Jezioro tajemnic cz 3

Pracowaliśmy prawie dwie godziny.
— Pójdę się umyć, chyba że ty chcesz pierwszy.
— Wiesz co, pójdę się wykąpać do jeziora.
— Nie, nie chcę być sama...
Nie zastanawiałem się nad tym, że w zeszłym roku nie miała takich problemów. Już chciałem jej to powiedzieć, ale ugryzłem się w język. I dobrze, ponieważ się pomyliłem.  
W zeszłym roku pojechaliśmy razem do miasteczka. Wszystko robiliśmy razem. Pływaliśmy na małą wysepkę, również razem.
Znowu musiała wyczuć moje myśli.
— Pamiętasz w zeszłym roku, wszystko robiliśmy razem.
— Tak, masz rację kochanie. Myj się spokojnie, a ja po tobie.
Mieliśmy duży bojler, więc wody starczało dla czterech osób.
Sandra nie myła się długo. Wyszła w spodniach i bluzce, miała tylko mokre włosy.  
— Och, fajnie czuć się czystym. Zrobię coś jeść, pewnie jesteś głodny.
— Nie tak bardzo, ale chętnie zjem.
Poszedłem się myć. Dopiero po paru chwilach zwróciłem na coś uwagę.
Moja córka jeszcze nigdy nie zwrócia się do mnie na ty. Mówiła tato, Roger i oczywiscie Kent. Ale to nie miało wielkiego znaczenia, tak sądziłem. Wyszedłem z łazienki. Było już prawie południe. Niebo bez chmur. Sandra wlewała herbatę do dwóch szklanek. Miała na sobię tą żółtą sukienkę.  
— Chcesz z cytryną czy mlekiem.?
— Może być z mlekiem.
Mieliśmy elektryczna lodówkę w samochodzie i zabraliśmy z domu torchę jedzenia.
— Czy nadal dobrze mi w żółtym.
— Tak, bardzo ładnie wyglądasz w tej sukience.
— Smakują ci kanapki?
— Tak, są świetne.
— Popłyniesz jutro z Markiem na wyspę, czy popłyniemy razem?
— Nie wiem, ustalimy z mamą.
— A nie możesz coś sam postanowić?
— Zazwyczaj postanawiam, Cassia się i tak zgadza.
— Ja wiem, ale widzisz różnicę?
— Nie wiem do czego zmierzasz. Popłynę jutro z Markiem.
— Mogę z tobą popłynąć, Batman się świetnie czuje z Cassią. A ja mam dość siły żeby ci pomóc.
— Ale nie umiesz rąbać drzewa. Patrzyłem przez lornetkę, że drzewo pado. Trzeba będzie je pociąć i porąbać.
— Rąbanie drzewa to męska robota, ale jak mi pokażesz, to dam radę.
— A czemu koniecznie chcesz popłynąć ze mną, czy znowu się boisz?
— Nie, nie boję się. Nawet nie bałabym się zostać sama.
— Rozumiem, chcesz być ze mną. Ale czasem będę zabierał Marka, lub będziemy płynąć we czwórkę.
— Jasne, ale jutro popłynę tylko z tobą, dobrze?
— Dobrze, dzisiaj mi świetnie pomagałaś. Jesteś zuch dziewczyna.
— Tatku, ty nic nie zauważyłeś?
— A co miałem zauważyć?
— Nic, tylko tak pytam.
— Robisz się zagadkowa, Jagódko.
— Tak już czasem jest. Co myślisz o tej propozycji Glenna, mama mi mówiła.
— Wiesz, zastanawiam się. Jakby się mu nie udało zdobyć klientów, to wiesz co by było.
— Nie oddałby ci pieniędzy?
— Nie wiem, ale nie chodzi tylko o pieniądze.
— Miałbyś więcej wakacji. Mama byłaby z tobą dłużej.
— Muszę to przemyśleć, jest jeszcze inna alternatywa. Sam może coś otworzę.
— Ale wówczas więcej ryzykujesz.
— Ja nie boję się ryzyka. Gdyby coś się nie udało, miałbym tylko pretensje do siebie.
— Nie myślałam, że jestem do ciebie podobna. Ja myślę identycznie. Podejmuję ryzyko, ale tylko wówczas jeśli w razie porażki, mogę mieć pretensje tylko do siebie.
— A co to za ryzykowną grę prowadzi moja mała Jagódka?
— Jutro ci powiem, na wyspie. Ale to trochę inna sprawa.
— Rozbudzasz moja ciekawość, córeczko.
— Nie miałabym ryzyka, jeślibym miała pewność, że ktoś dotrzyma obietnicy.
— Bardzo mnie korci, żeby cię zapytać, ale zaczekam do jutra.
— I tak bym ci dzisiaj nie powiedzia, bo powiedziałam, że jutro ci powiem. Ja bardzo szanuję swoje słowo.
Wyczułem jakiś podtekst i chciałe ją zapytać o to, ale wyszła na dwór.
Dziwnie się zachowuje i przez to czuję się dziwnie, pomyślałem.
— Idę się opalać — krzyknęła z dworu.  
— Tylko się nie spal. Pierwszego dnia trzeba uważać.
— Mam ciemną karnację. Pewnie nie zwróciłeś uwagi, że nie schodzi mi skóra — stała w drzwiach.
Miała na sobie żółty kostium.
Faktycznie nie zwróciłem na to uwagi, pomyślałem.  
Patrzyłem na nią chwilę. Wyszła. Zacząłem się nad czymś zastanawiać. Stała w kostiumie i nie odebrałem tego nienaturalnie. Czym w zasadzie różni się kostium do opalania od bielizny?  
Siedziałem chwilkę na kanapie i otworzyłem laptop. Dzięki pani Grace, mieliśmy internet. W swojej posiadłości miała wieżę. Czasami los jest łaskawy. Obiecałem sobie nie siedzieć więcej niż piętnaście minut przy komputerze i prosiłem o to dzieci. Teraz chciałem tylko zobaczyć czy wszystko działa. Ale oczywiście przeciągnąłem czas do pół godziny.  
Czas rozprostować kości, pomyślałem.
Nalałem napoju z pomarańczy i dolałem trochę gorąncej wody. Zabrałem szklankę na dwór. Sandra opalała się na materacu. Musiała już wcześniej się opalać, ponieważ jej skóra miała jasnobrązowy kolor.
— Przyniosłem ci picie.
Podniosła ciało i usiadła na materacu.  
— Dzięki tatku. Myślałam właśnie, że bym się napiła czegoś zimnego.
— Opalałaś się już, prawda?
— Nie, czemu tak mówisz.
— No masz już lekko opalone plecy.
— Ja mam taką skórę, czy ty wogóle coś wiesz o mnie?
Poczułem się dziwnie. Co ona sobie myśli, ta moja Sandra. Jest moją córką, wiem dokładnie jaka jest. A to, że nie wiem, jaka ma skórę... to.
— Jesteś niesprawiedliwa, ranisz mnie. Troszczę się o ciebie i staram się być jak najlepszym ojcem. Nie powinnaś tak mówić.
— Przepraszam, masz rację. Nie jestem sprawiedliwa. Mam duży stres. Wiem, że nie wiesz o tym.
— Kochanie, jeśli ja lub mama będziemy mogli ci pomóc...
— Nie myślę, że mama mogłaby.
— Nie bardzo wiem o co chodzi...
— Jutro. Chcesz ze mną pobyć, to bądź. Tylko proszę, nie pytaj.
Usiadłem obok na trawie. Zacząłem się zastanawiać czy zrobiłem coś nie właściwego. Czułem się winny, ale nie miałem pojęcia co zrobiem źle.  
— Pójdę porąbać drzewo.
Poszedłem do komórki, w której trzymałem generatory i cały sprzęt. Komórka była z solidnej stali. Miała też podwójne drzwi. Zabezpieczenie i alarm. Zawsze jest możliwość, że ktoś by się chciał włamać, więc lepiej się zabezpieczyć. Po pół godzinie trochę się zmęczyłem. Sandra podeszła ze szklanką soku. Miała spodnie, koszulkę i rękawiczki za skóry.
— Chcesz się nauczyć?
— Napij się, pewnie ci się chce pić.
Wypiem jednym chałstem.
— Nie musisz się uczyć, to typowo męska sprawa.
— Pokaż mi, spróbuję.
— Trochę się obawiam.
— Nie myśl zaraz, że mi się coś stanie. Nie będę nigdy tego robić sama, nawet jeśli się nauczę.
— Dobrze. Najważniejsze to zamach i trafienie. W chwili uderzenia musisz zluzować uścisk. Inaczej cała energia przejdzie na twoje ciało. Będą cię boleć dłonie i ręce.
— Patrzyłam jak to robieś. Wiem, że nie widziałeś. Co się robi jeśi siekiera się wbije i nie przetnie klocka. Czemu obracałeś i uderzałeś drugą stroną o pniak?
— Wówczas waga pieńka powoduje, że siekiera się wbija głębiej. Prawo bezwłaności, rozumiesz. Nie możesz brać zbyt dużego pieńka, którego nie zdołasz podnieść. Znowu, w zbyt mały kawałek jest ciężko trafić.
— Mogę spróbować?
— Dobrze, wybierz. Muszę ci przynieść mniejszą siekierę, ta jest za duża.
Miałem kilka siekier w szopie. Wróciłem z odpowiednią.  
— Zobacz, przecięłam.
— Miałaś nie robić tego sama. Gdyby coś się stało! Dlaczego to zrobiłaś?
— Masz rację, przepraszam. Ale byłeś obok. Tylko już nie krzycz.  
— Jagódko, naprawdę. Musisz mi zaufać. Jeśli coś mówię, to wiem co mówię.
— A ty mi ufasz?
Patrzyłem na nią i nie wiedziałem co mam odpowiedzieć.  
— Myślę, że tak. Ale nie we wszystkim. Przecież możesz zrobić coś nieprzewidzialnego.
— Czy chodzi ci o to co zrobiłam teraz?
— Tak.
— A jakbyś pominął takie sprawy?
— Sadzę, że tak.
— Czy ufasz mi, że nie zdradziłabym twojej tajemnicy?
— Nie sądzę bym ci taką powierzył, ale tak.
— A czy ja mogę tobie ufać podobnie?
— No oczywiście, nie rozumiem czemu w to wątpisz.
— Prosiłam cię byś nie mówił mamie o matematyce i powiedziałeś.
— Nie powiedziłaś, że to sekret.
— A jeślibym powiedziała.
— To zupełnie inna sprawa.
— Przysięgasz?
Nie wiem czemu się uniosłem. Naprawde nie wiem.
— Co jest do cholery, przestań prowadzić ze mna głupie dyskusję. Nie muszę przysięgać. Dotrzymuję słowa. Czy to ci nie wystarczy?
  Powinna się rozpłakać, bo jeszcze nigdy się nie uniosłem. Ale nie. Wcale się nie rozpłakała. Milczała i patrzyła mi w oczy.
— Przepraszam cię, kochanie. Uniosłem się bez powodu.
— Nic się nie stało. Jeśli jest tak jak mówisz, to ci wierzę. Wybrałam kilka kawałków, mogę spróbować?
Kiwnałem głową. To było dziwne, ale nie obawiałem się. Raczej miałem pewność, że nic się nie stanie. Szło jej naprawdę dobrze. Nawet Markowi nie szło tak świetnie na początku. Ale ja myślałem o czyś zupełnie innym. Patrzyłem na nią. Zdawałem sobie sprawę, że gdyby się coś stało i tak bym nie zdążył. Przypomniłem sobie jedyny wypadek, kiedy uniosem się raz przy Cassi. Również bez powodu. Nie miałem wówczas kompletnie racji. I wówczs Cassia przyjęła to jakby się nic nie stało. Być może moja córka była w tym do niej podobna. Nie wiedziałem tego dnia, że jest jeszcze dużo takich podobieństw. I oczywiście nie wiedziałem, że się o tym dowiem jutro. I że od tego dnia nadam nazwę temu miejscu. Jezioro tajemnic.
Sandra nie rąbała długo. Nie dałem jej, chociaż chciała. I o dziwo, przyjęła to bez słowa.  
Poszliśmy do domu, bo zrobiło się gorąco.
— Chcesz posłuchać mojej muzyki?
— Chętnie, jest taka spokojna i nostalgiczna. Wydaje się być trochę smutna, ale nie przygnębia.
— To jest muzyka dla duszy. Jeśli ją polubisz, nie będziesz czuł, że jest smutna.
— Podłącze mój telefon do głośnika. Jeśli nie będziesz lubił, zgasimy. Dobrze, tatku?
— Dobrze.
Usiadłem na kanapie. Muzyka była bardzo spokojna, prawie usypiająca. Rzeczywiście nie czułem smutku.
— Nie będziesz na mnie zły jutro?
— Czemu mam być?
— Nie proszę cię byś nie był, bo to byłoby nieuczciwe. Po prostu mnie zrozum.
— Nie będę na ciebie zły, na pewno.
— Tatku, nic nie mów. Słuchaj. To moja dusza, mówi do ciebie.
Oparła się o mnie i tak siedzieliśmy aż przyjechała Cassia i Mark. Czułem się pierwszy raz tak dziwnie. Kiedy usłyszałem samochód, Sandra wstała i zgasiła muzykę.  
— Czemu zgasiłaś, może by się im podobało.
— Chciałam byś tylko ty słuchał tego ze mną.
Wyszła z domu i zaczęła wesoło rozmawiać z Cassią. Przynieśli kilkanaście toreb. Wyglądało, że tylko ja nie pasowałem do nich w tej chwili jeżeli chodzi o nastrój. Na szczęście po pięciu minutach mi przeszło.  
— Ta muzyka jest hipnotyzująca.
— Co słuchałeś, kochanie?
— Sandra mi puściła.
— Tak, słyszałam. Nie za bardzo mi odpowiada.
Zaczęliśmy robić wspólnie obiad. Nie poznawałem Sandry. Jeszcze nigdy nie była taka rozmowna.  
Pod wieczór zapaliłem ognisko. Było uroczo.  
Nie kochałem się z Cassią, przed zaśnięciem. Zasnąłem taki lekki i szczęśliwy.  

Nie wiedziałem, że powinienem to uczcić. Odśpiewać jakąś piosenkę, lub otworzyć szampan.
   To tak jak ze zdrowiem. Mamy je i nie doceniamy jaki to skarb lub dobrodziejstwo. Żyjemy w świecie dualizmów. Wiemy, że jest ciepło, ponieważ istnieje zimno. Jasno i ciepło. Dobro i zło.  
Och, nie mogę dawać więcej porównń. Bo już to ostatnie nie jest zupełnie odpowiednie. Czasami jest tak. Lecz czasami nie. Co jest dla nas dobre, nie jest zawsze dobre dla drugiej osoby, lub czasem nie osoby. Na pewno wiesz co mam na myśli. Otóż, nie wiedziałem, że to ostatni wieczór, kiedy zasnąłem taki szczęśliwy. Bo jak mogłem to wiedzieć. Nie miałem darów prorockich. Nie poszedłem do wróżki albo cyganki. Do tej pory nigdy nie zdarzyło się inaczej. Raz dostałem lanie od swojego taty. Ale zanim zasnąłem tamtego dnia, tata już się nie gniewał, a mama dała mi tyle ciepła i miłości, że zasnąłem wówczas taki szczęśliwy.
                                        *
  Obudziłem się wcześnie. Nie było jeszcze ósmej. Oczywiście sądziłem, że wszyscy jeszcze śpią. Zrobiłem herbatę i wrzuciłem kromkę chleba, by zrobić grzankę. Zjadłem ją z nutellą. I dopiero wówczas wyszedłem na taras.
— Cześć, dobrze spałeś?
Sandra siedziała na fotelu z czciny i patrzyła na jezioro.
— Wcześnie wstałaś. Piękny dzień się szykuje.
— Nie wiesz, że nie należy chwalić dnia przed zachodem?
— Wiem, ale zobacz, nie ma jednej chmurki.
— Tak, zauważyłam.
— Jadłaś już coś. Ja zrobiłem sobie grzankę z nutellą. Jakbym wiedział, że nie śpisz, zrobiłbym i tobie.
— To już wiesz, że nie śpię.
Tym razem zrozumiałem. W języku Jagódki znaczyło to, , Czy mógłbyś mi zrobić grzankę”
Poszedłem do kuchni i wrzuciłem dwie kromki chleba.  
  W miasteczku robili świetny chlebek z rodzynkami. I pewnie Cassia pamiętała, że bardzo mi smakował w zeszłym roku. A może Mark, pamiętał. Kupili sporo, chyba sześć pokrojonych chlebków.  
Cassia weszła bardzo cicho, ale i tak ją usłyszałem.  
— Już buszujesz, Rogaliczku?
Przytuliła się do moich pleców i pocałowała moją szyję. Odwróciłem głowę i moje usta wpadły w jej rozchylone maliny. Pocałowaliśmy się krótko.
— Sandra już wstała. Robię jej grzankę, chcesz również?
— Pewnie, że tak. Może zacznę robić śniadanie, bo pewnie i Mark zaraz wstanie.
— Byłoby fajnie jak oni by nam zrobili, nie sądzisz?
— W niedziele zrobią, pamiętasz rytułał z zeszłego roku?
— A faktycznie, zapomniałem. Dam Sandrze grzankę i już wracam.
— Jaki ma humor?
— Trochę nostalgiczny.
— Tak się wczoraj naśmiałyśmy, jak dawno nie.
— Tak, pamiętam.
Poszedłem na taras. Podałem jej talerzyk z grzanka i malinową herbatę.
— Dziekuję tatku, kochany jesteś. Mama jest w kuchni.
— Pytasz czy wiesz.
— Widziałam jak weszła.
Na szczęście nie wspomniała co widziała jeszcze. Wróciłem do kuchni.  
— Cierpicie na bezssenność.
Mark przeciągał się w wejściu. Pocałował mamę w policzek i podszedł do mnie. Przytuliłem go krótko.  
— Cześć mama — teraz Jagódka pocałowała Cassię. Cześć Batman — rzuciła tylko do Marka i wrócia na taras.
— Idę się ubrać i zaraz wam pomogę.
Zaczęliśmy robić kanapki.
— Sandra będzie jadła owoce.
— Tak tak, pamiętam.
— Pocałowała cię w usta.
— Zauważyłeś! Ciebie też czasem całuję.
— Ostatnio pięć lat temu. Jeśli Mark też zacznie całować cię w usta, zaczynę być zazdrosny.
— Jeszcze mu się nie zdarzyło. Ale mu powiem, że będziesz, jak to zrobi.
— Nie będę, żartuję.
— Ja też.
Nawet nie zauważyliśmy, że Mark przyszedł go kuchni. Rozmawialiśmy cicho, więc pewnie nie słyszał. Ale teraz podszedł do nas.
— Zapytaj siostry, jakie chce owoce.
— Tata, czy ty naprawde nic nie widzisz. Ona jest szczęśliwa kiedy jej nie pytamy. A jeśli będzie wiedziała, że ty wybrałeś, zje na pewno.
— Skąd wiesz?
— Przekonasz się.

742 czyt.
100%53
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 2782 słów i 15529 znaków, zaktualizował 10 cze 2018.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 20 lip 2018

    Tajemnice, niedopowiedzenia, coś wisi w powietrzu.

  • Fanka

    Fanka · 27 cze 2017 · 202628533

    Wooow Dodasz kolejna czesc szybko?

  • Somebody

    Somebody · 27 cze 2017

    Łapka w górę