Miłość, przyjaźń i inne ustrojstwa - 38

Niedziela:

Marta ubrała się elegancko. Jasno różowa koszula, czarna spódnica przed kolano i szpilki ładnie komponowały się na jej ciele. Włosy spięła w koka i wysunęła z niego kilka kosmyków, które lekko podkręcone sięgały jej szyi. Makijaż zrobiła lekki, choć bardziej staranny niż zwykle. Paznokcie pomalowała perłowym lakierem.

- Wyglądasz cudownie – pochwalił Rafał.

- Ale się tak nie czuję – przyznała.

- Co powiesz na szybki numerek przed wyjściem?

- Uspokój się, nie pójdę poczochrana.

- Lubię, jak jesteś poczochrana – szepnął uwodzicielsko i okręcił sobie pasemko jej włosów wokół palca.

- A kogo to obchodzi, co ty lubisz – szepnęła i musnęła ustami jego miękkie wargi.

- Ciebie obchodzi – odparł i pocałował ją namiętnie.

Niebieskooki smakował tytoniem i czekoladą, którą podjadał chwilę wcześniej. Jego dłoń powędrowała pod spódniczkę, ale dziewczyna złapała go za ramię. On się tym nie przejął, tylko mocniej przyciągnął Martę do siebie i całował bardziej namiętnie. Zaczęła się cofać, aż trafiła na ścianę. Naparł na nią jeszcze bardziej.

- Proszę – szepnął.

- I po chuj ja się już ubrałam? – mruknęła, co chłopak skwitował śmiechem.

- Uwielbiam cię – wyznał.

Nie stawiała dłużej oporów. Części ich garderoby poleciały po kolei na podłogę. Marta została w samych szpilkach. Rafał usiadł na krześle i przyciągnął dziewczynę przodem do siebie. Była równie podniecona jak on. Wszedł w nią jednym silnym pchnięciem. Równocześnie przywarł ustami do jej piersi. „My się pieprzymy co rusz jak jakieś króliki – pomyślał. - Gdzie ona była przez całe moje życie?" Zacisnął dłonie na biodrach Marty i przyspieszał jej ruchy. Dziewczyna przyssała się do jego ramienia i doszła pierwsza, a on tuż po niej.  
- Jesteś zajebista – szepnął w jej spoconą szyję. - I włosy ci się nie poczochrały.  
- Masz malinkę na ramieniu. Idę się umyć – odparła wesoło.

Pozbierała swoje rzeczy z podłogi i znikła w łazience.

- Na prawdę jesteś zajebista – powiedział patrząc na drzwi, całkowicie świadom tego, że ona go nie słyszy.

***

- Gotowa? - zapytał Rafał miziając dłonią policzek Marty.

- Czuję się, jak bym szła pod topór kata – mruknęła nieco zdenerwowana dziewczyna.

- Przesadzasz Kochanie. Zobaczysz, że nie będzie tak strasznie – zapewnił i uśmiechnął się jakby chciał jej dodać otuchy.

- A jeśli mnie nie polubią? - martwiła się.

- To nie będą jedli – zażartował. - Oczywiście, że cię polubią. Chodźmy już Niunia, bo się spóźnimy.

Chwilę później srebrne Audi mknęło w kierunku Sandomierza. Jechali w milczeniu. Rafał nieświadomie wystukiwał na kierownicy rytm piosenki lecącej w radiu. Pełen spokoju i optymizmu skupił się na drodze. Był dumny ze swojej dziewczyny i nie wyobrażał sobie, żeby jego rodzice również jej nie pokochali.

Marta przepełniona obawami patrzyła w boczną szybę, ale nie skupiała się na widoku za nią. Myślami odpłynęła do wspomnień. Nie były to miłe przeżycia. Niedoszli teściowie zazwyczaj nie darzyli jej sympatią, choć starali się udawać, że jest inaczej. Ludzie uwielbiają pozować na lepszych niż są w rzeczywistości. Czy i tym razem będzie musiała udawać, że nie widzi ich niezadowolonych spojrzeń? Jeszcze chwila i się o tym przekona.

Równo za pięć czternasta zatrzymali się przed rodzinnym domem Rafała. Posesję otaczały zasadzone blisko siebie wysokie jodły, które chroniły od wścibskich spojrzeń sąsiadów i przejezdnych. Piętrowy duży dom okrywała biała elewacja. W oczy rzucał się duży taras umieszczony tuż pod dachem. Na podwórzu rosło dużo drzewek ozdobnych okolonych wielobarwnymi kwiatami.  

***Marta***  

Kiedy wchodziliśmy po schodach stresowałam się nielitosiernie. Byłam ciekawa jacy są rodzice takiego świra jak Rafał. Niebieskooki nie opowiedział mi o nich nic, a wszystkie moje pytania zbywał słowem „zobaczysz". Jasne kuźwa, że zobaczę, ale nic by mu się nie stało jakby mi trochę o nich opowiedział.

Drzwi otworzył nam postawny mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat, wystrojony w garnitur i zabójczo podobny do Rafała. Facet był od niego nieco niższy i sporo grubszy. Miał też dużo rzadsze włosy, a wśród nich sporo siwych. Najbardziej zaskakująca była jego sroga mina, zupełnie jakbyśmy przyszli nie w porę.

- Cześć, tato – przywitał się Niebieskooki.

- Nie ma nikogo w domu – odparł mężczyzna i zatrzasnął nam drzwi przed nosem.

Zaniepokojona popatrzyłam na Rafała, ale jego twarz zdobił szeroki uśmiech. Pokręcił głową rozbawiony, wpatrzył się w moje oczy i szepnął: „Ja jestem głupi, ale on mnie bije mnie na głowę."

- Tato! - krzyknął w stronę drzwi, a te się natychmiast otwarły.  

- Wybaczcie kochani, nie mogłem się powstrzymać – powiedział mężczyzna ze śmiechem. - Ale gdzie moje maniery? Jestem Jan Sawicki, ojciec Rafała.

- Marta Rakowska, pańska przyszła synowa – przedstawiłam się.

Wyciągnął do mnie rękę, a gdy mu ją podałam, to zamiast ją uścisnąć, staroświeckim zwyczajem pocałował mnie w przegub dłoni. Nie wiem dlaczego, spaliłam buraka.

- Cieszę się, że mogę cię w końcu poznać. Jest mi naprawdę miło. Proszę, wejdźcie do środka – zaprosił nas i przepościł przodem.

- Będziemy musieli poczekać na resztę towarzystwa, bo Oliwia, pięcioletnia siostrzenica Rafała – wyjaśnił mi - spadła ze schodów i chyba złamała rękę. Maria, Paulinka i Dawid zawieźli ją na pogotowie. Mają dzwonić, jak już będzie coś wiadomo.

- Wywróciła się gdzieś? - zapytał Niebieskooki.

- Potknęła się na schodach. Całe szczęście, że już była nisko, bo nie daj Boże, jakby się wywróciła na górze.

- A dawno pojechali? - dopytywał Rafał.

- Z pół godziny temu. Czego się napijecie moi drodzy?

- Poproszę coś zimnego jeśli pan ma – odparłam.

- Może być kompot z wiśni? - zaproponował pan Jan.

- Może być – odpowiedzieliśmy równocześnie.

Rozsiedliśmy się wygodnie z Rafałem w salonie. Tata Niebieskookiego przyniósł z lodówki półtoralitrowy dzbanek pełen ciemno czerwonego płynu i nalał nam wszystkim do wysokich, prostokątnych szklanek. Kompot był nieco za słodki, ale za to przyjemnie orzeźwiający.

- No więc Martusiu uczysz się, czy może już pracujesz? - zagaił.

- Pracuję.

- To elegancko. A gdzie pracujesz?

- W kwiaciarni.  
- To fajnie. A twoi rodzice czym się zajmują?

- Tato, nie skanuj jej tak – mruknął niezadowolony Rafał.

- W porządku – uspokoiłam go. - Mama pracuje w sklepie obuwniczym, a tato nie pracuje.

- Chory?

- Nie, nie może znaleźć pracy – skłamałam, bo przecież nie powiem: „leniwy kutas z niego."

- To nie dobrze. Ciężko wam pewnie.

- Dawniej trochę było, ale teraz już nie.

- Masz rodzeństwo?

- Tak. Młodszą siostrę i starszego brata.

- To fajnie. A uczą się jeszcze, czy też już pracują?

- Brat pracuje, a z siostrą nie mam kontaktu odkąd się wyprowadziła od rodziców.

- Tato, daruj sobie, bo więcej tu nie przyjedziemy – ostrzegł Rafał.

- Dobrze, już nic nie mówię – nadąsał się pan Janek.

- Oj Rafał, nie przesadzaj – mruknęłam w stronę Niebieskookiego, ale tylko połowicznie chodziło mi o to, że zganił ojca. Siedzieliśmy blisko siebie na kanapie, a jego ręka właśnie zjechała z moich pieców, zaczęła wsuwać się pod spódniczkę i atakować gumkę moich majtek. Pan Janek nie widział jego poczynań, bo siedział naprzeciwko nas w fotelu.

- A panu jak idzie prowadzenie firmy? - przypomniałam sobie o swoim rozmówcy.

- Och, doskonale dzięki pomocy mojego syna – ożywił się z powrotem pan Jan. - Dobrze jest mieć kogoś zaufanego, na kogo mogę liczyć.

- Czyżby w powietrzu wisiała podwyżka? - zainteresował się nagle Rafał.

- Nawet mnie nie denerwuj. Jak na swój wiek, zarabiasz lepiej niż dobrze.

- Zawsze mogło by być lepiej.

- Nie będziemy teraz o tym rozmawiać – zarządził pan Janek.

Dalsze dyskusje przerwał jego dzwoniący telefon. Mama Rafała poinformowała nas, że Oliwia nie ma złamanej ręki, a tylko mocno stłuczoną. Nic poważnego jej nie jest i nie długo wracają do domu. Przekazała też przeprosiny dla mnie i Niebieskookiego, za to że musieliśmy na nią czekać.

Prawie godzinę później pojawili się krewni Rafała. Moją uwagę od razu przykuła otyła kobieta, z długimi farbowanymi na rudo włosami spiętymi wysoko na głowie w koka. Ta sylwetka była mi dobrze znana. Aż za dobrze. Sekundę później ujrzałam jej twarz, a nasze oczy się spotkały. „O żeż kurwa! – pomyślałam. - O ja pierdolę, ale kanał!" Byłam niemal pewna, że ona też pomyślała coś podobnego.

Dodaj komentarz