! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! Cz.11

! Od Zawsze.. Na Zawsze.. I Aż Po Śmierć..! Cz.11Wiiitaam z powrotem :D  
----     
----  
Gdy wysiedliśmy z auta moim oczom ukazał się klub.
Po co my tu jesteśmy? Z zewnątrz wyglądał na fajny, Kacper wziął mnie za rękę i wprowadził do środka. Po chwili zajęliśmy wolną kanapę na końcu.
-Nie rozumiem po co tutaj mnie zabrałeś.-Odezwałam się do niego ale on wcale nie zwrócił na to uwagi. -Kur...cze Kacper !
-No co?
-Możesz mi to wytłumaczyć?!
-Na razie  nie.
-Ja pierdole. -Szepnęłam donośnie i wstałam.
-Gdzie ty idziesz?
-Do toalety.
-Wróć tutaj zaraz.
Ruszyłam w kierunku toalet, gdy załatwiłam potrzebę wyszłam z klubu i poszłam na boki budynku. Odpaliłam papierosa a po chwili ktoś do mnie dołączył.
-Chcesz może coś mocniejszego?-Zapytał jakiś chłopak na oko kilka lat starszy ode mnie.
-Nie póki co.
-Spoko, masz ognia?-Na pytanie kiwnęłam i podałam mu zapalniczkę. Zbierałam się już a na odchodnym dał mi karteczkę z jego numerem. Schowałam ją i wróciłam do klubu.
-No w końcu jesteś.-Rzucił Kacper gdy usiadłam obok.-Chcesz coś do picia?
-Nie, a z kim gadałeś?-Zapytałam a on zaczął szukać jakiegoś wytłumaczenia.
-Z nikim takim.
-Aha, fajnie.
-Jesteś zła?
-Za co niby? Nie jestem zła tylko nie rozumiem po co tu jesteśmy.  
Nie odpowiadał dalej a ja się bardziej wkurzałam... Gdy patrzał na coś w telefonie, nagle się odezwał.
-Choć, już możemy iść. -Wstał, wziął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Byłam na niego mega wkurzona! Co on sobie wyobraża? Że ja nie mam nic do roboty? Po 15 minutach podjechaliśmy pod mój dom, wysiadłam z auta i trzasnęłam drzwiami. Weszłam do domu a tam byli wszyscy: rodzice,Nikodem z kumplami i moi przyjaciele. I po jaką cholerę?!
Wkurzona dalej chciałam iść do siebie, ale zatrzymał mnie mój braciszek.
-Aneta?-Wkurzona odwróciłam się w jego stronę.
-Hmm?-Zmusiłam się na miły ton
-Gdzie jest Kacper? I zostań, chcemy porozmawiać.
-W dupie to mam, a on pewnie już idzie.- I w tym momencie wszedł do środka. Długo mu to zajęło... Yhh. Chciałam iść dalej ale nie było mi dane gdyż oto ten idiota podszedł do mnie i po chwili prowadził w kierunku reszty.
-Puszczaj mnie... Kurwa Kacper! Nie chce z nimi gadać!- Moje szarpanie i krzyczenie nie zrobiło większego wrażenia na Kacprze gdyż puścił mnie dopiero gdy usiadłam z nim na kanapie.
-A więc tak, chcemy cię przeprosić za to co się stało wczoraj a za razem dzisiaj.-zaczęła mama, a ja patrzyłam się przed siebie i zastanawiałam się kiedy pójdę do siebie. Niech szlag trafi Kacpra, pieprzony idiota. Nie słuchałam zbytnio o czym gadali ale bywa i tak.  
-Chcemy więc to naprawić dlatego się zgadzamy i mamy nadzieję że nam wybaczysz. -Dokończył tato i wszyscy się wpatrywali we mnie. Na co się zgadzają?
-A więc?-Dopytywała mama
-Yyy. Fajnie, okej. Idę do siebie.-Powiedziałam i ruszyłam w kierunku schodów.
-Czy ty w ogóle nas słuchałaś? -Zapytała smutna rodzicielka.
-Yy taaaak. - Odpowiedziałam nie patrząc na nich i idąc dalej. Gdy zniknęłam za rogiem słyszałam jak zaczęli zawzięcie dyskutować. Położyłam się na łóżku i zaczęłam słuchać piosenek, po jakimś czasie ktoś mi przerwał... Tym kimś był Paweł.
-Nie słuchałaś ich. -Stwierdził po chwili
-Nie wiesz tego, poza tym nie robi to różnicy.
-Wiem, znam cię. Wiem też że im wszystkim źle za to co się stało. Przez nich się zmieniłaś.
-Ja się nie zmieniłam.
-Właśnie że się zmieniłaś, jeśli nie to udowodnij to schodząc na dół i godząc się z nimi. I zmieniając swój wygląd, wróć do takiego jaki był.
-Pojebało cię do reszty? Kurde no Paweł! -Wkurzona wstałam z łóżka a znając jego darowałam sobie i poszłam na dół. Stanęłam na ostatnim schodku...
-Wybaczyłam wam przecież.
-Na prawdę? -Zapytał Nikodem.
-Tak.-Rzuciłam patrząc na Pawła. Co za człowiek. XD
-Aneta choć na chwilę- Powiedział Niko i pokazał w stronę ogrodu. Poszłam za nim.
-Naprawdę Cię przepraszam za to, nie chciałem żeby tak wyszło.
-Okey, nic się nie stało.
-Dobra, a rodzice mówili że możemy zostać. Oni pojadą sami a dzieciaki na ten czas będą u dziadków.
-Dlaczego mi to mówisz?
-Bo ich nie słuchałaś i nie mów że jest inaczej.  
-Okey, okey .
-Naprawdę mała cię przepraszam.-Powiedział ze skruchą a mi było już go szkoda.                        
-Nikoś nic się nie stało. -Powiedziałam i przytuliłam go.
-Mam dla ciebie niespodziankę. -Powiedział z uśmieszkiem po chwili.
-Jaką?
-To niespodzianka.
-Nie lubię niespodzianek.
-Owszem lubisz. Leć się ładnie ubrać.
-A co nie jest ładnie?
-Jest ale nie w twoim stylu.-Wystawił mi język i zaczęliśmy się ganiać po całym ogrodzie, gdy go złapałam wywróciliśmy się oboje.  
-To zaczyna się robić jakimś moim nawykiem.
-Aj tam przesadzasz.
-Dobra spadaj. -Rzuciłam i dalej się śmialiśmy. Poszłam już się przebrać. Postawiłam na skórzaną kurteczkę, białą bluzkę i czarne spodnie. Lekko podkręciłam włosy i zrobiłam nie za mocny makijaż. Wyszłam z łazienki po 30 minutach, gdy znalazłam Niko powiedziałam że jestem już gotowa.
-Wyglądasz ślicznie, ale nie zmieniłaś ubioru. Dalej na czarno, gdzie masz sukienkę? Może tą białą?
-Nie licz na to! -Krzyknęłam ze śmiechem. W salonie nikogo już nie było, a my ruszyliśmy autem o lekkim zmroku. Zatrzymaliśmy się przy jakimś parku, Nikodem zawiązał mi oczy opaską a ja  przez całą drogę co mnie prowadził przezywałam go i wprawiałam w napady śmiechu.  
-A więc przekazuje cię całą i zdrową. Kocham cię -Powiedział i cmoknął w policzek. Gdy zdjęłam opaskę nigdzie go nie było widać, odwróciłam się i ujrzałam Kacpra.
-Chciałem cię przeprosić za cały dzisiejszy dzień. Chciałem zabrać cię na spacer ale Nikodem prosił o pomoc, a zależało mi na tym żebyś się z nimi pogodziła.
-Okey, nic się nie stało. Dobrze że pogodziłam się z Niko, nie lubię się z nim kłócić. No ale bywa jak bywa.
-Wiem mała, a teraz choć idziemy się przejść. -Chodziliśmy po parku a później poszliśmy w miasto, rozmawialiśmy przez cały czas. Jest idealny wręcz. Chwila, chwila... Wróć ,STOP! Ty go nie kochasz! Właśnie że kocham. Toczyłam walkę sama ze sobą. No trudno zobaczymy jak będzie. Doszliśmy na jakiś most, usiedliśmy tam spuszczając nogi w dół. Dalej rozmawialiśmy, rozmowy się nam zawsze kleiły.  
-Bo wiesz... -W pewnej chwili zwiesił się a ja nie wiedziałam o co mu chodzi.
-No mów.- Wstał a po chwili i ja.
-Bo ja... -'Kacper nie zawiedź mnie '-... Nie ważne...
-... Okej.-Nie patrząc na niego usiadłam na poręczy.
-Co ty robisz? Złaź.
-Siedzę, daj mi spokój.
-Dlaczego tak się zachowujesz? Przed chwilą było dobrze przecież.  
-Bo cię kurwa kocham idioto. -Krzyknęłam a po policzku spłynęła łza. Którą po chwili starł Kacper.
-Przepraszam, wybacz mi. Nie płacz, nie przeze mnie. Mała ja ciebie też kocham. Odkąd cie pierwszy raz zobaczyłem, jesteś wyjątkową dziewczyną. Nie mogę bez ciebie żyć.  
-Nie żartuj sobie ze mnie.  
-Nie żartuje, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną?
-Ja... Tak. -Powiedziałam a on mnie pocałował. Oddałam pocałunek, lecz po chwili przerwałam bo wydawało mi się że nie jesteśmy sami, a za budynkiem ktoś jest.
-Co się stało?
-A... A nic. -Rzuciłam i znów złączyliśmy się w pocałunku.
Później chodziliśmy jeszcze trochę a przed północą odprowadził mnie do domu, pocałował na pożegnanie i życzył słodkich snów. Boże jak ja się ciesze że z nim jestem. Rozanielona weszłam do domu i po cichutku poszłam do swojego pokoju. Gdy byłam przebrana w piżamę i siedziałam na łóżku, pisałam z Kacprem. Nagle do pokoju wparował Nikodem z Łukaszem jacyś rozweseleni. Śmiali się tylko a ja nie wiedziałam o co im chodzi.
-Co wam? I ciszej bo kogoś obudzicie.
-Nie ma kogo jesteśmy tylko we trójkę. I co śmiać się nie można?
-Jak to tylko my? I można ale to przesada więc mówcie.
-No tak to, rodzice są z dzieciakami u dziadków. A z kim tak piszesz?
-Aha. I z … Czekaj, czekaj... Wcale mi się nie zdawało że nie jesteśmy tam sami! Wiedziałam że mi się nie zdawało ! Idioto! A ty Łukasz jeszcze go popierasz? Idioci! -Krzyczałam i po chwili wszyscy leżeliśmy i zwijaliśmy się ze śmiechu.
-Nie popieram kochana, ja byłem z nim. -Powiedział z dumą. Ja natomiast popatrzałam na nich poważnie i zaczęłam się śmiać.
-I co takiego widzieliście ?
-Wszystko ale nic ciekawego. -Odparł Łukasz a ja rzuciłam w niego poduszką.
-Pff... -I tak zaczęła się bitwa na poduszki. A spać poszłam już nad ranem mimo że trzeba iść do szkoły potem. Uuu będzie trudno wstać.  


---------------------
-----------------------
---- ---------------------

Oto kolejna, mam nadzieję że choć trochę się podoba. Będę brać się za pisanie kolejnej ale jeszcze nie wiem kiedy ją do końca napisze i kiedy dodam. Przepraszam że na tą część musieliście czekać tak długo. Ale może wybaczycie :D  
Pozdrawiam :*
//malineczka2208

Malineczka2208

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1699 słów i 9149 znaków.

3 komentarze

 
  • Ksiezniczka25

    W końcu, opowiadanie cudowne <3 Czekam na kolejne.

  • A

    W końcu się doczekaliśmy  :D no ale  jak cudnie:) może następna część trochę szybciej bedzio<plis>

  • Malineczka2208

    @A  Postaram się żeby była o wiele szybciej. Ale nie znam jeszcze dokładnej daty.:/ :*

  • A

    @Malineczka2208  cieszę się  i juz się nie mogę doczekać:) Buziaki

  • Malineczka2208

    @A Już troche duzo napisalam jakby patrzac w takim czasie, i z obowiazkami jakie mam na glowie teraz xD Moze jak uda mi sie to we srode juz dodam? Postaram sie :) Pozdrawiam :)

  • Konwalia

    Kocham to  <3  :kiss:

  • Malineczka2208

    @Konwalia :* Miło :)