Wybranka ognia - Rzeczy łatwopalne cz. I

Wybranka ognia - Rzeczy łatwopalne cz. IZapach świeżego pieczywa i ciepłego mleka przywrócił Fey do życia. Wolno otwarła sklejone snem powieki. Ciepła, drewniana boazeria wzbudzała zaufanie, podobnie jak skrawek miękkiego dywanu, wystający spod łóżka, na którym leżała… Gdzie była? Nie słyszała oceanu, a jedynie odgłosy powozów, śmiechy przechodniów, pokrzykiwanie kupców, wszystko pomieszanie z pieśniami bardów.  Wstała ostrożnie, podchodząc do okna. Grelez. Miasto. Nagle wszystkie ostatnie wydarzenia dopadły dziewczynę niczym sfora wilków. Ból wewnątrz czaszki wciąż jej dokuczał, jednak dawał się już znieść. Siegnęła po koc, okrywszy nim odsłonięte ramiona i opuściła pokój. Podążyła za zapachem jedzenia aż do kuchni, usytuowanej piętro niżej.  

- Nie wiedziałam, że gotujesz - powitała krawca, sprawnie doglądającego potraw.  

- Wstałaś! - zawołał z wyraźną ulgą - Minęły dwa dni… Zaczynałem się martwić… Siadaj, na pewno umierasz z głodu - położył talerz i zaczął nakładać różne smakołyki, na których widok zaburczało jej głośno w brzuchu.  

- Dwa dni? - mruknęła między łapczywymi kęsami.  

- Ponad. Refield kazał cię nie budzić, póki sama nie wstaniesz, a potem solidnie nakarmić, więc śmiało - podsunął jej kolejną potrawę.  

- Dziękuję. Wszystko jest pyszne… - potoczyła spojrzeniem po pomieszczeniu, szukając mentora. Potrzebowała go zobaczyć, sprawdzić, czy mężczyzna odzyskał siły - Refielda nie ma?  

- Czekał aż się obudzisz, ale nie śpieszyłaś się zanadto, więc poszedł załatwić kilka spraw. Ma zajrzeć później.  

- Aha… - nieobecność mentora sprawiła dziewczynie większy zawód niż oczekiwała. Bystre oczy krawca błyskawicznie odnotowały rozczarowanie dziewczyny - Dziękuję, że nas przyjąłeś - zmieniła temat.  

- Nie ma sprawy… Niemniej chciałbym się dowiedzieć, dlaczego postanowiliście paść trupem na moim progu w środku nocy…  

- Długa historia…  

- Długie śniadanie - odparł Tacoi, zerknąwszy wymownie na górę jedzenia przed Fey. Roześmiała się i streściła wydarzenia w domu Aktora oraz nocne poszukiwanie schronienia. Mężczyzna słuchał skupiony, marszcząc kilkakrotnie czoło. W końcu podsumował opowieść dziewczyny zdaniem - Dobrze sobie poradziłaś.  

- Tak sądzisz?  

- Oczywiście. To przecież twoje pierwsze spotkanie z tak groźnym drapieżnikiem… - Tacoi spuścił wzrok, jakby czegoś nie dopowiadając.  

- O co chodzi? - zapytała cicho. Blondyn już wcześniej był nieswój, a po usłyszeniu opowieści rudowłosej, stał się bliski płaczu.  

- O nic… Po prostu… Odwiedzi mnie dzisiaj, ktoś, kogo dawno nie widziałem i… - krawiec pociągnął nosem, machając rękami na wysokości oczu -  Znasz historię chłopaka, który patrzył na słońce?

- Kto nie zna. Zakochał się w słońcu i wbrew radom ośmielił się na nie spojrzeć. W efekcie skończył ślepy - rzuciła rudowłosa, dotykając ostrożnie ramienia mężczyzny - Ty… Dzisiaj spotkasz swoje "słońce" - zachowanie blondyna nagle zyskało logiczne wyjaśnienie.  

- Nie popełniaj mojego błędu, dobrze?  

- Słucham?  

- Widzę, jak uśmiechasz się, gdy pada imię Refielda… Jesteś młoda, wciąż jeszcze naiwna, on cię fascynuje…  

- Ale ja nic od niego nie chcę! Jest moim mentorem i nikim więcej!  

- Oszukuj się dalej. Tylko ja nie będę zbierał cię do kupy, kiedy będziesz wypłakiwać sobie oczy!  

- Nie zamierzam! - krzyknęła rozzłoszczona. Herbata w jej szklance zaczęła bulgotać.  

- Świetnie! Pozwól jednak, że pokażę ci, jak kończą się niemądre romanse! Może, gdy zobaczysz…  

- Gdy co zobaczę?! - filiżanka nagle strzeliła pod wpływem gorąca. Fey zamarła przerażona - Ja przepraszam, najmocniej przepraszam… - złapała serwetkę i poczęła starannie wycierać rozlany wrzątek.  

- Nie szkodzi - westchnął krawiec - Chodź się ubrać, dobrze? Skoro wstałaś, to powinnaś poznać ważne figury i zwiększyć swoje szanse w rozgrywkach - dziewczyna poszła za nim niechętnie. Bała się. Moc, którą czuła, zupełnie ją przytłaczała. Nie chciała znowu wybuchnąć, szczególnie przy owych "ważnych figurach" - Wszystko pójdzie doskonale - Tacoi zapewnił zarówno ją jak i siebie.  

- Więc… Kto to będzie? - zapytała, kiedy blondyn zapinał na niej długą, zieloną suknię z mocno wyciętym dekoltem.  

- Zobaczysz wkrótce - poinformował tajemniczo krawiec, kończąc dopieszczać kreację dziewczyny. Później nadeszła jego kolej. Zaczął krytycznie przyglądać się własnemu odbiciu. Z niezwykłą dbałością wygładzał atłasowy materiał swojej koszuli, podpinając mankiety złotymi spinkami, przeczesywał włosy, podkreślał oczy czernią i tak w nieskończoność. Denerwował się aż nazbyt wyraźnie. Gdy rozległ się dzwonek, momentalnie cały zesztywniał - Otwórz - polecił słabym głosem, rozpylając wokół perfumy. Fey podeszła do drzwi i zapowietrzyła się, ujrzawszy złoty powóz, którego używać mogli wyłącznie członkowie rodziny królewskiej. Mimo to, nadzwyczaj spokojnie, wypuściła arystokratę w bogato wyszywanym brylantami, niebieskim kaftanie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie założyłby czegoś takiego. Długie, czarne włosy opadły lekkimi falami ramiona mężczyzny, a zielone oczy spoglądały na świat z pogardą. Pełne wargi byłyby wręcz idealnie idealnie wykrojone do składania pocałunków, gdyby nie zacięty grymas, w jaki zostały ułożone. Domyśliła się natychmiast, kim jest klient krawca. Iridys, faworyt królowej oraz ojciec następczyni tronu. Postać nie darzona zbytnią sympatią, otoczona wianuszkiem kontrowersji i skandali. Arogancki, żądny władzy, pozbawiony serca, miał bezczelnie wykorzystywać swoją pozycję do samolubnych celów. Nie pomagał mu fakt, że był Łapaczem Dusz, a dodatkowo, według opinii publicznej, księżniczka stanowiła owoc brudnych czarów.  

- Gdzie on jest? - warknął, nie poświęciwszy Fey najkrótszego choćby spojrzenia.  

- Wasza Wysokość - Tacoi niespodziewanie pojawił się w przedsionku. Uklęknął przed arystokratą z szacunkiem. Iridys niecierpliwie szarpnął blondyna do góry, przytrzymując za brodę.  

- Mówiłem, żebyś nie klękał. Lubię widzieć twoją twarz - powiedział szorstkim tonem, chociaż w jego oczach rozbłysło zadowolenie.  

- Wasza Wysokość jest zbyt łaskawy - szepnął krawiec, oszołomiony dotykiem klienta.  

- Bzdura. Pokaż, co przygotowałeś - zażądał Iridys wyniośle. Tacoi zaprowadził arystokratę do pracowni. Fey podążyła za nimi, ciekawa dalszego ciągu nietypowej sytuacji.  

- Marynarka, o którą prosiłeś… Istyjski adamaszek, w najgorętszym odcieniu sezonu, krój rękawów został nieco zmieniony… Oczywiście, jeśli uznasz…  

- Przymierzę.  

- Naturalnie -  Tacoi niepewnie sięgnął tasiemek kaftana - Pozwolisz, Wasza Wysokość?  

- Jestem twój - odparł śmiało brunet. Dłonie krawca drżały, gdy ściągał ubranie mężczyzny. Brylantowy płaszcz opadł na fotel, zastąpiony marynarką o przedłużonych klapach oraz nowatorsko skróconych rękawach. Tacoi nachylił się nad kołnierzem, tuż przy szyi Iridysa, skąd zębami odgryzł wychodzącą nić. Przeoczenie? Fey szczerze w nie wątpiła. Faworyt królowej musnął ustami włosy blondyna. Zrobił to tak szybko, że rudowłosa nie była pewna, czy rzeczywiście widziała ten gest, czy go sobie uroiła.  

- Masz jakieś uwagi, Wasza Wysokość? - zapytał krawiec zmieszany, robiąc krok w tył.  

- Cóż, kolor jest subtelny, zarazem wyjątkowy, samo ubranie przyciąga uwagę i… - arystokrata nie odrywał intensywnego spojrzenia od blondyna - Należy do mnie?  

- Wyłącznie.  

- Byłbym załamany, gdyby ktoś inny je miał.  

- Martwisz się niepotrzebnie, Wasza Wysokość. Poczeka cierpliwie w szafie, aż zapragniesz założyć… O ile zapragniesz - Tacoi wbił wzrok w podłogę. Iridys przygryzł dolną wargę, cień smutku przebiegł przez jego twarz.  

- Pragnę, ale to, czy założę, nie zależy ode mnie.  

- Wiem. Tylko… Adamaszek nie powinien zbyt długo wisieć nieużywany. Zniszczy się i nie będzie przedstawiał dla ciebie żadnej wartości.  

- Absurd. Nie potrafię przestać o nim myśleć.  

- Dziękuję za te słowa, Wasza Wysokość - wykrztusił Tacoi.  

- Zasłużyłeś, by je usłyszeć - zapadła ciężka cisza, przetykana namacalnym wręcz napięciem. Fey czuła, że powinna wyjść. Rozgrywająca się scena przerastała pojęcie rudowłosej. Prowadzona rozmowa zakrawała przecież na zdradę stanu. Iridys odchrząknął - A teraz, powiedz, kim jest ta dziewczyna, której energia drażni mnie od wejścia?  

- Fey, weźmie udział w rozgrywkach. Ja zaprojektuję jej kreacje - przedstawił rudowłosą Tacoi.  

- Szczęściara - faworyt otaksował dziewczynę uważnym spojrzeniem - Kto został twoim mentorem?  

- Refield, Wasza Wysokość.  

- Refield… Tak, tak, kojarzę… Wywołał spory skandal swoim dołączeniem do Zakonu. Aktor… - Iridys wykrzywił wargi w nieprzyjemnym uśmiechu, na wzmiankę o Łapaczu - Aktor przeżył wtedy niezwykle zasłużony zawód.  

- Nie powinieneś przypadkiem być po jego stronie, Wasza Wysokość? - wtrąciła Fey odważnie.  

- Niby dlaczego? Bo reprezentuje ten sam gatunek? A wy, zawsze trzymacie się blisko, ponieważ jesteście ludźmi? - mężczyzna zareagował zaskakująco agresywnie. Fey zrobiło się głupio.  

- Oczywiście, Wasza Wysokość, masz rację.  

- Wyczuwam jego sygnaturę w twojej aurze. Pozwolisz, że zerknę? - zanim zdążyła odpowiedzieć, przyłożył dłoń do jej skroni - Interesujące... Nie podejrzewałem go o taką zręczność. Osobiście, raczej nie podjąłbym się takiego zadania… Obdarzono cię niesamowitym potencjałem… Będę cię obserwował, Fey. Nie zawiedź moich oczekiwań, dobrze?  

- Nie zawiodę, Wasza Wysokość.  

- Dobrze zatem… - faworyt zwrócił się do krawca - Tacoi, odprowadzisz mnie do powozu? - Fey nie słuchała dalej. Krew mocno dudniła w jej uszach. Najpotężniejszy człowiek Gwiezdnej Zatoki obiecał patrzeć na nią! Dziewczyna poczuła rozpierającą ją dumę. Nigdy wcześniej nie była bliższa spełnienia marzeń nowym, lepszym życiu.  

- Cóż… - krawiec wrócił, poprawiając wymiętą fryzurę - Widziałaś? Tak właśnie się kończy szukanie miłości tam, gdzie nie ma ona prawa zaistnieć - spojrzała na jego smutną, bladą twarz. Oczy blondyna były pełne długo wstrzymywanych łez.

- Ty i Iridys… Jak do tego doszło?  

- Czy to ważne? Stało się. Popełniłem błąd i teraz płacę za niego ogromną cenę. Muszę patrzeć, jak miłość mojego życia jest z kimś innym. Zadowalać się ochłapami jego uwagi. Żyć na codzień z bolesną nieobecnością. Spać w pustym i zimnym łóżku, bez żadnej nadziei… - Tacoi przerwał na moment, zamknął oczy, usiłując uspokoić nadmiar emocji - Mogłem wyjechać i być gwiazdą za granicami tej dziury… Mogłem ubierać osobistości w Uns, a nie siedzieć tutaj i pilnować każdego słowa, gestu, spojrzenia… Nie rozumiesz, Fey? Jeśli pozwolisz sobie na uczucia, stracisz wszystko, na co tak ciężko pracujesz… A ja bardzo chciałbym, żebyś osiągnęła każdy cel, jaki sobie postawisz, ponieważ masz w sobie pasję, talent i determinację. Obiecaj mi, że tego nie zaprzepaścisz, dziewczyno.  

- Obiecuję - odparła z powagą. Ból krawca był wystarczającym argumentem. Nie po to otrzymała uśmiech od losu, by porzucić go dla uśmiechu Refielda. Zakonnik rzeczywiście mieszał jej ostatnio w głowie, ale ona nie mogła się poddać tak łatwo. Poza tym, nie była dzieckiem. Miała męża. Wiedziała, z czym wiąże się małżeństwo. Wiedziała, że miłość jest łatwopalna i w mgnieniu oka zostają po niej jedynie te  popioły.

2 komentarze

 
  • Duygu

    Duygu · 2 wrz 18:26

    Bardzo dobra część. Bardzo!    Uwielbiam, gdy pojawia się nowa postać. Iridys zrobił na mnie ogromne wrażenie. Czuję, że namiesza... Imponujące. Wspaniały opis wyglądu, wyobraziłam sobie dokładnie jego postać. Aż przeszły mnie ciarki 5 łapka ode mnie.  
    Czekam na kolejną część i pozdrawiam cieplutko    

  • AnonimS

    AnonimS · 2 wrz 13:40

    Coraz ciekawiej . Miłość jest łatwopalna... pozdrawiam