. Wiem, że nie lubisz tamtych i… w sumie nie dziwię się, że tak zareagowałeś. Ja też ich nie lubię. Miałem gorszy okres i musiałem odreagować. Tyle. Wiem, że zachowałem się jak dupek, a naskoczyłem na ciebie, bo pracujesz… to było kretyńskie.
– Czemu gorszy okres? Pokłóciłeś się z Kim?
– Taa, jeśli… – Zabrałem mu butelkę i też upiłem łyk. – Jeśli kłótnią nazwiemy zerwanie.
– Zerwaliście? – Spojrzał na mnie zaskoczony. – Dlaczego?
– Długa historia – mruknąłem i odstawiłem butelkę. Jeśli wypiję więcej, powiem za dużo, w tym też opowieść o całowaniu się z jego siostrą. Coś czułem, że wtedy natychmiast cofnąłby swoje przeprosiny. – A ty nie musisz iść spać?
Wzruszył ramionami.
– Mam w chuj nadgodzin. Wezmę wolne. Albo nie… chyba obiecałem Emmie kawę. – Westchnął. – Żałosne. Kawa w pracy. Tylko na tyle mnie stać. Nie mam czasu, żeby ją gdzieś zaprosić…
– Emmie? – Pierwszy raz słyszałem to imię. – Nic o niej nie mówiłeś. Jakaś nowa? Spodobała ci się? – Najwyższy czas.
– Nowa. – Wziął butelkę do ręki, ale po chwili odstawił ją z powrotem na stół. – Jest zajebiście śliczna, a ja nie mogę z nic z tym zrobić, bo nie mam, kurwa, czasu. Zaraz ktoś mi ją sprzątnie sprzed nosa.
– Sam przed chwilą chciałeś brać wolne – zauważyłem. – Wykorzystaj te nadgodziny i zaproś ją gdzieś. Znajdziesz chyba godzinę czy dwie. Świat się przez to nie zawali. A skoro tak ci się podoba…  
– Z worami pod oczami raczej jej nie wyrwę… – urwał, bo do kuchni weszła Hayley.
– Will? Co tu jeszcze robisz?
– Gadam z kumplem, nie widać? – Nagle jego ton głosu stał się maksymalnie zirytowany, a potem wszystko poszło strasznie szybko. Pokłócili się tak, że nawet nie miałem czego wtrącić, bo zwyczajnie mnie zatkało. Nie pamiętałem, kiedy ostatnio Willowi tak puściły hamulce. Nigdy nie odzywał się do Hayley w ten sposób. Wiedziałem, że był pijany, ale to…
Kiedy Hayley uciekła z płaczem do łazienki, nagle się ocknąłem. Spojrzałem na Willa z wściekłością.
– Zwariowałeś? Dlaczego mówisz do niej takie rzeczy? Wiem, że nie jest ci łatwo, ale jej na pewno też nie! To w końcu ona jest chora!
– A ty co? Jej rycerz na białym koniu? – Tak gwałtownie poderwał się na nogi, że prawie się przewrócił. Pociągnął potężnego łyka z butelki, z hukiem odstawił ją na stół, po czym wyszedł zataczając się.
Zajebiście. Spieprzył sprawę po mistrzowsku. Może lepiej, żeby faktycznie poszedł spać, przynajmniej wytrzeźwieje. Chwilę się wahałem, po czym poszedłem do drzwi łazienki i zapukałem.
– Hayley? Jesteś tam? Wszystko ok?
Nie odpowiedziała. Usłyszałem tylko płacz.
– Nie przejmuj się. On tak nie myśli. Przecież wiesz. Jest zmęczony i pijany… – Czułem się idiotycznie, gadając do niej przez drzwi. – Wiesz, że ludzie po pijaku gadają różne rzeczy. Jutro się ogarnie i cię przeprosi.  
Przez chwilę była cisza, a kiedy myślałem, że już nie odpowie, jęknęła:
– Idź sobie.
– Nie.
– Zostaw mnie. Chcę być sama.
– Po co? Żeby coś sobie zrobić?
Nie odpowiedziała.
W sumie nie mówiłem tego na serio, ale teraz zacząłem intensywnie myśleć. A jeśli ona serio sobie coś zrobi? Jeśli kumulacja choroby i słów Willa spowoduje, że…
Jebać to. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi oczywiście były zamknięte.
– Otwieraj te drzwi – rzuciłem.
– Po co? Chcę być sama.
– Bo jak ich, kurwa, nie otworzysz, to w nie kopnę i będziemy musieli załatwiać nowe – warknąłem. – Bądź sobie sama gdzie indziej, ale nie w zamknięciu.
Po chwili zamek szczęknął, drzwi się otworzyły, a zapłakana Hayley spojrzała na mnie ze złością.
– Proszę bardzo – rzuciła i przepchnęła się obok mnie.
Idiota. Nie mogłem załatwić tego delikatniej? Przed chwilą brat się na nią wydarł. Powiedział za dużo. Nie mogłem choć raz zachować się przyzwoicie?
Wściekły na samego siebie i cały świat, ruszyłem do pokoju. Zrzuciłem z siebie ciuchy i opadłem na łóżko, zmęczony jak cholera. Przed zaśnięciem zerknąłem jeszcze raz na zdjęcie Kim sprzed kilku dni, po raz kolejny czując się, jakbym dostał kopniaka w żołądek. Pod zdjęciem widniał komentarz:
Angelboy: Piękne zdjęcie. Nieskromnie powiem, że fotograf miał oko.


Hayley

Obudził mnie hałas w kuchni. Powieki miałam opuchnięte od płaczu i ciężko było mi otworzyć oczy. Milo leżał ze mną na kanapie pod kocem. Nie chciałam spać z Willem w jednym pokoju. Koc był cienki i było mi trochę zimno, ale Milo ogrzewał mnie swoim ciałem. Poczułam, że podniósł łeb i zaczął machać ogonem, odsłaniając moje kolano. Udało mi się rozchylić na chwilę powieki, ale szybko je zamknęłam, gdy zobaczyłam jak Will kuca przy mnie.
– Hayley? Dlaczego tu śpisz? – zapytał zachrypniętym głosem.
Nie zamierzałam odpowiadać. Odwróciłam się do niego plecami i naciągnęłam koc niemal na głowę.
– Dobra… głupie pytanie… wiem, że to przeze mnie. – Usłyszałam, jak wzdycha. – Hayley… przepraszam. Wiem, zachowałem się jak dupek, ale wcale nie chciałem tego powiedzieć. Byłem zmęczony i pijany, a ta torbiel… Trochę mnie to przerosło…
Zamilkł. Chyba czekał na moją odpowiedź. To się nie doczeka. Łzy na nowo napłynęły mi do oczu, więc zacisnęłam mocniej powieki. Nadal bolało. Myślał, że tylko jego to przerosło? To nie on miał to coś w sobie. To nie on był chory.
– Hayley… powiedz coś… – Poczułam, że dotknął mojego ramienia, ale nie zareagowałam. – Hayley… – jęknął, a ja prawie wybuchłam płaczem. Musiałam zacisnąć mocno zęby i czekać, aż sobie pójdzie. – Przepraszam… – Znowu westchnął. – Chodź, Milo, idziemy na spacer.
Pies od razu zeskoczył z kanapy i pobiegł do drzwi, a potem usłyszałam oddalające się kroki Willa. Po chwili w mieszkaniu zapanowała cisza. Łzy płynęły, aż w końcu zasnęłam.


Nicholas

Gdy wstałem, w mieszkaniu było cicho. Wszystko wskazywało na to, że Will jednak poszedł do pracy. Musiał być potwornie zmęczony i skacowany, ale oprócz tego był też cholernie uparty. Idąc do kuchni, natknąłem się na Hayley, która leżała na kanapie. Nie wiedziałem, czy spała, czy tylko udawała, ale przystanąłem obok. Co miałem teraz zrobić? Po raz kolejny powiedzieć, że Will nie chciał? Na pewno chciał, przynajmniej w jakiejś mierze. Niezbyt wiedziałem, jak mam się teraz zachować. Dopiero byłem chłopakiem, z którym się całowała, ale teraz musiałem chyba być po prostu współlokatorem.
– Hayley? – Podszedłem do niej. – Śpisz?
Odwróciła się w moją stronę i powoli otworzyła opuchnięte oczy. Jej spojrzenie było puste. Zamrugała kilka razy, ale nic się nie zmieniło.
Przynajmniej nie spała i dała znać, że w ogóle mnie słyszy.
– Może… wstaniesz stąd, co? Ta kanapa nie jest najwygodniejsza. A już na pewno nie do spania. Może zrobię ci kawę… albo śniadanie. Co ty na to? – Czułem się, jakbym mówił do dziecka.
– Dlaczego? – wychrypiała.
– Co dlaczego?
– Dlaczego chcesz robić mi śniadanie?
– Bo wyglądasz, jakby ktoś cię zdjął z krzyża – palnąłem bez zastanowienia.  
– Nie jestem głodna.
– Wątpię. Nic wczoraj nie zjadłaś. – Widziałem wczoraj jakieś dwie porcje zamówionego jedzenia, ale tylko jedna została zjedzona. Will najpewniej zjadł swoją część przed tym, jak otworzył butelkę.
– No i co z tego?
Zaczynała mnie powoli irytować.
– I co z tego? – powtórzyłem. – Mam ci dać umrzeć z głodu?
– A czemu nie? Przecież i tak nie jestem nikomu potrzebna. – Łzy napłynęły jej do oczu i odwróciła wzrok.
– To nieprawda. – Podszedłem bliżej niej i kucnąłem przy kanapie. – Dobrze wiesz, że tak nie jest. Will gadał głupoty, jak to ludzie po alkoholu, ale jesteś jego siostrą. Oczywiście, że jesteś mu potrzebna. I… – zająknąłem się. – I nawet my w końcu się polubiliśmy, nie? Kto inny by mi piekł szarlotki? Bo na pewno nie Will.
Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, aż w końcu na mnie spojrzała.
– A co z naszą umową?
– Jaką umową?
– Nieważne. – Westchnęła. – Co z tym śniadaniem?
Usilnie usiłowałem sobie przypomnieć, o co mogło jej chodzić, aż w końcu mnie olśniło.
– Chcesz lasagne? – Uśmiechnąłem się szeroko. – W wykonaniu mistrza kuchni Nicholasa?
– Na śniadanie?
– Teraz to już bardziej obiad, późno wstałem. A zanim będzie gotowa, to już w sumie obiadokolacja.
– Okej.
– Ale nie zrobię ci jej, dopóki nie podniesiesz tyłka z kanapy.
– Muszę? – jęknęła. – Nie mam siły wstać.
– Masz, masz. Musisz ją tylko w sobie odnaleźć. – Wstałem i skrzyżowałem ręce. – Czekam.
Patrzyła na mnie chwilę, a potem nakryła się kocem, nie zamierzając się ruszyć.
– Nie chcę – mruknęła.
– Ach, no to mi w takim razie się nie chce robić lasagne. To tyle roboty… te wszystkie warstwy… – westchnąłem.
Ona też westchnęła.
– Trudno.
– Trudno – powtórzyłem. – W takim razie nie zostawiasz mi wyboru. – Jednym ruchem odrzuciłem koc, którym była przykryta, złapałem ją w pasie i uniosłem, przerzucając sobie przez ramię jak worek ziemniaków. – O, patrz, wstałaś.
– Co ty robisz? Puść mnie! – zapiszczała.
– Trzeba było wstać. – Przemaszerowałem z nią do kuchni. Jedną ręką ją trzymałem, by nie spadła, a drugą otworzyłem lodówkę. – No masz ci los. Chyba musimy iść do sklepu.
– Nicholas! Puść mnie!
– Nicholas? Jak oficjalnie. Wiesz, nie lubię, jak się tak do mnie mówi.
– Postaw mnie, Nick. Słabo mi.
Tym argumentem mnie przekonała. Ostrożnie postawiłem ją na podłodze przede mną i zachciało mi się śmiać na widok jej oburzonej miny.
– Czyli co, idziemy do sklepu? – rzuciłem niewinnym tonem.
– Nie mam siły. – Próbowała mnie minąć, ale się zachwiała, więc mnie objęła, żeby nie stracić równowagi.
– To może przestaniesz być uparta i zjesz chociaż kanapkę?
Westchnęła.
– Nie dasz mi spokoju, co?
– Sama się domyśl.
Puściła mnie, usiadła przy stole, oparła głowę na ręce i spojrzała na mnie.
– To co mi zaserwujesz?
Wywróciłem oczami.  
– Chciałem lasagne, ale widzę, że muszę się ograniczyć do czegoś prostszego. – Ponownie otworzyłem lodówkę. – Jajecznica albo kanapki. Albo omlet, w drodze wyjątku. Raz na jakiś czas można zaszaleć.
– No to… omlet.
Choć dziwnie się czułem, gdy mnie obserwowała, zrobiłem dwa omlety z serem, szynką, szczypiorkiem i pomidorkami koktajlowymi. Postawiłem przed Hayley parujący talerz.
– Voilà.
– Wow.
– Tylko tyle masz do powiedzenia? Właśnie dostałaś mój popisowy omlet, którego, uwierz, niewielu ludzi miało okazję spróbować.
– Zaskoczyłeś mnie. – Ukroiła kawałek i wsadziła do ust. – Pyszny.
– Oczywiście, że tak. Ale udam, że słyszę to pierwszy raz.
Drgnął jej kącik ust, ale się nie uśmiechnęła. Nie odzywała się, tylko jadła, jakby nigdy w życiu nie jadła niczego lepszego.
Potem i tak poszedłem do sklepu kupić to, czego mi brakowało i zrobiłem lasagne. Może chociaż dzięki temu miała się trochę rozchmurzyć.


Hayley

Nie sądziłam, że Nick będzie próbował poprawić mi humor. Nie sądziłam, że ugotuje coś dla mnie. Oczywiście gotował też dla siebie, ale… dla mnie. Sean nigdy niczego nie gotował. Nie potrafił przygotować nawet kanapki. Zawsze coś zamawialiśmy. Omlet był przepyszny, tak samo jak lasagne i nie wiedziałam, jak bardzo byłam głodna, dopóki nie wzięłam pierwszego kęsa. A obserwowanie Nicka w kuchni zdecydowanie należało do przyjemnych zajęć. Było mi miło, ale nie byłam w stanie się uśmiechnąć.
Will wrócił z pracy i próbował ze mną rozmawiać, znowu przepraszał i się tłumaczył, a ja nie chciałam tego słuchać. Myślał, że głupie “przepraszam” wystarczy? Choćby powtarzał je codziennie do końca życia, niczego to nie zmieni. Nie cofnie czasu i nie zabierze bólu. Nie wyciągnie mnie z bezdennej ciemności, w której teraz się znajdowałam. Czy on tego nie widział? Ostatecznie nie zadzwoniłam do babci, bo nie mogłam o tym rozmawiać bez zalewania się łzami na samą myśl. Tak naprawdę nie chciałam się stąd wyprowadzać. Uwielbiałam Alaskę, kochałam dziadków, ale to w Bostonie było moje życie. Tutaj byli moi przyjaciele, mimo że się od nich odsunęłam na własne życzenie. No i nie chciałam też, żeby babcia widziała, jak zwijam się z bólu przy kolejnym ataku. Pękłoby jej serce.  
Tej nocy spałam w łóżku. Kanapa nie nadawała się do spania i wszystko mnie bolało. Will znowu próbował ze mną porozmawiać, ale odwróciłam się do niego plecami, naciągając kołdrę praktycznie na głowę. W końcu zrezygnował, a moje łzy spłynęły po policzkach i wsiąkły w poduszkę. Jutro była sobota i nie wyobrażałam sobie dnia, kiedy Will będzie w domu. Chciałam zasnąć i już się nie obudzić. Tak byłoby lepiej. Przestałoby boleć.  
Obudził mnie zimny nos na policzku, a potem mokry język. Milo lizał mnie po twarzy, dopóki nie wyciągnęłam rąk i nie zaczęłam go głaskać. Wtuliłam się w jego sierść, ale tylko na chwilę, bo nie chciał grzecznie leżeć i zaraz zeskoczył na podłogę. Widocznie tylko ja jeszcze spałam, bo wybiegł z pokoju. Jego zadanie wykonane – obudził mnie. Mógł wracać do kuchni, żeby wyżebrać coś dobrego do jedzenia. Spojrzałam w sufit, a potem zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Czułam się jak trup. Odbicie w lustrze sprawiło tylko, że łzy napłynęły mi do oczu. Wyglądałam gorzej niż źle. Tragicznie. Różowy kolor wyblakł, a ciemne odrosty były coraz większe i bardziej widoczne. Powinnam iść do fryzjera, ale w tym momencie nawet na to nie miałam ochoty. Nie chciałam też prosić brata o pieniądze. Miałam różową odżywkę koloryzującą, więc powinna mi wystarczyć jeszcze na jakiś czas, a odrosty jakoś przeżyję. Spędziłam pod prysznicem mnóstwo czasu i poczułam się trochę bardziej żywa, ale tylko trochę.  
Gdy weszłam do kuchni, zamarłam w pół kroku. Will właśnie kończył jeść śniadanie i jedną ręką głaskał Milo, który stał na tylnych łapach, a przednie opierał o jego udo. Zamierzałam wyjść, ale brat mnie zauważył i zerwał się z krzesła.
– Hayley, zaczekaj. – Odwróciłam się do niego plecami i zrobiłam dwa kroki zanim złapał moją dłoń. – Spójrz na mnie. Powiedz coś. Proszę cię. – Wyrwałam rękę. – Hayley… – jęknął. – Nie karz mnie w ten sposób. Nakrzycz na mnie, zwyzywaj, potłucz talerze… cokolwiek, ale nie milcz. Ta cisza mnie dobija.
W tym momencie nie miałam mu nic do powiedzenia. Nie chciałam go widzieć ani słuchać. Powinnam pójść do pokoju i zakopać się pod kołdrą, ale coś trzymało mnie w miejscu. Byłam głodna, a wiedziałam, że jeśli się teraz położę, to już nie wstanę, żeby cokolwiek zjeść. Wiedziałam też, że wtedy Will nie da mi spokoju i będę musiała się z nim skonfrontować, a na to nie miałam siły.
Westchnął, gdy nie doczekał się mojej odpowiedzi.
– Zrobiłem ci śniadanie. Takie jak lubisz – powiedział i dopiero wtedy się odwróciłam, żeby spojrzeć na stół, na którym stał talerz z grzankami posmarowanymi masłem orzechowym i kawałkami banana. Właśnie na to miałam ochotę. Skąd wiedział? – Zjedz, proszę. Ja już wychodzę. Milo, idziemy na spacer.
Milo spojrzał na niego, stawiając uszy i zaszczekał. Will poszedł zakładać buty, a pies ruszył za nim, po drodze dotykając nosem mojej łydki. Po chwili trzasnęły drzwi i zapanowała cisza. Usiadłam przy stole z gulą w gardle. Nie byłam pewna, czy dam radę coś przełknąć. Zauważyłam, że koło talerza stała też szklanka z sokiem pomarańczowym. Will się postarał, ale to nadal za mało. Przeprosiny i śniadanie nie wystarczą.
Jakoś udało mi się zjeść grzanki. Wypiłam sok, a potem pozmywałam. Nie miałam co ze sobą zrobić. Gdy przechodziłam przez salon, zobaczyłam, że zaczął sypać śnieg. Usiadłam więc na parapecie przy oknie i wpatrywałam się w wirujące płatki. Było tak cicho i tak spokojnie, a ja czułam się taka pusta, jakby moje ciało stało się skorupą. Miałam wrażenie, że wcale mnie tu nie było. Błądziłam gdzieś daleko, pogrążona w ciemności. Nie widziałam wyjścia. Nie widziałam światła.  
Will wrócił z Milo, który był cały biały od topiącego się śniegu na sierści. Zanim zdążyłam się ruszyć, brat do mnie podszedł, uniemożliwiając ucieczkę. Czymś się denerwował. Czekałam, aż coś powie, ale chyba nie mógł znaleźć słów, więc stanęłam na nogach, chcąc uciec i wtedy wyrzucił z siebie:
– Dzwoniłaś już do babci?
Poczułam, jak podłoga osuwa mi się spod stóp i musiałam oprzeć się plecami o ścianę, żeby się nie przewrócić. Najpierw przeprasza, robi mi śniadanie, a potem pyta, czy dzwoniłam do babci? Zapytać, czy mnie przygarnie? Tak szybko chciał się mnie pozbyć? Tak bardzo mu przeszkadzałam? Myślałam…
– Naprawdę masz mnie dość? – wydusiłam z siebie, czując, jak łzy napływają mi do oczu.
– Co? O czym ty… nie, wcale nie! Boże, Hayley, przecież ci tłumaczyłem. Nie słuchałaś, co?
– Dziwisz się? Wiesz, jak się poczułam?
– Wiem, przepraszam…
– Właśnie, że nie wiesz! I przestań przepraszać, bo to niczego nie zmieni.
Chciałam uciec do łazienki, żeby ukryć łzy, które już płynęły po policzkach, ale złapał mnie za rękę, przyciągnął do siebie i przytulił.
– Masz rację, nie wiem, ale co mam zrobić, skoro ze mną nie rozmawiasz? – Nie odpowiedziałam, więc kontynuował: – Nigdzie cię nie puszczę. Nie polecisz na żadną Alaskę z Milo, czy bez niego. Nawet jeśli już rozmawiałaś z babcią. Nie chcę, żebyś się stąd wyprowadzała. Będziemy razem i jakoś damy radę.
Źle zinterpretowałam jego pytanie. Zalała mnie fala ulgi i całkiem się rozpłakałam. Gdybym tylko wcześniej go posłuchała… jednak ciemność mnie pochłonęła i nie pozwalała zapomnieć o bólu, który spowodowały jego słowa. Łatwo było w niej utonąć, otępienie i pustka tak szybko przejmowały kontrolę, że nie było sensu walczyć. Wydostanie się teraz na powierzchnię wcale nie było takie proste. A sama nie byłam w stanie tego zrobić. I chociaż teraz Will mnie tulił i trzymał w miejscu, bym już nie tonęła, to nie mogłam zapomnieć, że to przez niego opadłam na samo dno, a może i jeszcze głębiej.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 4134 słów i 23114 znaków.

3 komentarze

 
  • Werr

    Kolejne świetne czekam na następną część 😍

  • candy

    @Werr dziękujemy <3 następny rozdział prawdopodobnie dziś wieczorem <3

  • Werr

    @candy super 🥰

  • Convallaria

    Bardzo fajnie mi się czyta to opowiadanie. Samo życie w momencie gdy zdrowia brak. Wtedy niestety dochodzą inne problemy, często właśnie finansowe. Mam nadzieję że to zdrowie jednak będzie bo w tych czasach jakie mamy z tym całym covidem to marzę by oderwać się od rzeczywistości i poczytać pozytywne historie.

  • candy

    @Convallaria u nas troszkę pozytywnych momentów, troszkę tytułowej ciemności, ale wraz z drugą autorką cieszymy się, że nasza historia przypada do gustu <3

  • AlexAthame

    Coż, nie jest łatwo, szczególnie kiedy ktoś młody choruje. Nick jest opiekunczy, to dobrze. Dlaczego napisałaś, ze Kim odeszła? Przecież to Nick zerwał? Nie będziesz odpisiwać na komentarze,  bo mieliśmy troszkę inne poglądy? :)

  • candy

    @AlexAthame ale efekt jest taki, że odeszła i było mu ciężko, nieważne, kto zerwał. Skąd wniosek, że nie odpisuję? Nie zawsze mam czas to zrobić od razu.

  • AlexAthame

    @candy Z tym się zgodzę, że było mu ciężko.Napisałaś kilka razy, że ją kocha. Było kilka nierozwiązanych problemów między nimi  i sex nie był wśród nich najważniejszy. Z drugą sprawą, że nie ważne kto zerwał bym dyskutował. Chyba, że zrobił to pod wpływem emocjì i żałował. W tym wypadku na co liczył? Że Kim będzie go prosić na kolanach żeby wrocił? Że przestanie być zazdrosna i złamie swoje katolickie zasady? Naprawde uważasz, że nie ważne kto zerwał? Kim nie zrobiła wrażenia, że odebrała to miło i że czekała na to. Po tym, jak się przespał z tamtą dziewczyną, nawet gdyby chciała wrócić, to by nie mogła. Młodzi ludzie raczej z zasady nie wybaczają takiego czegoś. Nie wiem czy sama określasz to zdradą czy nie.Tam nie było żadnego nastawienia uczuciowego tylko chemia. Moim zdaniem Nick odszedł od niej, nie odwrotnie. Zamierza wrocić? Byłoby interesujące. To ostatnie rozumiem, dziękuję, że znalazłaś czas i odpowiedziałaś :) Rząd stara się zapewnić obywatelom więcej czasu w zaciszu domowym.

  • candy

    @AlexAthame to było raczej w formie skrótu myślowego, on zerwał, ale ona dosłownie odeszła z jego życia. Zrobił to pod wpływem chwili i żałuje, ale w głębi siebie wie, że zrobił dobrze. I nie określam tego zdradą, bo Nick przecież jej nie zdradził. Przespał się z inną dopiero po zerwaniu.

  • AlexAthame

    @candy Rozumiem. Przykro, że czasem zamiast radości dajemy sobie smutek, a zamiast uśmiechu łzy. Zarówno Nick i Kim są dobrymi ludźmi z zaletami i wadami. Takich jak oni jest pełno w koło nas.Teraz pewnie się bardziej skupisz na Hayley i Nicku, bo pewnie to on będzie dla niej tym światełkiem w mroku, chociaż może nie tak od razu. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. :przytul: