Pęknięty diament - Rozdział 3

Caterina

Następne dni były wypełnione przeprowadzką. Mieliśmy dużo do zrobienia – oprócz spakowania rzeczy, ja musiałam też posprzątać mieszkanie i złożyć wypowiedzenie. Kawalerka Matta była jego własnością, więc szybko wynajął ją któremuś koledze, by mieszkanie nie stało puste. O ile jego dobytek mógł skończyć się na paru pudłach, u mnie nie było to takie łatwe. Sama się dziwiłam, ile rzeczy udało mi się wcisnąć do tej kawalerki. Pakowanie zdawało się nie mieć końca, nawet mimo pomocy Matthew.
– Chyba powinnam była częściej robić tu porządki – stwierdziłam markotnie, gdy podczas pakowania ubrań dotarłam do samego dna mojej szafy i znalazłam tam moje stare etui na komórkę, które pewnego dnia tajemniczo zniknęło i musiałam kupować nowe.
– Tak sądzisz? Zdążysz się przeprowadzić przed ślubem? – zapytał ironicznie, siedząc na pudle.
– Złaź z tego. Wszystko mi pognieciesz – zażądałam. – Poza tym, jeśli nie zdążę, najwyżej wymknę się w trakcie wesela, by jeszcze przenieść parę pudeł. A ty nie będziesz o to zły, bo przecież będę wiła nasze gniazdko.
– Wymknę się razem z tobą, ale na pewno nie po to, żeby przenosić pudła. – Poruszał znacząco brwiami kilka razy.
– Przynajmniej nie pobrudzę sukienki. Suknia biała, sperma też, nikt się nie dowie, co robiliśmy – rzuciłam, wygrzebując z dna szafy moje stare dżinsy.
– Tak myślisz? To w końcu wesele. Wszyscy będą wiedzieć, jak tylko znikniemy.
– Na razie wszystko trzeba zorganizować – westchnęłam, podnosząc się z klęczek. – O rany, nawet nie chcę myśleć o tym całym planowaniu. Zdajesz sobie sprawę, ile rzeczy musimy ustalić?  
– Nie, i nie wiem czy chcę sobie zdawać sprawę.
– Bo kupiłeś pierścionek i twoja robota na tym polu jest już skończona, tak? – Podeszłam do Matta i pstryknęłam go w nos.
Złapał mnie za rękę i pociągnął w dół, bym usiadła mu na kolanach. Pudło, na którym siedział nie wytrzymało i runęliśmy na podłogę. Na szczęście w środku były same ciuchy. Zaśmiał się, chowając twarz w moje włosy i nie wypuszczając z objęć.
– Jak z dzieckiem – stwierdziłam, podnosząc się pokracznie z podłogi, co było trudne, bo Matt nadal mnie trzymał. – Chodź i w końcu mi pomóż. Im szybciej to zrobisz, tym prędzej pojedziemy do mieszkania i zaczniemy je chrzcić.
Wiedziałam, że to był traf w dziesiątkę, bo Mattowi zaświeciły się oczy.
– Dobra, to ja zaniosę te pudła do auta, a ty spakuj kolejne.
– Grzeczny chłopiec.

***
Wiele godzin później skończyłam w końcu rozpakowywać ostatnie pudło. Byłam zdeterminowana, by skończyć to jak najszybciej, bo nienawidziłam przeprowadzek. Na szczęście, byliśmy już w naszym nowym mieszkaniu i choć po wstawieniu całej masy rzeczy zrobiło się trochę ciaśniejsze, uwielbiałam je jeszcze bardziej. Najbardziej lubiłam naszą sypialnię. Choć Matthew najbardziej interesowało tylko łóżko, ja zwróciłam uwagę na coś innego – niemal całą ścianę po lewej stronie łóżka zajmowały ogromne okna, jedno z nich prowadziło na balkon. Już mogłam sobie wyobrazić, jak siadam tam rankiem z kubkiem kawy i podziwiam wschód słońca.
Po drugiej stronie łóżka znajdowała się komoda i mała toaletka. W ścianie naprzeciwko znajdowały się dwa przejścia do największej garderoby, jaką w życiu widziałam. Natychmiast zajęłam jej większość, zachwycając się wykonaniem drewnianych półek. Wyjątkowo urzekły mnie miękkie pufy na samym środku tego wspaniałego pomieszczenia. Skakałam wokół nich jak mała dziewczynka.  
Zachwycona indywidualnymi szufladkami na biżuterię, wypakowałam z pudła ostatnie kolczyki i odetchnęłam z ulgą, po czym opadłam na pufę, przyglądając się naszemu nowemu środowisku. Byłam głodna, ale lodówka była jeszcze pusta - Matthew pojechał zrobić zakupy. Siedziałam tak, dopóki nie usłyszałam otwierających się drzwi. Wtedy wstałam i przeszłam do przedpokoju. Uśmiechnęłam się szeroko na widok obładowanego torbami narzeczonego.
– Daj, pomogę ci. – Wzięłam od niego najlżejszą torbę.
– Zdążyłaś się chociaż rozpakować, czy chcesz uśpić moją czujność? – zapytał, wchodząc do kuchni za mną i położył siatki na blacie.  
– I tu cię zaskoczę. Wszystko jest już rozpakowane. Jeszcze tylko zakupy i będziemy mogli… – urwałam, bo poczułam rękę Matthew na moim tyłku. – Hej!
– Wypakujmy tylko te rzeczy, które muszą iść do lodówki, a resztą zajmiemy się potem. – Jego dłoń powędrowała z mojego pośladka na brzuch i moje plecy zderzyły się z jego klatką piersiową.
– Kupiłeś szampana? – zdziwiłam się, patrząc na zawartość torby, którą właśnie rozpakowywałam.
–  A co? Nie mamy czego świętować? – zapytał, zaglądając mi przez ramię. –  Dzisiaj sami, a za kilka dni zrobimy imprezę, co ty na to?
– Super pomysł – przyznałam. – Przy okazji oficjalnie uczcimy zaręczyny. – Odwróciłam się w stronę Matthew i objęłam go za szyję. – Całkiem gwałtowny zwrot w naszym życiu.  
–  Schowaj szampana do zamrażarki, żeby się schłodził, a ja idę po kieliszki i jakąś muzykę. –  Pocałował mnie, po czym zniknął gdzieś w salonie.
Zanim kieliszki się znalazły, szampan zdążył już zamarznąć, ale nam i tak to nie przeszkadzało. Zdążyłam w międzyczasie przyrządzić jakiś mały obiad, a Matthew znalazł jakąś polecaną playlistę na YouTube i podłączył komórkę do głośnika w salonie. Zaczynało już zmierzchać i zrobiło się całkiem romantycznie. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze wczoraj mieszkałam sama – teraz nie wyobrażałam sobie, że miałabym być gdzieś indziej.
– To chyba już czas otwierać szampana – stwierdziłam wesoło. – Kieliszki się znalazły, a więc polewaj, skarbie.
–  Może chodźmy z tym na balkon – zaproponował. – Tak na wszelki wypadek.
– Jak uważasz. Ale może racja, nie chcemy przecież robić dziury w nowym suficie. – Zgarnęłam kieliszki, Matthew szampana i ruszyliśmy w kierunku balkonu. Chwilę później wybrzmiał strzał korka i alkohol lał się strumieniem do wysokich kieliszków, a ja podziwiałam widok roztaczający się na dole. Prawie miałam łzy w oczach.
– Tu jest cudownie – szepnęłam, chwytając Matthew za rękę. Przeniosłam na niego wzrok, gdy odstawiał szampana na kafelki. – Dziękuję ci za to mieszkanie. Za to, że chcesz się ze mną ożenić. Dziękuję ci za wszystko.
Matthew nic nie odpowiedział, jedynie mocniej ścisnął mnie za rękę i pocałował w czoło. Oparłam się o niego i w milczeniu oglądaliśmy zachód słońca, popijając szampana. Moment był tak idealny, że aż nie chciałam go psuć, ale po chwili szampan się skończył, a ja poderwałam głowę, by spojrzeć na mojego narzeczonego.  
– Mogę prosić pana do tańca? – spytałam z uśmiechem.
– No przestań, możesz mi mówić na ty – zaśmiał się, chwycił butelkę do ręki, w której trzymał pusty kieliszek, a drugą złapał moją dłoń i wciągnął mnie do środka.  
Nastrojowa muzyka dalej grała. Matt odstawił szampana na blat, po czym złapał mnie w talii. Objęłam go za szyję i zaczęliśmy kołysać się do rytmu.
– To budzi bardzo przyjemne wspomnienia – zauważyłam, zastanawiając się, czy myślał o tym, co ja.
– Tak, zdecydowanie bardzo przyjemne.
– Amanda była taka wściekła… – Przypomniałam sobie, po czym parsknęłam śmiechem. – Ona naprawdę była przekonana, że dostanie tę koronę.
– Gdybym miał zdjęcie jej miny wtedy, oprawiłbym sobie w ramkę i powiesił. – Matthew wyszczerzył się.
– Ponownie jesteś niemiły, ale… – Zaśmiałam się krótko. – Trochę w tym racji. Nie odzywała się potem do mnie przez tydzień.
– Tylko tydzień? Myślałem, że bardziej zależało jej na zostaniu królową balu.
– Dobrze się złożyło, bo dzięki temu złowiłam najlepszego króla balu, jaki był w liceum. – Uśmiechnęłam się szeroko i leciutko uszczypnęłam Matthew w policzek. – A ty w ogóle nie byłeś tym zaskoczony. Przyjąłeś tę koronę, jakbyś robił to codziennie.
– Bo robiłem. Każdego ranka przed lustrem. – Uśmiechnął się figlarnie i puścił do mnie oczko. Muzyka nagle z nastrojowej zmieniła się na szybszą. – Masz ochotę na chwilę szaleństwa ze swoim królem? – Odepchnął mnie lekko od siebie, po czym obrócił kilka razy i nasze ciała się zderzyły.
– Chyba trochę wyszliśmy z wprawy – zauważyłam ze śmiechem.  
– Wcale nie. Tak miało być. – Poruszał kilkakrotnie brwiami w znaczący sposób.
– W takim razie prowadź. – Uśmiechnęłam się szeroko i dałam się ponieść w rytm muzyki.




Matthew

Kilka dni później szykowaliśmy się na imprezę. Zakupy już dawno były zrobione, alkohol się chłodził, cała zamrażarka wypełniona była kostkami lodu, a Cat siedziała już od godziny w łazience. Wszystkie blaty w kuchni zastawione były przygotowanymi przez nią przekąskami. Właściwie wszystko było już gotowe, pozostało tylko czekać na gości. Miała się zjawić fantastyczna czwórka – Aaron, Theo, Jake i Tyler, moja siostra, koleżanki z pracy Cat oraz franca Amanda. Zaprosiliśmy wszystkich z osobami towarzyszącymi, ale nie wszyscy byli w związkach i w sumie nie do końca wiedzieliśmy, ile osób ostatecznie przyjdzie.
Stałem przed lustrem w naszej sypialni w ciemnobordowej koszuli i czarnych spodniach, kończąc układać włosy. Dzisiaj wyjątkowo łatwo mi poszło, nie musiałem nawet używać żadnych specyfików do pomocy. Zerknąłem na zamknięte drzwi łazienki i westchnąłem.  
– Pospiesz się, Cat, bo zaraz goście przyjdą!
No dobra, może nie tak zaraz, ale mogłaby już wyjść. Chciałem ją już zobaczyć.
– Chcesz, żebym była piękna?! – odkrzyknęła mi zza drzwi.
– Ty zawsze jesteś piękna!
– Ahaś, jasne. No dobra, już wychodzę. – Usłyszałem szczęk drzwi, które w końcu się otworzyły. – Co myślisz? Nie przesadziłam?
Odwróciłem się w jej stronę i zamarłem. Miała na sobie krótką srebrzystą, mieniącą się sukienkę na cienkich ramiączkach z głębokim dekoltem. Włosy związała w takiego dziwnego warkocza, a makijaż dopasowany do sukienki – również błyszczący. W dwóch krokach pokonałem odległość między nami i poczułem zapach jej perfum. Położyłem dłonie na jej biodrach, przysuwając się do niej blisko.
– Najpierw chcesz, żebym spowodował wypadek, a teraz żebym odwołał imprezę? – wymruczałem jej do ucha.
– Mogę zmienić to wszystko na stary, rozciągnięty dres, by cię nie kusiło. – Zatrzepotała niewinnie rzęsami.
– Z chęcią bym to z ciebie zdjął, ale nie mamy czasu. Za to jak już wszyscy pójdą…
– A ja z chęcią bym posłuchała o tych planach – mruknęła, całując mnie w linię szczęki. – Ale skoro już poświęciłam tyle czasu, by pięknie wyglądać, to może cykniemy sobie jakieś fajne zdjęcia, co? Ty też wyglądasz nie najgorzej – dorzuciła, śmiejąc się.
– Nie najgorzej? No to koniecznie to musimy uwiecznić, bo kto wie, może już nigdy nie będę tak wyglądał.
– Cieszę się, że podzielasz moje zdanie. – Zgarnęła skądś swoją komórkę. – Wolisz tradycyjne selfie, czy może zdjęcie w lustrze?  
– A zdjęcie na tle pięknego widoku z naszego balkonu, zrobione przez profesjonalnego pana samowyzwalacza?
– Widzę, że się wczuwasz. – Cmoknęła mnie szybko. – W porządku, chodźmy. Oby żaden ptak nie nasrał nam na głowy, jak będziemy pozować.
– I po co kraczesz?
Dziesięć minut później byliśmy już po sesji zdjęciowej na balkonie, na szczęście żaden ptak nie odważył się zbliżyć. Cat wrzucała najlepsze ujęcia na portale społecznościowe, zapatrzona w swój telefon, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.

524 czyt.
100%1
tresescritores

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 2096 słów i 12069 znaków.

Dodaj komentarz