Wybranka ognia - Zakon jest wielki

Wybranka ognia - Zakon jest wielki

Refield przymrużył oczy, zaskoczony pytaniem.  

- Satysfakcję, naturalnie.  

- Tylko?  

- Czy to ważne? Będziesz królową, Fey - odparł zniecierpliwiony - Chodź już lepiej, musimy cię zapisać, wypełnić formularze, zadbać o twój wizerunek, porozmawiać z kilkoma osobami i zacząć trening…  

- Wszystko dzisiaj?  

- Udział w rozgrywkach jest ciężką pracą. Im ciężej będziesz pracować tym dalej zajdziesz.  

- Naprawdę myślisz, że dam sobie radę? Na arenie?  

- Gdybym myślał inaczej, nie proponowałbym ci udziału. Nie lubię ryzyka - obrzucił ją ostrym spojrzeniem, które przeszyło nastolatkę jak sztylet.  

- Nie chcę sprawić ci zawodu, jeśli odpadnę…  

- Nie sprawisz, ponieważ nie odpadniesz - powiedział, po czym dodał - Wiem, czego pragną.  

Nie naciskała bardziej, chociaż czuła, że Refield nie mówi jej całej prawdy. Kolejne godziny spędzili na wypisywaniu suchych deklaracji i podpisywaniu niejasnych klauzul. Gdyby nie obecność zakonnika, najchętniej wróciłaby do domu. Nigdy by nie przypuszczała, ile czasu zajmuje zgłoszenie swojego udziału. Kiedy srebrnowłosa kobieta pozwoliła im odejść, dziewczyna ledwo żyła ze zmęczenia. A archiwum stanowiło dopiero pierwszy przystanek w ich dzisiejszej wędrówce. Następnym był zakład krawiecki.  

- Jest zwyczajna! Nareszcie ktoś zwyczajny! - usłyszała na powitanie od barwnie ubranego mężczyzny - Tacoi jestem - pocałował teatralnie dłoń Fey - Czym mogę służyć?  

-  Chciałem, żebyś zadbał o jej wygląd, podczas rozgrywek… O ile jesteś wciąż wolny - wymamrotał Refield. Dziewczynę zdziwiła niepewność, z jaką zabrał głos. Tacoi roześmiał się serdecznie.  

- Odrzuciłem dwie propozycje, licząc, że się zgłosisz. Zobaczmy, kogo mi przyprowadziłeś… - ze zmarszczką skupienia pomiędzy brwiami zaczął obmierzać ciało dziewczyny.  

- Przeciętna, doskonale przeciętna!  - wykrzykiwał po każdym uzyskanym wyniku - Rozbierz się, słońce, szybciutko!  

- Teraz? - spojrzała na zakonnika.  

- Rób, co mówi. Przyniosę nam jakieś jedzenie - polecił. Wolno zdjęła ubranie. Czuła się nieswojo bez Refielda. Ten świat należał do niego. On był pomostem, który ją tutaj sprowadził. Bez zakonnika nie potrafiła się odnaleźć.  

- Twoja skóra! Ty świecisz! - zawołał zdumiony Tacoi.  

- Wiem. Zawsze, kiedy się denerwuję… Nie panuję nad tym… - wyznała zawstydzona.  

- Żartujesz?! Jesteś piękna! Wyglądasz jak bogini! Władczyni światła… Co o tym sądzisz? Szszsz… Nie mów, wiem! Potrafisz przemieniać światło w siłę, prawda? Widziałem to raz… - traktował wesoło.  

- Ja umiem kontrolować ogień… Chyba…  

- Ogień? Cóż, też bywa widowiskowy. Skąd to  "chyba"? Nie uczyli cię podstaw mocy w szkole?  

- Tam, skąd pochodzę nie ma szkół.  

- Och… Ale przecież ktoś musiał cię zbadać w dzieciństwie, sprawdzić poziom mocy… Jeśli ją posiadasz, powinnaś otrzymać stosowną edukację.  

- Zakonnik, który mnie badał, uznał moją moc za niewartą uwagi.  

- Doprawdy? Hm, przypuszczam, że na prowincji zdarzają się takie pomyłki - mruknął mężczyzna. Pomimo luźnego tonu, wyczuła w krawcu nagłą oschłość. Atmosfera między nimi uległa drastycznej zmianie, jakby coś ciężkiego zawisło w powietrzu.  

- A ty? Posiadasz jakąś moc? - zapytała po dłuższej chwili, pragnąc rozładować napięcie.  

- Moc kolorów, materiałów, igieł i nożyc - rzucił Tacoi mechanicznie, błądząc myślami gdzieś daleko. Drżącymi palcami zawiązał wokół jej głowy kawałek materiału, skutecznie odcinając możliwość podglądania - Zobaczysz dopiero koniec, nic wcześniej. Rozgrywki dają znakomitą okazję, aby wyznaczyć nowe trendy, zaprezentować postęp… Dlatego dla nas, krawców, okazja ubierania uczestników jest bezcenna. W zeszłym roku zajmowałem się wyglądem Refielda… - nie słuchała dalej. Sam potok słów mężczyzny wprawdzie uspokajał dziewczynę, lecz próba rozróżnienia pojedynczych sylab przypominała usiłowanie wychwycenia dźwięku poszczególnych kropel deszczu podczas ulewy. To, o czym mówił stanowiło zupełną abstrakcję. W zasadzie cała rzeczywistość wydawała się jej wyrwana ze stron jakiejś baśni. Poza tym wciąż czuła ten dziwny chłód i niechęć - Gotowe - materiał opadł z jej oczu.  

- To dla mnie?  

- Jeśli ci się podoba naturalnie…  

- Podoba? Jestem wspaniała! - zawołała zachwycona swoim odbiciem. Tacoi rzucił blady uśmiech sponad ramienia dziewczyny.  

- Miałem nadzieję, że tak powiesz - spuścił oczy, unikając kontaktu z nastolatką.  

- Skończyliście? - odwróciła się do Refielda, który przyniósł obiecane jedzenie. Była wdzięczna za jego przyjście. Momentalnie poczuła się pewniej, a i Tacoi również bardziej się odprężył.  

- Owszem. Wiem, w jakim kierunku podążać… Tę suknię może założyć na otwarcie, jak sądzisz? Mocne, zapamiętywalne, nie sposób jej nie zauważyć, choć jednocześnie pozostaje skromna…  

- Skoro tak twierdzisz - mruknął zakonnik, wyraźnie niezainteresowany pogłębieniem tematu.  

- Ach, Refield, jeszcze jedno… Ona świeci, wiedziałeś?  

- Słucham?  

- Jak słońce. Rodzaj reakcji na silne emocje, przypuszczam, choć oczywiście nie jestem znawcą. Robi wrażenie w każdym bądź razie. Przy okazji, dowiedziałem się, że Fey nie przeszła szkolenia i… Zakonnik, który ją badał… - Tacoi z trudem składał zdania - Powinieneś poszperać w zapiskach. Taki błąd nie powinien mieć miejsca.  

- Coś jeszcze? - warknął Refield, zirytowany poczynionym wyrzutem.  

- Nie bądź zły. Po prostu Zakon nie może dopuszczać do podobnych sytuacji. Macie nas chronić, a podobne niedopatrzenia…  

- Milcz.  

- Nikogo nie oskarżam, Refield. Proszę tylko, żebyś to sprawdził.  

- Fey nie jest potworem.  

- Posiada moc i nie nauczono jej kontroli. Ktoś powinien się tym zainteresować. Może ta konkretna dziewczyna nie stanowi zagrożenia. Ale gdyby trafiło na kogoś dużo bardziej niebezpiecznego? Nie żyjemy już w czasach niszczycieli. Mamy system, szkoły, rozgrywki… Uzdolnieni muszą być odpowiednio pokierowani.  

- Zająłem się nią przecież. Skup się na cenie aksamitu, a moją pracę zostaw mi - warknął Refield.  

- Dowiedz się, kto zawalił albo będę zmuszony zwołać Radę - zagroził krawiec.  

- Nie zrobisz tego, Tacoi.  

- Nie chcę. Jednakże…  

- Zakon jest wielki - przerwał Refield zimno. Tacoi zamilkł, spanikowany. Widocznie wypowiedziane zdanie oznaczało więcej niż mogłoby się wydawać. Fey tymczasem oglądała całą scenę z mieszaniną zakłopotania, niezrozumienia i przedziwnej dumy. Czy ludzie faktycznie się jej obawiali? Czy mieli ku temu realne powody? Spojrzała na poparzoną rękę zakonnika. Zostaną mu blizny. Brzydkie, głębokie blizny, zrobione przez nią, przez Fey z Przystani, której moc uznano za nieważną.  

- Zakon jest wielki - powtórzył poddańczo Tacoi.  

381 czyt.
100%145
Ladies

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1166 słów i 6988 znaków, zaktualizowała 14 maj o 16:48

Komentarze (5)

 
  • Almach99

    Almach99 15 maj 15:58

    "ona swieci"!!?  Nie wiedzialem...

  • emeryt

    emeryt 14 maj 22:37 ip:8979110

    @Ladies, dzięki za kolejny odcinek i to w pięknym stylu. Przesyłam serdeczne pozdrowienia i dziękuję za to.

  • Duygu

    Duygu 14 maj 18:41

    Miałam się uczyć matematyki, ale nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności, jaką jest przeczytanie kolejnej części Waszego opowiadania       Wspaniale i ciekawie napisane. Czekam na next  

  • agnes1709

    agnes1709 14 maj 18:06

    Super!

  • AnonimS

    AnonimS 14 maj 17:48

    Zakon jest wielki a ludzie mali . Zestaw na tak