Wybranka ognia t. II - Uśmiech losu

Wybranka ognia t. II - Uśmiech losu- Czyś ty zdurniała do reszty?! Jak mogłaś być aż tak bezmyślna?! - pełen wyrzutu głos przyjaciela, nie pozostawiał wątpliwości, co do jego opinii.  

- Tacoi… Proszę… Ja… Ja chyba się zakochałam…  

- Oczywiście, kochanie. Teraz możesz zaprzepaścić wszystko na co pracowaliśmy. Twoje uczucia stanowią znakomity powód, by zrujnować kilkutygodniowy wysiłek wielu osób - wybuchnął, a jego słowa wręcz moczyły dywan ociekającym z nich sarkazmem - Przynajmniej nie zajdziesz w ciążę, więc nie wszystko przepadło…  

- Skąd wiesz, że nie zajdę?  

- Jesteś obłożona klątwą, więc… - spojrzał wymownie.  

- Och… - zaskoczyło ją to. Nie, nie chciała dziecka, nie teraz i nie w takich okolicznościach, ale kiedyś… Kiedyś, z Refieldem… Tak, kiedyś by chciała - W sensie, nigdy nie zostanę matką?  

- Przykro mi.  

- W porządku. Przecież i tak niedługo umrę - spróbowała zażartować. Tacoi wysilił się na smutny uśmiech.  

- Wygrasz, Fey. Immunitet bywa przydatny, ale nie stanowi wyznacznika. Jeśli go nie zdobyłaś tym razem, nic nie szkodzi. Pozostało jeszcze dziewięć występów do finału. Niektórzy uczestnicy wygrywali rozgrywki, mimo że sędziowie ani razu nie przyznali im bransolety.  

- Wiem, niemniej z reguły zwycięzcy zdobywali cztery, albo nawet więcej Immunitetów, podczas konkursu.  

- Z reguły zwycięzcy nie przejmowali się regułami. Refield tylko dwukrotnie założył bransoletę.  

- Tak, zaraz po pierwszym występie i później przed półfinałem. Sędziowie się nad nim rozpływali… A ja? Ja'ehel mnie nie znosi!  

- Dramatyzujesz, Fey. Reszta sędziów cię lubi. Harol był zachwycony…  

- Harol nie jest uzdolniony.  

- No dobrze, a Ismal? Ona także wydawała się poruszona twoim występem… - kontynuował Tacoi. Dziewczyna wzruszyła ramionami. Krawiec westchnął i wrócił do wbijania szpilek w materiał jej nowej kreacji - Wiem, że liczyłaś na więcej, Fey. To dobrze, że masz ambicje, niemniej spróbuj pomyśleć o tym z nieco innej strony. Nie odpadłaś, nawet nie byłaś zagrożona, czyli poszło ci naprawdę nieźle.  

- "Naprawdę nieźle" nie wystarczy, żeby wygrać rozgrywki.  

- Tego nie wiesz. Proszę - odwrócił ją przodem do lustra. Fey mimowolnie rozchyliła wargi, widząc projekt nowego stroju. Złota, obcisła sukienka zdecydowanie więcej odkrywała niż zakrywała. Właściwie skrawki materiału trudno było w ogóle uznać za sukienkę.  

- Mam tak wyjść?  

- Jakiś problem?  

- Nie jestem Cezanne - przywołała postać roznegliżowanej zdobywczyni immunitetu.  

- Nie, nie jesteś. Nie masz jej ciała - odparł krytycznie przyjaciel - Za to posiadasz coś hipnotyzującego coś, co cię wyróżnia i nie pozwala zapomnieć. Poza tym choreografia występu wymusza skąpy kostium - z tym akurat nie mogła polemizować. Refield uznał, że oprze jej kolejny występ na iluminacji. Miała pokryć się wzorami, przedstawiającymi prostą historię miłosną, bo takie oceniano najwyżej. Im dłużej tkwiła w tej chorej machinie, coraz bardziej traciła wiarę w cokolwiek. Nic nie było prawdziwe. Wszystko stanowiło ułudę, bez miejsca na szczerość. Każdy gest, uśmiech, czy słowo planowano z góry - Zobacz ten szew możesz wykorzystać jako element scenografii, a to przeszycie…  

Nie słuchała dalej. Nie obchodziło jej to. Wróciła myślami do nocy pierwszego występu. Dotyk mentora, smak jego skóry… To wszystko wciąż było żywe w umyśle dziewczyny. Nie dbała o konsekwencje. Właściwie, nawet nie brała pod uwagę, że jakieś wystąpią. Chciała tylko być szczęśliwa, po tych wszystkich latach. Szczęśliwa, bezpieczna, z nim…  
A to mogła osiągnąć wyłącznie w jeden sposób.  

- Muszę wygrać rozgrywki - przerwała monolog blondyna.  

- Bardzo dobre nastawienie, Fey. Cieszę się, że...

- Nie rozumiesz. M u s z ę je wygrać. Iridys, on na pewno zna jakiś… - krawiec zakrył jej usta dłonią przerażony.  

- Nie wolno! Dar krwi jest zawsze niebezpieczny! Nawet nie myśl o takich rzeczach!

- Dzięki temu zostaliśmy uratowani! Może tym razem też okaże się pomocny…  

- Używanie mocy ma swoją cenę, Fey. A korzystanie z tak skomplikowanej dziedziny, jaką stanowi krew, to igranie z przeznaczeniem.  

- Wolę porozmawiać z Iridysem. Bez urazy, wydaje mi się bardziej kompetentny.  

- Popełniasz duży błąd, ale skoro koniecznie chcesz poznać jego zdanie, proszę bardzo. Nie powie ci nic, czego już nie usłyszałaś - mruknął Tacoi wyraźnie podrażniony - Będzie tu za niedługo. Poczekaj jeśli masz ochotę. Ja skończyłem - oznajmił, ściągając z niej kreację. Naburmuszona szesnastolatka usiadła w kącie. Potrzebowała przekonać faworyta, aby pomógł jej wygrać. Jak? Nie wiedziała. Tacoi krążył po pracowni w ponurym milczeniu. Kiedy w końcu usłyszeli dźwięk dzwonka, zmusił się do uśmiechu. Otworzył i usłyszała szelest materiałów, połączony z przyspieszonymi oddechami, przerwany cichym "poczekaj" blondyna. Wprowadził męża do pokoju, a ten zamarł na widok Fey.  

- Co ona tu robi?  

- Chcę wygrać rozgrywki - przeszła od razu do rzeczy. Będąc miłą niczego, nie zyskałaby nic. Iridys wymagał twardych negocjacji.  

- Powodzenia - prychnął, obrzuciwszy rudowłosą zniecierpliwionym spojrzeniem. Pewnie wydawało mu się, że się jej tak pozbędzie. Fey jednak ani myślała rezygnować.  

- Pomożesz mi w tym.  

- Nie.  

- Wiem, jak możesz się zemścić na Aktorze. Wiem, czyja strata go zaboli - rzuciła, stawiając wszystko na tę jedną kartę. Liczyła, że nienawiść zwycięży w brunecie i rzeczywiście, dostrzegła błysk zielonych oczu.  

- Ingerencja w przeznaczenie niesie ze sobą poważne skutki - powiedział z namysłem - W twojej przyszłości widziałem zarówno zwycięstwo jak i porażkę. Jeżeli wybiorę jedną z tych opcji, nie zważając na naturalną kolej rzeczy, zmienię przyszłość nie tylko twoją, ale całego świata. Dlaczego miałbym brać na siebie taką odpowiedzialność? Dla zemsty, którą dawno odpuściłem? Nie, nie pomogę ci, Fey - potrząsnął głową, błysk zgasł. Dziewczyna wykrzywiła wargi w grymasie niezadowolenia. Zrozumiała, iż prośbami niewiele wskóra u upartego Łapacza. Wściekła postanowiła  inaczej przeforsować swoją wolę.  

- Jeśli nie chcesz mi pomóc, przynajmniej pokaż mi księgi o darze krwi. Wówczas sama będę mogła odmienić swój los.  

- Zapomnij o tym. To zbyt potężna wiedza dla kogoś tak słabego jak ty - odparł zimno faworyt.  

- Nie. Jestem. Słaba - odrzekła dobitnie, po czym nie potrafiąc dłużej opanować złości, pozwoliła wybuchnąć płomieniom w kominku. Ogień zaatakował płaszcz Iridysa. Łapacz uniósł dłoń i odwrócił się w stronę nastolatki. Jednym ruchem ugasił płomienie. W pomieszczeniu natychmiast pociemniało. Kolejny ruch jego nadgarstka i Fey zawisła bezwładnie nad posadzką niczym słomiana kukła.  

- Iridys, nie! - usłyszała krzyk krawca, który próbował uspokoić sytuację. Brunet nie zwracając uwagi na protest męża, zbliżył się do szesnastolatki. W przeciwieństwie do Aktora, Iridys nie lekceważył jej mocy. Wiedział, że dziewczyna dysponuje ogromnym potencjałem, więc nie dawał Fey żadnych ulg. Był przerażająco skupiony na każdym swoim ruchu. Zgiął palec, a Fey usłyszała charakterystyczny trzask. Ból zalał ją z opóźnieniem. Wrzasnęła dziko, dostrzegając rozdartą skórę, spod której wyłaziła złamana, w połowie łydki, kość. Ponownie zgięty palec i to samo spotkało drugą nogę rudowłosej. Opuścił rękę, dziewczyna osunęła się na podłogę, wyjąc jak ranne zwierzę.  

- Jesteś słaba. Całe życie byłaś słaba i teraz nadal jesteś. Twoja moc niczego nie zmienia. Znam potężnych uzdolnionych, którzy nigdy niczego nie osiągnęli. Im więcej mocy gromadzili tym słabsi się stawali. Jesteś taka sama. Bezużyteczna - powiedział, trzymając twarz szesnastolatki na wysokości swojej. Fey nie wytrzymała. Wiązka światła strzeliła z wnętrza jej dłoni, przypalając policzek mężczyzny. Syknął zaskoczony, po czym spoliczkował ją mocno, aż upadła, wstrząsana płaczem. Płakała nie z bólu, ani ze smutku. Płakała ze złości - Wynoś się stąd!  

Upokorzona, zaczęła czołgać się w stronę drzwi. Odszukała wzrokiem krawca, który stał pośrodku pracowni, wydając się nieco zagubiony, jakby niepewny tego, co właśnie zaszło. Iridys podszedł do niego, pragnąc go objąć, lecz blondyn odskoczył gwałtownie. Pomimo cierpienia, Fey poczuła satysfakcję.  

- Widzisz, mówiłam, że to potwór. Poślubiłeś potwora, Tacoi… - po tych słowach, wymęczona zemdlała na progu pracowni. Ocknęła się kilka sekund później. Krawiec przemywał jej rany zimnym okładem, jednocześnie usiłując nie zwymiotować. No tak, jej nogi wyglądały strasznie - poskręcane, z mięsem na wierzchu. Iridys siedział tyłem do nich, wpatrzony w wygaszone palenisko.  

- Obiecałeś! Wiesz, co się dzieje, gdy tracisz kontrolę, znowu będziemy… Fey, żyjesz, biedactwo!

- Muszę wygrać… - wyszeptała obsesyjnie, formując kulę ognia. Ból tylko dodatkowo ją nakręcał. Łapacz wstał gwałtownie. Podszedł do ziejącej nienawiścią dziewczyny i zgniótł jej kulę gołą ręką.  

- Straciłem panowanie nad sobą. Za to przepraszam. Niemniej nie pozwolę ci skorzystać z daru krwi w celu wygrania rozgrywek. Rytuał, którego potrzebujesz stanowi pułapkę dla naiwnych. Los bywa przewrotny, często kpi z tych, którzy próbują go przeciągnąć na swoją stronę. Nieraz już widziałem, jak pokrętnie interpretuje wolę ignorantów, liczących na poprawę warunków życia. Nie bądź głupia, Fey. Magia nie zapewni ci szczęścia - oznajmił, nastawiając jej kość. Wrzasnęła, po policzkach spłynęły jej łzy. W ostatniej chwili, królewski faworyt wepchnął w usta dziewczyny szmatę, dzięki czemu nie odgryzła sobie języka - Kiedy byłem w twoim wieku, miałem pewną ambicję. Moi rodzice żyli wyklęci, na skraju nędzy. Chciałem przywrócić ich do łask. Najprostszym, a zarazem najtrudniejszym sposobem było zdobycie serca królowej. Wystarczyłby dosłownie okruch jej uwagi, żebyśmy mogli wrócić do dawnej chwały. Byłem głupi i niestety nadzwyczaj zdolny. Rytuał Uśmiechu Losu nie stanowił dla mnie żadnego wyzwania. Poprosiłem, by królowa mnie zapragnęła i zrobiła wszystko, aby mnie zdobyć - nastawił drugą nogę, po czym zasklepił skórę - Moje życzenie zostało spełnione. Królowa zapragnęła mnie i posunęła się do ostateczności, chcąc uczynić swoim. Zabiła moich rodziców, a ja zostałem więźniem jej chorych wymysłów - zakończył opowieść gorzkim śmiechem, od którego rudowłosą przeszły ciarki - Rytuał zapewni ci zwycięstwo, pytanie, czy nie będziesz potem żałować.  

Fey złapała mężczyznę za dłoń, patrząc bez strachu w jego smutne, zielone oczy.  

- Jeśli nie przeprowadzisz tego rytuału, poproszę o to Aktora. On się zgodzi. Ja muszę wygrać rozgrywki i nie zmienię zdania.  

- Dobrze zatem.  

- Co? - niedowierzanie wyrwało się jednocześnie z piersi krawca i dziewczyny.  

- Jesteś uparta, nie zdołam cię odwieść od tej decyzji. Uśmiech Losu może zostać odprawiony wyłącznie przez doświadczonego maga, inaczej zrobi się… Bardzo nieprzyjemnie. Aktor, niczego mu nie ujmując, niespecjalnie przepada za skomplikowanymi obrzędami. Jest skrytobójcą, szpiegiem, trucicielem oraz manipulantem, ale nie magiem. Ostrzegam cię jednak raz jeszcze, popełniasz ogromny błąd, Fey.  

- Ale… Nie możesz… - wydusił Tacoi, nie akceptując decyzji bruneta. Ten zbył go machnięciem.  

- Ze mną będzie bezpieczniej. Znasz miejsce o nazwie Aralbez? - zapytał rudowłosą. Zmarszczyła czoło w skupieniu, lecz nazwa brzmiała zupełnie obco. Iridys wykrzywił wargi zirytowany - Wy, ludzie, nazywacie je inaczej… Taco? - po szukał pomocy u blondyna, który westchnął egzaltowanie.  

- Brama Szeptów - odrzekł niechętnie, wciąż nieprzekonany takim obrotem spraw.  

- Właśnie! Wiedziałem, że to coś nie współgrającego z charakterem… Dziękuję - czułym gestem przeczesał włosy krawca - Zatem Brama Szeptów brzmi znajomo?  

- Tak, naturalnie - o Bramie Szeptów słyszał każdy dzieciak. Słynne przejście do świata magii. Poprzez Jezioro Trujących Mgieł biegła Ścieżka Cudów, wąska i śliska niczym wąż... Fey uwielbiała tę opowieść - Co oznacza "Aralbes"?  

- Aralbez - skorygował Tacoi - W języku Niszczycieli oznacza "wykraczając". Często padało w odniesieniu do statków znikających za linią horyzontu. Dlatego statek to aralbezerint, przy czym "rint" określa czynność pływania.  

- Skąd…? - wymamrotała zaskoczona wiedzą przyjaciela. Dialekt Niszczycieli z pewnością nie obowiązywał w szkołach krawieckich.

- Tacoi zawsze wykazywał niezwykły talent, gdy przychodziło do języków - wtrącił dwuznacznie Iridys. Policzki blondyna spąsowiały, wywołując śmiech nastolatki.  

- Gdzie jest to całe "Aralbez"? - zapytała, kiedy mogła już złapać oddech. Faworyt zdjął z szyi srebrny medalion, po czym zręcznie otworzył skrzydełko. Wewnątrz ujrzała połyskujący proszek, wyglądający niczym starty blask gwiazd.  

- Tutaj. Aralbez jest tutaj - dmuchnął i świetlisty obłok zakrył całą ich trójkę. Instynktownie złapała koszulę krawca, bojąc się, że zostanie sama pośród duszącej, złotej mgły.

5 komentarzy

 
  • Almach99

    Troche szalona jest Fey. Co ona sie tak uparla na ta magie krwi?

  • Ladies

    @Almach99 Znalazła rozwiązanie swoich problemów albo tak się jej wydaje. Ma swoją złotą rybkę i chce wypowiedzieć życzenie  ;)

  • agnes1709

    Dotarłam i stwierdzam, że za szybko ustąpił. Jednak nie taki z niego twardziel. I po co było  łamać kulasy? :D Łobuz!:pissed:

  • Ladies

    @agnes1709 No wiesz, może chciał się podroczyć. W końcu czarodzieje są humorzaści, szczególnie jak postoją w kolejce po coś na wzmocnienie  :lol2:  :cheers:

  • agnes1709

    @Ladies Dobre  mi droczenie. Pobił, połamał, oko pomalował, ale co tam? - przecież on tylko żartował:D:D:D

  • Duygu

    Czyli nie będzie dzidzi... Może to i lepiej dla niej. Los nie oszczędza Fey. Wiele bólu zaznała i czuję, że to jeszcze nie koniec...  :ninja:  Ciekawe, co wyniknie z końcówki tej części... Dziesiąta łapa ode mnie  :przytul:   <3  
    PS: Wesołych świąt!  :D

  • Ladies

    @Duygu Los się w końcu do niej uśmiechnie tylko trochę z politowaniem  :devil: Dziękuję za przeczytanie i życzenia. Tobie życzę zasłużonego wypoczynku i nowych pomysłów na opowiadania    <3 <3<3

  • Duygu

    @Ladies Dziękuję pięknie  <3   <3   <3

  • emeryt

    @Ladies, nareszcie kolejny odcinek, a już się martwiłem że nawał obowiązków związany ze zbliżającymi się świętami pozwoli wam zapomnieć o czytelnikach takich jak ja. Dziękuję Wam za ten kolejny odcinek i życzę  Wam wraz z rodzinami i najbliższymi duuużo, duuużo zdrowia i wszystkiego czego pragniecie w nadchodzącym roku AD 2020. Wasz czytelnik - emeryt.

  • Ladies

    @emeryt Staramy się wyrabiać do miesiąca między kolejnymi częściami  ;) Dziękujemy za życzenia i również miłego wypoczynku życzymy  :)

  • AnonimS

    Warto bylo poczekac. Pozdrawiam

  • Ladies

    @AnonimS Dziękuję