Wybranka ognia - "Co on ci zrobił?"

Wybranka ognia - "Co on ci zrobił?"Po nieco niezręcznej wizycie u krawca, dotarli do kompleksu “rozgrywkowego”, w którego skład wchodziły kwatery uczestników, sale treningowe, pokoje wypoczynkowe, jadalnie, gabinet lekarza i oczywiście arena. Kwatery usystematyzowano kolorami. Od zielonych, przeznaczonych dla zawodników dobrze kontrolujących własną moc, poprzez żółte, pomarańczowe i czerwone, aż po czarne pokoje niebezpiecznych utalentowanych. Fey przydzielono kwaterę czerwoną.  

- Nie zamierzam niczego puścić z dymem - zaprotestowała nieśmiało. Nie chciała uchodzić za chodzące zagrożenie.  

- Możesz zrobić to niezamierzenie - usłyszała w odpowiedzi od dyspozytorki.  

- Nie przejmuj się, Fey. Ja wylądowałem w czarnej - spróbował pocieszyć dziewczynę Refield - Kolor kwatery o niczym nie świadczy.  

- Ale…  

- Cii… - zakonnik uciął jej dalsze pretensje, prowadząc dziewczynę do nowego domu. Lawirując krętym korytarzem, stanęli przed czerwonymi drzwiami z numerem dziesięć. Pełna obaw przeszła przez próg. Szczęśliwie, czekała ją miła niespodzianka. Uspokajający błękit ścian, podłoga zasłana mięciutkim dywanem, duże, wygodne łóżko, zgrabny stoliczek przystrojony bukietem świeżych kwiatów, wszystko sprawiało przyjemne wrażenie. Nieco z tyłu, za drewnianym przepierzeniem, usytuowano lustro, szafę, toaletkę oraz wannę. Fey przeszedł dreszcz zadowolenia, gdy dostrzegła kran. W Przystani mogła zapomnieć o wodzie, płynącej za przekręceniem kurka. Wyłącznie naczelnik posiadał takie udogodnienie.  

- I co? Jak w domu?  

- Jest… Lepiej. O wiele. Naprawdę.  

- Mówiłem, kolor o niczym nie świadczy - uśmiechnął się lekko - Powinnaś odpocząć, póki możesz. Wieczorem Tacoi przygotuje cię do antrě.  

- Antrě? - spojrzała na mężczyznę pytająco.  

- Zobaczysz - odparł tajemniczo, zostawiając dziewczynę samą. Fey wykorzystała okazję, by zażyć  kąpieli niczym arystokratka. Z przyjemnością nasmarowała skórę aromatycznym olejkiem wygrzebanym spośród słoików pomad, fikuśnych buteleczek perfum oraz mnóstwa innych “pomocy”. Odprężona, przebrana w zwiewną koszulę, poszła za radą Refielda i momentalnie zasnęła. Zbudziło ją dopiero stanowcze potrząsanie. Wciąż wyczerpana, niechętnie otworzyła oczy.  

- Tacoi?  

- Nareszcie! Wstawaj, nie mamy czasu - mruknął opryskliwie. Dziewczyna wstała posłusznie. Prześladowało ją wrażenie, że spała przeraźliwie krótko, choć mrok za oknem zdecydowanie temu przeczył. Krawiec pospiesznie pomógł rudowłosej się rozebrać, po czym rozpoczął swoje czary. Drapował, podpinał, wygładzał, doszywał aż osiągnął kruchy stan perfekcji. Żadna zmarszczka materiału, żadna nitka, żaden guzik, nic nie było pozostawione przypadkowi - Pokaż mi, jak chodzisz - nakazał, wycofując się w kąt. Przeszła kilka kroków - Obrót - wykonała polecenie, mimowolnie podziwiając mżawkę błyszczących drobinek, jaką wzbudził jej ruch - Dobrze. Pora na coś trudniejszego - Tacoi wręczył nastolatce sandały na niewyobrażalnie wysokiej podeszwie. Fey zdrętwiała. Jak niby miała w tym chodzić? - Wiem, wysokie, ale jesteś sporo niższa od Refielda, więc sama rozumiesz - przekonywał, poirytowany wahaniem dziewczyny.  

- Nigdy takich nie nosiłam… - wyznała zawstydzona. Twarz krawca natychmiast złagodniała. W końcu. Ciężko było znosić jego rezerwę, okazywaną od momentu poznania prawdy o braku przeszkolenia dziewczyny.  

- Daj, pomogę ci - mężczyzna uklęknął przed nią, ostrożnie unosząc stopę nastolatki. Zachwiała się i oparła o ramię szatyna - Żyjesz?  

- Chwilowo…  

- Po prostu mi zaufaj, dobrze? - poprosił.  

- Dobrze… - umiejętnie zapiął srebrne klamerki przy kostkach rudowłosej. Przytrzymując łokieć Fey, zaczął oprowadzać ją wokół  pokoju.  

- Nie takie trudne, prawda? - rzucił, kiedy, po kilku okrążeniach, zaczęła mniej więcej sobie radzić. Wciąż jednak nie czuła się zbyt pewnie. Niestety dalsze, jakże potrzebne, praktyki przetrwało im mocne pukanie do drzwi kwatery - Proszę - krzyknął Tacoi.  

- To ty?! Myślałam, że tego roku odpuszczasz! - Nieznajoma młoda kobieta radośnie objęła mężczyznę.  

- Znasz mnie przecież, Almo… Nigdy nie odpuszczę żadnej okazji, by z tobą pracować - Krawiec cmoknął przybyłą parokrotnie, po czym odsunął ją delikatnie, nadal trzymając dłonie na jej smukłej talii - Fey, to Alma, zajmie się twoimi włosami.  

- Witaj, śliczna. Usiądź, proszę - Alma wskazała dziewczynie miejsce przy toaletce, po czym zaczęła opróżniać dużą torbę, którą ze sobą przyniosła -  Końcówki są odrobinę zniszczone… Skróciłabym twoje włosy dotąd - dotknęła łopatek nastolatki i przerwała, oczekując reakcji. Fey powoli skinęła głową.  

- Zawsze mogą odrosnąć, prawda?  

- Naturalnie - odparła kobieta z wyraźną ulgą. Rudowłosa smutno odprowadziła wzrokiem pierwsze odcięte kosmyki.  

- Czeszesz wszystkich do rozgrywek?  

- Nie, nie wyrobiłabym się. Dbam o włosy czterech uczestników.  

- Aha…  

- Jesteś dziewczyną od Refielda? Słyszałam wiele plotek o tobie…  

- Plotek?  

- Ludzie im mniej wiedzą, tym więcej mówią…  

- Co mówią o mnie?  

- Podobno jesteś niebezpieczna i nie panujesz nad  mocą. Podobno nawet Refield nie potrafi cię kontrolować.  

- Nikogo nie skrzywdziłam…  

- Powtarzam tylko, co słyszałam.  

Fey zamilkła. Dlaczego każdy upierał się, by widzieć w niej groźbę? Wkrótce Alma skończyła, lecz nastolatka nie potrafiła cieszyć się misterną fryzurą. Po fryzjerce przyszły jeszcze dwie dziewczyny, z których jedna zajęła się paznokciami Fey, a druga jej twarzą. Rudowłosa nie zwróciła na nie większej uwagi, zatracona we własnych, ponurych myślach. Podstawiono lustro, prezentując efekt końcowy.  

- To nie ja… - szepnęła Fey - Nie ja…  

- Oczywiście, że ty! Nowa, piękna, lepsza ty! Twój mentor przyjdzie za moment, kochanie! Załóż najlepszy uśmiech i powodzenia podczas antrě!  

- Dziękuję… - siedziała nieruchomo, bojąc się uszkodzić tę zupełnie obcą dziewczynę z odbicia. Nie tak sobie wyobrażała rozgrywki.  

- Fey? - Refield zajrzał przez uchylone drzwi. Przynajmniej on wyglądał niezmiennie w czerwonym płaszczu przyozdobionym złotym godłem Zakonu. Ten fakt dał nastolatce namiastkę stabilności.  

- Powinieneś zapukać…

- Wiedziałem, że jesteś gotowa. Idziemy? - wyciągnął dłoń w jej stronę i poprowadził dziewczynę podekscytowany ku arenie, rozświetlonej mocno, jakby wciąż trwał dzień. Dostrzegła fontanny wytryskujące winem, stoły pełne wystawnych dań oraz mnóstwo pięknie ubranych osób. Pośrodku areny stały cztery trony. Na jednym rozpoznała siedzącego spokojnie Aktora. Drugi zajmowała kobieta o fioletowych włosach, paląca długą fajkę. Domyśliła się, że to Ismal, najlepszy kapitan floty Gwiezdnej Zatoki. Trzeci tron należał do surowo wyglądającego mężczyzny, zapewne Harola, badacza tajemnic mocy, mędrca, wynalazcy. Natomiast ostatni był zajęty przez świetlistą istotę, porażającą bijącym od niej mistycyzmem. Oczywiście, nie mogło jej zabraknąć. Ja'ehel, matka przełożona Zakonu - Oto czterej sędziowie tegorocznych rozgrywek. Wiesz, kim są i co potrafią? - zapytał cicho Refield, z ustami przy uchu oszołomionej Fey. Potwierdziła. Każdy wiedział. Ismal panowała nad powietrzem, dzięki czemu wiatr zawsze jej sprzyjał. Harol został obdarzony najwybitniejszym umysłem epoki. Ja'ehel kontrolowała poziom mocy innych uzdolnionych oraz kierowała Zakonem. Srebrny kolczyk w pępku kobiety zabłysnął teraz drapieżnie, przykuwając uwagę dziewczyny. Matka przełożona uniosła zgrabną, przystrojoną pierścieniami dłoń i nagle wszyscy ucichli.  

- Witajcie na ceremonii antrě - zaczęła melodyjnym głosem - Dzisiaj zobaczycie, jaki jest wasz prawdziwy potencjał. Ograniczenia, wewnętrzne blokady, zasady, etyka, normy społeczne… Za chwilę będziecie od nich wolni. Dowiecie się, czym jest potęga oraz do czego jesteście zdolni - nienaturalnie jasne oczy spojrzały wprost na Fey - Stańcie w kolejce po waszą siłę!

- Refield… - szepnęła dziewczyna, nerwowo szukając zakonnika wzrokiem. Potrzebowała mieć go obok.  

- Tutaj, Fey - złapał ją za nadgarstek i wciągnął do rzędu uzdolnionych. Dziewczyna poczuła niewyjaśniony lęk. Opętało ją nagłe złe przeczucie. Szarpnęła się w uścisku mężczyzny, próbując uciec - Spokojnie, nic ci nie będzie - jej dłoń przymarzła do ręki Refielda, skutecznie przekreślając plany dziewczyny.

- To czemu mnie trzymasz? Puść!  

- Przestań się wyrywać! Ja'ehel ci pomoże, musisz tylko jej pozwolić…  

- Ty jej pozwoliłeś?  

- Oczywiście. Dzięki temu łatwiej zapanujesz nad mocą i przy okazji lepiej ją poznasz. Nikt cię nie skrzywdzi… Zakon jest wielki, zaufaj nam - ostatnie zdanie natchnęło dziewczynę spokojem. Ufała Zakonowi. Przynajmniej temu Zakonowi pod postacią Refielda. Jednocześnie nie mogła nie pomyśleć, że zakonnik rzucał ów frazes, gdy kończyły mu się logiczne argumenty. Wiara jest tam, gdzie brakuje mądrości, mawiano w wiosce. Szron z jej ręki ustąpił. Teraz trzymały ją jedynie palce zakonnika. Palce dodające otuchy, której desperacko potrzebowała. Kolejni uczestnicy rozgrywek poddawali się działaniom matki przełożonej. Dotykała ich skroni i lekko je uciskała, wypowiadając błogosławieństwo. Po długim oczekiwaniu nadeszła pora Fey. Nastolatka stanęła przed zakonnicą - Zamknij oczy i pozwól jej działać - usłyszała radę Refielda. Czuła obecność przełożonej wewnątrz siebie. Czuła jak kobieta otwiera w niej drzwi, o których istnieniu dziewczyna nie miała dotychczas pojęcia. Za nimi zaś był rwący potok czystej potęgi… Ten właśnie potok zalał umysł rudowłosej. Nagle usłyszała krzyk bólu i otworzyła oczy. Ja'ehel spoglądała na dziewczynę ze współczuciem, a z jej oczodołów spływały strużki krwi.  

- Co on ci zrobił, dziecko? Co on ci zrobił…? - mamrotała zakonnica wpółwyraźnie. Niespodziewanie wycelowała uzbrojony masywnym pierścieniem palec w Fey - Zepsuta!  

5 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 10 czerwca

    No jasne, że trzeba tak urwać...! Teraz ruchy, kobietki, bo ja do ludzi cierpliwych nie należę

  • shakadap

    shakadap · 8 czerwca

    Brawo! Oplacalo sie czekac! Czekam na dalszy ciag!
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Duygu

    Duygu · 8 czerwca

    Niesamowity klimat    Historia cały czas ciekawa i pięknie opisana. Oby tak dalej  

  • emeryt

    emeryt · 7 czerwca · 202091556

    @Ladies, dosyć długo trzeba czekać na kolejne odcinki, lecz po przeczytaniu ich dochodzę do wniosku, że warto. Przesyłam dla Was najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • AnonimS

    AnonimS · 7 czerwca

    Zepsuta? W jakim kontekście? Chociaż to mogłybyście wyjaśnić   pozdrawiam