Pęknięty diament — rozdział 19

Caterina

Ciężko było udawać, że wszystko było w porządku. Z pozoru nic się nie zmieniło, a moje nowe zmartwienie było tylko złym przeczuciem, na które nie miałam żadnego dowodu. Nie chciałam znowu rzucać w Matta oskarżeniami. Chciałam dotrzymać danej mu obietnicy, ale chyba też podświadomie bałam się go o to zapytać. Znowu by się wykręcił, tak jak wtedy z tym garniturem i rzekomą plamką na materiale. Sama już nie wiedziałam, w co wierzyć. Z jednej strony wiedziałam, że Matt mnie kochał, ale z drugiej... co jakiś czas nachodziły mnie wątpliwości, czy mówił mi całą prawdę. Wiedziałam, że Prue była nim zainteresowana. Kolejna rzecz, na którą nie miałam dowodu, ale której byłam absolutnie pewna. Najpierw to zdjęcie, które zrobiła Amanda, to, jak blisko Matta stała Prue… w dodatku podczas ostatniego spotkania wyczuwałam w powietrzu dziwne napięcie, którego nie potrafiłam wyjaśnić. Może było spowodowane tym, że chwilę później opróżniłam zawartość swojego żołądka, a może zwyczajnie wariowałam. Może byłam złą narzeczoną, nie ufając Mattowi. Karałam się takimi myślami, a jednak podświadomie dalej czułam lęk i niepokój. Momentami byłam naprawdę wdzięczna losowi, że życie ułożyło mi się tak, a nie inaczej i mogłam na co dzień zajmować się aktywnością fizyczną — bez wyładowywania tego całego stresu z pewnością już dawno trafiłabym do zakładu zamkniętego.
Czas leciał przeraźliwie szybko. Zanim się obejrzałam, jechałam już na ostatnie zajęcia z kursu. Miałam wrażenie, jakbym dopiero je zaczynała — tak samo było z zaręczynami. Jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Czy życie zawsze tak szybko pędziło? Czy odtąd czas miał mi przemykać między palcami?  
Odbierając certyfikat ukończenia kursu, byłam w bardzo dziwnym nastroju, prawie że filozoficznym. Niemal zapomniałam o uśmiechu. Część mnie żałowała, że Matt nie przyjechał tu ze mną, ale ostatecznie nie było to żadne wielkie wydarzenie. Czułam jednak satysfakcję, że spełniłam swoje marzenie i że od teraz mogę specjalizować się w czymś innym poza tańcem. Wydobyłam tę satysfakcję na wierzch, ustawiając się do pamiątkowego zdjęcia, a później mój uśmiech zamienił się w grymas. Poczułam silny ból brzucha i przez chwilę musiałam zaciskać zęby. Pomyślałam, że oto w końcu moje ciało zaczyna odwdzięczać mi się za długotrwały stres związany ze ślubem i wszystkimi myślami o Matthew i Prue. Przez chwilę miałam wrażenie, że dłużej tam nie postoję, ale po minucie czy dwóch wszystko wróciło już do normy.
Wróciłam do domu nieco zmęczona, marząc, by się położyć. Zdjęłam buty i płaszcz i od razu przeszłam do sypialni. Certyfikat położyłam na toaletce, po czym w ubraniach wślizgnęłam się pod kołdrę i westchnęłam, gdy moja głowa dotknęła miękkiej poduszki.
— Cat? — Usłyszałam głos Matta, a potem kroki. — Wróciłaś już?
— Tak — mruknęłam sennie, przymykając oczy. Poczułam, jak kołdra unosi się odrobinę i Matt kładzie się obok mnie.
— Źle się czujesz, kochanie? — zapytał, obejmując mnie.
— Jestem tylko trochę zmęczona. — “Trochę” było nagle niedomówieniem. Nie byłam w stanie otworzyć oczu. Wtuliłam się w Matta niczym małpka.
— To zdrzemnij się. — Pogłaskał mnie po włosach.  
— Poleżysz ze mną? — wymamrotałam, wdychając jego perfumy.
— Nigdzie się nie wybieram. Śpij, kochanie. — Złożył pocałunek na moim czole.
Nie wiedziałam, ile spałam, ale gdy otworzyłam oczy, czułam się już dużo lepiej, choć spanie w ubraniach nie było najlepszym pomysłem, bo było mi strasznie gorąco. Matt leżał obok i przyglądał mi się z uśmiechem.
— Ile spałam? — Przetarłam oczy kilka razy.
— Ze dwie godziny, ale możesz jeszcze pospać, jeśli chcesz.
— Chyba już wystarczy. — Podniosłam się do pozycji siedzącej i przeciągnęłam się. — Muszę to zdjąć — jęknęłam. — Zgrzałam się.  
— No to zdejmuj. Ja popatrzę. — Założył ręce za głowę i patrzył na mnie z szerokim uśmiechem.
Ściągnęłam przez głowę sweter, zostając tylko w cienkim białym podkoszulku. Odetchnęłam głośno, opadając z powrotem na łóżko.
— Dużo lepiej.
— Już koniec? — Zrobił zawiedzioną minę.  
— Możesz zdjąć mi spodnie, bo ja już nie mogę się ruszyć — zaśmiałam się.
— Zawsze. — Uśmiechnął się łobuzersko i sekundę później byłam już bez spodni.  
— Dziękuję. — Wychyliłam się lekko i pocałowałam go w policzek.
— Jesteś głodna? Może poszlibyśmy na kolację, uczcić twoje ukończenie kursu?
— Rozpieszczasz mnie ostatnio. — Przybliżyłam się do niego i zarzuciłam nogę na jego biodra.
Jego dłoń natychmiast znalazła się na moim udzie.  
— To moje ulubione zajęcie.
— Poleżę jeszcze trochę, a potem możemy iść. To bardzo dobry pomysł.  
— Dobrze, kochanie. Leż, ile chcesz. Byle ze mną. — Uśmiechnął się i pocałował mnie.  
***
Patrzyłam, jak Matt zajadał się lasagne, podczas gdy ja grzebałam widelcem w moim tagliatelle z łososiem. Co chwilę miałam sucho w ustach, więc piłam dużo wody. Dalej byłam zmęczona, choć nie rozumiałam, dlaczego, skoro spałam dwie dodatkowe godziny. Moje myśli ponownie pofrunęły w kierunku ślubu. Irytowałam się sama na siebie — byłam na kolacji z narzeczonym, a myślałam o wszystkim innym, tylko nie o tym czasie, kiedy mieliśmy chwilę dla siebie. Po raz kolejny wróciłam myślami do wizyty u Jake’a i do zastanawiania się, gdzie naprawdę był Matt. Cóż, miał prawo do swoich tajemnic. Nie chciałam na niego naciskać ani wszczynać kłótni, ale miałam dość katowania się ciągłymi myślami, gdzie leżała prawda.
Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam skupić się na czymś innym.
— Nie porozmawialiśmy o ostatecznym wyborze tortu — zauważyłam. — Może podejmijmy decyzję, żeby Prue wiedziała, co ma zamówić.
— No dobrze. Który najbardziej ci smakował?
— Orzechowy był niezły, ale nie wiem, czy ten smak przypadnie do gustu wszystkim gościom. Nie każdy lubi orzechy, a chciałabym, żeby wszyscy się najedli.
— Masz rację. Poza tym, ktoś może być uczulony. Między innymi Mel.
— No właśnie. Orzechowy odpada. — Dalej rozgrzebywałam makaron. — Chyba że zamówimy mniejszy, tylko dla nas. — Uśmiechnęłam się.
— Jeśli będzie piętrowy, to najwyższe piętro może być nasze, inne niż reszta. Śmietankowy też był dobry.  
— To prawda. Myślałam nad połączeniem śmietankowego z truskawkowym. — Na samą myśl robiło mi się niedobrze. — Tylko musielibyśmy poprosić Susan, by zmniejszyła ilość cukru. Oba były stanowczo za słodkie.
— Może być. Myślę, że Susan nie będzie robić problemów z tego powodu.  
— Czyli ustalone?  
— Chyba tak. — Uśmiechnął się do mnie, po czym spojrzał na mój talerz. — Co jest, Cat? Nie smakuje ci?
— Sama nie wiem — skłamałam. Prawdę mówiąc, zwykle takie dania mi smakowały. Makaron wyglądał przepysznie i na pewno był też taki w smaku, ale nie mogłam się zmusić, by go przełknąć, choć w brzuchu mi burczało. Jedzenie wokół pachniało zbyt intensywnie, w złym tego słowa znaczeniu. Kiedy zaczęłam myśleć o tłustym, śmietankowym torcie, mój brzuch stanowczo zaprotestował. — Przepraszam, muszę iść do toalety — wymamrotałam, rzucając serwetkę na stół. Nawet nie zaczekałam na reakcję Matta, tylko szybko wstałam i odeszłam w kierunku drewnianych drzwi z naklejką kobiety.
Miałam szczęście — wszystkie kabiny były wolne. Skierowałam się w stronę tej najbliżej mnie, w ostatniej chwili dopadając muszli. Gwałtownie zwymiotowałam, czując, jak ściskają mi się wnętrzności. Czułam się okropnie i w tej chwili pożałowałam, że nie byliśmy w domu, gdzie mogłabym położyć się do łóżka z herbatą.
Parę minut później na drżących nogach podeszłam do umywalki, by przemyć twarz i wypłukać usta. Po chwili spojrzałam na swoje blade odbicie. Kolejne wymioty w tak krótkim czasie, połączone z intensywnym zapachem jedzenia i zmęczeniem — wiedziałam, co to oznaczało. Czy chciałam mieć rację? Nie wiedziałam. Równie dobrze mogło to być zatrucie pokarmowe. Musiałam to jak najszybciej sprawdzić — i nie mówić Mattowi, dopóki nie będę miała stuprocentowej pewności.
Wróciłam na salę, przyklejając sobie uśmiech do twarzy.
— Smakowało? — zapytałam, widząc pusty talerz Matta.
— I to jak. Pyszne. Ale twoje chyba nie bardzo, co?
Nabiłam makaron na widelec i wcisnęłam sobie do ust, by nie robić mu przykrości.
— Też bardzo dobre — powiedziałam po chwili, walcząc ze sobą, by kolejny raz nie zwymiotować.  
— Jeśli ci nie smakuje, zamów coś innego. Albo weźmy na wynos.
— To dobry pomysł — potwierdziłam, oddychając z ulgą. — Trochę boli mnie brzuch, ale szkoda mi zostawiać tego makaronu. Weźmy na wynos i wracajmy.
Matt pokiwał głową i kilkanaście minut później byliśmy już w drodze do domu. Zdążyłam tylko zdjąć sukienkę i od razu padłam na łóżko. Makaron został w lodówce, zimny i zapomniany. Wolałam chwilowo się do niego nie dotykać.


Matthew

Następne dni wyglądały podobnie. Cat była zmęczona i marudna, zakopywała się w kołdrze i tam spędzała większość czasu. Pewnie miała okres i tym razem przechodziła go gorzej niż zwykle. Kupowałem jej czekoladę na poprawę humoru, ale chyba nie działała. Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym zrobić, więc po prostu kładłem się do łóżka razem z nią i przytulałem.
Właśnie wyszedłem z jednego spotkania, a czekało mnie jeszcze jedno. Na szczęście miałem jeszcze trochę czasu, więc mogłem jechać coś zjeść. Najbliżej był sushi bar, który czasem odwiedzałem, a że akurat miałem ochotę na sushi, to długo się nie zastanawiałem. Do domu nie opłacało mi się jechać, bo byłem po drugiej stronie miasta i straciłbym tylko czas.  
Gdy przekraczałem próg sushi baru, uświadomiłem sobie, że była pora lunchu i może nie być wolnych miejsc. Przyjrzałem się długiej ladzie, która otaczała trzech kucharzy i już miałem wychodzić, kiedy dojrzałem wolne miejsce. Zadowolony ruszyłem w tamtą stronę, usiadłem między jakimś facetem i kobietą, po czym zamówiłem sushi z krewetkami. Spojrzałem na kobietę po mojej lewej, bo nagle zaczęła się krztusić i zamarłem. Poczułem jakiś dziwny ucisk w żołądku. To była Prue.  
— Cześć — mruknęła i od razu wbiła wzrok w swój talerz.
— Cześć — odpowiedziałem, nadal w lekkim szoku.
— Wybrałeś się na lunch, tak?
— Tak, akurat mam chwilę czasu przed kolejnym spotkaniem. Z czym masz?  
— Z krewetkami.  
— Niech zgadnę. Twoje ulubione?
W końcu na mnie spojrzała. W dodatku się zarumieniła, a ja starałem się patrzeć jej w oczy, co wcale nie było takie proste, bo z jakiegoś powodu mój wzrok ciągle ześlizgiwał się na jej usta. Nie miałem pojęcia dlaczego tak się działo, ale musiałem się opanować.
— Tak. Twoje chyba też.  
— Na to wygląda. — Uśmiechnąłem się. — Często tu przychodzisz?
— To moja ulubiona knajpa, ale rzadko tu bywam. Organizacja ślubów zabiera mi czas nawet na jedzenie.  
— Naprawdę? Moja też. — Właśnie dostałem swoje sushi, więc od razu porwałem pałeczki i rozdzieliłem je. — Nie wiedziałem, że masz tak napięty grafik przez tę pracę.  
— Dla niektórych to praca marzeń, bo myślą, że nic nie robię. Wiesz, siedzę, czasami coś powiem, no i potem tworzę zlecenia dla firm, które ze mną współpracują. Problem w tym, że muszę to wszystko nadzorować. — Uśmiechnęła się szeroko. — Raz nie przypilnowałam sukienki panny młodej, to było na samym początku mojej kariery, no i biedaczka otrzymała suknię z czerwonym gorsetem. Naprawdę nie wiem, jak mogli się aż tak pomylić… Ale to była nauczka dla mnie. Od tamtej pory patrzę wszystkim na ręce.  
Byłem wdzięczny, że zaczęła mówić o pracy, bo zaczynałem się obawiać, że ta niezręczna atmosfera będzie się ciągnąć przez cały lunch. Wziąłem sushi między pałeczki i zamoczyłem w sosie sojowym.
— Tylko mnie nie patrz czasem na ręce, bo się speszę i zapomnę jak się posługiwać pałeczkami. — Puściłem do niej oczko i zjadłem pierwszy kawałek.  
Prue się roześmiała.
— Nie wyglądasz na nowicjusza.  
— Oczywiście, że nie, bo nim nie jestem. Jedzenie pałeczkami mam we krwi — zaśmiałem się. — Albo raczej ty powinnaś mieć.
— I mam, nie widać? — spytała, próbując złapać pałeczkami kawałek swojego sushi. Już miała je zjeść, gdy nagle jej spadło. — No nie!
Wybuchnąłem śmiechem.  
— Właśnie widzę. Ja mogę jeść nawet lewą ręką. — Dla potwierdzenia swoich słów przełożyłem pałeczki do lewej ręki i chwyciłem swoje sushi. Wyślizgnęło mi się jeszcze zanim zdążyłem je zamoczyć w sosie. Zaśmiałem się. — Dobra, może jednak nie. Zrobiłem z siebie kretyna.  
— Całkiem dobrze ci szło, naprawdę — powiedziała rozbawiona. — Może już odpuść sobie jedzenie lewą ręką. Lepiej, żebyś nie zabrudził sobie sosem koszuli.  
— Masz rację, to by dopiero był wstyd. — Chwyciłem pałeczki z powrotem prawą ręką i zjadłem kolejne kawałki bez problemu.  
— Prawdziwym wstydem jest zamoczenie wasabi w sosie sojowym, więc nie masz powodu do zmartwień. — Uśmiechnęła się delikatnie i mój wzrok znowu padł na jej usta. — Matt, mógłbyś… — Westchnęła cicho. — Nie powinieneś tego robić.  
— Wielu rzeczy nie powinienem — odpowiedziałem, patrząc jej w oczy.  Złapałem pałeczkami jedno z jej sushi i szybko zjadłem, zanim zdążyła zareagować. — Twoje też dobre — zaśmiałem się, widząc jej minę.
— Jesteś… — Jęknęła. — Boże, jesteś niemożliwy! Kto ci w ogóle pozwolił…
— Możesz spróbować mojego, jeśli chcesz. Ale musisz się pospieszyć, bo zaraz zjem ostatnie.  
Prue niespodziewanie wsunęła rękę pod moje ramię, złapała palcami ostatnie sushi i wsunęła do ust. Posłała mi triumfalny uśmiech, a potem oblizała palce.  
— Przepyszne, normalnie palce lizać.  
Wybałuszyłem na nią oczy, bo nie spodziewałem się, że zrobi coś takiego. W dodatku musiała oblizać palce, jakbym do tej pory nie miał problemów z oderwaniem wzroku od jej ust. Nie wystarczyło, że ciągle miałem w głowie ten głupi pocałunek, teraz będzie mnie nawiedzał jeszcze ten widok sprzed chwili.  
— Ach, tak? To ja chyba muszę spróbować jeszcze raz. — Puściłem pałeczki, złapałem ostatnie sushi z jej talerza, szybko zanurzyłem w sosie i wsadziłem do buzi.
Po raz pierwszy Prue spojrzała na moje usta, a potem dotknęła ich palcami. Ledwo przełknąłem ten kawałek. Moje serce lekko przyspieszyło. Co ona wyprawiała? Oblała się rumieńcem i szybko cofnęła dłoń.
— Przepraszam — wydukała. — Miałeś sos… Szkoda koszuli.
— Sos? Mogłaś powiedzieć, to bym go zlizał.  
Chyba trochę się zapędzałem, ale nie mogłem się powstrzymać. Tak słodko się peszyła.  
— Matt — jęknęła, odwracając wzrok.  
— No co? — zapytałem, gryząc się w język w ostatniej chwili, by nie spytać, czy sama chciała to zrobić.  
Obróciła gwałtownie głowę i zmarszczyła brwi, przyglądając mi się uważnie.  
— Sprawia ci to przyjemność? — zapytała z wyrzutem.
— Nie wiem o czym mówisz, ale pewnie odpowiedź brzmi „tak”.  
— Wisisz mi sushi.
— Ja tobie? A nie ty mnie?
— Zjadłeś moje bez pozwolenia — rzuciła urażona.  
— A ty moje… A nie, ja ci pozwoliłem. Okej, wiszę ci sushi. — Spojrzałem na zegarek. —  Muszę lecieć, ale daj znać, kiedy chcesz popisać się umiejętnością jedzenia pałeczkami. —  Uśmiechnąłem się łobuzersko, wstając.  
— W przyszły piątek jest festiwal sushi i wtedy sam będziesz mógł się popisać. — Puściła mi oczko. — Lepiej poćwicz lewą rękę, bo nabawisz się kompleksów.  
— Ja i kompleksy? — zaśmiałem się. — Chciałabyś. Czyli jesteśmy umówieni? Dasz mi znać gdzie i kiedy? — Znowu zerknąłem na zegarek. — Naprawdę muszę już iść.  
— Leć, leć. Godzinę i adres wyślę ci smsem.  
— Dzięki. Do zobaczenia. — Uśmiechnąłem się i wyszedłem.  
Wsiadając do auta, zastanawiałem się, co ja wyprawiałem. Ale przecież nie umówiłem się z nią na randkę. To tylko sushi, a że oboje je lubimy, to pewnie i tak byśmy się tam spotkali. Byliśmy tylko znajomymi ze wspólnymi zainteresowaniami. Oboje kochaliśmy Japonię i mieliśmy podobne gusta smakowe, a to chyba jeszcze nie zbrodnia. Cat nie musiała wiedzieć.  


Caterina

Przez kilka dni czułam się tak źle, jak chyba jeszcze nigdy w swoim życiu. Na sam widok jedzenia krzywiłam się potwornie i chciałam tylko leżeć zakopana w pościeli. Choćbym chciała to bagatelizować, nie potrafiłam. Nie umiałam leżeć i czekać, aż samo przejdzie.  
Któregoś dnia podczas przerwy między zajęciami poszłam do apteki. Kupiłam test ciążowy, starając się zrobić to w ekspresowym tempie, tak jakby przez drzwi miał nagle wejść ktoś znajomy i przyłapać mnie na gorącym uczynku. Zakupione opakowanie wrzuciłam na dno torby i wróciłam na zajęcia, starając się o tym nie myśleć.  
Jakoś dotrwałam do końca moich zajęć na ten dzień. Wróciłam do domu, przejęta myśleniem o tym, co miałam zaraz zrobić. Matta jeszcze nie było, co przyjęłam z ulgą. Sama nie wiedziałam dlaczego, ale nie chciałam mu o tym mówić. Nawet jeszcze nie wiedziałam, czy w ogóle było o czym, ale samo robienie testu wydawało mi się czymś, co powinnam zachować dla siebie.
Poszłam do łazienki, ale uświadomiłam sobie, że mam pusty pęcherz, więc wróciłam się do kuchni i zaczęłam łapczywie pić wodę, by jak najszybciej móc wykonać test. Stresowałam się, serce biło mi nieznośnie szybko, gdy wyjmowałam z opakowania biały patyczek. Sama nie wiedziałam, jaki wynik chciałam na nim ujrzeć.
Parę minut później myłam dokładnie ręce i co sekundę zerkałam na test, położony na szafce. W końcu zamknęłam oczy i zaczęłam liczyć. Gdy dotarłam do dwustu sekund, nie wytrzymałam i otworzyłam z powrotem oczy.  
Dwa paski patrzyły na mnie kpiąco.  
Dlaczego czułam zaskoczenie? Przecież wiedziałam, że tak będzie. Czułam to jeszcze zanim kupiłam ten test.  
Liczyłam bicia serca, dalej wpatrując się w te dwa paski, jakby miały zniknąć. Dopiero po chwili to do mnie dotarło. Byłam w ciąży. Naprawdę w niej byłam. Miałam zostać mamą, a Matt ojcem. Całe nasze życie miało się przewrócić do góry nogami.
Gwałtownie pochyliłam się nad muszlą klozetową i zwymiotowałam.

candy

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 3423 słów i 19032 znaków.

Dodaj komentarz