Wybranka ognia t. II - "Życzę sobie..."

Wybranka ognia t. II - "Życzę sobie..."Aralbez okazało się być rozległą łąka pełną wielokolorowych kwiatów. Fey chłonęła widok całą sobą. Morze barw ciągnęło się po horyzont, zlewając z błękitem nieba. Pośrodku ukwieconego pola stał krąg skalnych monolitów. Kamienne bloki ginęły wysoko w obłokach. Wewnątrz kręgu znajdowało się coś, przypominającego ołtarz. Dziewczyna niepewnie zrobiła kilka kroków po zroszonej trawie. Dostrzegła runy wyryte w skałach i bez większego powodzenia spróbowała doszukać się w nich sensu.  

- Żywioły - powiedział Tacoi znad jej ramienia. Drgnęła zaskoczona jego nagłym pojawieniem się. Przesunął palcem wzdłuż symbolu, na który patrzyła - Woda - poprowadził dziewczynę do następnego kamienia - Powietrze - wyjaśnił drugą runę. Przy kolejnym bloku poczuła silne pulsowanie w swoim ciele. Pojedyncze spojrzenie na krzywą plątaninę bruzd wystarczyło, aby magnetyzm runy przyciągnął rudowłosą.  

- Ogień - wyszeptała niemal bez tchu. Krawiec przytaknął i wskazał następny symbol.  

- A ten poznajesz? - zapytał, wodząc leniwie opuszkiem wzdłuż graweru. Fey zbliżyła dłoń, a ta zaczęła świecić. Uśmiechnęła się zafascynowana niczym mała dziewczynka.  

- Światło. To światło! - kontynuowali rundkę wokół kręgu aż stanęli przed skałą pozbawioną znaku. Ziemia pod nią była wilgotna i rozmiękła, zaś powierzchnia kamienia o wiele ciemniejsza od pozostałych siedmiu monolitów. Blizna po klątwie zapiekła gwałtownie. Fey zauważyła, że także blondyn odczuł ból, gdy podszedł bliżej - A więc to musi być…  

- Krew - wtrącił spokojnie Iridys zza ich pleców - Zaczynamy?  

Zwątpiła. Coś przerażającego tkwiło w kamieniu przed nią. Jakaś pradawna, mroczna energia odpychała rudowłosą.  

- Wciąż możesz zmienić zdanie - mruknął Tacoi. Fey otrząsnęła się z przesądów. Wiedziała, dlaczego tu jest.  

- Przeprowadź rytuał - zażądała, odważnie patrząc na maga.  

- W porządku - Łapacz wyjął nóż oraz wiązkę żółtych kwiatów - Najtrudniejszą częścią będzie wypowiedzenie przez ciebie życzenia. Musisz je bardzo dobrze przemyśleć, inaczej nie dostaniesz tego, czego pragniesz. Mój tragiczny przypadek znasz - zawiesił głos - Pamiętaj poza tym, że dysponujesz wyłącznie jednym uśmiechem losu. Nie możesz prosić o szczęście i bogactwo. Tylko o jedną z tych rzeczy - Iridys urwał, upewniając się, czy nastolatka rozumie możliwe konsekwencje.  

- Dobrze - odrzekła cicho. Ciągle nie potrafiła uwierzyć, że faworyt królowej przystał na jej prośbę. Wprawdzie najpierw połamał dziewczynie nogi, ale później dał się przekonać. Dlaczego właściwie? Powinna to zgłębić, tak radziła intuicja, lecz Fey ją zignorowała. Oto za moment miała otrzymać wszystko, czego pragnęła.  

- Zatem zaczynajmy - mag ujął rękojeść noża i nakłuł palec. Krwią narysował całkiem okrąg na ołtarzu. Następnie ściął główki kwiatów, ułożywszy je wewnątrz koła, a łodygi podpalił, mamrocząc zaklęcie. Popiół pogrzebał płatki pod grubą warstwą szarugi. Iridys złapał dłoń nastolatki, po czym rozciął także jej palec. Samotna kropla spadła dokładnie na środek ołtarza. Zielone oczy maga zwróciły się w jej stronę wyczekująco - Życzenie, Fey.  

- Życzę sobie… - zaczęła drżącym głosem. Odpowiedź wygrania rozgrywek była lekkomyślna, bo wszak dziewczyna mogła zginąć pierwszego dnia po zwycięstwie, a wówczas jej plany nie miałaby szansy się ziścić. Szczęśliwe życie także nie stanowiło rozwiązania, gdyż szczęście mogło oznaczać dla losu coś zupełnie innego niż dla niej. Spokój, miłość, nic nieznaczące idee, które prysłyby jak bańka… To nie było to. Jednak szesnastolatka doskonale wiedziała, o co prosić. Spędziła ostatnio wiele godzin,  gdybając i szukając właściwych słów. Zamknęła oczy w skupieniu, by wyrzucić jednym tchem - Życzę sobie długiego życia.  

Zerwał się gwałtowny wiatr, niebo pociemniało, jakby nagle zapanował środek nocy. Kwiaty uniesione podmuchem rozpoczęły dziki taniec między ziemią a niebem. Monolit daru krwi pokryły świetliste, czerwone żyły. Pojedynczy piorun uderzył w ołtarz, odrzucając krawca oraz Fey pod roziskrzony kamień. Iridys tymczasem chwycił błyskawicę dłonią i wydał z siebie potworny wrzask. Jego ciało przybrało swoją prawdziwą formę. Patrzyła zafascynowana, jak z ust potwora wylatuje rój czarnych owadów. Nagle zapadła cisza. Chmury, wiatr, krwawe światło, wyrysowane okręgi zniknęły, pozostawiając zakątek tak samo spokojnym jak go zastali. Jedynie Iridys leżał u podnóża ołtarza skulony. Odzyskał postać mężczyzny, lecz cały dygotał, wstrząsany torsjami. Tacoi usiadł przy nim, gładząc delikatnie spocone włosy męża.  

- Co mu jest? - zapytała rudowłosa, ostrożnie wstając. W głowie wciąż huczało jej od pioruna.  

- Użył potężnej magii. Jego ciało jest zbyt słabe, aby podołać takiemu jej ładunkowi. Nie jesteśmy stworzeni do walki z przeznaczeniem… To dar Niszczycieli. Ich ciała były odporne wpływ mocy, a nas, ludzi, zwyczajnie poniosła ambicja…  

- Ale Iridys jest Łapaczem Dusz! To prawie jak Niszczyciel!

- Jego mutacja nie czyni go odpornym. Nawet tutaj, w Aralbez, gdzie megalit pochłania część przeciążenia, kończy się to tak - wskazał cierpiącego maga. Bez dalszej zwłoki wyjął z płaszcza Iridysa niewielki flakonik. Wyjął korek i zaklął.  

- Co się stało?  

- Zawsze nosił przy sobie lek, ale najwyraźniej się skończył… Musisz mi pomóc. Potrzebuję kilku składników… Czarny mech, niezapominajki, szafran… - Krawiec zamknął oczy, próbując przypomnieć sobie resztę. Fey obserwowała go z niedowierzaniem.  

- Najpierw język Niszczycieli, potem runy i w końcu znajomość sporządzania eliksiru… O czym mi nie mówisz, Tacoi?  

- Nie trzeba być uzdolnionym, żeby znać podstawy mocy. Oczywiście, jest mi trudniej bez daru, ale nauczyłem się radzić sobie z ograniczeniami - prychnął.  

- Skąd twoje zainteresowanie tajnikami mocy? - inwigilowała dalej rudowłosa, lecz blondyn żachnął się jedynie.  

- Daj spokój, Fey. Moim mężem jest najpotężniejszy żyjący mag. Muszę mieć opanowane kilka sztuczek. Pomożesz? Chcę mu ulżyć.  

- Już -  Nie tracąc więcej czasu, Fey zabrała się za szukanie roślin. Tacoi pracował szybko i pewnie. Widać, nie robił tego pierwszy raz. Po krótkiej chwili napar wylądował w buteleczce wraz z wymamrotaną formułką. Kamień, na którym wyryto runę ziemi zabłysnął użyciem.

- Czy ty właśnie…?  

- Aralbez zostało tak stworzone, by nawet nieuzdolnieni potrafili rzucić prosty czar, a uzdolnieni mogli dorównać mocą Niszczycielom - krawiec wlał kilka kropel leku do gardła Iridysa. Łapacz powoli zaczął odzyskiwać siły, roześmiawszy się na widok dziewczyny.  

- O co chodzi? - zapytała, zbita z tropu jego wybuchem.  

- Iridys? - Tacoi także wydawał się zaskoczony zachowaniem męża.  

- Będę w końcu wolny - pogładził ją po policzku i dmuchnął pyłem z medalionu. Wylądowała w pracowni przyjaciela, całkowicie zdezorientowana słowami maga.  

- Fey! Nareszcie raczyłaś się pojawić… - zdrętwiała, słysząc oschły głos mentora. Wyglądał jakby był gotów ją zabić. Jak, na siedem żywiołów, zdołał tu wleźć? Tacoi zawsze zamykał się niczym w fortecy.  

- Ja…  

- Skończ - przerwał jej uniesieniem dłoni - Czuję smród Bramy Szeptów od wejścia. Niech zgadnę, znalazłaś maga, który zgodził się odprawić rytuał Uśmiechu Losu, bo tylko tak silna magia usprawiedliwia wycieczkę w inny wymiar. Gwoli ścisłości, rytuały krwi są zakazane przez Zakon pod karą śmierci. Niech zgadnę, Iridys? Och, trafiłem - odpowiedział sobie, podnosząc się z fotela - Zatem gratuluję. Właśnie wygrałaś rozgrywki, więc nie potrzebujesz dłużej treningu… Ani mnie - przez twarz zakonnika przebiegł cień, w jego oczach dostrzegła rozczarowanie.  

- Refield… - złapała go za rękę. Odwrócił się ze złością.  

- Wierzyłem w ciebie, w nas, w to, że wspólnie zdołamy coś osiągnąć… Ty jednak wolałaś wybrać linię najmniejszego oporu… - wybuchnął brunet, przesuwając po ciele dziewczyny spojrzeniem pełnym żalu. Stanęła na palcach, próbując dosięgnąć jego ust. Nachylił się ku niej, oparłszy czoło o czoło rudowłosej. Czuła oddech bruneta zmieszany z własnym, czuła kółka zataczane przez niego kciukiem na jej żuchwie i czuła łzy, gdzieś głęboko w sobie.  

- Zrobiłam to dla nas… Dla ciebie… żebyśmy mogli być razem… - wyszeptała, wtulając się w niego, jakby jego ramiona były jedynym, co powstrzymywało dziewczynę od rozpadu. Zresztą tak właśnie było.  

- Nie doniosę Zakonowi o nielegalnym obrzędzie, ale nic więcej dla ciebie nie zrobię. Zakon jest wielki - mężczyzna stanowczym ruchem odepchnął Fey, jakby stanowiła słabość, sprawdzian jego oddania. Jakby nie była dłużej człowiekiem, a demonem mającym zrujnować wiarę zakonnika. W drzwiach pracowni odwrócił się po raz ostatni. Profil bruneta mocno odcinał się na tle księżyca. Mężczyzna wyjął z kieszeni niewielką paczuszkę. Przez chwilę ważył ją w dłoni, by ostatecznie rzucić pod stopy nastolatki - Naprawdę myślałem, że się nam uda, wiesz?  

Długi, czerwony płaszcz załopotał na wietrze. Kilka drobinek śniegu zawirowało i wpadło do pomieszczenia, zanim drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Fey podniosła pakunek. Aksamitna sakiewka przewiązana jedwabną wstążeczką. Rozwiązała kokardkę i wysypała zawartość, po czym opadła na fotel, błądząc tępym wzrokiem od topniejącego śniegu do złotego pierścionka z rubinem.

4 komentarze

 
  • agnes1709

    Ależ fajny macie avek!, o niebo lepszy, niż to poprzednie straszydło:lol2::D

  • Somebody

    @agnes1709 BABUSZKA BYŁA SUPER, JAK MOŻESZ  :lol2:

  • agnes1709

    Bardzo fajne opisy. Ależ dała ciała:smh:

  • Ladies

    @agnes1709 No zjebała konkretnie laska... I teraz weź to napraw  :lol2: Dziękuję  :przytul:

  • agnes1709

    @Ladies A cóż to za słownictwo, moje Panie? :eek: Zacieszam, jeszcze będą  z Was ludzie:lol2:

  • Duygu

    Witajcie  :)

    Ta część podobała mi się najbardziej ze wszystkich. Zawsze czuję te emocje, które opisujecie i przenoszę się do tego magicznego świata. Fey nie ma lekko. Miałam cichą nadzieję, że ułoży jej się z Refieldem, pomimo że chłopina ma trudny charakter.  :rolleyes:  Mam nadzieję, że jednak jej przebaczy. Widać, że ją szanował i chciał dla niej dobrze. Ona jest młoda i popełnia błędy. Jestem bardzo ciekawa, co będzie dalej...  ;)

    Całuski  :kiss:   <3

  • Ladies

    @Duygu Dziękuję za wyczerpujący komentarz. Trudni to oni są oboje i za nic mi się nie chcą uspokoić,  kiedy piszę  :lol2: Zobaczymy, może kiedyś skończą ze sobą... Albo nie  :devil:  :kiss:

  • AnonimS

    Poszła na łatwiznę, tracąc szacunek Refielda...zestaw na Tak

  • Ladies

    @AnonimS Chciała dobrze, wyszło jak zwykle ;) Dziękujemy