Wybranka ognia - "Jesteś tylko ty i śmierć"

Wybranka ognia - "Jesteś tylko ty i śmierć"- Co zrobisz, kiedy już możesz używać mocy swobodnie? - zapytał mężczyzna, dochodząc do siebie po wykonanej pracy.  

- Chcę zwyciężyć w rozgrywkach.  - odparła Fey spokojnie. Aktor przyjął jej słowa z zadowoleniem.  

- Taką lubię cię najbardziej. To właśnie zobaczyłem, podczas pierwszego spotkania. Iskrę, która może przemienić się w potężny pożar - nachylił się bliżej dziewczyny i  wyszeptał - Bardzo niecierpliwie czekam, by zobaczyć ten pożar… - odsunął się z chłopięcym uśmiechem - Pozwól, że udzielę ci rady, której udzieliłem Refieldowi. Kiedy będziesz na arenie… Będziesz tam sama. Tylko ty i śmierć. W ostatecznym rozrachunku zawsze jesteś ty i śmierć. Nie pozwól sobie liczyć na cud, bo żaden nie nastąpi. Rozumiesz? - powoli skinęła głową - Dobrze. A teraz… Zabierajcie się.  

- Słucham?  

- Słyszałaś. Chcę zostać sam.  

- Jak mam go stąd zabrać? - zapytała bezradnie, wskazując nieprzytomnego Refielda.  

- Wykorzystaj swoją moc.  

- Ale…  

- Wynoście się! - twarz mężczyzny wykrzywił spazm - Naprawienie cię kosztowało mnie wiele energii… Nie wiem, jak długo jeszcze zdołam się kontrolować… - pobladł, z oczodołów pociekły mu łzy nadludzkiego wysiłku - Idź!  

- Ale… Co z tobą?  

- Muszę znaleźć… Kogoś… Najlepiej nie… Ciebie… Ani Refielda…  

- W tym stanie nie dasz rady nikogo… Uwieść - stwierdziła Fey, starannie unikając słowa "zabić". Łapacze dusz stanowili zmorę ludności od wielu lat. Całe pokolenia zdobywały się na ogromne poświęcenia, by ich wytępić. Polowania, masowe rzezie, krucjaty, morze krwi przelanej przez obie strony w imię zaprowadzenia pokoju… Ogień zwalczany ogniem, a cierpieli wyłącznie niewinni. W żadnej wojnie nie ma wygranych, jedynie ci, którzy przeżyli. Fey spuściła oczy. Zastanawiała się, czy można było rozegrać wszystko inaczej. Przecież dawno, dawno temu, nim weszli w stan wojny, Łapacze i ludzie żyli zgodnie, nie wchodząc sobie nawzajem w drogę.

- Będę próbować… Nie mam wyboru… - smutny uśmiech przebiegł wykrzywioną cierpieniem twarz Aktora.  

- Ona… Ona wabi ich do ciebie, kiedy ty nie możesz… Dlatego tak jej potrzebujesz - mruknęła Fey domyślnie, skinąwszy w kierunku śpiącej niewolnicy.  

- Fey… Powinnaś już iść…  

- Nie, nie zostawię cię tutaj… Pozwól mi pomóc.

- Jak?! Jak chcesz mi pomóc? Przyprowadzisz potencjalną ofiarę?  

- Nie wiem, możliwe!

- Naprawdę? Zabijesz kogoś z waszych? - wątpliwości w głosie Aktora, nakręciły ją bardziej. Czy faktycznie była gotowa to zrobić? Uczono ją czynić tylko słuszne rzeczy. I do niczego jej to nie zaprowadziło. Nie osiągnęła nic, postępując dobrze. Przeciwnie, prawdziwą szansę zyskała dopiero, gdy porzuciła owo ułożone, wypełnione zasadami życie.  

- Już powiedziałam, że ci pomogę. Kogo potrzebujesz? Bo żebrak ci nie wystarczy, prawda?  

- W moim obecnym stanie, nie będę wybrzydzać, ale ktoś zdrowy i młody, zaspokoi mnie na dłużej… - zrobił niepewną pauzę - Sprawi mi również więcej przyjemności…  

- Bestia - mruknęła Fey, uświadamiając sobie znaczenie słów Aktora. Wzruszył ramionami w odpowiedzi.  

- Mogę pójść sam… Powinienem dać radę dopaść jakiegoś bezdomnego.

- Zamknij się i powiedz, co mam robić.  

-  W wilii naprzeciw odbywa się bal… Uwiedź tam jakiegoś chłopaka albo dziewczynę i przyprowadź tutaj. Resztą zajmę się ja… - Aktor zakaszlał, ocierając krew kącików ust -  Pospiesz się, Fey, proszę…  

Dziewczyna zerknęła niepewnie w lustro. Nigdy nikogo nie uwodziła, więc jak miała tego dokonać? Przygryzła wargę na próbę. Cóż, zdecydowanie nie wyglądało to tak jak powinno… Brak doświadczenia wyczuwalny na kilometr.  

- Jak mam kogoś uwieść? - zapytała w końcu. Aktor posłał jej zaskoczone spojrzenie.

- A jak zwykle uwodzisz ludzi?  

- Wcale?  

- Hm… - zamilknął, przetrawiając tę rewelację przez moment - To stanowi pewien problem… Istotnie… - mamrotał - Z drugiej strony… Mówią o ogniu pożądania nie bez powodu, prawda? Rozpalić kogoś, zapłonąć namiętnością…  

- Cóż… - brakowało jej słów. Opadły ją wątpliwości. Naprawdę, z zimną krwią, rozważała współudział w zamordowaniu niewinnego? Przecież… Pokręciła głową. Aktor nią manipulował. Dawał iluzję wolności, w istocie wykorzystując do własnych, samolubnych celów. Dosyć już miała bycia zabawką, dosyć "nieistnienia", o którym mówił Refield. Refield... Musiała go jakoś wydostać. Jednak wyniesienie o wiele cięższego mężczyzny, przy wściekłym Łapaczu Dusz, przekraczało możliwości drobnej dziewczyny. Posiadana moc stanowiła ostatnią nadzieję. Ogień potrafił napędzać ogromne statki-miasta, więc pomoże również Fey. Zamknęła oczy, aby wzmóc skupienie. Gorąco wypełniło ciało rudowłosej. Zacisnęła dłonie w pięści, próbując przekuć temperaturę w energię. Nie zastanawiała się, czy taka przemiana jest możliwa. Po prawdzie, nie myślała w ogóle. Miała cel i go realizowała. Reszta się nie liczyła.  

- Wychodzisz, czy będziesz tak stać? - warknął zniecierpliwiony Aktor.  

- Wychodzę - odparła spokojnie. Każdy mięsień dziewczyny płonął utajoną siłą. Chwyciła Refielda w pasie, podnosząc mentora bez trudu.  

- Co… Co robisz…?  

- Wychodzę - odwróciła się do wyjścia.  

- Nie możesz!  

- Mogę - twarz Aktora uległa zmianie. Znów stał się potworem. Fey wyprostowała dłoń,  ostrzegawczo wypuszczając snop iskier - Nie próbuj nawet!  

- Nie wyjdziesz stąd! - wrzasnął demon, podjąwszy decyzję o desperackim ataku na rudowłosą. Płomienie strzeliły dziko z jej palców, obracając meble w popiół, osmalając ścianę, wypalając dziurę tam, gdzie jeszcze przed chwilą była marmurowa posadzka. Mężczyzna siedział pośród zgliszczy z głową zwieszoną nisko, jakby niedowierzając swoim zmysłom. Powinien nie żyć. Powinien wyparować. Tymczasem przyglądał się Fey, a w jego oczach widziała coś na kształt szacunku.  

- Nie doceniłem twojej siły… Więcej nie popełnię takiego błędu… - strużka krwi spłynęła mu z nosa. Dziewczyna usiłowała nie zastanawiać się nad dalszym losem mężczyzny, chociaż mimowolnie wciąż chciała mu pomóc.  

- Życzę ci szczęścia - rzuciła na odchodnym. W odpowiedzi usłyszała jedynie gorzki śmiech. Dotarła przed gmach Zakonu, zastając tam zamknięte wrota i nieuprzejmego wartownika.  

- Włóczęgów nie wpuszczamy - warknął zgryźliwie, przez wpółuchyloną kratkę.  

- To jest Refield, wasz… - nie wiedziała, jakie dokładnie stanowisko piastuje jej mentor - Mieszka tutaj.  

- Yhm - mruknął jedynie stróż, nie zadając sobie trudu, by choćby obrzucić przybyszy spojrzeniem. Fey miała ochotę rozpłakać się ze złości. Dlaczego zawsze, dokądkolwiek trafiła, musiała napotykać mur przeszkód na swojej drodze. Do tego wszystkiego, dziewczynę zaczęła ogarniać senność oraz niewyobrażalne zmęczenie. Słyszała, że coś takiego ma miejsce, gdy uzdolnieni zużywają zbyt wiele mocy. Potrzebowała gdzieś się zaszyć. Lecz dokąd mogła pójść w tym całkiem obcym dla niej mieście? Nie miała pieniędzy na gospodę, a poza tym Refield, w obecnym stanie, wzbudziłby niepotrzebne podejrzenia. Niespodziewanie, olśniła ją genialna myśl. Potrzebowała jedynie… Potoczyła niepewnie wzrokiem. Tak! To była ta fontanna, ten skwer! Ruszyła wąską uliczką, postanawiając zaufać swojej pamięci. Po kilkakrotnym zbłądzeniu w gąszczu kamieniczek, odnalazła właściwą… Albo przynajmniej nadzwyczaj podobną… Z mocno bijącym sercem, zapukała. Cisza. Zapukała  ponownie, tym razem głośniej. Usłyszała skrzypienie okiennicy i zaspana twarz wyjrzała przez okno.  

- Za wcześnie… Za wcześnie…  

- Proszę, to ja i Refield… Pomóż nam… - okno zamknęło się z głośnym trzaskiem. Fey usiadła na progu zrezygnowana. Refield niesamowicie jej ciążył, a ona sama była coraz bardziej wyczerpana. Nagle zazgrzytał zamek, potem kolejny i jeszcze jeden. Następnie usłyszała odciąganie zasuw, łańcuchów oraz innych zabezpieczeń. Było ich tyle, jakby broniły wstępu do sejfu, nie pracowni stylisty.  

- Wchodźcie, szybko! - Tacoi zamachał nerwowo - Zanim ukradną moje projekty! Och, na wszystkie siedem żywiołów, wyglądasz koszmarnie! - zawołał, gdy zobaczył Fey w świetle lamp. Uśmiechnęła się słabo i wymęczona wydarzeniami nocy… Zemdlała.

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 17 sierpnia ·

    @Ladies No nie wiem, pierwsze słyszę. Ale teraz sprawdziłam i faktycznie. W pełni rozumiem, że język polski jest czasem porabany, ale jak to przeczytałam, jestem w szoku i szczerze zwyłam.  Moim zdaniem to już przesada. No jak można opaść kogoś? Chyba że szarfą dla króla komizmu (neologizm z rodziny"opasać":lol2Już nie wierzę w nic

  • agnes1709

    agnes1709 · 17 sierpnia

    Pokazuje pazurki, to mi się podoba P.s. Nigdy jeszcze nie zwracałam   Wam uwagi, ale "Opadły ją wątpliwości" za Chiny nie przejdzie Jakby ją dopadły, to jeszcze mogę zrozumieć

  • AnonimS

    AnonimS · 17 sierpnia

    @Ladies    ważne że się podoba . To tylko albo aż gra słów. Pozdrawiam

  • Duygu

    Duygu · 17 sierpnia

    Bardzo ciekawa część. Fey dostała trudne dla niej do wykonania zadanie. Ciekawe, czy podoła... A może będzie próbowała się wymigać? Te czary ją chyba kiedyś wykończą jednak marzy, by mieć jeszcze lepszą moc i być perfekcjonistką. Aktor cały czas mnie zaskakuje. Łapka się należy, oczywiście    

  • AnonimS

    AnonimS · 17 sierpnia

    Łapacze dusz..ciekawe okreslenie. Do tej pory myslalem ze to wysysacz energii i sił zyciowych.