! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! #2 Cz.4

! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! #2 Cz.4Heej, heej ! Co tam u was? Dawno wam nie opowiedziałam co się u mnie działo. Mimo wszystko prawie nic się nie zmieniło więc spokojnie, Gdańsk jest fajnym miastem, spędzamy dużo czasu na treningach ale mamy też bardzo dużo czasu dla siebie. Oczywiście z Kacprem układa mi się bardzo dobrze, widzę że żałował tego co zrobił i mimo że się nie zapomina to nie chce o tym pamiętać. Co było to było... Co do Nikodema i Adama? Hmm z powrotem zaczęliśmy się dogadywać z czego bardzo się ciesze bo jednak bardzo mi ich brakowało, jeszcze trochę nam zostało czasu tu w Gdańsku po czym czeka nas powrót. Zapytacie może co z tą informacją o mojej rodzinie? Nie wiem czy wam wspominałam czy nie ale poznałam taką rodzinę, te same nazwisko, ten adres, a ich córeczka Marlenka mająca kilka lat słodziuśna. Nieźle się z nimi dogadałam mimo że to było przypadkowe spotkanie, mają jeszcze córkę w moim wieku i syna starszego ode mnie. Ale wróćmy do teraz... Siedzę i myślę czekając na Kacpra bo miał zaraz przyjść i mieliśmy pomyśleć co porobić gdy pół dnia mieliśmy dla siebie.
-To gdzie idziemy?- Zapytałam gdy przyszedł
-No moglibyśmy pójść coś zjeść- Powiedział na co kiwnęłam głową w zgodzie, wstałam i złapałam go za rękę i poszliśmy do pokoju chłopaków.
-Ej ej a jakbym był nago? -rzucił Szymon gdy weszliśmy bez pukania do pokoju w którym byli na szczęście wszyscy.  
-Nie wydaje mi się że takie coś by miało miejsce bo jesteście tu wszyscy. Czemu mnie nie zaprosiliście ?  
-Bo jesteś dziewczyną.
-A no tak i do tego się z tobą przyjaźnie, wybacz. -Rzuciłam i śmiałam się. Nie mogę z jego głupoty.  
-A wy co tak bez żadnej kłótni stoicie koło siebie? -Zapytał Paweł a ja znów się zaśmiałam.  
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Idziecie z nami coś zjeść na mieście?  
-Oo w końcu ktoś mądry o tym pomyślał. Myślałem że umrę z głodu.
-Szymon ty ciągle jesteś głodny- Rzucił do niego Piotrek i wszyscy się zaśmialiśmy, po chwili wyszliśmy z pokoju, powiedzieliśmy trenerowi że wszyscy idziemy więc i oni do nas dołączyli i wyszliśmy z hotelu.  
My z Kacprem szliśmy na samym końcu z kilka metrów od reszty, złapał mnie za rękę i tak szliśmy, czułam się tak jak kiedyś. Mocno szczęśliwa, tylko jak on zareaguje na walkę? Może lepiej nie mówić?  
-Kacper a kiedy masz jakąś najbliższą walkę?  
-Nie wiem, ojciec mówił coś że za miesiąc czy coś ale nie wiem dokładnie. A co?
-Nic tak pytam. Czy miałbyś coś przeciwko gdybym brała udział w walce?  
-Tak.  
-Dlaczego?  
-Po prostu, za bardzo bym się o ciebie bał. Że coś ci się stanie, że nie wyjdziesz z tego cało. I w ogóle więc nie zgodziłbym się.  
-Mhm
-A dlaczego pytasz?  
-Tak po prostu, chodźmy. -Powiedziałam i pociągnęłam go trochę bardziej do przodu, nie wiem co mam teraz zrobić ale nie chce zrezygnować z tej walki. Chociaż raz chce powalczyć, nie wiadomo czy jeszcze nadarzy się okazja. Po chwili byliśmy w jakimś barze, każdy coś zamówił i usiedliśmy do stolików a po zjedzonym posiłku powoli wróciliśmy do hotelu. Każdy odpoczął i ruszyliśmy na orlik żeby potrenować, było tam już kilka osób, najpierw zrobiliśmy rozgrzewkę a potem mieliśmy zacząć grać. Żeby nie wyrzucać miejscowych z ich boiska trener zaproponował im wspólną grę i tak przez jakiś czas graliśmy i robiliśmy krótkie przerwy. Po jakimś czasie miejscowi się już zebrali więc podzieliliśmy się na pary i wykonywaliśmy ćwiczenia.  
-Trenerze nudzi nas już te ćwiczenie.  
-No bywa, do roboty. -odparł.  
-A może macie ochotę z nami zagrać? -Usłyszeliśmy głos który ja już słyszałam, odwróciliśmy się i zauważyliśmy naszą reprezentację Polski. Widziałam że chłopakom szczeny opadły no bo w końcu nie zawsze ma się taką okazje ich spotkać twarzą w twarz. Zagrać czy pogadać choćby.  
Uśmiechnęłam się szeroko i podeszłam do pana Roberta.  
-Dzień dobry.
-Witaj mała. -Powiedział uśmiechnięty i mnie przytulił.  
-Jak tam Marlenka?  
-Może sama sprawdzisz?- Spojrzał na prawo gdzie było kilka kobiet i kilkoro dzieci, no nie licząc młodzieży która wszystko obserwuje. Popatrzyłam na trenera a on rozbawiony kiwnął głową po czym oddaliłam się od nich i poszłam do malej.  
-Dzień dobry -Powiedziałam do pani którą ostatnio często widuje - Hej Marlenka.
-Aneeta! Tęskniłam za tobą.  
-Oj mała przecież nie tak dawno się widziałyśmy.  
-Ale to co -Mruknęła słodko i się przytuliła.  
-Dobra mała ja lecę grać a ty bądź grzeczna.  
-Dobrze, pa. -Odeszłam od nich i wróciłam na boisko, chłopaki już byli żywsi a mi i tak chciało się z nich śmiać.  
-I jak Marlenka? -Zapytał Robert.  
-Tak jak zawsze słodko i uroczo. Haha jest pan pewien że pana drużyna podoła naszej?  
-Jestem pewny że wygramy.  
-Za dużo tej pewności, no to gramy! -wszyscy zajęli swoje miejsca i zaczęliśmy grać. Mimo że byliśmy mniejsi, młodsi i mniej doświadczeni to i tak dobrze dawaliśmy sobie radę. Czasem zdarzyło się komuś aż zdziwić ale mimo tego byliśmy zadowoleni z meczu. Ludzie z zewnątrz głośno kibicowali i nam i im udało się trafić kilka goli. Wiadomo że wygrali ale jeden czy dwa punkty przewagi to nic, choć to pewne dawali nam i tak fory no ale co tam. Samo granie z nimi to jest coś.  
-Dobra ja odpadam, jestem zmęczona. -Powiedziałam i zeszłam z boiska a wszyscy się zaśmiali. -trenerze ja zaraz wrócę.  
-A gdzie idziesz?
-Do hotelu
-Po co?
-Ogarnąć się. -Przeszłam kawałek a zaraz do mnie dołączył Kacper.  
-Hej słoneczko.  
-Hej.  
-Gdzie idziesz?  
-Kierunek hoteel!  
-Po co?
-Ogarnąć się.
-Aa no tak. Okey, -Powiedział i już byliśmy w hotelu a zaraz w moim pokoju. Siedziałam przed walizką i nie wiedziałam co mam ubrać. Kompletna pustka.  
-Kacper.?
-Tak?
-Nie mam w co się ubrać
-Stała gadka kobiet skarbie, masz całą walizkę i w szafce jeszcze. Weź tą sukienkę ubierz. -Odparł i podał mi z walizki białą sukienkę z wycięciem w kształcie serca na plecach. Eh no nic i tak nie znajdę nic innego. Poszłam do łazienki wzięłam szybki prysznic, ubrałam się, pomalowałam i ogarnęłam włosy które potem zostawiłam rozpuszczone ale leciutko je podkręciłam. Wyszłam z łazienki a Kacper leżał na łóżku gdy spojrzał w moją stronę uśmiechnął się a w jego oczach można było dostrzec takie iskierki. -Ślicznie wyglądasz.  
-Dziekuję -Powiedziałam i wyciągnęłam do niego rękę żebyśmy już szli ale on natomiast mnie pociągnął za nią tak ze upadlam na niego. -Kacper gamoniu. -rzuciłam rozbawiona i oparłam się łokciami o jego tors.  
-Tak teraz mnie wyzywasz?  
-Tak. -Powiedziałam ze śmiechem natomiast on obrócił się tak że leżałam teraz pod nim.  
-Złaz ze mnie.  
-Nie.
-Idioto mieliśmy wrócić na boisko a w dodatku jak teraz ktoś wejdzie to będzie sobie pięknie myślał.
-Przecież wiedzą że jesteśmy razem. I kto miałby wejść, przecież będą pukać.
-No to co i pukać? A czy np Szymon puka? Sam dobrze wiesz jak wpadł tu co gadał z tym samochodem gdy sprawdzaliście obecność.
-Mówił prawdę?
-Mhm, ale to był Robert.  
-Widzę że już sobie polepszasz kontakty z nimi.  
-No pewnie ale zacznę od ciebie.- pociągnęłam go za koszulkę żeby się zniżył a gdy już to uczynił pocałowałam go. Delikatny pocałunek zamienił się w namiętny, oddaliśmy w nim całą tęsknotę, to czego nam brakowało. Czas gdy nie byliśmy razem był cholernie trudny, jednak nie liczy się przeszłość, to co było, liczy się teraz. To co jest teraz i tu. Ja i on, on i ja. O przyszłość będziemy martwić się wtedy gdy nadejdzie na to czas ale nie teraz.  
Po chwili leżeliśmy w siebie wtuleni było mi bardzo dobrze tak, cisza i spokój i on. Leżałam z zamkniętymi oczami i cieszyłam się chwilą a on leżał obok i bawił się pasmem moich włosów. Tą piękną chwilę przerwał ktos.  
-Hej Aneta jest ważna sprawa. -No tak Szymon, nie zważałam na to i nie otwierałam oczów.  
-O hej Kacper. Ona spi wiec jak wstanie powiedz jej ze Robert chcial zeby się z nim skontaktowala.  
-W jakiej sprawie? -zapytalam dalej nie otwierajac oczu.  
-Oo, y mala ciagle placze, wpadla w histerie ze cię nie ma i ze nawet się nie pozegnala. -ojej moja gwiazdkaa. wyswobodzilam się z objec Kacpra i wstalam, . wyciagnelam do niego reke, -idziesz? -zapytalam a on zlapal ja i w trojke wyszlismy stamtad. po jakims czasie bylismy już na orliku. -jestesmy.
-Długo.  
-Wybacz trenerze.  
-A tam co się dzieje? -Zapytal Kacper wskazujac grupke ktora czemus się przygladala.  
-Hm problem z dzieckiem.
-Z Marlenką?  
-Nie wiem czy o tym samym dziecku mowimy, o dziecku Lewandowskich.  
-Czyli o tym samym. -Powiedzialam z usmiechem, puscilam reke Kacpra i poszlam w strone ludzi. Gdy szlam coraz bardziej bylo slychac mala i kazdego kto probowal ja uspokoic. Kawalek przed wszystkim zauwazylam ze Adam probuje ja uspokoic na rekach ale coś ich laczy?. Łatwiej byloby wiedziec jak Adam ma na nazwisko, ze nigdy go nie zapytalam. Gdy mala zauwazyla mnie od razu ucichla i wyswobodzila się z rak Adama, szybko podbiegla do mnie. Wzielam ja na rece, chwile uspokoilam i już radosne dziecko a wszyscy patrzyli na to szeroko otwartymi oczami.  
-Świetnie radzisz sobie z dziecmi -Rzucil Adam i podszedl do nas.  
-Adas to Aneta -Powiedziala mala.  
-Wiem malutka, znan ja to moja... Przyjaciolka.  
-Fajna masz przyjaciolke.  
-Adam moge cię o cos zapytac?  
-Jasne. Mów.
-Jak masz na nazwisko?
-Tak samo jak ona.  
-Lewandowski... Czemu nie powiedziales?  
-Nie wiem, tak wyszlo, poza tym wiem chociaz ze nie przyjaznisz się ze mna tylko ze wzgledu na mojego ojca.  
-Oj adam. ale dlaczego, co ty robisz w Koninie?  
-Szukam wlasciwej osoby.  
-Dziewczyny?  
-Siostry. -Czy aby to nie jest sen? Moze nie mylilam sie? Ale moze teraz się myle.- Czasem wydaje mi się ze wiesz o czym mowie. Że dowiedziałaś się też. -Nie odpowiedzialam tylko minelam go wzrokiem, nazwiska się zgadzaja, ale nikoś. Nikoś jest ze mna od malego, patrzylam na niego i wlasnie w tej chwili strasznie balam się ze go strace... Adam poszedl moim śladem i popatrzyl tam gdzie ja. -Wiesz ze go nie strcisz, kocha cię i mimo wszystko jestes jego siostra. -Spojrzal ponownie na mnie. Te niebieskie oczy, takie jak ma mała, takie jak byly na zdjeciu. Po oczach zawsze mozna poznac, postawilam małą na ziemi.  
-Kochanie idz do mamy. Prosze, spotkamy się wieczorem. -Powiedzialam do niej ciszej a ona pobiegla.  
-Szukałem cię wszedzie. Prosze cię nie odwracaj się odemnie.  
-Adam wiesz ze się nie odwroce od ciebie ale to za duzo. Daj mi chwile zeby to wszystko sobie poukladac, bo mimo ze wiedzialam o tym to i tak jestem w szoku. Ogolnie nie wiem co mam powiedziec. Daj mi pomyslec. -Poprosiłam troche wystraszona z łzami w oczach i zaczelam się cofac, oddalalam się od Adama az wkoncu odwrocilam się i wybieglam stamtąd. Slyszalam ze kazdy za mna krzyczy ale nie reagowałam. A przecież tego chciałam. Chciałam wyjaśnienia. Jednak czasem sami nie wiemy co dla nas lepsze  



*******************************
Hej wszystkim ;)  
Nie wiem jak to wyszło, od razu przepraszam za błędy i mówię że końcówka będzie kolejnego dnia poprawiona tylko już nie miałam czasu.  
Chcę z powrotem wrócić tutaj i dokończyć to, doprowadzić do finiszu.  
Dziękuje tym co jednak nadal są i z resztą każdemu komu chce się jeszcze czytać to co powymyślam. Ostatnio przez bardzo długi czas coś wyparowało, wena i twórczość. Czas to nadrobić ;) Szybko zawitam z kolejną ;)  
Pozdrawiam !;*

Malineczka2208

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2163 słów i 11669 znaków, zaktualizowała 21 mar 2017.

5 komentarzy

 
  • NataliaO

    Dobre i ciekawe opowiadanie.

  • aKubek

    Ciekawe opowiadanie ...:)

  • Saszka2208

    Czekam Ksieżniczko❤❤❤

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością :* :) :*

  • zaczarowanaK

    Nareszczie do nas powróciłaś :) :kiss: