Nigdy nie mów nigdy (cz.4)

Marika zamrugała szybko tak jakby miała nadzieję, że to tylko wytwór jej wyobraźni. Niestety to była prawda, obrączka na jego palcu szybkim błyskiem odbiła sztuczne szkolne światło. Mężczyzna nie podejrzewając  tego co dzieje się w jej głowie, spojrzał na nią dobrze jej znanym już wzrokiem.


Patrzyła na jego oddalającą się postać i czuła jak ogarnia ją smutek.  
-On ma żonę. - powiedziała zdławionym szeptem do Marceli, gdy wyszły do holu. Nie spojrzała na nią ani razu, zupełnie tak jakby to co właśnie jej przekazała, nie wywołało w niej takiego szoku. Jakby to była zwykła wiadomość, że znów zaspała na poranne zajęcia z angielskiego.  
-Skąd wiesz? Marika ale..  
-Ma obrączkę na palcu. – jej wyjaśnienie było krótkie, konkretne i nie powinno pozostawiać miejsca na żadne wątpliwości aczkolwiek Marcelina zrobiła minę jakby miała w zanadrzu setki wyjaśnień na to, że to co widziała jej przyjaciółka nie było prawdą i zamierzała niezwłocznie to udowodnić.  
-Widziałaś?  
-Przecież gdybym nie widziała to nie mówiła bym. – odparła zniecierpliwiona. – Dopiero teraz zauważyłam. - zacisnęła powieki bojąc się, że się rozpłacze, to uczucie było nieznośne a ona nie wiedziała jak mu zapobiec.  
-To po co to wszystko było? Po co się tak na ciebie gapił, oglądał za tobą. No po co? – stanęła, nagle prostując się.  
-A może mi się tylko wydawało?  
-Marika, tobie mogło się wydawać ale nie zapominaj, że ja też to wszystko widziałam.


Chciała coś odpowiedzieć ale kątem oka zobaczyła, że Karol schodzi właśnie po schodach. Jeszcze chwila i wyjdzie zza wielkiego filara i znów znajdą się w jednym pomieszczeniu.

-Ubieraj się szybciej – szturchnęła Marcelinę w bok – chcę już stąd wyjść.

Rzuciła mu spojrzenie spod rzęs i w chwili gdy był bliski aby je odwzajemnić, ostentacyjnie odwróciła się plecami. Za to Marcelina nie odpuściła sobie takiej okazji i zgromiła go wzrokiem.
-Może to tylko zwykłe zauroczenie. - zamilkła na moment, zastanawiając się nad tym co powiedziała. Nie chciała aby jej przyjaciółka znów cierpiała. - Tak, to na pewno tylko głupie zauroczenie. Jakaś fascynacja. - machnęła ręką, przewracając jednocześnie oczami. Objęła ją ramieniem i poprowadziła do drzwi. -Już niedługo matura, skupisz się na egzaminach, wyprzesz go ze świadomości a później o nim zapomnisz.  
Marika nie powiedziała tego na głos, ale obawiała się, że ona nie umie wypierać z umysłu takich rzeczy. Wyparcie poza swoją orbitę, czegoś co przez ostatnie dni nie dawało ci spokoju, nie należy do najłatwiejszych zadań. Do tego potrzeba czasu i cierpliwości.  
-Współczuje jego żonie. Pewnie jest bardzo szczęśliwa. - prychnęła, za wszelką cenę chcąc pokazać, że nic ją to nie obchodzi.  
Marcelina spojrzała na nią zmartwiona. Znały się nie od dziś i wiedziała, że z ich dwójki to właśnie Marika jest bardziej uczuciowa i zawsze trzeba jej więcej czasu na to aby pozbierać się po każdej porażce. Bo całą tą sytuację z Karolem, która zakończyła się wyjściem na jaw faktu, że jest żonaty, można śmiało nazwać porażką, zwłaszcza gdy jej umysł non stop był zalewany wspomnieniami jego oczu, jego uśmiechu i jego widocznym zainteresowaniem jej osobą, którego nie można było pomylić z niczym innym.

                                                                                          

                                                                                      ***

Po powrocie do domu robiła wszystko aby tylko o nim nie myśleć. Posprzątała w pokoju, poukładała książki na półce, dwa razy przeczytała swoją pracę maturalną na język polski, pomogła mamie przy obiedzie, oglądała telewizję i koncentrowała się na wszystkim byle tylko nie na nim. Dopóki miała konkretne zajęcie, szło jej całkiem nieźle.  

Przez trzy kolejne dni, aż do samego weekendu, w szkole miała dużo rzeczy do załatwienia przed końcem roku, więc bardzo rzadko go widywała. W holu pojawiała się tylko wtedy gdy wchodziła i wychodziła ze szkoły i generalnie robiła wszystko aby omijać miejsca, w których na bank mogła go spotkać. Nie zawsze jej się to udawało, bo bywały momenty, w których wpadała na niego tam gdzie najmniej się tego spodziewała. Na to nie miała wpływu, ale wtedy robiła wszystko aby tylko nie spojrzeć mu w oczy.  


Karol zauważył, że przez ostatnie dni, Marika gdzieś mu umykała. Nie było już jej tam gdzie pojawiała się wcześniej. Wypatrywał jej w tłumie uczniów na każdej przerwie, mając nadzieję, że znów będzie mu dane ujrzeć te piękne oczy. Już kilka dni temu zorientował się, że jest ona maturzystką, a to oznaczało ni mniej ni więcej jak to, że zostało im naprawdę nie wiele dni. Skarcił się w myślach za to co właśnie zrobił. Wiedział, że nie ma prawa myśleć o niej w ten sposób, nie miał prawa myśleć o niej w żaden sposób, ale to było silniejsze. Wciąż pamiętał ten dzień, kiedy to pierwszy raz ją ujrzał, wiedział, że nie wymaże tego z pamięci, to było niemożliwe. Chciałby poznać ją bliżej,  porozmawiać z nią. Wiedział, że to jest mało prawdopodobne a nawet niemożliwe. Spojrzał na swoje dłonie, obrócił palcem obrączkę i westchnął. Wróciły do niego myśli, które od kilku długich tygodni gnębiły go za dnia i w nocy. Był przygnębiony tym, że jego życie pęka niczym gliniany wazon, który uderza o podłogę i powoli rozsypuje się na setki kawałeczków, które nie sposób posklejać, tym, że Marika tak nagle i niepostrzeżenie wkradła się w jego myśli i w końcu tym, że już niedługo zniknie z jego życia, nie pozostawiając za sobą nic, poza bezbarwnymi wspomnieniami. Nie wiedział tylko, że los szykuje dla niego zupełnie inne rozwiązanie.

                                                                                ***

Marika przez cały weekend udowadniała sobie, że Karol nic a nic jej nie obchodzi. Starała się aby trzymać się tego postanowienia i szło jej całkiem nieźle dopóki go nie zobaczyła. Wyszła właśnie z sekretariatu a jej wzrok automatycznie zatrzymał się na jego twarzy, dokładnie tak jakby jej umysł był aparatem fotograficznym, który automatycznie wyszukuje uśmiechu na obrazie, który za chwilę uwieczni. Szedł w kierunku schodów, rozmawiając z nauczycielem wychowania fizycznego. Rozmawiali o czymś, obaj się uśmiechnęli. Żaden z nich jej nie widział. Dzieliło ich jakieś piętnaście metrów, więc stwierdziła, że spokojnie może go obserwować jeszcze przez chwilę, zanim zostanie zauważona, a może uda jej się umknąć przed nimi. Szła, chłonąc jego widok całą sobą. Patrzenie na niego sprawiało jej przyjemność, ładnie ubrany, uśmiech na twarzy i te oczy, mieniące się w słońcu, nieprzeniknione. Wystarczył jeden krok na starej, zdradliwej podłodze z klepek, aby ich głowy zwróciły się ku niej. Poczuła jak mimowolnie spina się. Powiedziała tylko szybkie dzień dobry i chciała zniknąć z ich pola widzenia i prawie jej się to udało, gdyby nie nauczyciel, który krzyknął za nią. Musiała się zatrzymać.
-Marika!
-Tak? - podeszła do nich ale cały czas zachowując bezpieczną odległość. Dla własnego dobra skutecznie unikała tych niebieskich oczu, które dziś na pewno mieniłyby się morskim lazurem.
-Mamy dziś zajęcia?
-Nie.
-To przyjdź do mnie na następnej przerwie, mam do ciebie sprawę.
-Dobrze. - kiwnęła głową i przeniosła wzrok na stojącego obok mężczyznę. I to był błąd. Karol uśmiechnął się do niej a jej serce na moment zamarło.


                                                                                        ***

Od tamtej sytuacji ich drogi przecinały się co raz częściej, zupełnie tak jakby ktoś na górze uwziął się na nią i chciał udowodnić jej, że to co sobie nie tak dawno postanowiła, było nieważne. Wpadała na niego na każdej przerwie, na każdym korytarzu, na każdym kroku i w miejscach, których się go nie spodziewała. Czuła jak powoli ale systematycznie daje ponieść się swojej fascynacji tym człowiekiem. Z upływem czasu jej postanowienie o ignorowaniu go, stawało się rozmazane i co raz mniej widoczne, aż w końcu całkiem zniknęło. Wiedziała, że dla własnego bezpieczeństwa powinna trzymać się od tego człowieka jak najdalej, przecież on ma żonę. I z niezrozumiałych dla niej powodów nie przeszkadza mu to w wyrażaniu zachwytu jej osobą. To nie było w porządku w stosunku do tamtej kobiety. Chciała z tym walczyć, a przynajmniej próbowała przekonać się do tego, że powinna, ale nie miała siły. Jakaś niezrozumiała dla niej moc pchała ją w jego stronę, a ona przestała się temu sprzeciwiać, tłumacząc sobie, że dopóki tylko odwzajemnia jego spojrzenia nic złego się nie dzieje, nic złego nie robi pozwalając aby ich historia rozwinęła się tylko w jej wyobraźni, zważywszy na to, że już za kilkanaście dni, drzwi szkoły zatrzasnął się za nią a ona nie będzie już miała po co tu wracać.

Pierwszy raz rozmawiała z nim dwa dni później. Kiedy to w oczekiwaniu na nauczyciela, który miał się spóźnić, wysłali ich do holu, aby byli jak najdalej od drzwi gabinetu dyrektora. Próbowała nie zwracać na niego uwagi i nie gapić się na niego w tak otwarty sposób. Uśmiechnęła się gdy zauważyła, że on też walczy, ale z wyrazem ulgi odpuścił gdy do dziewczyn podeszła pani Małgosia, kobieta, która całe swoje życie spędziła opiekując się szatnią w tej szkole, była tak miłą i ciepłą osobą jak nie jedna babcia, która troską i zainteresowaniem otaczała swoje wnuki. Zawsze gdy tylko miała czas, ucinała sobie z dziewczynami pogawędkę. Tak i tym razem nie odpuściła sobie takiej okazji, a Karol po prostu skorzystał z możliwości aby zmniejszyć dystans między nim a tą śliczną dziewczyną, która miała tajemnicze spojrzenie.

                                                                                       ***

Ta noc wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Ciemność za oknami już dawno zastąpiła jasność, zegarek cicho tykał pokonując kolejne sekundy, a on nadal nie spał. Wcale go to nie dziwiło, bo ta bezsenność trwała przy nim co noc od kilku tygodni. Miał swoje problemy, które kłębiły się nad jego głową, zbijając się w ciemne chmury. I to właśnie spędzało mu sen z powiek. Ale wśród tego był jeden maleńki promyczek, który swoim światłem nieśmiało się przebijał przez grubą warstwę zmartwień. Tym promyczkiem była Marika, dziewczyna, która swoją naturalnością z dnia na dzień wkradła się w jego myśli, zupełnie bez zapowiedzi, zupełnie nieproszona. Nie wiedział o niej nic poza tym jak ma na imię, ale to wystarczyło, żeby nagle w jego głowie zrodziło się zainteresowanie, które było jak najgorsze uzależnienie. Chciał jej uśmiechu, chciał jej oczu, chciał tego wszystkiego co raz więcej i co raz bardziej. Zawsze gdy pozwalał sobie  na takie chwilowe zapomnienie i w jego głowie królowała ta brązowooka dziewczyna, czuł się źle bo w końcu ta obrączka na palcu o czymś świadczyła. Fakt jego małżeństwo od jakiegoś czasu przechodziło kryzys, a on sam nie wiedział jak to wszystko zebrać w całość, a Marika dawała mu chociaż chwilę wytchnienia. Wiedział, że tak nie powinno być, bo ona też mogła źle odczytać jego zachowanie, jego spojrzenia, ale to było silniejsze. Nie potrafił tak po prostu się odwrócić i udawać, że jej nie widzi, gdy jego oczy tak bardzo chciały na nią patrzeć. Wziął głęboki wdech. Nie chciał o tym wszystkim myśleć, chciał zamknąć oczy, zasnąć i odpocząć. Poczuł żal gdy śpiąca u jego boku żona przytuliła się do niego.


                                                                                  ***

Ostatni dzień przed wielkanocną przerwą świąteczną był ciepły i słoneczny. Promienie słońca wpadały do klasy i delikatnie ogrzewały twarze, zebranych w niej ludzi, a świeże powietrze niosło ze sobą śpiew ptaków. Marika razem z Marcelą siedziały w ostatniej ławce i cierpliwie czekały na swoją kolej, kiedy to ich wychowawczyni zaproponuje ocenę z zachowania.
W ich szkole od kilku lat był punktowy system oceniania, za każde pozytywne działanie na rzecz szkoły, każde dobre zachowanie, każdemu uczniowi przyznawane były punkty, ale też były odejmowane gdy zrobił coś czego nie powinien. A na koniec semestru, wszystko było sumowane i wystawiana odpowiednia ocena. Nie wszystkim się to podobało i może faktycznie taki system był nieco niesprawiedliwy dla niektórych i dziecinny, zważywszy, że to była szkoła średnia a nie podstawowa, ale nikt z zainteresowanych osób nie miał na to wpływu. To był ostatni rok, matura co raz bliżej, drugiej szansy już nie będzie. Każdy chciał mieć jak najlepszą ocenę.
-Kołodziejczyk. - wysoki głos nauczycielki siedzącej przy biurku, rozniósł się po klasie. Marika poruszyła się słysząc swoje nazwisko.
-Tak?
-Marika, u ciebie wychodzi - na krótką chwilę zapadła cisza, dziewczyna miała nadzieję, że będzie to zadowalająca ocena i nie będzie musiała nic robić. - bardzo dobre.
-Bardzo dobre? - skrzywiła się lekko. Chyba nie o taką ocenę jej chodziło.
-Tak. Co, nie podoba się? - kobieta uśmiechnęła się do niej.
-No nie bardzo. Nie chcę bardzo dobrego. Chcę wzorowe. Dużo mi brakuje?
-Dwadzieścia pięć punktów.
-Dużo. - kobieta skrzywiła się lekko, tak jakby chciała jednocześnie potwierdzić i zaprzeczyć jej słowom. - Nie da się coś tam dopisać? - Marika uśmiechnęła się promiennie.  
-Wiesz, że nie.
-A może jednak? - dziewczyna próbowała dalej.
-Marika, nie mogę. A poza tym jak dopisałabym tobie to i innym też bym musiała.
-Więc co mam zrobić?  
-O żadnym konkursie już nie ma mowy, nie zdążysz. Może pani Małgosi w czymś pomożesz.
-W czym?
-No nie wiem - kobieta wzruszyła ramionami - zbliża się koniec roku, szkoła musi być odświeżona na ten dzień, może jakieś okna pomyjesz? - zaproponowała.
-Okna? - dziewczyna znów poruszyła się na krześle. W klasie rozległo się kilka śmiechów i złośliwych prychnięć. Jedno wybiło się ponad resztę bardziej. Dziewczyna bez problemu je zlokalizowała. To Natalia, ten rudzielec spoglądający na nią z wyższością.
-Widzisz - zaczęła - ja mam bardzo dobre i nie muszę nic robić, a ty żeby zapracować na takie zachowanie musisz okna umyć. - uśmiechnęła się szyderczo.  
-Jakbyś niedosłyszała, ja będę myła te okna na wzorowe zachowanie - szczególnie zaakcentowała przedostatnie słowo. - Na bardzo dobre nie muszę pracować, ale skoro ty masz takie samo, ja takiego nie chcę.  
Natalia skrzywiła się niezadowolona ze słów koleżanki.  
-Dobrze, ja bardzo chętnie umyje te okna. - Marika znów zwróciła się do nauczycielki.  
-To zostań ze mną po lekcji, pójdziemy do pani Małgosi dogadać się.  


Gdy tylko dzwonek oznajmił długą przerwę, Marika wraz ze swoją wychowawczynią udały się do pani Małgosi. Dziewczyna szła tam niepewnym krokiem. Wiedziała kogo może tam zastać. niby chciała go zobaczyć, ale jednak czuła jak z nerwów serce znów jej przyspiesza. Gdy stanęły w drzwiach szatni, wstrzymała oddech. Od razu bezbłędnie napotkała te lazurowe tęczówki. Z wielkim trudem przeniosła wzrok na siedzącą obok niego kobietę. Nie chciała dać nic po sobie poznać.  

-Małgosiu mam do ciebie prośbę. - zaczęła wychowawczyni, a ona wpatrywała się w nią tak, jakby od tego zależało jej życie. - Marice brakuje kilku punktów do wzorowego zachowania, może chciałabyś pomoc przy myciu okien?
-Taką dziewczynę do okien? - Pani Małgosia wstała i podeszła do nich.
-Żaden problem, mogą być okna. - dziewczyna uśmiechnęła się.
-No skoro tak chcesz, to możesz ale to będzie zajęcie na cały dzień. Trzeba umyć okna na sali gimnastycznej i w holu.
-Oczywiście w dniu wolnym od zajęć. - zastrzegła nauczycielka.
-Się rozumie.

Kiedy wyszła, kobiety dalej dogadywały szczegóły.
-To kiedy możesz przyjść? Dobrze by było zrobić to w tym tygodniu. Może czwartek, piątek?
-Czwartek mi pasuje, w piątek nie mogę.
-To niech będzie czwartek. - po chwili dodała - Zapomniałam. - pani Małgosia złapała się za głowę, jakby zapomniała o czymś co naprawdę było bardzo ważne. - W czwartek mnie nie będzie. Mam wizytę u lekarza i nie mogę tego przełożyć.
W szatni zapadła na moment cisza, wszyscy po sobie spojrzeli.  
-Ale ty pracujesz w czwartek, prawda? - Małgosia odwróciła się w stronę Karola, który do tej pory nie odezwał się ani słowem.
-Tak, ja pracuję do końca tygodnia.  
-To jednak możesz przyjść w czwartek. Ja ci wszystko przygotuję, a Karol w razie czego pomoże ci. Prawda?  
-Oczywiście, nie ma problemu. - odpowiedział uśmiechając się do niej, tak że poruszył tym samym każdą, nawet najdrobniejszą strunę w jej ciele. A ona nie mogąc jeszcze otrząsnąć się z szoku, w jaki wpędziła ją ta informacja,  utkwiła wzrok w jego twarzy i dałaby sobie rękę uciąć, że jego oczy zabłyszczały...

Sensi11

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3159 słów i 16911 znaków.

7 komentarzy

 
  • ja

    Oj Autorko:)! ! Dozujesz nam tu niesamowite napięcie:) Może dałoby się coś zrobić,  abyśmy mogli już poczytać jak Marika z Karolem te okna myją:) Taki może prezent wielkanocny dla wiernych czytelników.:) pozdrawiam cieplutko. czytelniczka

  • Sensi11

    @ja tak, tak będzie prezent przed świętami ;)

  • Aliss

    Kiedy bedzie next?

  • Lolitkaa1

    Dodasz cos nam tu?  :kiss:  :rotfl:

  • ~Miśka

    Kiedy next ? Nie mogę się juz doczekać?

  • Sensi11

    Jakby ktoś był zainteresowany, to przypominam, że mój mail (znajdziecie go w informacjach o mnie, na moim profilu)  jest znów aktywny. Znów, bo odzyskałam do niego hasło, więc jeśli ktoś czuje taką potrzebę to możecie śmiało się ze mną kontaktować. :)

  • cukiereczek1

    Czekam na kolejną z niecierpliwością. Rewelacyjna część normalnie :* :) :* <3

  • nastolaka

    Cudowne :* mam nadzieję że coś się pomiędzy nimi wydarzy:*:*:* kiedy next ??