Wybranka ognia t. II - Ostatnie poprawki

Wybranka ognia t. II - Ostatnie poprawkiRefield potrząsnął nią delikatnie. Otworzyła oczy niechętnie. Mężczyzna był w pełni ubrany i wyraźnie zniecierpliwiony.  

- Wstawaj, już czas - poinformował ją cichym głosem, w którym wyczuła napięcie. Usiadła, łapiąc jego dłoń.  

- Zostaniesz jeszcze chwilę? - poprosiła.  

- Po co?

- Bo się boję - szepnęła nieśmiało. Bała się. Nie śmierci, choć oczywiście wolałaby nie umierać. Bardziej bała się upokorzenia i porażki na oczach wszystkich. Zakonnik delikatnie odgarnął kosmyk z jej czoła.  

- Dasz sobie radę, Fey. Jesteś twardsza niż myślisz… Właściwie, jesteś twardsza niż ja, a przecież ja wygrałem - roześmiał się nieco wymuszenie.  

- Tyle wystarczy? Że będę twarda? - prychnęła lekceważąco.  

- Trochę talentu też nie zaszkodzi… - w końcu wywołał u niej lekki uśmiech. Sielankę przerwało im stanowcze pukanie. Refield z ciężkim westchnieniem wstał i otworzył drzwi. Mina, jaką zrobił Tacoi na jego widok była bezcenna.  

- Co ty tu robisz? - wydusił krawiec. Zakonnik wzruszył ramionami - Zresztą, nieważne. Fey, musimy zabrać się ostro do pracy -  z tymi słowami postawił obszerną torbę na ziemi - Refield, zostawisz nas?  

- Spotkamy się przy arenie - rzucił jej mentor, posyłając dziewczynie pożegnalny uśmiech. Krawiec tymczasem płynnym ruchem wyciągnął prostą białą sukienkę, odkrywającą ramiona i plecy. Jedyną ozdobę stanowił sznur pereł związany wokół talii rudowłosej.  

- Nie miała być inna? - zapytała Fey dociekliwie. Z blondynem musiała sobie wyjaśnić kilka kwestii.  

- Miała. Trochę zmieniliśmy koncepcję. Twój występ jest subtelny, eteryczny, więc ta lepiej odda jego charakter.  

- A co odda charakter tego? - uniosła rozciętą dłoń, wokół której żyły pulsowały czernią. Zamrugała i czerń znikła, pozostawiwszy pozornie zwykłą ranę. Tacoi wbił zakłopotany wzrok w ziemię.  

- Przepraszam cię za to. Iridys… Myślał, że nas ochroni w ten sposób, że nie ma innego wyjścia…  

- Przejrzyj na oczy! Chronił jedynie siebie i swoje sekrety! Ty go nie obchodzisz!  

- Nie wiesz, o czym mówisz.  

- Jest Łapaczem, a oni nic nie czują! Nic! On cię nie kocha, po prostu schlebia mu twoje uwielbienie…  

- Nie mów o sprawach, których nie rozumiesz, Fey!

- Czego nie rozumiem?! Rzucił klątwę na mnie, chociaż próbowałeś go powstrzymać. Pokazał tym, że nie liczy się zupełnie z twoim zdaniem. A to, jak cię traktuje? Odwiedza raz na miesiąc w najlepszym wypadku?  

- Jest moim mężem - blondyn cicho przerwał monolog dziewczyny, pocierając nerwowo skronie.  

- Ale… Królowa - zająknęła się Fey.  

- Królowa o wszystkim wie. Myślisz, że dlaczego nie poślubiła Iridysa? Zresztą… Ty i tak nie pojmiesz…  

- Skoro wie, to czemu z nim jest?  

- Ponieważ na świecie nie zostało zbyt wielu, potrafiących używać daru krwi, a Iridys jest najpotężniejszy z tych, którzy zostali.  

- Nie może go po prostu wezwać? Musi z nim być?  

- Mówiłem, że nie zrozumiesz.  

- Wyjaśnij. Twój małżonek załatwił, że nic nikomu nie powiem, nawet gdybym chciała - machnęła zranioną ręką.  

- Królowa jest bezpłodna. Kiedy się o tym dowiedziała, desperacko potrzebowała następcy. Bunty, zamieszki, musiała uciąć je porodem. Próbowała wszystkiego, ale wszystko zawiodło. Wtedy przypomniała sobie o magii krwi. Ojciec Iridysa był legendarnym magiem. Legendarnym, gdyż dokonał niemożliwego - uwiódł Łapaczkę Dusz. Oczywiście, Łapacze twierdzą, że to raczej ona uwiodła najsilniejszego ludzkiego maga, ale to kto kogo jest najmniej ważne. Ważny jest owoc ich związku, czyli Iridys, który łączył swoim istnieniem dwa najbardziej przerażające żywioły. Jako Łapacz kontrolował energię, a oprócz tego posiadł dar krwi po ojcu. Wiesz, na co pozwalało takie połączenie? - zapytał krawiec, drapując biały materiał. Pokręciła głową - Na tworzenie życia… - wsadził sznur pereł w zęby, przerwawszy na moment historię. Przygładził sukienkę - Królowa zaprosiła go do łoża, licząc, że to rozwiąże jej problemy. Odmówił, przez wzgląd na mnie. Wtedy przysłała mu propozycję z gatunków "nieodrzucalnych" - zacisnął pasek wokół jej talii. Ton głosu stał się gorzki, pełen złości - Wynajęła Aktora, który zamordował rodziców Iridysa i postawił mu ultimatum. Albo zacznie wykonywać polecenia królowej albo ja zginę. Nie był przy tym gołosłowny - blondyn podciągnął koszulę, ukazując szeroką bliznę, która biegła wzdłuż kręgosłupa mężczyzny. Zamknął oczy i wszystkie sąsiadujące z nią żyły wypełniła czerń - Wygląda znajomo?  

- Klątwa…? Aktor…?  

- Niespodzianka. Zrobił bliznę tak dużą, by Iridys widział ją za każdym razem, gdy jesteśmy razem. Żeby nigdy nie zapomniał o konsekwencjach swojego ewentualnego nieposłuszeństwa… - uklęknął, by zapiąć srebrne sprzączki sandałków - Teraz rozumiesz? Gdyby chciał byłby wolny. Wystarczyłoby, że poświęciłby mnie. Jednak od dziewięciu lat tego nie zrobił - założył cieniutki łańcuszek na szyję dziewczyny.  

- Przecież królowa ma dziecko… Dlaczego go nie uwolni?

- Bo chce jego miłości. Królowa lubi łamać swoich poddanych, tak, by należeli tylko do niej. Dopiero wówczas pozwala im odejść. Iridys… Wciąż stawia jej opór - Tacoi postawił Fey przed lustrem - I jak?  

- Aktor nie mógł jej pomóc? Też jest Łapaczem i ogarnia ten cały dar krwi…  

- Niewystarczająco "ogarnia". Jak ci się podoba? - zapytał ponownie Tacoi.  

- Jestem piękna, dziękuję… - szepnęła, zachwycona odbiciem. Zawirowała kilkakrotnie wokół własnej osi i cmoknęła blondyna w policzek. Opowieść przyjaciela poruszyła dziewczynę głęboko. Mimowolnie pomyślała o Refieldzie. Królowa wzięła go do siebie po rozgrywkach, po czym odesłała po jednej nocy. Czyżby uległ jej tak szybko, tak całkowicie, że wywołał u władczyni nudę swoim brakiem sprzeciwu? Wróciła myślami do krawca i księcia - Czemu pozwala wam spędzać czas razem? Przecież może zakazać mu kontaktu z tobą…  

- Może. Wtedy on będzie z nią, żebym żył, a nie ponieważ ją wybrał . Przyślę Almę. Później zrobię Ci ostatnie poprawki przed samym występem…- odparł, ocierając łzy rękawem.  

- Tacoi, czekaj… Dziękuję, że mi powiedziałeś - skinął jedynie w odpowiedzi. Widocznie, wyznanie kosztowało go więcej niż potrafiła sobie wyobrazić. Alma zgodnie z zapowiedzią pojawiła się po chwili. Fryzjerka powitała Fey uprzejmie, choć jednocześnie dość chłodno, po czym w milczeniu zabrała się za fryzurę dziewczyny. Dwie inne przybyłe zajęły się makijażem. Kobiety pracowały nadzwyczaj sprawnie, usuwając wszelkie ślady indywidualności rudowłosej, aż zaczęła przypominać dominujący kanon piękna. Fey czuła jak twarz zaczyna pocić się obficie pod grubą warstwą pudru, a tusz na rzęsach grozi rozmazaniem - Gdzie jest Refield?  

- Spotkacie się za sceną, tymczasem poczekaj aż po ciebie przyjdą.  

- Kto przyjdzie? - zapytała Fey, lecz nikt jej nie odpowiedział, a dziewczyny zniknęły w pośpiechu. Rudowłosa została sama w swojej kwaterze. Usiadła przed lustrem. Po raz pierwszy od dawna była sama. Dotychczas cały czas ktoś kręcił się wokół niej, czy Refield, czy Tacoi, czy inni… Pomyślała o pozostałych uczestnikach. Co robią, mając tę "chwilę dla siebie"? Ćwiczą? Pewnie nie, muszą wszak oszczędzać moc. Podeszła do kominka i wbiła wzrok w tańczące płomienie. Zimna pięść stresu zaciskała się bezlitośnie na żołądku nastolatki. Pomyślała o historii, którą usłyszała od krawca. Dlaczego żyli w świecie, gdzie nikt nie mógł być wolny?

- Uczestniczka Fey Lamar? - zapytał niski mężczyzna, dzierżący teczkę z dokumentami i pióro.  

- To ja - potwierdziła. Pióro zazgrzytało na papierze.  

- Doskonale, zapraszam za mną - rzucił, nie odrywając wzroku od kartki. Na zewnątrz stało już kilku innych uczestników. Wymieniła spojrzenia z prześliczną blondynką. Ta uniosła oceniająco brew i wydęła wargi pogardliwie. Zawstydzona, Fey postanowiła od teraz patrzeć w ziemię. Zebrali resztę graczy z ich kwater, by w końcu dotrzeć za kulisy areny, gdzie czekali mentorzy oraz styliści. Zaczęła szukać znajomych twarzy, jednak w harmidrze ostatnich poprawek graniczyło to z niemożliwością. Nagle czyjaś dłoń wyciągnęła ją poza zgiełk.  

- Znalazłem ją, Ref - oświadczył Tacoi dumnie, po czym obrócił dziewczynę kilkakrotnie - Czyż nie jest boska?  

- Znam kolejność występów, Fey - poinformował Refield, ignorując ekscytację krawca. Coś w głosie mentora, zaniepokoiło rudowłosą - Może być albo bardzo dobrze albo bardzo źle… Wystąpisz ostatnia.  

- Przynajmniej zapamiętają mój występ najlepiej.  

- Tak, szczególnie, gdy popełnisz błąd.  

- Zatem nie popełnię żadnego.

3 komentarze

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 4 listopada ·

    Ja tu czekam na ostre jazdy, wiecie...      Za lekko być nie może, jako świeżynka w turnieju musi trochę batów dostać. Ale to tylko sugestia złej, wrednej i patologicznej ja Pozdro

  • AnonimS

    AnonimS · 4 listopada

    Trudne zadanie      przed nią. Ale pewnie sobie poradzi choć nie bez komplikacji.  Pozdrawiam

  • Duygu

    Duygu · 4 listopada

    Ojej! Co tu się stało! Co za wieści! To małżeństwo było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Jestem w szoku   Zaciekawiłyście mnie jeszcze bardziej. No, to lecimy, Fey. Pokaż, co potrafisz    
    Buziaki