Serce sklejone złotem — rozdział 5

Matthew

Obudziłem się w łóżku, wyjątkowo po mojej stronie, a nie Cat. Obok mnie leżała miska, a ja miałem na sobie inne ciuchy. Zmarszczyłem brwi, próbując sobie coś przypomnieć. Głowa bolała mnie tak, jakby miała zaraz wybuchnąć. Spróbowałem się podnieść, ale zawroty głowy i nudności zmusiły mnie do pozostania w pozycji leżącej. Czułem się tak źle, że ledwo byłem w stanie myśleć.
Pamiętałem znowu jakieś skrawki. Sklejałem zdjęcia i piłem, dopóki mi się film nie urwał. A kiedy się budziłem i myślałem, że jestem trzeźwy, piłem dalej. Nie było to za mądre, bo teraz zabijał mnie kac morderca. Zastanawiałem się, jak to się stało, że znalazłem się w łóżku.  
— Mel! Śpiący królewicz się obudził! — Usłyszałem głos Jake’a i spojrzałem w stronę drzwi.  
Jake opierał się o framugę z głupawym uśmieszkiem. Więc to tak się tu znalazłem. Nie wiedziałem, z czego się tak cieszył, dopóki do sypialni nie wparowała moja wściekła siostra. Bez ostrzeżenia wskoczyła na łóżko i zaczęła mnie okładać pięściami.  
— Porąbało cię już do reszty?! — wrzasnęła. — Co chciałeś zrobić?! Zapić się na śmierć?! Udusić się własnymi rzygami?!
Próbowałem się zasłaniać, ale z każdą sekundą czułem się coraz gorzej i byłem pewny, że jeszcze chwila i zwymiotuję.  
— Zaraz się zrzygam — jęknąłem, Mel się odsunęła, a ja w ostatniej chwili dopadłem do miski.  
Nie miałem jednak już czym wymiotować, więc tylko mnie wyszarpało, po czym opadłem ledwo żywy na poduszki.
— Jesteś skończonym debilem, wiesz? — warknęła. — Mam ochotę cię udusić. Masz szczęście, że mama jest na tej głupiej wycieczce, bo jakby cię zobaczyła w takim stanie, to by zawału dostała. Koniec z alkoholem, słyszysz? Choćbyśmy cię mieli pilnować jak dziecka, to się nie napijesz. Bierzesz się w garść, czy tego chcesz, czy nie. Zrozumiałeś?
— Daj mi spokój, kobieto… — mruknąłem.
— Zrozumiałeś? — powtórzyła, uderzając mnie w ramię.  
— Ała! Zrozumiałem.
— I nie dam ci spokoju, dopóki się nie ogarniesz. Idę po elektrolity, a ty wracaj do życia, Matt.  
Westchnąłem. Mel wyszła i mogłem odetchnąć z ulgą. Ile miała zamiar suszyć mi głowę?
— Jesteśmy kwita — powiedział Jake, nadal stojąc w drzwiach. Spojrzałem na niego zdziwiony. — Musiałem cię rozebrać, wsadzić pod prysznic i ubrać.  
No tak, jesteśmy kwita. Kiedyś musiałem zrobić z nim to samo, kiedy się nawalił jak świnia i zarzygał auto Tylera.  
— Chociaż po dłuższym namyśle, jedna para butów to chyba za mało za mój biedny kręgosłup.  
— Nie przeginaj.
— Dobra, oszczędzę ci wydatków. Będziesz musiał kupić nowy dywan, bo tamten tak zarzygałeś, że musiałem go wyrzucić. — Czekał chyba na moją odpowiedź, ale się jej nie doczekał. — Mel ma rację. Musisz się ogarnąć, chłopie, bo to co odwaliłeś, to nie jesteś ty. — Nadal milczałem, więc mówił dalej. — Zostawiła cię, no i co? To nie koniec świata. Nie umarła, tylko nadal żyje, więc nadal masz szansę. Weź się w garść i walcz. Już raz mieliście przerwę, więc daj jej czas.
— Mel kazała ci to powiedzieć? — zapytałem, patrząc na niego podejrzliwie, bo takie teksty nie były w jego stylu.  
— Chciałbym powiedzieć, że tak, ale jednak to cały ja.  
— Co ci się stało, stary?  
— Nic mi się nie stało. Po prostu… chyba znalazłem tę jedyną.
Zatkało mnie. Nie wierzyłem, że Jake powiedział coś takiego. Jake, który skakał z kwiatka na kwiatek. Jake, który umawiał się z dwiema, albo trzema dziewczynami na raz. Zawsze obawiałem się, że skrzywdzi moją siostrę, ale wyglądało na to, że ona świetnie radziła sobie sama.  
***
Odkąd Jake i Mel wzięli sobie za życiowy cel bycie moją niańką, mogłem zapomnieć o alkoholu, leżeniu w łóżku całymi dniami, czy wylegiwaniu się na kanapie i gapieniu w sufit. Jake na siłę wyciągał mnie z łóżka, a potem z mieszkania. Jeździliśmy na tor, żeby “odreagować”, ale dla mnie to już nie była przyjemność. Bardziej przypominało to karę. Mimo że nie miałem najmniejszej ochoty, byłem tam, bo musiałem. Inaczej nie daliby mi żyć. Reszta chłopaków też się zaangażowała w “ratowanie” biednego Matta i wykonywała swoje obowiązki nad wyraz sumiennie, więc o świętym spokoju mogłem zapomnieć.
Mimo że byłem załamany, z dnia na dzień gniew coraz bardziej się we mnie zakorzeniał. Miałem dość wszystkiego i wszystkich. A w szczególności samego siebie.



Caterina

Nowe mieszkanie było puste, nawet mimo rozpakowania wszystkich moich rzeczy. Gołe ściany straszyły mnie nocą i czułam się tu cholernie obco. To nie był mój dom. Przebywanie tu nie sprawiało mi żadnej przyjemności. Miałam dosyć tej marnej egzystencji, jaką teraz stało się moje życie.
Leżałam na łóżku, gapiąc się w sufit. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Oczy miałam zapuchnięte od płaczu. Były momenty, kiedy nosiła mnie energia albo takie jak ten — kiedy leżałam, nic nie robiąc, nie mając na nic siły.  
Próbowałam jakoś oderwać moje myśli od Matta. Po rozpakowaniu wszystkich rzeczy zabrałam się za sprzątanie całego mieszkania. Ostatecznie zrobiłam to dwa razy, tak, że teraz wszystko lśniło. Próbowałam tańczyć, ale nie miałam tu tak dużo miejsca. Poza tym, w ogóle tego nie czułam. Tańcząc, zawsze czułam się automatycznie szczęśliwsza, a wszystkie problemy znikały. To było coś, co zawsze mnie ratowało.
Ale nie teraz. Mogłabym przetańczyć cały dzień i całą noc, powtarzać to, aż padnę ze zmęczenia, ale nic nie poprawiało mi humoru. Zamiast tego jedynie wyciskało łzy, gdy przypominałam sobie, że przecież to podczas prowadzenia zajęć tanecznych zobaczyłam Matta po latach.
Próbowałam czytać książki albo chociaż oglądać jakieś seriale, by nie myśleć o tym, co sprawiało mi taki ból, ale większość tego, za co się zabierałam, zawierało w sobie wątek miłosny, co nagle cholernie mnie irytowało. Przekorny los, który jednak zawsze układał się tak, jak chcieli tego bohaterowie, te udawane spojrzenia pełne miłości… Pieprzone bzdury. Ludzie udawali uczucia i jeszcze im za to płacono.
Czy Matt też tak udawał?
W końcu przerzuciłam się na jakieś thrillery i kryminały, które śledziłam bez większego zainteresowania i w końcu pomyślałam, że nie miałabym nic przeciwko temu, żeby to mnie ktoś brutalnie zamordował i porzucił moje zwłoki w rynsztoku. Życie bez Matta było koszmarem. Nie potrafiłam się w nim odnaleźć, bo nagle straciło kierunek. Nie wiedziałam, dokąd zmierzałam i nawet nie chciałam iść w tę stronę.
Często wchodziłam na stronę Prue i czytałam komentarze pod moim postem. Prawdę mówiąc, zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam. Napisałam to w emocjach, a gdy opadły, przez chwilę chciałam to cofnąć. Usunąć każde słowo. Palec jednak zawisł mi nad klawiaturą. Co z tego, że napisałam to pod wpływem emocji? Przecież to była prawda. Prue sobie na to zasłużyła. Już raz poszłam jej na rękę — wtedy, gdy odkryłam, że całowała się z Mattem. Prosiła mnie o dyskrecję i zgodziłam się, bo chciałam o tym zapomnieć. Wydawałoby się, że powinna być po tym mądrzejsza i już więcej nie popełnić takiego błędu. Ona natomiast uznała, że pójście z Mattem do łóżka będzie wspaniałym pomysłem. Sama się prosiła. Matt też.
Komentarzy było wiele i większość z nich, oprócz słów wsparcia skierowanych w moją stronę, była też pełna oczerniania Matta oraz Prue. Po niektórych tylko przelatywałam wzrokiem, bo przykro mi się to czytało. Nie chciałam zaczynać jakiejś spirali nienawiści, jedynie wymierzyć sprawiedliwość. Nie mogłam znieść myśli, że Prue zachowałaby karierę po tym, jak zniszczyła mi życie. Jeśli chodziło o Matta… No cóż, on dostał tu rykoszetem. Jego kariery nie zamierzałam niszczyć w żaden sposób. Nie chciałam rzucać go na pożarcie internautom, ale tylko publikując to zdjęcie, mogłam potwierdzić swoją historię. I to nie było też tak, że on był niewinny.
Prue w żaden sposób nie odpowiedziała na mój zarzut, ale musiała go widzieć. Ciekawe, co w tej chwili czuła. Czy czuła się tak jak ja. Może była zaskoczona moim ruchem. Może sądziła, że moja obietnica o dyskrecji nadal obowiązywała, a ona mogła robić co tylko chciała, kompletnie bezkarnie. Niedoczekanie. Skoro już postarała się o dowód w postaci tego zdjęcia i była tak miła, by mi je wysłać, musiałam pokonać ją jej własną bronią.
Łapałam się jednak na tym, że często zastanawiałam się, czy Matt mówił prawdę. Mel była przekonana, że tak, ale przecież była jego siostrą. Nie mogłam ufać jej osądom i szczerze mówiąc, nie wiedziałam, czy mogłam ufać swoim. Mimo wszystko, byłam uprzedzona do Prue i wciąż kochałam Matta. To nie było dobre połączenie. Straciłam intuicję, nie wiedziałam już, w co mam wierzyć. Fakty były takie, że dostałam bardzo wymowne zdjęcie. Matt był u Prue. Fakt. Co tam robili — to wiedziała tylko ona. Matt był później u Jake’a, tak pijany, że nie można było się z nim dogadać. Kolejny fakt. Klęczał przede mną ze łzami w oczach i błagał, bym nie odchodziła. Twierdził, że nic nie pamiętał, ale skąd mogłam mieć pewność? Jak mogłam mu uwierzyć po tym, jak okłamał mnie tyle razy?
Ale jeśli jednak mówił prawdę, a ja odeszłam…
Ale przecież nasz związek i tak się rozpadał. Być może i tak byśmy go nie uratowali. Może odeszłam w dobrym momencie — gdyby to wyszło po ślubie… Być może uniknęłam jeszcze gorszego bólu. Może miałam jeszcze szansę na poznanie innego mężczyzny i na szczęście.
Przez głowę przeleciało mi wspomnienie czasu, gdy czułam się podobnie jak teraz — gdy Matt wyjechał na studia do Japonii i byłam przekonana, że już nigdy go nie zobaczę.
Przez długi czas nie chciałam mieć chłopaka, bo ciągle tęskniłam za nim. W końcu jednak musiałam odpuścić. Był przecież na drugim końcu świata. Rzuciłam się w wir zajęć, otoczyłam się przyjaciółmi, aż tu nagle uczucie przyszło do mnie samo. Zanim się obejrzałam, byłam w związku z naprawdę świetnym chłopakiem. Miał na imię Colin i urzekł mnie swoim sposobem bycia. Był wiecznie wesoły, wszyscy zawsze go lubili, gdziekolwiek by się nie zjawił. Było mi z nim dobrze. Lubił zostawiać mi różne wiadomości, które najczęściej ograniczały się do napisania “C+C” — pierwszych liter naszych imion. Pisał to na karteczkach samoprzylepnych, na zaparowanym oknie, ośnieżonej szybie samochodu. Był uroczy i naprawdę mu na mnie zależało. Kochałam go… A przynajmniej tak sądziłam. Kiedy jednak uklęknął przede mną i wyciągnął w moją stronę pierścionek, nie zalałam się łzami ani nie rzuciłam się mu na szyję, bo moją pierwszą myślą był Matt.  
Nie przyjęłam tych zaręczyn. Złamałam Colinowi serce, sobie przy okazji też. Jego utrata bolała, bo był naprawdę wspaniałym facetem, ale jeszcze bardziej bolała mnie myśl, że nie zapomniałam o Mattcie. Że może miałam już nigdy nie zapomnieć.
Wtedy uświadomiłam sobie coś, co boleśnie odczuwałam też teraz — może miałam już nigdy nie zaznać takiego szczęścia, jak z Mattem, bo prawdziwie kochałam tylko jego. Od zawsze i na zawsze.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 2162 słów i 11635 znaków.

Dodaj komentarz