Klątwy i uroki od zaraz - 18

Środa, 14 czerwca
***Marta***

Wychodzę z sali na nogach jak z waty. Idę tym cholernym korytarzem i mam wrażenie, że słyszę odbijające się od ścian echo uderzeń mojego serca. Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział naprawdę. Trawi mnie wściekłość, przemieszana z paniką i bezradnością. Do chuja, na pewno jest z tego jakieś wyjście. Co za parszywa akcja.

- Marta, czekaj! - woła za mną Sebastian, bo z tego wszystkiego zapomniałam, że przyszedł tu ze mną.

Gdy mnie dogania, przytulam się do jego przedramienia i próbuję nie szlochać. Ale nie da się. Nie po tym, co własnie usłyszałam. Czuję się jak podeptany kiep na ulicy.

- Zabierz mnie stąd, braciszku, proszę, zabierz mnie z tego okropnego miejsca - skamlę żałośnie.

- Zrobił ci coś? - pyta ostro.

- Nie, po prostu zabierz mnie stąd. Błagam cię, Seba, nie chcę tu być ani sekundy dłużej. Nie mogę, kurwa, nie mogę, po tym wszystkim to już jest kurwa za dużo na mnie... - naciskam panikując co raz bardziej.

Ludzie gapią się na nas, pewnie są przekonani, że umarł mi ktoś bliski. Ledwie o tym pomyślałam w uszach od razu zadzwoniły mi słowa Rafała: "Dla ciebie kurwa umarłem w tym wypadku!". Potraktował mnie jakbym była winna temu, że został kaleką.  

Sebastian wpakowuje mnie do samochodu i zawozi do domu. Od razu padam na łóżko i bunkruję się pod kołdrą po same czubki uszu. Po chwili brat przynosi mi kubek gorącej czekolady z bitą śmietaną, a ja zaczynam beczeć jeszcze gorzej i karzę mu zabrać ode mnie to przeklęte pogańskie świństwo.

Rafała poznałam, gdy został pobity i pomogłam mu wrócić do domu. Poczęstował mnie wtedy gorącą czekoladą. Później, gdy zaczęliśmy się spotykać, czekolada stała się moim ulubionym napojem i zawsze przypominała mi o pierwszym niezręcznym spotkaniu z Niebieskookim.

Brat zabiera czekoladę i wraca ze zwykłą herbatą. Stawia mi ją na szafce nocnej. Siada obok mnie na łóżku.

- Powiedziałaś mu, że jesteś w ciąży? - drąży.

- Nie powiedziałam - kręcę głową.

- Dlaczego? - unosi brew.

- Bo jak tylko weszłam to ze mną zerwał - wyjaśniam. - Nie miałam do tego głowy. Kurwa, nie nadążam za nim.

- Dlaczego z tobą zerwał? - marszczy brwi.

- Powiedział, że z mojej żałosnej pensji nie jesteśmy w stanie się utrzymać i że to koniec bajki. Kurwa, jakby to była zabawa, a nie związek na poważnie - powtarzam słowa Rafała okraszone własnym komentarzem.

- Powiedz mu o dziecku, to się może otrząśnie - proponuje.

- Obejdę się bez jego pierdolonej łaski. Niech się dalej nad sobą użala. Powiedział mi, że dla mnie umarł w tym wypadku, rozumiesz!? Dosłownie tak mi powiedział - chlipię i pociągam nosem.

- Jak chcesz sobie sama poradzić z dzieckiem? - martwi się.

- Tak samo jakbym sobie poradziła z Rafałem i dzieckiem. Coś wymyślę - tłumaczę się słabo.

- Prześpij się z tym, bo robisz głupio. Powinnaś mu powiedzieć - zauważa.

- Chuja mu powiem - burczę do siebie, gdy za Sebastianem zamykają się drzwi.

Leżę i błądzę myślami po ostatnich wydarzeniach. Moje spojrzenie zatrzymuje się na ścianie obklejonej zdjęciami. Na wielu z nich jest Rafał, ale jedno jest szczególne.

Na początku naszej znajomości nie chciałam być z Rafałem. Jego najlepszy kumpel Piotrek i moja najlepsza ziomka Ania byli świeżo upieczoną parą. Rafał to wykorzystał. Uknuł z Piotrkiem trzydniowy wyjazd nad zalew w Golejowie i wciągnęli w tę intrygę moją Anię. Przyjaciółka zaprosiła mnie i pojechałam, mimo że przeczuwałam pułapkę. Na miejscu oczywiście zbliżyliśmy się do siebie z Rafałem, chociaż Żwirek (była dziewczyna Rafała) próbowała wszystko zniweczyć. W ostatni dzień Niebieskooki zaprosił mnie do baru na zapiekanki. I poszliśmy. On mi umazał czoło ketchupem, ja rzuciłam w niego końcówką zapiekanki i zrobiłam mu zdjęcie zanim wytarł się w moją koszulkę i wylałam mu za to na głowę sok. Właśnie to zdjęcie Rafała lubiłam najbardziej. Szatański uśmiech zapowiadający zemstę. Sos czosnkowy, zielony ogórek i rzodkiewka na policzku. Byliśmy wtedy tacy cholernie szczęśliwi i beztroscy...

Jak on kurwa po tych wszystkich akcjach i przypałach mógł się poddać!? Moje serduszko siedzi w kącie i płacze. A ja płaczę razem z nim prawdziwymi łzami.

***

Piątek, 16 czerwca

Po dwóch dniach przełamałam się i za namową Ani i Sebastiana zadzwoniłam do Rafała. Zadzwoniłam dwanaście razy, ale nie odebrał. Dupek. Trup. Frajer. Martwy cymbał. Pierdolony egoista. Napisałam mu SMS.

Ja: Hej. Muszę Ci powiedź coś bardzo ważnego. Przyjdę jutro o 8, okej?
***
Sobota, 17 czerwca

Nie dość, że Niebieskooki mi nie odpisał, to gdy poszłam do szpitala, jego matka i jakaś śmieszna ciotka nie wpuściły mnie do niego. Prosiłam i przekonywałam, że to coś nielitosiernie ważnego i argumentowałam, że to kwestia życia, ale i tak mnie nie wpuściły miotły jebane. Domagały się strzygi żeby powiedzieć im, a one mu przekażą. Taki chuj jak boćka nos. Wścibskie szmaty.

Ulotniłam się stamtąd wkurwiona do granic, ale tym razem udało mi się nie krzyczeć. Nie zdążył mnie też nikt wygonić, więc nie czułam się tak szalenie żałośnie jak poprzednio. To wszystko było takie pojebane. Skąd Rafał zawsze brał energię na bieganie za mną, gdy coś sknocił? Przecież to on się kurwa nigdy nie poddawał. Dlaczego zrobił to teraz!?

Poszliśmy z Sebastianem i w ramach terapii dla mnie, w samochodzie matki Rafała pospuszczaliśmy powietrze z wszystkich czterech kół. Ja chciałam poprzebijać, ale Sebastian twierdził, że są tu kamery i wylądowalibyśmy na policji. Szkoda, byłoby fajniej.

Czułam się osłabiona i zmęczona. Poranek wyssał ze mnie energię jak francuz ślimaka z muszli. Sebastian zawiózł mnie do biblioteki i wybrałam sobie parę książek, żeby mieć czym zająć myśli, chociaż wiedziałam, że i tak nie będę w stanie skupić się na żadnej.

Korciło mnie, żeby sobie zapalić albo pójść na piwo. Nie chciałam jednak krzywdzić małej istotki w moim brzuszku. Teraz muszę być silna i na złość familii Rafała zrobić wszystko, żeby wyjść z tej sytuacji z twarzą. Nic nie motywuje kobiety bardziej, niż porządne wkurwienie.

Zastanawiam się nad imieniem dla dziecka, ale wbrew pozorom ciężko jakieś wybrać. Co raz częściej w myślach mówię do dziecka w moim brzuchu. Na razie nazywam je po prostu Kotusiem. Sebastian podpowiada mi same najgłupsze imiona, żeby mnie rozbawić. Ania gdy przychodzi robi dokładnie to samo. Gamonie. Moje kochane gamonie.

***
Wtorek, 20 czerwca

Po kolejnych trzech dniach znów udałam się szpitala mając nadzieję, że uda mi się w końcu pogadać Rafałem. Miałam pecha. Był na badaniach. Wychodząc ze szpitala spotkałam Paulinę. A właściwie, to ona wypatrzyła mnie z daleka.

- Marta czekaj! - krzyknęła.

Podbiegła do mnie truchtem i rzuciła mi się na szyję jak starej kumpeli. Trochę mnie to zbiło z tropu. Z góry założyłam, że weźmie stronę Rafała.

- Cześć dziewczyno. Gadałaś z tym baranem? - zapytała zdyszana.

- Nie, robią mu jakieś badania - wyjaśniłam.

- Cholera, tak mi wstyd za mojego brata. Przepraszam cię za niego. Zachowuje się jak jełop i jest uparty jak osioł. Mówiłam i tłumaczyłam mu, ale jak grochem o ścianę. Trzymasz się jakoś? - przeczesała palcami włosy.

- Nie przepraszaj, nie twoja wina. Jakoś się trzymam, ale nie bardzo wiem co robić - przyznałam.

- Nie skreślaj go jeszcze, proszę cię. Może jak ochłonie to zmieni zdanie. Cały ostatni rok był taki szczęśliwy i nikomu nie pozwalał na ciebie złego słowa powiedzieć. Wy do siebie pasujecie idealnie.

- Jak on sobie radzi? - zapytałam.

- Wcale sobie nie radzi. Przychodzi do niego psycholog, ale Rafał się wkurwia i mówi, że jest sparaliżowany, a nie popierdolony i nie chce z nim rozmawiać - westchnęła.

- Muszę z nim pogadać o czymś bardzo ważnym, ale nie chce mnie widzieć.

- O czym? - zapytała.

- O czymś zajebiście ważnym - mówię pokrętnie. Chcę, żeby dowiedział się o ciąży ode mnie.

- Matka wzięła wolne i cały czas przy nim siedzi. Nie wpuści cię, zwłaszcza że ten baran nie chce cię widzieć.

- Przekaż mu, że go kocham i że musimy pilnie porozmawiać. Muszę już iść, bo brat na mnie czeka w samochodzie. Trzymaj się. Dzięki, że jesteś ze mną.

- Cześć, Martusia. I jeszcze raz sorry za tego głąba. Będę trzymała za was kciuki - uśmiechnęła się smutno.

Lubiłam ją. Od początku znajomości. Zawsze była szczera i jak Rafał, była sobą. Bez tej pruderyjnej fasady ich matki. Pewnie gdyby okoliczności były inne, za kumplowałybyśmy się.

***

Wtorek, 27 czerwca

Sebastian jutro wraca do siebie. Jest mi przykro, ale nic nie mogę na to poradzić. I tak został tydzień dłużej niż planował i jestem mu za to niebotycznie wdzięczna.

Minęły prawie dwa tygodnie odkąd nie widziałam Niebieskookiego. Dzwonię często, ale nigdy nie odbiera. Piszę też krótkie wiadomości i proszę go o rozmowę. Piszę i długie. Bez jadu i wyzwisk. Na żadne nie odpowiada. Nie chodzę do pracy, więc czas mi się dłuży.

Tęsknię za nim. Tęsknię kurewsko. Lubię patrzeć na nasze zdjęcia i grzebać we wspomnieniach. Nie ma go obok, ale w moim sercu ma miejsce dożywotnio zaklepane.

Decyduję się iść do szpitala jeszcze raz. Muszę mu powiedzieć, że będzie tatą. Może jego też to zmotywuje do pracy nad sobą i zmieni zdanie. Kocham go i wiem że on mnie też. Mam dosyć tej udręki. Sebastian miał rację. Powinnam była od razu mu powiedzieć.

Do szpitala wchodzę z walącym sercem. Z ulgą zauważam, że Pedefolki nie ma na korytarzu. Nawet jeśli jest w sali Rafała, to bez rozmowy z nim nie dam się wyprosić. Wysłucha mnie, czy tego chce, czy nie.

Naciskam klamkę i po prostu wchodzę bez pukania. Nie wiem dlaczego, chyba zwyczajnie nie mogę się doczekać, aż go zobaczę. Chcę mieć tę rozmowę jak najszybciej za sobą. Gdy otwieram drzwi zamieram w progu z ręką na klamce. Nie wierzę w to, co widzę.

____________
Hej Aniołki <3

Dziękuję za motywujące komentarze i łapki <3

Jak myślicie, co mogło tak zaskoczyć Martę?

1 komentarz

 
  • nacpanapowietrzem

    nacpanapowietrzem · 30 sty 2018

    No, nie w takim momencie?   serca nie masz