Wybranka ognia - Nocą, kiedy wszystko stracone

Wybranka ognia - Nocą, kiedy wszystko stracone- O czym ty mówisz? Sprawdziłem ją przecież! - zaprotestował Refield. Ja'ehel spojrzała na niego ze złością.  

- Jest zepsuta! Widziałeś spojenia? - matka przełożona przytknęła dłoń zakonnika do skroni dziewczyny. Fey syknęła. Brutalne wtargnięcie w jej umysł przez mężczyznę, nie mające nic wspólnego z delikatną obecnością zakonnicy, sprawiło dziewczynie niewyobrażalny ból.  

- To robota zwykłego rzeźnika! - wykrzyknął wściekły  - Nikt przy zdrowych zmysłach, nie okaleczyłby tak uzdolnionej…  

- Rzeźnik nie rzeźnik, ale z dziewczyny nic nie będzie, ot, zmarnowany potencjał…- Ja'ehel pokręciła głową ze smutkiem.  

- Może jednak spróbujesz ją naprawić. Ty i Harol z pewnością wiecie… - zaczął nieśmiało Refield.  

- Nie! Istnieje poważne ryzyko, że jedynie pogorszylibyśmy sytuację… Zobacz, część jej pamięci już uszkodzono, każda kolejna ingerencja może spowodować katastrofę. Nie weźmiesz udziału w rozgrywkach, moja droga - matka przełożona zwróciła się do Fey - Przykro mi, lecz twoja moc nigdy nie będzie w pełni dyspozycyjna, więc… Rozumiesz, prawda?  

- Ja'ehel, proszę, chociaż… - Refield wciąż nie dawał za wygraną.  

- Skończyłam z tobą - zakonnica ucięła gestem dalszą dyskusję. Fey wbiła zdezorientowany wzrok w mentora, oczekując wyjaśnień. Przeczesał nerwowo włosy, odchrząknął, spuścił oczy pokonany. Ciągle milcząc, zabrał dziewczynę z powrotem do jej kwatery.  

- Okłamałeś mnie! - zaatakowała, gdy przekroczyli czerwone drzwi - Rzuciłam wszystko dla rozgrywek… - zniechęcona machnęła ręką w kierunku areny - Nie mogę wrócić do domu…  

- Przykro mi, że tak wyszło - odparł chłodno Refield. Rudowłosa zwątpiła, czy znaczenie jej słów zrobiło na nim jakiekolwiek wrażenie.  

- Nie mogę wrócić do domu - powtórzyła głośniej.  

- Ale… - zakonnik zamrugał oczami, jakby przetrawiając tę informację.  

- Wciągnąłeś mnie w cały ten syf! Nie masz prawa kazać mi wracać! - mówiła szczerze. Nie mogła wrócić. Nie teraz. Gdyby wróciła, szydzono by z niej przez wiele długich lat. Porzuciła wszak rodzinę i dom, goniąc za nieuchwytnym marzeniem. W oczach swojej wioski straciła szacunek oraz status. Nikt tam na Fey nie czekał prócz chłosty i drwin - Jeśli nie pozwolono mi wystąpić, pozwól mi przynajmniej tutaj zostać…

- Zostać? Jako kto? Moja służąca? Obiekt badań? Kurwa? - ostatnie słowo zawisło ciężko między nimi. Refield przygryzł wargę zakłopotany - Przepraszam, nie powinienem…  

- Nie. Nie powinieneś. Chociaż masz rację, wiesz? Stanowię dla ciebie problem. Będzie najlepiej, kiedy znajdę sobie pracę w mieście. Kurwa jest wysoce kuszącą opcją - fuknęła zirytowana.  

- Fey, czekaj… Nie ma potrzeby dramatyzować - zmarszczył brwi, wyraźnie coś rozważając - Wprawdzie Ja'ehel nie chce ingerować w twój umysł, ale znam kogoś, kto lubi niezgodne z etyką działania. Tylko… Może cię albo naprawić albo zabić, więc musisz być absolutnie pewna swojej decyzji - wyrzucił Refield jednym tchem.  

- Rozgrywki oferowały mi śmierć bądź zwycięstwo. Ty proponujesz dokładnie to samo - zapewniła głosem, który drżał bardziej niż by sobie życzyła.  

- Doskonale. Zabierz swoje rzeczy.  

- Refield…  

- Tak?  

- Skąd taka zmiana? Najpierw odsyłasz mnie do domu, a potem pomagasz? - zapytała, zbierając ubrania do podróżnej torby.  

- Nie ma żadnej zmiany. Odesłałem cię, bo byłem ciekaw, jak bardzo będzie Ci zależało. Kiedy Ja'ehel pokazała mi twoją moc… Widziałem coś podobnego raz… Stąd wiem, że to uleczalne, o ile jesteś gotowa podjąć ryzyko… I wytrzymać ból - wyjaśnił cicho, po czym pociągnął dziewczynę za sobą. Krótki spacer przez uśpione ulice zawiódł ich przed majestatyczny gmach Zakonu. Nigdy nie widziała tego słynnego budynku z tak bliska. Plątanina wieżyczek, okien, tarasów, ogrodów oraz murów składała się na imponujący moloch, górujący ponad miastem.  

- Zakon jest wielki - mruknęła z mimowolnym uśmiechem. Refield roześmiał się w odpowiedzi. Dźwięk był zaskakująco beztroski jak na śmiertelnie poważnego dotychczas zakonnika. Jego wygląd także uległ niespodziewanej przemianie. Iskierki w oczach,dołeczki w policzkach… Zdała sobie sprawę, że jej mentor wciąż jest bardzo młody. Właściwie, niewiele starszy od niej. Ten fakt sprowokował jej kolejne pytanie - Nie żałujesz czasem?  

- Czego?  

- Zakonu. Życia w nim. Słuchania poleceń, konieczności robienia rzeczy wbrew sobie…  

- Nie robię niczego wbrew sobie, Fey. Zakon dał mi więcej niż kiedykolwiek miałem i jestem mu głęboko wdzięczny. Służba stanowi ogromny zaszczyt - wyrecytował zdecydowanie zbyt szybko, by móc mówić prawdę.  

- Naturalnie - wymamrotała, licząc, iż nie zabrzmiała nazbyt sarkastycznie. Weszli na przeszkloną galerię z szeregiem identycznych drzwi. Wyciągnął klucz i zaprezentował niewielki pokój, zagospodarowany w stopniu możliwie najbardziej praktycznym. Łóżko, komoda, lustro, biurko, kilka książek… - Czyli takie królestwo otrzymuje się za wygranie rozgrywek?  

- Nie bądź złośliwa, Fey. Mogłem wybrać inną drogę, gdybym chciał. Mogłem żyć w luksusie jak mój mentor i  jak on bluźnić przeciw Zakonowi.  

- Dlaczego aż tak go nienawidzisz?  

- Nie twoja sprawa. Odstąpić ci łóżko, czy dasz radę je ze mną podzielić? - wyczuła kpinę oraz coś jeszcze. Coś, czego nie potrafiła zinterpretować.  

- Podzielę. Nie wszyscy wieśniacy są zaściankowi, wiesz?  

- Pytałem… Zresztą nieważne. Nie ruszaj się stąd, póki nie wrócę - nakazał surowym tonem. Skinęła głową posłusznie. Przejrzała pobieżnie książki, licząc, że zdradzą jakieś dodatkowe fakty, dotyczące Refielda. Niestety, spotkało ją rozczarowanie. "Historia Gwiezdnej Zatoki", "Kodeks Zakonny", "Podstawy używania mocy" oraz tym podobne tytuły. Nic osobistego, nic co rzuciłoby szersze światło na skrytą postać jej mentora. Komoda także nie zaskakiwała zawartością, zawierała parę identycznych zestawów ubrań. Przynajmniej Fey odkryła, czemu mężczyzna zawsze wygląda tak samo. Zwinęła się na łóżku i wbiła znudzony wzrok w sufit. Dopiero tu czekała ją niespodzianka. Przez dłuższy moment, nie wiedziała, czy śni, czy też faktycznie ma nad sobą misterną mapę nocnego nieba wykonaną za pomocą kryształków lodu. Gwiazdy, planety, całe konstelacje zawieszone w pustce na szarym tle kamieni. Obserwowała ich spokojny ruch, krążenie po wyznaczonych orbitach… Tyle razy patrzyła w niebo, gdy mieszkała w Przystani, tyle razy próbowała odwzorować jego piękno, rysując palcem po piasku… Wędrowni nauczyciele, którzy czasem odwiedzali jej wioskę, zafascynowali dziewczynę opowieściami o nieprzeniknionej naturze kosmosu. Dzieło Refielda wzbudziło więc w rudowłosej nagłą nostalgię i smutek. Tak wiele czasu minęło, odkąd beztrosko leżała wśród traw, trwoniąc czas na zbędny podziw, jak mawiali jej opiekunowie. Lubiła zresztą całe mnóstwo zbędnych rzeczy. Pomyślała o tamtych dniach i ich drobnych przyjemnościach. Zbieranie małż przed świtem, czyszczenie sieci o zmroku, miałki piasek pod stopami, zapach soli na skórze, smak świeżej ryby, przesiąkniętej dymem ogniska…  Pogrążona we wspomnieniach, nie zauważyła, że drzwi uchyliły się, skrzypiąc cicho. W progu stanęła drobna postać, otulona czerwonym płaszczem.  

- Mój pan na ciebie czeka. Chodź - odezwała się przybyła. Fey drgnęła przestraszona - Nie bój się, to ja - nieznajoma zsunęła kaptur. Nastolatka rozpoznała niewolnicę Aktora i pod wpływem jej hipnotyzująco zielonych oczu, podążyła krętymi uliczkami, nie rozważając nietypowości zaistniałej sytuacji. Niespodziewanie, ponad areną rozbłysły fajerwerki. Ich huk uderzył w noc niczym grom. Rudowłosa spojrzała w górę, na tysiące barwnych iskier i otarła łzy. Właściwie, nie miała pojęcia, skąd się wzięły na jej policzkach. Płakała przez utraconą szansę? Nad przeszłością? Czy nad tym, że wieczór jest piękny? Niewolnica złapała ją za rękę, ponaglając subtelnie. Weszły do luksusowo wyglądającego domu, usytuowanego w dyskretnej, a jednocześnie dystyngowanej okolicy. Wnętrze było obite zielonym aksamitem, żyrandol dosłownie ociekał złotem, w marmurowym kominku płonął ogień. Fey poczuła, jak dziewczyna delikatnie zdejmuje jej sandały.  

- Co robisz? - zapytała nerwowo. Zielone oczy spojrzały przenikliwie.  

- Nie będą ci potrzebne - odparła brunetka - Usiądź, mój Pan zaraz przyjdzie - Fey opadła na kanapę naprzeciwko kominka. Dlaczego Aktor chciał ją widzieć? Nie miał wszak powodu… Niewolnica wręczyła jej kielich aromatycznego wina, po czym zniknęła. Rudowłosa upiła łyk. Gęsta słodycz zalała zmysły nastolatki. Zamknęła oczy.  

- Smakuje ci? - usłyszała męski głos za sobą.  

- Jest pyszne.  

- Prawda? Przywiozłem butelkę z mojej ojczyzny - Aktor z uśmiechem, usiadł obok niej - W Srebrnogórzu winogrona rosną na zboczach gór, wyżej niż chmury…. Słońce oświetla je cały czas…  

- To musi być piękne… Piękne jak ty… - ostatnie słowa wyszły z jej ust nieświadomie. Zarumieniła się gwałtownie, ciało dziewczyny rozbłysnęło jasnym blaskiem.  

- Dziękuję - Aktor pochylił się nad nią. Ciepło jego oddechu owiało jej szyję, a rozkoszny dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa. Nie rozumiała, co się z nią dzieje. Nie chciała rozumieć - Tak wiele mocy… - przesunął palcami po szyi dziewczyny. Była zaskoczona, z jaką łatwością odnalazł jej najwrażliwszy punkt - Myślałem o tobie, odkąd spotkałem cię po Festiwalu - wymruczał Aktor, wodząc wargami po obojczyku - Tyle potęgi…  
Gwałtowny hałas przerwał im prywatny moment. Przez drzwi docierały odgłosy szamotaniny. W końcu odrzwia rozwarły się pod wpływem mocnego uderzenia i ciało niewolnicy bezwładnie upadło na dywan, z nadgarstkami przyszpilonymi soplami lodu. Dłonie brunetki ciągle ściskały dwa zakrwawione sztylety.  

- Refield! - zawołała Fey zaskoczona. Zakonnik trzymał się za bok, wyraźnie krzywiąc twarz z bólu. Spomiędzy palców wyciekała krew.  

- Fey… Nie powinnaś… Miałaś zostać w zakonie…  

Fey rzuciła się w kierunku rannego, lecz silny podmuch mocy odrzucił ją pod ścianę. Oszołomiona spojrzała na Aktora, który w niczym nie przypominał już olśniewającego mężczyzny. Potwór. To słowo pasowało bardziej. Uniósł szponiastą dłoń i wycelował w jej mentora. Podniósł zakonnika niczym szmacianą kukłę. Jasne oczy Refielda rozbłysły przerażeniem. Aktor zacisnął dłoń w pięść. Zakonnik zaczął desperacko łapać powietrze, próbując uwolnić szyję z niewidzialnego uścisku.  


E.

5 komentarzy

 
  • emeryt

    emeryt · 4 lipca · 202091556

    @Ladies, chyba moja emerytura będzie szybciej niż kolejny odcinek?

  • MM

    MM · 29 czerwca · 198284701

    A więc jest jeszcze nadzieja dla Fey?   
    Relacje między Refieldem i Aktorem też są interesujące. Ciekawe co między nimi zaszło.

  • Duygu

    Duygu · 29 czerwca

    Cóż za zaskakujący zwrot akcji! Czekam z niecierpliwością na kolejną część  

  • agnes1709

    agnes1709 · 29 czerwca

    Jesteście coraz lepsze. Brawo😚😚😚

  • AnonimS

    AnonimS · 29 czerwca

    No proszę jakie pokręcone koleje losu. Pozdrawiam