Spróbuj mnie pokochać - 10 -

Choć moją pierwszą myślą było "Mel udaje”, to i tak od razu przypadłam do niej, a Ryan sekundę po mnie. Kolejna scena jak z horroru. Już nie miałam czasu myśleć, co Ryan zamierzał powiedzieć. Po paru sekundach przekonałam się, że Melanie chyba jednak nie udaje – potrząsaliśmy nią, ale oczy wciąż miała zamknięte i była bezwładna jak lalka.
- Zemdlała – powiedział Ryan zdenerwowanym tonem. Ręce mu się trzęsły, gdy wyjmował z kieszeni komórkę. – Musimy zadzwonić po karetkę, coś mogło się stać dziecku.
- Chyba nie walnęła brzuchem o podłogę… - powiedziałam niepewnie, choć tak naprawdę nie widziałam, jak upadała. Choć dopiero co najchętniej bym ją zakneblowała, poczułam, jak krew ścina mi się w żyłach. Jeśli przez naszą kłótnię coś jej się stało… zapowiadały się wyrzuty sumienia na resztę życia. Słyszałam, jak Ryan wybiera numer i tłumaczy osobie po drugiej stronie, co się stało i podaje adres, a ja wzięłam siostrę za rękę. W ogóle nie odwzajemniała uścisku, co pozwoliło mi sądzić, że naprawdę nie udaje. Odliczałam mijające minuty, choć miałam wrażenie, że odliczam lata. Wszystkie dotychczasowe uczucia ustąpiły jednemu – wszechogarniającemu niepokojowi.
- Myślisz, że nic jej nie będzie? – spytałam Ryana, gdy razem z Mel jechaliśmy karetką. Wpatrywał się w przestrzeń pustym wzrokiem.
- Mam nadzieję, że nie – odpowiedział cicho. Nie zadowoliła mnie jego odpowiedź. Jak wiadomo – nadzieja matką głupich.
Po drodze zadzwoniłam do rodziców, którzy od razu przyjechali do szpitala. Siedzieliśmy pod salą, wszyscy zdenerwowani jak diabli, ale na szczęście lekarz wyszedł w miarę szybko.
- Nic poważnego. Już się ocknęła. Omdlenie spowodowane stresem, dużymi emocjami, ogólnym osłabieniem. – Zerknął w trzymane papiery. – Nic jej się nie stało, dziecku też nie, lecz dla pewności zatrzymamy ją na noc pod obserwacją.
Kamień spadł mi z serca i wreszcie mogłam odetchnąć. Widziałam, że Ryan czuł podobnie. Gdybyśmy przyczynili się do czegoś, co mogłoby zaszkodzić Melanie lub dziecku, nie umiałabym z tym żyć. Mama poszła jeszcze porozmawiać z lekarzem, tata wszedł do Mel, a ja poczułam, że dłużej tego nie zniosę. Teraz, gdy już otrzymałam potwierdzenie, że Melanie nic nie będzie, mogłam stąd wyjść. Nie zamierzałam wchodzić do sali, w której znajdowała się Mel. Wystarczyły mi słowa lekarza – omdlenie od stresu i emocji. A kto się do nich przyczynił? Ja. Z pewnością byłam ostatnią osobą, którą Melanie chciałaby teraz widzieć.
Wyszłam na zewnątrz, na ciemny, choć mocno oświetlony parking szpitala i odetchnęłam nocnym powietrzem. Nie wiedziałam nawet, która była godzina – w natłoku wydarzeń zostawiłam komórkę u Ryana – ale musiało być już grubo po północy. To był weekend z piekła rodem. Zaczęłam się zastanawiać, jaka odległość dzieli mój dom od szpitala i czy opłaca mi się wracać na pieszo, czy jednak poczekać na rodziców. Byłam piekielnie zmęczona, ale z drugiej strony oni mogli tam spędzić jeszcze sporo czasu. Idąc, przynajmniej trochę bym się rozbudziła. Z rozmyślań wyrwał mnie głos dochodzący zza moich pleców:
- Dokąd się wybierasz?
Odwróciłam się. Ryan stał z rękoma głęboko wciśniętymi w kieszenie, nieco zgarbiony i patrzył na mnie posępnym wzrokiem.
- Do domu – odparłam.
- Nie będziesz chodzić sama po nocy. To daleko – powiedział, wyciągając ręce i pocierając je o siebie. Z ust wylatywała nam para. Naprawdę było zimno.
- Będę robić, co chcę. – Wzruszyłam ramionami.
- Jest późno. – Zacisnął zęby. – Nie pozwolę ci.
- Nie pytałam cię o pozwolenie – zauważyłam.
- A ja i tak ci go nie udzielam – warknął.
- Ciekawe… - stwierdziłam z przekąsem. – Jakoś nie byłeś taki stanowczy, kiedy Melanie do ciebie przyszła i kazała ci wybierać.
- A czego się spodziewałaś? – Wzruszył ramionami. – Nie jestem z kamienia. Boli mnie to, co zrobiła, ale nie jestem w stanie tak po prostu się od niej odciąć. Byłem z nią przez prawie osiem miesięcy – Każde jego słowo dogłębnie mnie raniło, ale starałam się tego nie okazywać. – Potrzebowałem przerwy, ale… nie potrafię tak całkiem… - plątał się. Przeczesał dłonią włosy rozpaczliwym gestem. – Taki układ? Że już jej nie zobaczę? Nie, chyba nie jestem na to gotowy.
- Ryan! – jęknęłam. – Przecież to było jasne, że ona nie mówiła poważnie! Jest wciąż w ciężkim szoku, rozchwiana emocjonalnie, do tego dochodzą jeszcze hormony ciążowe, które naprawdę potrafią zapanować nad człowiekiem. Chciała, żebyś wybrał ją, bo nie może się pogodzić z tym, że… - chciałam powiedzieć "że mnie kochasz”, ale nie mogło mi to przejść przez gardło. A jeśli wcale tak nie było? – Z tym, co powiedziałeś – dokończyłam kulawo. – Ale przecież wiecznie taka nie będzie, to minie. Wkrótce się z tym pogodzi. Naprawdę myślałeś, że mówiła serio? – spytałam ze złością. – Przecież to nierealne. Gdzie niby miałaby zniknąć? Chciała cię zmusić, żebyś wybrał ją, a nie mnie. Naprawdę nie musiałeś aż tak długo się nad tym zastanawiać.
Ryan milczał. Nie miałam pojęcia, co myślał – czy przetwarzał moje słowa, czy wciąż myślał o Melanie, która nagle manipulowała nim jak zawodowa kłamczucha? Objęłam się ramionami, bo nagle zrobiło mi się zimno. Dopiero co Ryan zarzekał się, że sobie mnie nie odpuści. Czy to było możliwe, że nagle było zupełnie odwrotnie? Już mnie nie chciał?
- Co wtedy chciałeś powiedzieć, Ryan? – spytałam cicho, bojąc się odpowiedzi. – Którą z nas zamierzałeś wybrać?
Wpatrzył się we mnie smutnym wzrokiem i wciąż milczał. Poczułam, jak niewidzialna siła uderza w moje serce i je rozrywa na kawałki. To nie mogła być prawda. Rozumiałam, że był załamany postępkiem Melanie, ale… żeby to wszystko tak nagle się zmieniło? Zmieniło się jego myślenie? Zdał sobie sprawę, że jednak woli Melanie?
Poczułam, że już dłużej nie wytrzymam i zaraz z moich oczu wystrzelą strumienie łez. Odwróciłam się, by odejść i móc spokojnie płakać, gdy usłyszałam:
- Wybrałbym ciebie, Rose.
Odwróciłam się, na nowo napełniając się nadzieją, ale ona szybko opadła, gdy zobaczyłam wyraz twarzy Ryana – smutny, zdruzgotany.
- Ale nie mogę o nas myśleć. Jeszcze nie teraz – skrzywił się. – Melanie kompletnie mnie zaskoczyła. Jeden dzień to za mało, bym się pozbierał po tym wszystkim, co się stało w ten weekend. Proszę cię o czas. – Zrobił krok w moją stronę. – Ty prosiłaś o niego Tylera, teraz ja proszę ciebie. Daj mi jeszcze trochę czasu, Rose, żebym poukładał sobie to wszystko w głowie. To jest jakieś szaleństwo – mówił ciągle, a ja nie wiedziałam, czy mogę się cieszyć, czy jednak mam płakać. – Melanie ma innego chłopaka, moje dziecko wcale nie jest moje, Melanie błaga mnie, bym został, wpada do mojego pokoju, każe mi wybierać… a chwilę później leży nieruchomo… - głos nieco mu się załamał. – To jakieś szaleństwo – powtórzył. – I dlatego potrzebuję jeszcze trochę czasu…
- Rozumiem – przerwałam mu zduszonym głosem. Urwał i spojrzał na mnie. – W takim razie daj mi znać, gdy już wszystko przemyślisz.
Nie zważając na jego protesty, odwróciłam się i wreszcie odeszłam. Łzy i tak popłynęły. Co czułam? Nie wiedziałam. Jednocześnie rozumiałam Ryana i nie rozumiałam. Owszem, ten weekend był obfity w wydarzenia – nawet bardzo – ale miałam wrażenie, że Ryan nagle stracił wszelkie uczucia, jakie do mnie żywił. Wszystkie jego myśli zajmowała Melanie… co było zrozumiałe – rozumiała to ta mądrzejsza i rozważniejsza część mnie – ale ta druga domagała się atencji dla mojej osoby. Jakiejkolwiek. Czułam, że nie ma tu dla mnie miejsca. Jedynie Mel to, Mel tamto… niby Ryan powiedział, że się we mnie zakochał, ale to było podczas kłótni, kiedy jego jedynym celem było zranienie Melanie. Kto wie, ile było w tym prawdy? Już nie powtórzył tych słów. Powiedział tylko, że nie kłamał, ale to nie było to samo. Było mi cholernie smutno. Zastanawiałam się, czy w ogóle kiedyś się z tym uporamy, czy już zawsze między nami będzie stawała Melanie. Tyle pokonanych przeszkód i ciągle nowe…
Droga niesamowicie mi się dłużyła, ale wiedziałam, że nie wytrzymałabym w szpitalu z rodzicami i Ryanem. Łzy w końcu wyschły, a ja wstąpiłam jeszcze do domu Ryana, by odzyskać moją komórkę. Mimo później pory Clara nie spała, dopytywała się ze szczegółami, co z Melanie. Odpowiedziałam jej zdawkowo, że wszystko dobrze i ruszyłam w drogę do mojego domu. Nie chciałam już myśleć. Po prostu chciałam spać.
  
W poniedziałek od samego rana ruszyłam z pracą pełną parą. Nawet w przerwach między zajęciami uczyłam się poprzednich tematów, by nadrobić zaległości i przede wszystkim – by nie myśleć o ostatnich wydarzeniach. Nagle Gabrielle była jedyną osobą, z którą rozmawiałam, ponieważ unikałam zarówno Tylera, jak i Ryana. Moje okno znów zostało zasłonięte, a latarka schowana w głąb szuflady. Ryan chciał czasu? Zamierzałam mu go dać – tyle, ile potrzebował. Dlaczego? Bo kochałam tego cholernie skomplikowanego człowieka. Uświadomiłam to sobie, gdy odchodziłam sprzed szpitala. Kochałam go i byłam tego pewna. Problem w tym, że nie byłam pewna, czy on kochał mnie.
Melanie wyszła ze szpitala, o czym usłyszałam od rodziców, bo nie odzywała się do mnie ani ja do niej. Nie chciałam narażać siostry na kolejne stresy, a ona zapewne wciąż pałała do mnie nienawiścią. Tata powiedział mi, że posłali ją na terapię. I dobrze. Miałam nadzieję, że to jej pomoże i choć trochę naprostuje jej myślenie.
Przestałam wracać do domu. Nie miałam nawet po co. Kiedy przychodził weekend, zostawałam w mieszkaniu i się uczyłam, a gdy miałam dość, robiłam cokolwiek, co wpadło mi w ręce – gotowanie, oglądanie filmów, sprzątanie… cokolwiek, żeby nie myśleć. Tygodnie mijały, a niepewność wzrastała. Ryan czasem pisał do mnie lub zaczepiał na uczelni, ale zbywałam go. Nie chciałam uprzejmych, sztucznych rozmów. Chciałam po prostu, by mnie wybrał i był na mnie gotowy. Jeśli tak miało być, wiedziałam, że dokona się to i bez mojego udziału w jego życiu. A jeśli nie… nawet nie chciałam dokańczać tej myśli.
Rodzice wielokrotnie namawiali mnie, bym któregoś dnia przyjechała do domu, ale wciąż odmawiałam. Znali powód mojej odmowy, dlatego w któryś piątek tata zadzwonił do mnie z informacją, że wysłali Melanie do koleżanki na cały weekend, więc teren był "bezpieczny”. Tak jakbym była ukrytym mordercą… ale tęskniłam za rodzicami, więc zdecydowałam się wrócić, skoro już miałam do tego podłoże.
Przez cały weekend miałam wrażenie, że rodzice coś knują. Zerkali na mnie ukradkiem, szeptali coś do siebie. W końcu w sobotę wieczorem tata wyszedł z domu pod jakimś pretekstem, a ja zasiadłam z mamą w salonie.
- Porozmawiaj ze mną – zwróciła się do mnie łagodnie, nieco mnie zaskakując.
- Rozmawiam – odparłam.
- A o Ryanie?
Milczałam.
- Opowiedz mi wszystko – brązowe oczy mamy patrzyły na mnie z niepokojem. – Musisz to wreszcie z siebie wyrzucić.
Więc wyrzuciłam. Nigdy właściwie nie miałam tak szczerej rozmowy z mamą, a naprawdę musiałam się wygadać. Powiedziałam wszystko – od początku szkoły aż do ostatniej rozmowy z Ryanem. Poleciało kilka łez. Mama uważnie mnie słuchała, nie przerywając i się nie wtrącając. Dopiero, gdy skończyłam, powiedziała:
- Nie ciągnij tego dłużej.
- Czego? – zdziwiłam się, ocierając łzy.
- Dałaś mu już wystarczająco dużo czasu. Przejmij inicjatywę.
- Przecież chciał tego… - wydukałam, nic już nie rozumiejąc. Mama wzięła mnie za rękę.
- Kochanie, posłuchaj mnie teraz uważnie. Zabrzmię jak stara kwoka, ale chcę ci przekazać to, czego się nauczyłam przez te wszystkie lata z twoim ojcem. Chociaż… - urwała. – Tak naprawdę wcale się nie nauczyłam, ale ty jeszcze możesz. Faceci tak naprawdę sami nie wiedzą, czego chcą – mówiła, a ja chłonęłam każde jej słowo. – Tylko im się wydaje. Wtedy my musimy wkroczyć i zrobić tak, by wyszło na nasze. Walcz – powiedziała dobitnie. – Ja tak nie potrafię. Nigdy nie potrafiłam. Kiedyś Michelle próbowała odbić mi tatę, a ja, choć postanowiłam walczyć, w końcu stchórzyłam. Uciekłam i zrobiłam pierwszą lepszą głupotę, która wpadła mi do głowy. Bardzo później tego żałowałam i długo musiałam to naprawiać. Zresztą sama wiesz, jak się zachowuję – wzięłam głęboki oddech. – Nie walczę, tylko uciekam, chowam głowę w piasek. Chciałabym to zmienić, ale nie potrafię. Taka już jestem. Zawsze tata musi mnie wodzić za nos i naprawiać sytuację – uśmiechnęła się delikatnie. – Ale ty jesteś inna. Jesteś podobna do taty. Przestań dawać Ryanowi ten czas i zawalcz o to, o was.
- Pięknie mówisz, lecz mam jedno "ale” – odezwałam się. – Czy to nie faceci powinni walczyć?
Mama przytaknęła z uśmiechem.
- Nie mówię ci, że masz stawać się mężczyzną i wszystko naprawiać na własną rękę. Mówię tylko, że Ryan już dość się nacierpiał, ale jest tylko facetem, a oni nie wiedzą, czego chcą. Nie wie, że jest już gotowy. Po prostu odezwij się do niego i zrób to, co należy.
Rozmyślałam w nocy długo o słowach mamy. Walcz. Zrób to, co należy. Czy mogłam jej zaufać? Miała rację? Ryan sam nie wiedział, że już jest gotowy na mnie? Miałam mętlik w głowie. Co niby miałam zrobić? Oznajmić mu, że jego czas się już skończył? Nie chciałam być jak Mel i kazać mu wybierać. Łamałam sobie głowę przez pół nocy, myśląc o tym, co powinnam zrobić… ale nagle już wiedziałam.
  
Gdy następnym razem Ryan zaczepił mnie na uczelni, nie zbyłam go. Uśmiechnęłam się moim najśliczniejszym uśmiechem, czym lekko go zaskoczyłam i starałam się swobodnie z nim rozmawiać. Tego dnia rozstaliśmy się w dużo lepszych humorach niż zazwyczaj. Następnie odsłoniłam okno, choć latarka wciąż pozostała w szufladzie. Ale już jej nie potrzebowałam. Gdy tylko Ryan pojawił się w oknie i na mnie spojrzał, uśmiechnęłam się do niego ciepło i mu pomachałam. Mimo dzielących nas metrów zobaczyłam, że i on się do mnie uśmiechnął. To nie był jednak taki uśmiech jak dotychczas – ten był szczery, otwarty, pełen życia i zapału. Mój plan działał. Musiałam tylko być cierpliwa.
  
Gdy wróciłam w piątek z uczelni, zastałam w mieszkaniu Gabi z dziwną i trochę niepewną miną.
- Co jest? – spytałam z niepokojem.
- Hm, idź do swojego pokoju, a się dowiesz – odpowiedziała. Czym prędzej ruszyłam w stronę mojej sypialni, a gdy otworzyłam drzwi, byłam pewna, że na mojej twarzy zagościła taka mina, jaką przed chwilą widziałam u Gabi. Na moim łóżku siedziała Melanie i patrzyła na mnie wyczekująco.
- Mel – wyjąkałam. – Co ty tu robisz?
Nie widziałam jej od paru tygodni i zdążyła się mocno zmienić. Jej brzuch był już naprawdę duży, ale i ona sama wyglądała jakoś inaczej. Miała pogodny wyraz twarzy, wyglądała na spokojną, szczęśliwą i zdrową.
- Chciałam cię przeprosić – powiedziała. Jej głos był taki jak kiedyś, miękki i delikatny. – Za wszystko, co ostatnio zrobiłam. To było nie w porządku wobec ciebie i Ryana. Zwariowałam na trochę – westchnęła i pogładziła się po brzuchu. – Ale chodzę na terapię. Rodzice pewnie ci mówili. To pomaga – dodała i lekko się uśmiechnęła. – Wciąż jest mi ciężko, ale jestem na dobrej drodze.
Choć nie rzuciłam się jej w ramiona po tej przemowie ani nie wybaczyłam jej wszystkiego, ucieszyłam się, że wszystko wraca do normy. Usiadłam z siostrą na łóżku i przeprowadziłyśmy długą, szczerą rozmowę od serca – chyba po raz pierwszy w życiu. Im dłużej rozmawiałyśmy, tym więcej widziałam w niej moją dawną siostrę – tę, która była słodka, naiwna i niewinna. Już nie przypominała rozszalałej wariatki. Wiedziałam, że minie sporo czasu, zanim zdołam zapomnieć o ostatnich tygodniach, ale miałam nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej. Bądź co bądź, była moją siostrą, a ja jej. Nie mogłyśmy żyć w nienawiści do samych siebie.
  
Dalszy plan polegał na zbliżeniu się do Ryana. Krótki uścisk, czasem buziak na pożegnanie. W końcu jednak zdecydowałam się na ostateczny cios. Gdy odprowadził mnie do mieszkania, powiedziałam do niego cicho:
- Ryan, nie wiem, jak ty, ale ja już jestem gotowa – głos lekko mi zadrżał, ale mówiłam dalej. – Nie musisz odpowiadać teraz. Wiem, że ostatnie tygodnie były ciężkie, więc chcę tylko prosić o decyzję. Czekam już tak długo… powiedz mi, czy jesteś gotowy… na mnie – dodałam, wpatrując się w te zielone oczy, które tak mnie zahipnotyzowały, niemalże od pierwszego wejrzenia, od tego momentu, gdy wściekła przyparłam Ryana do pnia drzewa, a on powtarzał, że mi nie wybaczy. Ileż się zmieniło od tamtego czasu. Te zielone oczy wciąż na mnie patrzyły, ale nie pozwalałam im przemówić. – Będę dziś wieczorem na plaży. Jeśli już jesteś gotowy… przyjdź. Jeśli nie… - umilkłam, bo przecież Ryan doskonale wiedział, co chcę powiedzieć. – Dziś wieczorem – powtórzyłam i delikatnie pocałowałam go w usta, po czym weszłam do budynku.
  
Fale delikatnie obmywały piasek, cofały się i znów nadchodziły. Wpatrywałam się w nie, słuchając ich szumu i po raz kolejny rozpamiętywałam ostatnie wydarzenia. Siedziałam na chłodnym piasku, w miejscu, gdzie fale nie mogły mnie dosięgnąć. Serce biło mi spokojnie, lecz czaiło się w gotowości. Choć byłam prawie pewna co do skuteczności mojego planu… co, jeśli się myliłam? Jeśli Ryan nie przyjdzie?
Wokół mnie była cisza, przerywana jedynie szumem fal. Wspominałam, jak przyszłam tu pierwszy raz. Wtedy również myślałam o Ryanie. Boże, jak on mnie zmienił. Jak sama się zmieniłam. Jak by teraz wyglądało moje życie, gdyby on znowu się w nim nie pojawił? Był, jaki był – niekiedy uparty, pretensjonalny, zbyt dramatyczny i skomplikowany – ale kochałam go i z całych sił pragnęłam, by moja miłość była odwzajemniona. Czułam, że ostatnimi czasy dokonałam więcej pracy nad moim życiem niż kiedykolwiek. Ryan był jej zwieńczeniem. Mimo woli poczułam, jak serce bije mi coraz mocniej i coraz bardziej niespokojnie. Przyjdzie?
Minuty mijały, a on się nie pojawiał, jednak wciąż nakazywałam sobie czekać. Przyjdzie. Musiałam w to wierzyć. Zbyt wiele się wydarzyło, by się nie pojawił. Wpatrywałam się w gwiazdy, którymi upstrzone było niebo i liczyłam bicia mojego serca. Wciąż byłam sama. Nie słyszałam żadnych kroków. Czyżby nie miał zamiaru przyjść? Przygryzłam wargę. Nie, jeszcze trochę. Poczekam, wytrzymam…
Nagle czyjeś ramiona złapały mnie od tyłu i mocno objęły. Poczułam gorący oddech na mojej szyi i wstrzymałam swój. Poczułam znany mi już, cudowny zapach, poczułam, jak jego włosy połaskotały mnie w policzek. Nie odwracając się, wtuliłam się w jego klatkę piersiową, jednocześnie wciąż czekając.
- Jestem gotowy – usłyszałam szept. – Chcę iść dalej. Z tobą. Wybrałem ciebie, Rose. Ostatecznie.

OD RAZU ZAPRASZAM NA EPILOG! :)

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3617 słów i 19905 znaków, zaktualizowała 23 sie 2016.

10 komentarze

 
  • Landrynka77

    O tak, o tak nareszcie <3 Genialny rozdział :D :*

  • candy

    @Landrynka77 dziękuję <3

  • Xsara94

    <3

  • candy

    @Xsara94 <3

  • Czarodziejka

    Super <3 Idę czytać kolejną <3

  • candy

    @Czarodziejka <3

  • KAROLAS

    Normalnie zaraz się poplacze  <3

  • candy

    @KAROLAS nie rycz kochana <3

  • okano1

    Super :)

  • candy

    @okano1 dziękuję :D

  • kaay~

    Nareszcie!!!!!<3 <3:D:D

  • candy

    @kaay~ :D <3

  • Bramkareczka

    Cudowne <3

  • candy

    @Bramkareczka dziękuję ! <3

  • Badgirl25

    Cudowne <3 Twoje opowiadania są tak wciągające że kilka razy sprawdzam czy jest coś nowego.

  • candy

    @Badgirl25 wow, dziękuję <3 <3

  • Martuskaa

    <3 <3 <3 Kocham ! <3 <3 <3

  • candy

    @Martuskaa <3 <3

  • sweetgirl5642

    KOCHAM!!!!! <3 <3 <3

  • candy

    @sweetgirl5642 <3 <3 <3