! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! Cz.16

! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! Cz.16Byłem wkurzony, tak wiedziałem już o tym wcześniej ale zapomniałem i nie wiedziałem jak mam jej to powiedzieć. Jest w 3 gimnazjum powinna się uczyć a nie jeździć na takie coś, poza tym nie chciałem żeby siwe martwiła. Do Krakowa mamy dojechać w nocy, jutro po 17 mamy walki a na kolejny dzień po południu wyjeżdżamy i wracamy do Konina. Powiem jej o walkach, wiadomo ale jak wrócę bo wolę być przy niej wtedy.
Wsiedliśmy do busa i ruszyliśmy w dalszą drogę.
*
Po rozmowie z Kacprem zrezygnowałam już z ćwiczenia, poszłam się przebrać i spacerkiem wracałam do domu. Po drodze spotkałam Adama więc wpadł do mnie i do późna oglądaliśmy filmy. Mimo moich nalegań żeby została noc gdyż jest późno to i tak poszedł bo musiał. No trudno, jak trzeba to trzeba. Położyłam się spać a na następny dzień obudziłam się o 11. Kurde przecież dziś jeszcze do szkoły. Na szczęście to piątek, szybko zleciało. Jak Nikodem się dowie że nie byłam w szkole to się wkurzy...  
Wstałam i poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, ubrałam spodenki koszulkę i na to cieniutką bluzę. Mój makijaż składał się tylko z tuszu do rzęs i pomadki do ust. Gotowa poszłam do pokoju, w torbę spakowałam kilka książek, wodę, telefon, słuchawki i pieniądze. Wyszłam z domu zamykając go na klucz. Dzisiaj lekcje zaczynały się godzinę później więc dopiero jest jakoś druga lekcja. Polski... A potem matma, zaczęłam się śmiać na wspomnienie wcześniejszych lekcji gdzie przeszkadaliśmy tej wrednej babie a ludzie się tylko na mnie patrzeli przechodząc obok. Fajnie by było jakbyśmy dziś też mieli złączone lekcje, ale przecież dyrektor mówił że tak będzie... Ciekawe od kiedy. Doszłam do szkoły i po chwili zadzwonił dzwonek a wszyscy wyszli na przerwę, moi chłopcy do mnie podeszli i się przywitali.  
-Siemka, całe szczęście że jesteś. -Odparł Szymon
-Hej wam, a co takiego się stało? -Zapytałam ze śmiechem
-Wiesz bo mieliśmy już te dwie lekcje, apropo to mamy znów złączone, no i byliśmy w miarę cicho. -hahahaka że co? Oni cicho ? Jaskim to cudem?  
-Wy cicho? Jak?
-No brakowało nam ciebie, dodajesz nam tej energii.- Odezwał się rozbawiony Piotrek.
-Hahaha jasne, to chodźcie już mamy matematik ! -Hahahahahaha W wesolutkich humorach weszliśmy do klasy a wszyscy na nasz widok się uśmiechnęli.
-Witamy świętą czwórkę, spóznieni jak zwykle. Więc zostajecie po lekcjach.
-Ale my mamy inne plany.- Odezwał się Paweł, a wszyscy zaczęli się śmiać.
-No trudno, siadać.
-Dziwne że nie wysłała nas do dyrektora. -Powiedziałam ze śmiechem do chłopaków gdy siadaliśmy w swojej ławce. Na moje nieszczęście za nami siedziały te plastiki ode mnie. Jakoś na nie nie zwracałam uwagi ale dziś to mnie wkurzały. Ciągle gadały do chłopaków, robiły maślane oczka, kleiły się itd. Tak mnie to wkurzało... że aż było inaczej na tej lekcji. Nie odzywałam się ani razu więcej a tym samym jakby z chłopaków uszło powietrze... Ciągle coś do mnie mówili ale szybko zbywałam ich odpowiedziami, nie śmialiśmy się dziś na tej lekcji tak jak zawsze, i zdziwiło to nawet samą nauczycielkę. Chłopaki częściej gadali z barbie których nienawidzę a to doprowadzało mnie do szału. Gdy nauczycielka poprosiła mnie do tablicy w ogóle nie mogłam skupić się na zadaniu, robiłam głupie błędy i nic mi nie wychodziło.  
-Dobrze nie męcz się już z tym, siadaj. Nie postawie ci jedynki ale po lekcji zostań na chwilę.  
-Dobrze. -Nie miałam siły się kłócić, poza tym nie wstawiła mi bani a miała taką okazję. Dlaczego? Może nie jest taka na jaką ją osądziliśmy... Wszyscy się na mnie patrzyli no prawie wszyscy bo moi kochani przyjaciele dalej gadali z plastikami. i na nic innego nie zwracali uwagi. Usiadłam do ławki a oni dalej nic, gdy pani któregoś z nich poprosiła do tablicy to na początku też nie zakumali.  
-Szymon! Zapraszam! Zadanie 8 ! Do tablicy. -Głośno powiedziała nauczycielka i dopiero wtedy on się ogarnął i poszedł. Ale Paweł i Piotrek dalej to samo... Nosz kurde !  
Gdy zrobił zadanie usiadł i znów zaczął rozmawiać.  
-Możecie się w końcu ogarnąć ?! -Krzyknęłam patrząc na chłopaków i kątem oka widziałam że one się uśmiechają a szczególnie ta w czarnych włosach, z którą najczęściej zdarzyło mi się z nich gadać. O to jej chodziło, o to żeby wyprowadzić mnie z równowagi. No to się jej udało...
-O co ci chodzi? -Zapytała patrząc perfidnie na mnie.  
-Dobrze wiesz o co.
-Tak? Może idź poskarż się mamusi? Aaa wybacz przecież ty ich wcale nie obchodzisz. Praca ważniejsza od dziecka? No tak. -Powiedziała a mnie wkurzyła do granic możliwości, wstałam i zamachnęłam się. Lecz niestety nie dostała, za mną pojawił się Adrian ni stąd ni zowąd. Popatrzyłam na Piotrka, Pawła i Szymona tylko nieliczni wiedzieli o tym co jest i jak jest u mnie w domu. Oni, Adrian, Kacper i przyjaciele Nikodema, nikt więcej. No i dyrektor, ale to dyrektor no ludzie... A tylko ich widziałam przy barbie. Nie wierze że mogliby coś powiedzieć komuś o moich prywatnych sprawach. Wyrwałam rękę z uścisku Adriana, spakowałam książki do torby i wkurzona wyszłam z klasy. Słyszałam jak za mną krzyczy nauczycielka, a potem za kimś chyba jeszcze, przy szafkach ktoś mnie zatrzymał. Szymon...  
-Puszczaj mnie. -Odparłam ostro
-Wracaj do klasy.  
-Daj mi spokój, okej?
-Ty myślisz że my im powiedzieliśmy. -Bardziej stwierdził niż zapytał...
-A powiedzieliście?  
-Aneta no daj spokój, znasz nas.
-No najwidoczniej nie. Nie wiedziałam że podobają wam się plastiki.
-Przecież one nie są takie złe.
-I na tym kończy się ta rozmowa. -Wyrwałam się z uścisku i poszłam w stronę wyjścia. Nie miałam zamiaru iść do domu, więc poszłam nad rzekę. Spędziłam tam większość czasu, nawet nie zauważyłam kiedy zaczęły lecieć mi łzy. Rozpłakałam się jak małe dziecko, teraz gdy byłam sama dałam upust emocjom. Najgorsze że powiedziała prawdę, przecież ja sama tak uważam więc po co się oszukiwać. Nie chcę mieć pod górkę, jedyny raz mogłoby w końcu być wszystko dobrze. Gdy się chociaż trochę uspokoiłam wstałam i zaczęłam iść w stronę powrotną, nie poszłam do domu lecz na trening. Przecież i tak miałam nie, więc czy przyjdę wcześniej czy równo to mniejsza w to. Byłam mega zdziwiona gdy każdy, dosłownie każdy kto mijał mnie tam w budynku życzył powodzenia mojemu chłopakowi. Wtf? Po co życzyli mu powodzenia? No raczej nie chodziło tu nic z jego "odwiedzinami babci". Więc raczej mnie okłamał, ale dlaczego? Byłam bardziej zdenerwowana i zmartwiona. Nie wiedziałam co się dzieje i to mnie dezorientowało. Zaczęłam trenować, nie wiedziałam co mam robić, czy musi być tak trudno?  
Skakałam na skakance i dalej myślałam o co im chodziło. Dlaczego Kacper mnie oszukuje? No po co? Z zamyślenia wyrwał mnie wielki huk. gdzieś pewnie musiała paść sztanga czy coś, no taki huk? Przez to wszystko źle stanęłam na nodze i poczułam straszny ból w kostce, wywróciłam się i jak na moje nieszczęście walnęłam głową o ławkę stojącą obok... Tutaj urwał mi się film...
*
*
*
Dziś krótka, ale następną dodam późnym wieczorem lub z samego rana :D Miłego!

Malineczka2208

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1396 słów i 7419 znaków.

4 komentarze

 
  • Saszka2208

    ❤❤❤❤

  • Lili797

    Piękne jak zawsze ❤

  • Misiaa14

    cudowne *-*

  • Kamilka889

    <3 <3 < 3