! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! #2 Cz.3

! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! #2 Cz.3Wyszliśmy z pokoju zostawiliśmy u rodziców w sypialni kilka listów i wyszliśmy ze śmiechem, ruszyliśmy na dół a reszta poszła na górę i poza dom więc na dole położyliśmy listy a wychodząc z kuchni i natykając się na rodziców trzeba było troszkę poudawać...
-Wiecie... Nie gniewam się już, rozumiem że przecież tylko się martwicie.  
-Cieszymy się że nas zrozumiałaś-Powiedziała mama, ale chyba była zestresowana więc czy aby plan wypalił?
***
Minęło kilka dni unikałam Kacpra, z Nikodemem i Adamem zamieniałam tylko kilka słów. Na kilka dni pojechałam z Kamilem i Damianem nad jeziorko. Zaczęły się wakacje, rodzice dowiedzieli się że wiem o tym wszystkim gdy przyszłam z papierami do nich i oświadczeniem na wyjazd do Gdańska. Zgodzili się nie mieli wyjścia. Jeszcze nie raz zrobiłam to przejeżdżając po nadgarstku metalowym cholerstwem.  

Wakacje ciągnęły się. Damian z Kamilem pojechali na wakacje a ja pojechałam z drużyną do Gdańska, jak się okazało Kacper, Adam i Nikodem też jechali. Niech by to szlak trafi... Ale w sumie czy mogłam narzekać na ten wyjazd? W drodze to jak Kacper dowiedział się o ranach …
[*******wspomnienie********  
-Ale Paweł tak mi jest łatwiej daj już spokój. -Mruknęłam zniechęcona
-Łatwiej ci? Uciekając od problemów? Robiąc to?- Powiedział smutny, zły i szybko podwinął rękaw mojej bluzy. Przyglądał się, wiedziałam że go zawiodłam... Szybko zaraz rękaw był aż po palce. Popatrzyłam w szybę, bo co miałam mu powiedzieć...
-To nie jest żadne wyjście...-Usłyszałam, ale to nie był Paweł. Odwróciłam się lekko wystraszona przecież nikt miał o tym nie wiedzieć. Kacper patrzył na mnie smutnym wzrokiem, wkurzonym i zawiedzionym. Od tego wszystkiego wyrwał mnie tylko dzwoniący telefon, a że był to Kamil to zaczęłam z nim rozmawiać a chłopacy dali sobie spokój.******koniec wspomnienia********* ]

Przecież mam też dobre wspomnienia stamtąd, przecież poznałam rodzinę Lewandowskich. Tak swoją drogą to moja rodzina przecież... Zwykły przypadek a wyszło że oprócz Adama miałabym jeszcze siostrę która miałaby z 4/5 lat. Kurczę wszystko skomplikowane, poznałam ich na plaży przypadkiem, robiłam zdjęcia i ta mała na mnie wpadła. Po tym zaczęłam się jakoś spotykać na plaży z małą i jej rodzicami. Złapałam z nimi dobry kontakt.  
Oprócz tego że jeszcze zdołałam namówić Kacpra tatę aby mnie na jakąś walkę zapisał. Cholernie się zdziwiłam gdy się zgodził no ale nie miał wyjścia,  
[******wspomnienie*********
-Halo, Aneta? -usłyszałam w słuchawce i od razu spojrzałam na wyświetlacz, oo kierownik xd
-A tak tak. Coś się stało? -zapytałam
-Nie nic się stało. Pamiętasz o czym rozmawialiśmy jakiś czas temu?
-To zależy, o czym dokładniej mówimy?
-Walki.
-Aaa, no i co?
-Załatwiłem ci.
-Seriooo?!
-No serio, przemyślałem to, i tak miałaś racje wole wybrać ci zgodne z wszystkim itd, niż sama miałabyś się gdzieś wbić i jeszcze nie wyjść z tego.  
-Ciesze się, ale kiedy?
-Gdy wrócisz z Gdańska dwa dni powrotu do treningu i trzeci dzień jest walka w Poznaniu. Ale najlepiej by było gdybyś tam trenowała trochę chociaż gdybyś mogła. Bo inaczej to będzie klapa.  
-Dobrze, wiem przecież.  
-No dobrze, ale teraz wiesz że będę raczej potrzebował zgody?
-Coo? jakiej zgody?
-No żebyś jechała, żebyś walczyła, i gdyby się coś stało że wyrażają zgodę na leczenie itd. choć mam nadzieje ze do tego nie dojdzie.  
-O jezuuu. No dobra, ale kto jeszcze od nas jedzie ?  
-Raczej nikt,  
-To bardzo dobrze.
-Czyli on nie wie?
-Kto?
-Jak to kto? Kacper.
-Nie musi, poza tym to nie jego sprawa.  
-Czyli dobrze wiem że nie jesteście razem?
-Skąd?
-Gadają po prostu.
-Aaa okej, no ale to prawda.  
-Czyli nie chcesz żeby wiedział?
-No nie chce. Z resztą najlepiej to nikt.  
-A ta dwójka, Kamil i Damian?
-Coo? Oni tym bardziej nie. Są na wakacjach tak w ogóle i wracają kilka dni później, co jest dobre. Ale nie mogą wiedzieć.  
-Oj Aneta, wiesz że to się może źle skończyć?
-I tak gorzej być nie może więc mniejsza.
-Ehh. Dobra to ty tam ćwicz, baw się i graj, wygraj i wracaj zwarta i gotowa na walkę. powodzenia.  
-Okej, dzięki, do widzenia. -rozłączyłam się.******koniec wspomnienia*********]

Ciekawe jak by zareagowali na to że mam mieć walkę. Ta wtedy to ja bym tą walkę zobaczyła yhyy chyba z telewizora a nawet nie.  
O czym mogę wam jeszcze opowiedzieć? Hmm No tak rzecz jasna. Rzecz najpiękniejsza na świecie, po wszystkich tych kłótniach, sprzeczkach, unikania siebie w końcu z nim jestem. Wróciłam do Kacpra! I jest idealnie, cieszę się cholernie bo tak mi go brakowało. Może wróciliśmy w dziwnych okolicznościach do siebie ale chyba nie ważne jak a ważne że w końcu razem nie?  
  
*******kilka dni wcześniej********
… Siedziałam tak z zamkniętymi oczami a po policzkach leciały pojedyńcze łzy... Gubiłam się, sama się w tym wszystkim gubiłam. Nie wiedziałam już co mam robić, potrzebuje pomocy mimo że się do tego nie przyznaje. Chciałabym przytulić się do Kacpra, boże jak mi go brakuje. Kocham go, najmocniej a to mnie niszczy... Nie wiem czy jeszcze będzie tak jak kiedyś. To trudne do stwierdzenia, ale wiem że teraz nie mogę się tym zadręczać. Przyjechałam tu po to żeby wygrać a to że on tez tu jest to już przypadek, nic na to nie poradzę.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi, cholera... Szybko starłam łzy z policzków i powoli wstałam z koca, weszłam do środka a tam stal Nikodem i Kacper z jakąś kartką w ręku. Patrzyli na mnie a ja na nich ale nie mogłam na to dłużej pozwolić bo pewnie moje oczy były całe czerwone i być może było widać że płakałam.  
-Czegoś potrzebujecie? -zapytałam próbując normalnie się zachować.
-Co się stało? -zapytał Kacper a ja unikałam ich wzroku  
-Aneta?-tym razem głos zabrał Nikodem.  
-No co? -zapytałam trochę chyba zbyt ostro...
-Co się dzieje?
-Nic.  
-Przecież widzę.  
-A ja widzę że sprawdziliście obecność więc idźcie stąd.  
-Proszę cię pogadajmy. -powiedział a ja odwróciłam się bo czułam że się rozpłaczę. Kurcze no, przejebane być wrażliwym.  
-Daj mi spokój -powiedziałam cicho i wiedziałam że jeśli chce się uspokoić to jedno mi pomoże. Opanowałam się i gdy już przypomniałam sobie gdzie to jest, podeszłam do szafki i popatrzyłam na chłopaków. -Wyjdźcie. -powiedziałam cicho i spuściłam głowę w dół. Po chwili usłyszałam lekkie trzaśnięcie drzwiami, od razu zalałam się łzami, wyjęłam paczkę papierosów i oparłam się plecami o szafkę, zjechałam po niej na podłogę. W domu chociaż trochę mogłam ich unikać ale tutaj nie było na to szans, przejechałam palcami po nadgarstku po bliznach i ranach. Wszystko przykrywają błyskotki, tanie bransoletki. Wstałam, położyłam papierosy na stoliku i weszłam do łazienki... Po kilku minutach znalazłam to czego szukałam, stanęłam nad umywalką i wpatrywałam się w swoje odbicie, nigdy z tego nie wyjdę... Głęboki dół w którym mnie zakopią normalnie. Przyłożyłam żyletkę do nadgarstka, miała ona pełną swobodę, żadnych bransoletek, ciąć gdzie tylko pasuje. Lecz jednak trzeba było też umieć chociaż trochę to ukryć. Nie myśląc już o niczym przejechałam nią po nadgarstku, na początku nic ale po chwili zaczęła pojawiać się krew, kolejne kreski. Jak nałóg, zaczniesz raz i już nie skończysz z każdym problemem sięgasz po to z myślą że pomoże ale nie pomaga. Z oczu znów płyną łzy ale nic na to nie można poradzić. Bezradność. Pustka.... Nic. Zero. Co dalej? Póki co wiadomo ze kolejna kreska. Czerwona ciecz spływająca po nadgarstku do zlewu czy to się kiedyś skończy? Jak się skończy? Tragedia ? Czy byłabym w stanie skończyć swój żywot? Chyba sama tego nie wiem i nie jestem w stanie na to odpowiedzieć.  
Cały obraz zamazany, nie wiadomo kiedy dojdzie do końca, słone łzy toczą się po policzkach. Nachylona nad zlewem nie mogę sobie poradzić, podnoszę się i spoglądam niewyraźnym wzrokiem w lustro. ON TAM STOI. Kocham go ale to nic nie daje. Patrzy na mnie przerażonym wzrokiem, nie wiem już czy to zwidy czy rzeczywistość. Boje dowiedzieć się prawdy to może zaboleć, za bardzo zaboleć. Znów spoglądam w dół, nie chce się zawieść, to za mocno boli. Mam zamiar zrobić kolejna kreskę, nie wiem czy ostatnia w moim życiu czy ostatnia teraz. Jednak coś mi nie daje tego zrobić a po chwili nie mam tego w rękach a on jednak tutaj jest. Choć to źle że to widział. Że widział że słabnę, że nie daje rady, że mam chwile upadku. Nim zdołam ogarnąć co się dzieje na ręce mam już bandaż z opatrunkiem a po chwili jestem przytulona do Kacpra. Tuli mnie mocno a ja czuje że mam teraz wszystko. Wdycham jego perfumy, ulubione i mogłabym tak wiecznie, po chwili stoimy od siebie kawałek, patrzy na mnie smutnym wzrokiem. Z jego oczu mogę wyczytać wszystko i nic.  
-Dlaczego? -pyta szeptem.
-Bo... Tak wyszło.
-Przecież... To nie pomaga. Kurwa nie rób tego więcej. Od jak dawna to robisz?  
-Od dawna. Jakiś czas.
-Kurwa no, nie wiesz jak się wystraszyłem widząc cię z tą żyletką gdy miałaś całe ręce we krwi.
-Wiesz że to nic nie zmienia.  
-Przepraszam. Przepraszam naprawdę, nie umiem bez ciebie żyć, nie wiem czy to zrozumiesz. Ale chce żebyś wiedziała że chce żebyś była ze mną. Kocham cię.  
-Ta? To o czym myślałeś całując się z tymi wszystkimi szmatami? Co?  
-Ja wiem ze schrzaniłem. Wiem to ale chce żebyś dała mi szanse. Proszę. Obiecuje ci że nie tknę już alkoholu ani nic z tych rzeczy, z żadną z tych lasek nic mnie nie łączy. Proszę wybacz mi i wróć do mnie. Nie mogę żyć wiedząc że cierpisz tak przeze mnie. Że robisz sobie krzywdę.  
-Jak ty sobie to wyobrażasz? Co? Tak nagle mam ci wybaczyć? Kacper kurwa wykorzystałeś to wszystko.  
-Boże nic nie wykorzystałem naprawdę żałuje, nie chce żeby tak było. Nie daje sobie rady bez ciebie. Wiem że jest nam lepiej razem niż osobno. Proszę cie...  
-Ja nie wiem co robić...
-Po prostu mi wybacz.
-I co? Co dalej? Wybaczę ci bo? A potem znów kłótnia?  
-Wybaczysz mi bo kochamy się nawzajem ? Bo ja cię kocham? A ty mnie. ? Bo żyć bez siebie nie umiemy?  
-Nie umiemy?  
-Nie umiemy.  
-Kacper...
-Proszę cie... Jedna szansa, jak coś schrzanię to zniknę z twojego życia. Jedne twoje słowo i mnie nie ma ale proszę cię o ta jedyna szanse, bardzo mi na tobie zależy. Gdyby tak nie było nie byłoby mnie teraz tutaj, u ciebie, na tym całym wyjeździe. Aneta, proszę. Bardzo cię kocham. Wybacz mi.
-Dobrze... Ale pamiętaj jedna szansa. -Powiedziałam cała zapłakana a on mnie mocno przytulił i po chwili delikatnie ale namiętnie pocałował.  
-Tęskniłem za tobą skarbie.  
-Ja za tobą też.
-Ale musisz mi obiecać że więcej tego nie zrobisz. Że to się nie powtórzy. Proszę cie. Nie wybaczyłbym sobie gdyby ci się coś stało.
-Mhmm.-pocałował mnie w czoło, wziął za rękę i wyszliśmy z łazienki. Usiadł na łóżku i posadził mnie na swoich kolanach i siedzieliśmy tak dłuższą chwile aż obydwoje się nie uspokoiliśmy. Położyłam się z nim i nie wiedząc kiedy usnęłam *****  



*
*
*
Taki nagły powrót po czasie. Ehh.
Witam was z powrotem, takie natchnienie mnie złapało że musiałam napisać chociaż coś takiego. Wiem że kolejna część pojawi się niebawem bez żadnych opóźnień:)  
Wybaczcie za tak długą nieobecność.  
Najlepsze życzenia dla Kamilki889 ! Spełnienia Kochana!  
Wszystkim którzy mieli bądź będą mieć dopiero życzę Najlepszego! ;)  
Do kolejnej :) Hej:)

Malineczka2208

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2169 słów i 11783 znaków, zaktualizowała 20 mar 2017.

6 komentarzy

 
  • mariplosa

    Wszystko ok?

  • mariplosa

    No brawo  brawo  :)  troche takie zakręcone ale ciekawe :)

  • zaczarowanaK

    Opowiadanie świetne :* :) Malutkie pytanie Kiedy kolejna część? :D

  • Saszka2208

    Wow ❤❤❤ blagam napisz cos o tej rodzinie o tym jak rodzice zareagowali na papiery i wszystko po kolei rozszerz to blagam !!!!!!!❤❤❤❤❤

  • Kamilka889

    Dziekuje kochanie ❤❤ część swietna ❤❤

  • cukiereczek1

    Rewelacyjna część czekam na kolejną z niecierpliwością. :* :)