Jezioro tajemnic cz 1

Był piękny majowy dzień. Dwa miesiące temu Sandra skończyła piętnaście lat, a trzy tygodnie wcześniej, Mark skończył osiemnaście.  
Zazwyczaj przychodziłem ostatni do domu. Pracowałem od ósmej do czwartej trzydzieści i udawało mi się dotrzeć do domu parę minut przed piątą. Mark i Sandra kończyli lekcje około trzeciej, ale przeważnie spędzali jeszcze godzinę lub dwie w bibliotece. Oczywiście nie chodzili do tych samych szkół. Jednak już od roku Mark zabierał siostrę do domu, jeśli się umówili. Miał kilkuletnie BMW i umiał o nie zadbać. Posiadał, pewnie po mnie, zdolności do mechaniki. Poza dwoma naprawami, dawał sobie sam radę.
Tego dnia Cassia miała zebranie przed końcem szkoły, a Mark po lekcjach w szkole pływał ma basenie.  
Zaparkowałem moje infinity na wjeździe do garażu, ponieważ wiedziałem, że Cassia przyjedzie później. Moja żona prowadziła dobrze, ale miała trochę kłopotu z parkowaniem swojego audi, jeśli mój miniwan stał w środku. Dlatego przezornie zostawiłem wóz na zewnatrz. Chciałem wsunąć klucz do zamka, kiedy drzwi się otworzyły. Mieliśmy zamek cyfrowy, ale ostatnio się trochę zacinał, więc trzeba było używać klucza i tak. Byłem ostatnio trochę zajęty i nie miałem czasu zamontować nowego, identycznego zamka, który od trzech tygodni leżał w szufladzie garażowej szafy. Jagódka otworzyła drzwi
— Cześć, tata.
Objęła mnie serdecznie. Pocałowałem jej policzek.  
— Jak w szkole, kochanie.
— Oblałam egzamin i nie wiem czy nie będę powtarzać klasy.
— Co ty mówisz!
— Tak, mam kłopot z matematyki. Myślałam, że dam sobie radę sama.
— Jest jakaś możliwość poprawki?
— Tak, za dwa tygodnie. Mam masę materiału do przerobienia, pomożesz mi?
— Jasne, matematyka to dla mnie pestka. Czemu mi wcześniej nie powiedziałaś!
— Och jesteś taki zajęty. Jeśli nie pracą, to Cassią.
Spojrzałem na nią krótko.
— Co ty mówisz kochanie, spędzam z mamą tyle czasu, ile każdy, kochający mąż.
— Zrobiłam kanapki, ale nie miałam ochoty jeść. Batman pływa, a mama ma zebrnie, to obiad będzie za dwie godziny. Jesteś głodny, Kent?
— Fajnie z twojej strony. Może sam coś przygotuję, to nie będziemy musieli czekać na mamę. Pewnie nie masz ochoty mi pomóc.
— Czemu tak sądzisz! Jestem twoją kochaną córką i chętnie ci pomogę, Kent.
Powiesiłem klucze przy drzwiach i popatrzyłem na nia dłużej.
— Czemu nazywasz mnie Kent, mam na imię Roger?
— Nie wiem, czemu rodzice ci dali takie imię. Może lubili, , 101 dalmatyńczyków”.
— Mnie się podoba i mam nadzieję, że ty lubisz swoje imię, Sandro.
— Wolę Jagódka. Pójdę coś założyć i pomogę ci zrobić obiad.
Miała na sobie spodnie i koszulkę. Nie jakieś wyjściowe ubranie. Więc trochę się zdziwiłem, że zamierza się przebrać. I tak bym pewnie nic nie powiedział...  
Zadzwonił telefon.
— Cześć kochanie — usłyszałem Cassię. Zrobicie coś do jedzenia, bo jak wrócę, będzie późno. Wybacz.
— Och, nie martw się, Kłosku. Jagódka pomoże mi coś zrobić. Pewnie nie będzie tak smaczne jak w twoim wykonaniu, ale postaramy się, żeby było dobre.  
Usłyszałem, że Sandra odłożyła suchawkę.
— Och kochany jesteś, że się nie gniewasz. Wyrwałabym się szybciej, ale nie mogę. Mamy o czymś głosować na końcu zebrania, dlatego muszę czekać. Pa, całuję.
— OK, kocham cię.
Odłożyłem słuchawkę. Zacząłem wyciągać ziemniaki z wiklinowego kosza. Postanowiłem zrobić grecką sałatkę, ziemniaki pure i usmarzyć rybę. Ale na tą chwilę, usiadłem przy stole i wziąłem kanapkę. Usłyszałem, że Sandra schodzi. Miała na sobie krótką, trochę przed kolana żółtą sukienkę.
— Przekonasz się, że też umiem przygotować obiad. Będzie tak samo dobry, albo lepszy niż kiedy Cassia go robi.
— Słuchałaś?
— Myślałam, że to do mnie.
— Przecież masz swój cell.
— Tak, ale ze szkoły nie dzwonią na cell. Poza tym, nie dałabym temu okropnemu nudziarzowi mojego numeru.
— Kochanie, może cię oblał, bo wie, że go nie lubisz?
— Ja nie powiedziałam, że go nie lubię. Jest tylko nudny i upierdliwy.
— Dobrze, Jagódko. Zrobimy obiad, a potem się zapoznamy z twoimi kłopotami. Chyba, że wolisz jak ci Mark wytłumaczy, jest bliżej obecnego programu.
— Już się wycofujesz, ty obrzydliwy kłamco!
Na szczęście się uśmiechała, więc wiedziałem, że żartuje.
— Nie, nie. Skoro powiedziałem, to zrobię to. Nigdy nie łamię swojego słowa.
— No masz szczęście, Kent. Inaczej musiałabym cię dalej kochać i cierpieć.
Sandra czasami dziwnie żartowała. Była bystra, inteligentna i miała fenomenalna pamięć. Trochę się zdziwiłem tą matematyką, ponieważ nigdy nie miała kłopotu z tym przedmiotem.
— Co mama planowała na dzisiejszy obiad.
— Rybę, chyba łosoś.
— Mordują krowy, świnki i nawet ryby. Mordercy. Ja nie będę jadła ryby, a nawet jej nie dotknę.
— Och, od kiedy przeszłaś na wegetarianizm?
— Od wczoraj, a co do tego mięsa masz zamiar dodać?
— Surówkę grecką.
— Mogę zacząć, wiem jak się robi i wiem jak lubisz.
— To może najpierw zrobimy coś dla ciebie, tylko nie wiem co? Ryba to nie mięso, kochanie.
— Dla mnie mięso, kura też.
— Chcesz to zamówię dla ciebie pizze veggi.
— Nie jem ostatnio wiele. Surówka i ziemniaki mi starczą. Nic nie zauważyłeś?
— Co miałem zauważyć?
— Sam powiedziałeś, że ładnie mi w żółtym.
— Ach, ta sukienka. Fajnie ci.
— Fajnie mi! Mogłam się tego spodziewać. Co innego jakby Cassia włożyła coś niebieskiego.
  
Właśnie wówczas powinienem coś zauważyć, albo więcej niż coś. Niestety, nie dostrzegłem nic.
— Hej — zawołał od drzwi, Mark. Co na obiad?
— Dopiero zaczynamy robić. Mama ma zebranie i obiad byłby późno. Łosoś, ziemniaki i surówka grecka.
— Wiem, że będzie później. Dzwoniłem do niej. Dobrze, że kupiłem sobie pizzę, bo bym umarł z głodu. Zostało może dwa kawałki.
— Jaką masz, Mark? — zapytałem.
— Veggi, Panago. Bardzo dobra.
— O, to świetnie. Sandra, może zjesz? Wiedziałeś, że Sandra przestała jeść mięso?
— Teraz już wiem, ale ryba to nie mięso. Ryby też nie chce?
— Kochanie, nie chcesz kawałek, veggi. Panago robi dobrą?
— Mówiłeś, że możesz zamówić, a teraz znowu się wymigujesz.
Popatrzyła na mnie z lekką złością.
— Przecież mówiłaś, że nie chcesz. O co ci chodzi?
Mark już zniknął na górze.
— Jakbyś zamówił, to bym zjadła.
Zaczęła przyrządzać sałatkę. Obrałem ziemniaki i wrzuciłem je do wody. Wyjąłem rybę z lodówki.
— Możemy jeść warzywa? Zrobicie to dla mnie? — zapytała z prośbą w oczach.
— Porozmawiam z mamą i Markiem.
— Batman się zgodzi, kocha mnie.
— To nie jest kwestia miłości. Mark potrzebuje więcej protein. Zobaczymy czy masz rację.
— Wszystko jest kwestią miłości. A człowiek jest przystosowany żeby nie jeść mięsa, tylko rośliny. Poczytaj sobie.
Robiła dalej surówkę i nie odzywała się więcej. Kiedy ją skończyła, poszła na górę.  
Ustawiłem talerze i zacząłem przegladać gazetę. Nastawiłem timer na ziemniaki i usmażyłem rybę.  
Kiedy wszystko było już gotowe, zawołałem dzieci.
— Obiad gotowy!
Po dwóch minutach zszedł Mark.  
— Sandra nie idzie?
— Byłem u niej w pokoju, ale powiedziała, że nie jest głodna.
— Pukałeś, wiesz że to nie jest już dziecko. Trzeba szanować czyjąś prywatność.
— Och tata, wiem. Już od czterech lat do niej pukam!
— Czy też uważasz, że imię Roger nie jest w porządku?
— Czemu pytasz?
— Jagódka zaczęła mówić na mnie inaczej. Powiedziała, że Roger jej się nie podoba.
— Wiesz tata, ona się zrobiła jakaś dziwna. Nie zwracaj uwagi. Może to przejściowe.
Jego mina wskazywała, że coś wie, o czym ja nie wiem.
— Coś wiesz, tylko nie chcesz powiedzieć.
— Tak, to prawda. Ale uczyliście nas pewnych zasad. Nie kłamać, dotrzymywać słowa i nigdy nie zdradzać sekretów.
Patrzył na mnie tak dorośle. Nie próbowałem dalej naciskać.
— Poczekaj, pójdę do niej.
Wszedłem na górę. Zatrzymałem się przed jej drzwiami.  
— Jagódko, obiad jest na stole. Powinnaś coś zjeść.
Nie usłyszałem odpowiedzi. Czasem słuchała muzyki. Bardzo miłej i spokojnej, ale nigdy głośno. Przeważnie słuchała przez słuchawki.
— Kochanie, mogę wejść.
— Wejdź — usłyszałem.
Otworzyłem drzwi. Drzwi od jej łazienki były uchylone. Wyszła. A ja poczułem się dziwnie. Miała na sobie tylko bieliznę. Mówiąc w prost, bardzo skąpą. Odwróciłem oczy.
Cholera, chciałem jak najszybciej zapomnieć ten obraz.  
— Nie mówiłaś, że jesteś nago...
— Przecież nie jestem. Postanowiłam się przebrać w spodnie i bluzkę, skoro ci się nie podobam w tej sukience.
— Nie powiedziałem, że mi się nie podobasz.
Stanęła przede mną
— Ale nie powiedziałeś, że ci się podobam.
— Córeczko, co ty robisz? Dlaczego nie powiedziałaś, że jesteś nago!
Wyraźnie jej to nie przeszkadzało, że stoi w samej bieliźnie. Natomiast ja nie wiedziałem co zrobić z oczami.
— A jestem? Czemu przyszedłeś?
— Bo chcę, żebyś zjadła obiad. Jest gotowy
— Zaraz zejdę.
Wyminąłem ją i wyszedem z pokoju. Stałem chwilkę przed jej drzwiami, żeby ochłonąć. Jedno pytanie tłukło mi się w głowie. Czy ona kupiła tą sukienkę dla mnie?
Jakaś genialna myśl przyszła mi do głowy. Porozmawiać o tym z Cassią. Ale kiedy zszedłem do salonu, męska strona zwyciężyła. Sam sobie dam z tym radę.
Po dwóch minutach Sandra zeszła na dół. Miała na sobie te same jeansy i bluzkę, co poprzednio.  
— Dobra sałatka — powiedział Mark.
— Bardzo dobra, chyba nawet Cassia takiej nie robi — powiedziałem.
— Naprawde tak uważasz, tata? — Sandra popatrzyła na mnie dziwnie, ale ciepło.
— Tak, kochanie. Naprawdę. Znakomita.
Zjedliśmy w ciszy.  
— Pozmywam, wy przygotowaliście.
Sandra bez słowa poszła na górę.
— Dzięki Mark. Idę na górę, będziemy u Sandry w pokoju. Jagódka ma kłopoty z matematyki.
Mark zrobił zdziwioną minę.  
— Będę trochę w garażu, a potem idę na rower.
— Dobra, to zajmie pewnie godzinę z tą jej matematyką, a potem muszę coś jeszcze zobaczyć odnośnie swojej pracy.
Poszedłem na górę. Zapukałem.
— Otwarte.
— Jesteś ubrana?
— Przestań sobie żartować — otworzyła drzwi.
— Kochanie, chciałem cię o coś zapytać...
Chciałem delikatnie zapytać o kwestię tej sukienki. O tą drugą, nie miałem odwagi.
Niestety, nie dała mi szansy.
— Tata, zacznijmy tą matmę. Pewnie masz swoją pracę. Mój mózg przestaje pracować około ósmej wieczorem.
— Dobrze, to powiedz czego nie rozumiesz.
Usiedliśmy do stołu. Leżały na nim książki, kalkulator i kartki. Wprowadziła mnie w temat. Zacząłem przeglądać jej książkę, aby się dowiedzieć czego się uczy i jak te problemy są pokazane. Miałem przecież pojęcie o matematyce, ale nie chciałem uczyć jej metod, które sam stosowałem. Po pół godzinie zrozumiałem, że Sandra niczego nie rozumie. Ale co było dobre, miała cierpliwość. Kiedy mówiłem, patrzyła na mnie. Kiedy pisałem, zerkała co piszę.
— Dobrze, Jagódko. Myślę, że na dzisiaj wystarczy. Postaram się znaleźć czas dla ciebie jutro.
— Postarasz się, czy bedziesz miał czas?
— Ok, obiecuję.
Podeszła i pocałowała mnie w policzek.
— Przepraszam, że byłam niekompletnie ubrana. Wiem, że nie powinieneś mnie tak widzieć.
— Nie to, że nie powinienem. Bardzo mnie zaszokowałaś, byłem zaskoczony.
— Postaram się, żeby cię nie szokować. Dziękuję za czas, jaki poświęciłeś dla mnie.
— Dobrze, córeczko. Jestem u siebie w pokoju, jakbyś mnie potrzebowała.
Poszedłem do pokoju. Otworzyłem laptop i zacząłem swój home work. Nawet nie zdołałem poczuć, że czas tak szybko uciekł.
— Hej, już jestem — usłyszałem głos Cassi.
Zszedłem na dół.
— Zmęczona?
— Nie tak bardzo.
Pocałowaliśmy się bardzo namiętnie. Patrzyła na mnie, tymi swoimi oczami o kolorze topazu.
— Pragnę cię niezmiennie, jak od pierwszego razu — szepnęła.
— Przestań, bo zaraz zrobią mi się nogi miękkie w kolanach.
— Nadal tak działam na ciebie?
— Och, Kłosku, jesteś piękna jakby czas się dla ciebie zatrzymał.
— Zostawiliście coś dla mnie?
— No jasne, zaraz ci odgrzeję. Zrobiłem rybę, ziemniaczki, a Jagódka zrobiła świetną surówkę grecką.
— Pokazałam jej i uczeń przerósł mistrza.
— Hej mamusiu, pewnie zmęczona?
Sandra zbiegła po schodach i przytuliła Cassię.
— A gdzie Mark?
— Pojechał na rowerze, skoro nie ma go w garażu.
— Pomóc ci coś, mamusiu?
— Nie kochanie, wezmę tylko kapiel.
— Tata nie mów jej o tej matmie, proszę — szepnęła, kiedy Cassia poszła do łazienki.
Pobiegła na górę. Powstrzymywałem się, żeby nie pójść do Cassi. W sumie tylko dlatego nie poszedłem, bo wiedziałem czym to się skończy.
Usiadłem na kanapie. Wyjąłem ciasteczka i nalałem dwie szklanki napoju mango. Cassia wyszła z łazienki. Miała na sobie różowy szlafroczek. Ładnie jej było w pastelach. Lubiłem ją w niebieskim i różowym. Ale dobrze jej było w każdym kolorze. I we wszystkim wyglądała pięknie. Oczywiście najpiękniej wyglądała bez niczego. Cassia z powodzeniem mogłaby zdobyć miss universe, ale to pewnie była ostatnia rzecz, na której jej zależało.  
— Hej mama — Mark wyglądał na zmęczonego.
— Nie za ostro jechałeś?
— Nie, normalnie.
Poszedł wziąść prysznic. Korzystał z wspólnej łazienki na dole. Razem postanowiliśmy, że Sandra powinna mieć osobną łazienkę. My mieliśmy drugą łazienkę, obok naszej sypialni.
Cassia zjadła obiad, pozmywała po sobie i przyszła do mnie.  
— Mango i czekoladowe ciasteczka, jak lubisz — rzekłem.
— Trudno cię nie kochać — szepnęła.
Miała te zdolności. Najchętniej porwałbym ją na ręce i całował wszędzie. Ale oczywiście nie uczyniłem tego.
— Sandra przeszła na jedzenie roślinne. Poprosiła mnie, abyśmy też to uczynili.
— Ja i tak jem mało mięsa, ale co odnośnie Marka?
— Wiesz co mi powiedziała? Że on się zgodzi, bo ją kocha.
— Przecież wie, że ją kochasz. Kochasz ją więcej niż Marka.
— Och, czemu tak mówisz. Kocham ich tak samo.
— Nikogo nie kocha się tak samo, chyba się zgadzasz?
— Wiesz co miałem na myśli.
— Wiem, ale swoją Cassię, kochasz najbardziej — szepnęła.
— Przestań, bo cię schrupię.
Pocałowałem ją namiętnie w usta.
— Moglibyście się nie całować się przy dziecku.
Nawet nie zauważyłem, że Sandra zeszła po schodach.
— Przepraszam cię, kochanie. To moja wina.
— Tylko żartowałam — uśmiechnęła się Sandra.
Mark wyszedł z łazienki w samym ręczniku i zaczął wchodzić po schodach.
— Deprawują nieletnią — powiedziała znowu Sandra.
— Mam spodenki pod spodem — odezwał się Mark.
— Mogę z wami posiedzieć? — zapytała nas córka.
— Jasne, Jagódko — powiedziała Cassia.
Usiadła przy niej. Cassia wzięła ciastko.
— Tata mówił mi o twojej decyzji. Ja i tak prawie nie jem mięsa. Tylko nie wiem co Mark na to powie.
— Batman się zgodzi, bo mnie kocha.
— Na co się zgodzę — schodził po schodach.
Miał na sobie koszulkę i spodnie.
— Żebyśmy przestali popierać tych co mordują zwierzęta.
— Dla mnie nie ma sprawy. Dla ciebie wszystko, siostrzyczko.
— Widzisz — popatrzyła na mnie.
— Ja też cię kocham i też zrobię dla ciebie wszystko.
— To się okaże — odrzekła cicho.

1 238 czyt.
100%52
AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne, użył 2724 słów i 15796 znaków, zaktualizował 24 cze 2017.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 20 lip 2018

    Nastolatki mają swój świat. Chociaż tu wygląda na to, że chodzi o coś więcej, niż nie jedzenie mięsa.

  • Fanka

    Fanka · 20 cze 2017 · 202628533

    Swietne! Czekam na kolejna czesc