Wybranka ognia - Przyszłość budowana na piaskach

Wybranka ognia - Przyszłość budowana na piaskachZgodnie z przewidywaniami krawca, zakonnik przyszedł dopiero wieczorem, gdy dziewczyna poznała ostatnią ważną klientkę blondyna, której wsparcie miało pomóc jej zwyciężyć. Jednak ani Tacoi ani Fey nie czuli się zbyt towarzysko. Oboje milczeli przez większość czasu, nie licząc kurtuazyjnych konwersacji krawca, wpisanych w jego pracę.  

- Refield… - szepnęła na widok mężczyzny, powstrzymując uśmiech w ramach nowego postanowienia.  

- Wstałaś - nachylił się nad dziewczyną i dość niespodziewanie przyciągnął ją do siebie - Jestem ci winien przeprosiny. Zawiodłem jako twój mentor. Powinienem cię chronić, a nie narażać. Więcej nie popełnię takiego błędu, niemniej… Zrozumiem jeśli zechcesz zmienić mentora, Fey - wyrzucił ostatnie zdanie jednym tchem.  

- Co?  

- Możesz wystąpić o zmianę mentora, jeśli wyrazisz takie życzenie - Refield uklęknął przed nią, ujmując jej dłoń delikatnie. Mimo pozornego spokoju jego głos lekko drżał - Chciałbym jednak prosić, żebyś tego nie robiła - dziewczyna podłapała wymianę alarmujących spojrzeń między krawcem a zakonnikiem. Zmiana mentora wydawała się czymś, co warto było przemyśleć. Z jednej strony to właśnie Refield dostrzegł w rudowłosej potencjał i to on otworzył przed nią nowe możliwości. On również walczył o nią, kiedy wszystko wydawało się stracone. Niemniej, czy pobudki, którymi się kierował były bezinteresowne? Przecież cały czas miała wrażenie, że czegoś jej nie mówi.  

- Dlaczego? - zapytała spokojnie. Błękitne oczy zamrugały ze zdumieniem.  

- Nie rozumiem?  

- Dlaczego zależy ci na byciu moim mentorem?  

- Jesteś utalentowana i zasługujesz…  

- Powiedz jej prawdę, Ref - przerwał Tacoi nagle.  

- Nie!

- Zasługuje, by wiedzieć. Powiedz albo ja powiem - zagroził blondyn. Refield rozmasował skronie nerwowo. Usiadł, zakrywając twarz dłońmi. Widać było, że prowadzi wewnętrzną walkę. Po kilku minutach zaczął swoją opowieść cichym, zaskakująco słabym głosem.  

- Mój ojciec był mentorem do końca życia. Nigdy nie osiągnął statusu sędziego i nie odszedł na emeryturę. Szkolił jednego zawodnika po drugim, rok w rok, przez dwadzieścia trzy lata. Wszyscy okazywali się zbyt słabi, by zwyciężyć, ale on nie rezygnował. Z czasem zyskał łatkę "Pana Porażki". Coraz trudniej było mu znaleźć chętnych na szkolenie. Zaczęło nam brakować pieniędzy, matka odeszła, a on zaczął pić. Mówił, że to kontroluje, że się odbijemy… Ale się nie odbiliśmy. Kiedy nadeszła pora, bym wziął udział w rozgrywkach, tata znajdował się w stanie, w którym zasikiwał łóżko trzy razy dziennie. Nie mógł mnie uczyć, więc trafiłem pod skrzydła Aktora. Tata źle to przyjął. Właściwie, złamałem mu tym serce. Wygrałem dla niego. Chciałem, żeby był ze mnie dumny. Myślałem, że moja nagroda jakimś cudem odmieni los… - Refield zamilkł, głośno pociągając nosem. Tacoi objął go gestem pełnym wsparcia - Wróciłem do domu szczęśliwy. Zawołałem tatę raz, potem drugi… Nie odpowiedział… Znalazłem go w sypialni z butelką rumu. Nie był dumny. Był martwy.  

- Och… Tak mi przykro, nie przypuszczałam… - zatkało ją. Relacja Refielda wywoływała dreszcze na całym ciele dziewczyny, poruszając najwrażliwsze struny jej duszy.  

- Obiecałem sobie, że zostanę najmłodszym sędzią w historii i w ten sposób uhonoruję pamięć taty… To musi stać się tego roku, Fey. Muszę zostać mentorem zwycięzcy i zasiąść w ławie sędziów.  

- To wciąż nie wyjaśnia, dlaczego wybrałeś akurat mnie. Ze wszystkich dostępnych kandydatów wziąłeś dziewczynę z ulicy.  

- Nie jesteś dziewczyną z ulicy… Znaczy jesteś, ale nie wybrałem cię przypadkiem. Tacoi rozmawiał ze znajomym obdarzonym umiejętnością widzenia i dzięki temu usłyszałem przepowiednię o wybrance ognia, która przejdzie do legend. Zrozumiałem, że potrzebuję ją odnaleźć. Jednakże proroctwo, jak to proroctwo, było niedokładne. Tak przynajmniej sądziłem, zanim zobaczyłem ciebie, tańczącą z płomieniami. Wtedy… Wtedy wszystko zyskało sens - Refield zawiesił głos, czekając na reakcję dziewczyny. Fey milczała, nie potrafiąc ułożyć natłoku myśli. Coś się wyjaśniło, a coś innego skomplikowało.  

- Co jeśli źle zrozumiałeś przepowiednię? Co jeśli nie chodzi o mnie?  

- Chodzi o ciebie. Jestem pewny, Fey.  

- Tak? Co mówiła przepowiednia?  

- Zawierała tylko kilka słów…  - wtrącił cicho Tacoi - "Wybranka ognia, festiwal, legenda, zakonnik". Uznałem, że Ref powinien wiedzieć, chociaż może byłoby lepiej, gdybym milczał.  

- Może tak właśnie byłoby lepiej - odparła Fey hardo. Czuła wściekłość, żal i potworny zawód. Nie była wcale wyjątkowa. Nikt nie dostrzegł w niej talentu. Po prostu stanowiła zbieżność z niejasną przepowiednią i sposób na żałobę dla zakonnika.  

- Mam cię przeprosić? - Refield skrzywił się z irytacją - Przepraszam. Już? Chciałaś prawdy, masz prawdę. Zadowolona?  

- Nie! - wbiegła na górę do sypialni i głośno zatrzasnęła drzwi.  

- Fey! Wiedziałem, że tak będzie… - mężczyzna zaczął łomotać w drewno.  

- Odejdź!  

- Nie możesz marnować swojej szansy!  

- Mojej szansy?! Raczej twojej! Od początku chodziło wyłącznie o ciebie!  

- Dosyć! - podmuch lodowatego powietrza otworzył drzwi - Potrzebujemy siebie nawzajem, czy tego chcesz, czy nie! Dlatego w tej chwili kończysz swoje bezsensowne fochy i zabierasz się za trening!  

- W tej chwili ty stąd wychodzisz, ponieważ ja muszę przemyśleć kilka kwestii - odpowiedziała, siląc się na opanowanie.  

- Nie mów do mnie takim tonem!  

- Niby czemu?  

- Chyba zapominasz, co sobą reprezentuję…  

- Racja, "zakon jest wielki" ! Zamierzasz przestraszyć mnie pustym frazesem? Aktor nie przejmował się zbytnio bandą mnichów, kiedy cię dusił jak kociaka!  

- Aktor?! Co za szkoda, że nie może być twoim mentorem… Moglibyście wówczas wspólnie pracować bez sumienia i zasad!  

- A jakie zasady wyznaje zakon? Urządzać krwawe widowisko ku uciesze tłuszczy?! Zmuszać uzdolnionych do służby? - wybuchnęła gwałtownie, rzuciwszy kulę ognia w kierunku mężczyzny. Refield zatrzymał płomienie w powietrzu otoczywszy je lodem. Efekt był wstrząsająco piękny. Złociste, wściekle miotające się języki ognia pod grubą otoczką szronu, przypominały jedną z tych śnieżnych kul, które zbierała córka naczelnika w jej wiosce. Pchnęła ogień, lecz Refield utrzymał go nieruchomym bez żadnego widocznego wysiłku. Obserwowała, jak, pod naporem jego mocy, płomienie zamierają, zmieniwszy stopniowo barwę na biel. Zakonnik cisnął lodowy pocisk w jej stronę.  Zasłoniła twarz dłońmi, oczekując uderzenia. Lecz zamiast niego powietrze przeszył syk. Opuściła ręce, spoglądając w zdumieniu na kałużę wody powstałą u swoich stóp. Refield wyszedł rozwścieczony. Odetchnęła głęboko. Kręciło się jej w głowie. Była zupełnie skołowana. Pragnęła wziąć udział w rozgrywkach. Jednocześnie nie chciała po raz kolejny stać się pionkiem w nie swojej grze. Poza tym męczyły ją nieustanne kłamstwa i plątanina niejasności, w którą została wciągnięta.  

- W porządku? - zapytał Tacoi, siadając obok niej.  

- Nie wiem.  

- Przynajmniej znasz teraz prawdę.  

- Wspaniale - mruknęła pod nosem nadąsana.  

- Właściwie, nic się zmieniło. Wciąż masz niesamowite zdolności i możesz zmienić swoje życie.  

-  Jako kto? Ofiara przeznaczenia? Nie rozumiesz? Jeśli przyszłość można przewidzieć, to znaczy, że jest z góry ustalona, a wtedy… Wtedy nic, co robimy nie ma żadnego znaczenia!  

- Nieprawda, Fey… - blondyn westchnął, strzepując niewidoczny pyłek z ubrania - Wiesz, Iridys mówił kiedyś, że przyszłość jest wyryta na piasku, nie na kamieniu. Lekki wiatr wystarczy by wszystko uległo zmianie. Dlatego powinnaś potraktować przepowiednię jako jedną z wielu możliwości. Możesz stać się legendą, Fey. Tylko nie wolno ci odpuścić.  

- Iridys… On jest autorem proroctwa?  

- To aż tak oczywiste? - rzucił z gorzkim uśmiechem. Spuściła wzrok zasmucona własną bezpardonowością - Weź udział w rozgrywkach, proszę. Dla samej siebie, Fey.

3 komentarze

 
  • emeryt

    emeryt · 15 września · 202091556

    @Ladies, wspaniale, dziękuję za kolejny odcinek.  
    Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • AnonimS

    AnonimS · 15 września

    Coraz ciekawiej . Ciekawe co młoda wybierze? Pozdrawiam

  • Duygu

    Duygu · 15 września

    Świetna, pełna emocji część. Ciekawie opisana, nieszczęśliwa historia i rozterki głównej bohaterki. Ciekawe, jak to będzie z jej rozgrywkami. Najłatwiej jest się poddać, ale mam nadzieję, że tego nie zrobi, bo ma ogromny dar. Czekam na kolejną