Wybranka ognia - Sen o potędze

Wybranka ognia - Sen o potędzeBolało. Bolało tak, że zwątpiła, czy przeżyje. Szarpanie nic nie dawało. Lód konsekwentnie paraliżował ramię dziewczyny. Tymczasem zakonnik nie wydawał się nazbyt przejęty jej cierpieniem. Generalnie, miał rację. Tak długo była podporządkowana innym, iż praktycznie zatraciła siebie. Z drugiej strony, nie chciała umrzeć tutaj, zamrożona pośrodku brudnej ulicy. Spróbowała przesunąć ciepło swojego ciała do sparaliżowanych lodem mięśni. Ku jej zaskoczeniu przyniosło to wymierne efekty. Twardy uścisk nieco zelżał, a szron począł ustępować ze skóry dziewczyny. Zakonnik przymrużył oczy. Z jego dłoni wyłonił się długi, ostry sopel.  

- Walcz, Fey - rozkazał, po czym błyskawicznie zaatakował, rozcinając policzek rudowłosej. Kropla krwi spłynęła po nim niczym  łza. Nastolatka otarła czerwoną ciecz przerażona. Jednak pod strachem poczuła coś zgoła innego. Wściekłość. Usłyszała wszystkich, którzy nigdy w nią nie wierzyli - rodzice, sąsiedzi, mąż… Zobaczyła ich kpiące uśmiechy, spojrzenia pełne politowania… Doszły ją jadowite szepty, słowa przesycone pogardą… Jej mózg zalały tysiące upokorzeń, jakich doznała, by nagle zapadła cisza.  

Cisza i płomienie.  

Zemdlała.  

-… bo sobie nie radzisz! - usłyszała obcy głos nad sobą.  

- Radzę sobie! - odkrzyknął Refield.  

- Gdybym akurat nie przechodził, zostałby po tobie popiół. Nie sądzę, byś potrafił jej czegokolwiek nauczyć… - odpowiedział zimno rozmówca zakonnika.  

- Posiada półdziką, nieszkoloną moc… Ja też taki byłem, pamiętasz?  

- Owszem, ale to ja cię wówczas szkoliłem. Jako twój niedawny mentor, wiem, na ile cię stać. Na tę dziewczynę zdecydowanie cię nie stać. Jesteś zwyczajnie za słaby - Fey otworzyła oczy. Miała zupełnie wyschnięte gardło, a dłonie pełne oparzeń. Obok niej siedziała prześliczna dziewczyna.  

- Ocknęła się, panie - powiedziała cicho nieznajoma. Po sposobie, w jaki zwróciła się do mężczyzny, Fey poznała w niej niewolnicę. Pierwszy raz miała okazję przyjrzeć się komuś takiemu. Słyszała wprawdzie, że wysoko urodzeni posiadają ludzi tak, jak posiada się rzeczy, lecz wśród swojego otoczenia, nastolatka nie poznała nikogo, kto mógłby pozwolić sobie na owy zakup. Dlatego obserwowała brunetkę zafascynowana. Niewolnica musiała być mniej więcej jej rówieśniczką. Suknia brunetki zdecydowanie przewyższała wartością wszystkie stroje wieśniaczki razem wzięte. Rudowłosa poczuła ukłucie zazdrości, które natychmiast zniknęło, pod wpływem bezmiaru smutku skrytego za hipnotyzującą zielenią tęczówek.

- Doskonale - jeśli młodziutka brunetka była prześliczna, to jej właściciel stanowił najpiękniejszą istotę, jaką Fey kiedykolwiek widziała.  

- Co się stało? - wydusiła, całkowicie zauroczona obcym.  

- Zbyt dużo energii. Musiałem ją z ciebie wyssać, żebyś nas wszystkich nie spaliła jak jego - wyjaśnił mężczyzna, niedbałym gestem wskazując zakonnika. Cała ręka Refielda nosiła ślady przypalenia. Fey wstała, robiąc kilka chwiejnych kroków w jego kierunku. Z bliska ślady ognia wyglądały jeszcze gorzej. Głębokie rany ukazywały sczerniałe warstwy mięśni.  

- Przepraszam… Ja nie wiedziałam…  

- W porządku, Fey. Nic poważnego się nie stało - zakonnik pokrył rany szronem, minimalizując ból - Znasz Aktora, prawda? Był moim mentorem i to on pomógł ci… - zrobił pauzę, uważnie dobierając kolejne słowa - Uspokoić się.  

- Dziękuję. Nie wiem, jak… Tak bardzo mi przykro - dotknęła delikatnie ręki Refielda. Odsunął ją gwałtownie.  

- Masz niezwykle silną moc. Gdybym mógł chętnie bym cię wyszkolił osobiście - wtrącił Aktor - Ocenianie twoich występów będzie prawdziwą przyjemnością… O ile Refield zdoła okiełznać twoje zdolności.  

- Zdołam, bez obaw - oświadczył zakonnik. Między nauczycielem a jego niedawnym uczniem było wyraźne napięcie.

- Wkrótce się przekonamy - mężczyzna machnął na niewolnicę i wspólnie zniknęli za najbliższym, pogrążonym we mgle zakrętem.  

- On będzie sędzią rozgrywek? - zapytała z nadzieją przetykaną rozmarzeniem.  

- Niestety. Mentor ubiegłorocznego zwycięzcy zostaje jednym z czterech sędziów - warknął zirytowany Refield.  

- Nie jesteś zadowolony? Aktor wydaje się miły…  

- Wydaje się - prychnął.  

- Dobrze go poznałeś, więc wiesz, jak mu zaimponować… Możemy wykorzystać twoją wiedzę - podpowiedziała dziewczyna nieśmiało. Spojrzał na nią jak gdyby powiedziała coś wyjątkowo głupiego.  

- Masz rację. Dobrze go poznałem. I wiem jedno - im dalej będziemy się od niego trzymać tym lepiej dla nas.  

- Dlaczego?  

- Obyś się nie dowiedziała… - odparł tajemniczo - Chodź. Musimy sporo nadrobić, bo nie chcę, żebyś podpaliła całą arenę…  

- Naprawdę przepraszam za twoją rękę…  

- Znałem ryzyko prowokowania cię, zatem… Powiedz mi, o czym myślałaś, kiedy wyzwoliłaś płomienie?  

- Chyba o niczym, nie wiem…  

- Coś cię nakręciło, prawda? Musiało… Co? Chęć zaimponowania? Miłość? Nienawiść? Smutek?  

- Złość… - stwierdziła, przerwawszy wywód zakonnika - Myślę, że złość.  

- Dobrze. Bardzo dobrze. Na kogo byłaś zła? Na mnie? - kontynuował przesłuchanie.  

- Nie.  

- A więc?  

- Na siebie. Na to, ile życia zmarnowałam… - odpowiedziała nieśmiało. Musnął jej policzek z pełną czułości dumą.  

- Świetnie. Gdy z tobą skończę, będziesz wspaniała - stwierdził, usatysfakcjonowany postawą dziewczyny.  

- Gdy ze mną skończysz? - zapytała zdumiona.  

- Wykorzystamy twoją złość, przekuwając ją w coś absolutnie spektakularnego. Widzisz, Fey, rozgrywki to przede wszystkim widowisko dla mas. Jeżeli ludzie cię polubią, masz szansę wygrać. Jeśli nie… - wymownie zawiesił głos - Tak czy inaczej, wiem, jak my rozegramy rozgrywki. Wyobraź  sobie… Uboga dziewczyna obdarzona ponadprzęciętnym talentem, z którego nie zdaje sobie sprawy. Aż bierze udział w rozgrywkach. Cicha, skromna, delikatna, pokrzywdzona przez los… Tłumy momentalnie cię pokochają. Będą ci współczuć, będą cię wspierać… Stopniowo nabierzesz pewności siebie, charyzmy, już nie będą ci współczuć. Będą cię ubóstwiać… Wypalisz sobie drogę na szczyt, zostawiając za sobą popiół, a wszyscy wokół ci przyklasną…  

- Co ty będziesz z tego miał? - trzeźwo ukróciła kuszące wizje zakonnika. Może była młoda. Może naiwna. Jednak nawet ona wiedziała, że nic w tym świecie nie jest za darmo, a sny o potędze zwykle kończą się bezsennością.  

5 komentarzy

 
  • Somebody

    Somebody · 18 kwietnia

    Dodałaś część bez konsultacji ze mną?   Żartuję, jest super

  • Duygu

    Duygu · 17 kwietnia

    Napisane jak zawsze bardzo dobrze. Przyjemnie mi się czytało. Ciekawe, co będzie dalej z bohaterką... Piękne opisy.  

  • Almach99

    Almach99 · 17 kwietnia

    Ojc, to musial byc efektowny pokaz niekontrolowanego wybuchu mocy ognia 😎 warto bylo czekac.

  • agnes1709

    agnes1709 · 17 kwietnia

    Tu widać Milady Bardzo mi się podoba. Co mi robicie?

  • AnonimS

    AnonimS · 17 kwietnia

    Popieram Alexa tym razem. Czy Aktor to przypadek czy nawiązanie do "Głodu". Podoba mi sie to co piszecie. Pozdrawiam