Wybranka ognia - Jutro

Wybranka ognia - Jutro Przeddzień rozgrywek   

… Skoncentruj się, błagam! Oprócz ciebie w rozgrywkach bierze udział jeszcze jedenastu uzdolnionych. Czterech z nich włada ogniem! Jeśli nie wyróżnisz się czymkolwiek…  

- Przecież cały czas próbuję! - krzyknęła rozwścieczona. Trening z wolna doprowadzał ją do szału. Refield był niezwykle wymagającym nauczycielem, lecz miał nieco racji. W tegorocznej edycji, Fey trafiła na zażartą konkurencję. Pięciu uzdolnionych w ogniu, trzech w wodzie, dwóch w powietrzu i po jednym w ziemi oraz mroku. Statystyka nie działała na korzyść dziewczyny.  

- Przyłóż się bardziej! Sędziowie nie będą patrzeć na pięć identycznych pokazów! Pamiętaj, że udział bierze mroczny i dziewczyna, która wyczynia cuda z roślinami… Ja'ehel już teraz jest nimi zachwycona.  

- Również miałeś rywali… Nie ty jeden władałeś wodą.  

- Nie, ale tylko ja jeden potrafiłem zamienić ją w lód. A ty potrafisz o wiele wiele więcej… Jesteś podwójnie uzdolniona, Fey.  

- Wspominałeś, że każdy uzdolniony posiada dwa, a nawet trzy dary… Sam oprócz wody, posiadasz ziemię.  

- Owszem, niemniej rzadko zdarza się, by drugi żywioł był tak silny jak twój. Poza tym… Światło? Najrzadszy dar ze wszystkich i zarazem najmocniej pożądany. Musisz nauczyć się z niego korzystać, Fey - sięgnął po jej dłoń - Proszę…  

- Nauczę się - była gotowa pracować ciężko. Wszak miała o co walczyć. Zamknęła oczy, skupiając się na swoim wnętrzu. Powoli uniosła rękę przed siebie. Poczuła ciepło, kiedy delikatny blask otoczył jej ciało niczym aureola, rozświetlając ciemne pomieszczenie. Świece wokół niej zapaliły się jedna po drugiej w kolejności ustalonej przez Refielda.  

- Otwórz oczy, Fey - ton zakonnika brzmiał dziwnie miękko. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Wyglądała jak bogini. Jej skóra emanowała złotem, a tęczówki zmieniły kolor, lśniąc dzikim światłem.  

- I? - zapytała, czekając na krytykę mentora. Ćwiczyli już sześć godzin, a on nadal nie był zadowolony. Tym jednak razem, jedynie patrzył na nią w milczeniu, jakby nie potrafiąc znaleźć słów. Stanął tuż przy niej, blask dziewczyny padł na niego, podkreśliwszy urodę mężczyzny. Wbrew sobie, zmniejszyła odległość między nimi, aż ich wargi zetknęły się ze sobą. Nie próbowała go pocałować. Po prostu tkwiła uwieszona jego ust, oddając mu inicjatywę.  

- Idealnie - szepnął, po czym odsunął się od Fey, przeczesując włosy palcami - Jeśli tak zrobisz, podczas rozgrywek, powinnaś przejść dalej. Tymczasem… Odpoczywaj. Jutro wielki dzień - poklepał szesnastolatkę po ramieniu, unikając jej spojrzenia. Westchnęła rozczarowana. Zbliżyli się do siebie przez ostatnie dwa tygodnie. Codzienne, wielogodzinne sesje sprawiły, że byli wręcz nierozłączni. Zakonnik pomagał dziewczynie pokonywać kolejne ograniczenia, obnażając własne. Gdyby była którymś z kolei uczestnikiem, którego szkoli, zapewne łatwiej utrzymywałby dystans, a tak rozwijał niebezpieczną dla nich relację, wychodzącą ponad zwykłe stosunki mentor - uczeń. Nieszczęśliwie, oboje mieli problem, aby wyznaczyć wyraźne granice we wzajemnych stosunkach. Fey zdawała sobie sprawę, że popełnia poważny błąd pozwalając rosnąć uczuciom, ale doszła do momentu, z którego nie umiała zawrócić. Nigdy wcześniej nie czuła się tak żywa, silna, atrakcyjna…

- Czy wam odjęło rozum?! Obściskiwać się w miejscu, gdzie dosłownie każdy może was zobaczyć? - szorstki głos krawca przerwał jej rozmyślania. Odwróciła się w jego stronę spanikowana.  

- Przestań się wtrącać! Między nami do niczego nie doszło, tak? - warknął Refield.  

- Jeszcze - odparł zjadliwe Tacoi - Wiesz, co będzie, jeśli sędziowie się dowiedzą?  

- Dowiedzą o czym? Ona nic dla mnie nie znaczy! Jest uczennicą i tyle! - wybuchnął zakonnik. Fey spuściła wzrok. Słowa mentora sprawiły jej ból.  

- Ostrzegałem, Fey. Już wiesz, jak to jest - mruknął krawiec do dziewczyny. W jego słowach nie znalazła satysfakcji, wyłącznie smutek - Odprowadzę cię, chodź - przyjęła propozycję blondyna z wdzięcznością.  

- Przyjdę rano. Wyśpij się Fey - zawołał Refield za nimi.  

- Dobranoc - odkrzyknęła, zachowując pozory uprzejmości. Dopiero, gdy odeszli wystarczająco daleko, uwolniła łzy. Tacoi przytulił ją bez czynienia wyrzutów - Miałeś rację… Ze wszystkim… Tylko się wygłupiłam…  

- Szszsz… Miłość zmienia mędrców w głupców, więc nie miej pretensji do siebie. On zawinił bardziej. Powinien nie dawać ci sprzecznych sygnałów, dopuszczać do sytuacji, jak ta dzisiaj… - tłumaczył blondyn, gładząc jej włosy. Z wolna uspokojała się pod jego dotykiem.  

- Tacoi, czasem myślę, że tylko ty mnie rozumiesz… Jesteś dobrym przyjacielem, wiesz?  

- To nie takie trudne - ścisnął lekko dłoń dziewczyny - Jesteśmy do siebie bardzo podobni. Mówiłem, że przyjechałem do Grelez z małej wioski, kiedy byłem rok starszy od ciebie?

- Uciekłeś z domu?  

- Powiedzmy, że to był dom. Mieszkałem u wuja. Miał zakład krawiecki, tam wyuczyłem się fachu.  

- Na wsi chyba nie mogłeś się zanadto rozwinąć, co?  

- Żartujesz? Uznali mnie za demona - roześmiał się krawiec - Wziąłem mój przybornik i pojechałem do stolicy.

- Nie bałeś się?  

- Bałem, ale wiedziałem, że nie wolno mi wrócić. Oboje zabrnęliśmy za daleko, żeby odpuścić - cmoknął policzek dziewczyny miękkimi wargami o zapachu wiśni - Cokolwiek wydarzy się jutro, ja będę Ci kibicował całym sercem.  

- Dziękuję. Gdybym miała nie przeżyć…  

- Nawet tak nie myśl. Dasz radę, zobaczysz.  

Szli dalej w milczeniu. Dziewczyna wciąż nie mogła uwierzyć, że rozgrywki startowały już jutro. Jutro jej życie miało albo dobiec końca, albo podążyć w stronę nieskończonej sławy. Ujęła ramię krawca, podziwiając uroki nocnego nieba. Wieczór był dość chłodny, widziała parę oddechu w powietrzu. Blondyn postawił kołnierz płaszcza. Nastolatka wtuliła się w przyjaciela.  

- Sypiasz z nim? - zamarła, słysząc pytanie. Przestraszona spojrzała na zacienioną postać przed sobą.  

- Co ty tutaj robisz? - wyjąkała z trudem. Tkwiła wewnątrz od dawna prześladującego ją koszmaru. Rozejrzała się wokół. Zaułek stanowił świetną pułapkę. Przeklęła własną głupotę. Dała się podejść jak amatorka.  

- Zła odpowiedź - poczuła ukłucie w kark. Odwróciła się błyskawicznie, gotowa zaatakować i wtedy potworny ból pozbawił ją tchu - Tak, zgadza się. Stłumiliśmy twoją moc na jakiś czas. A więc… To twój nowy kochanek?  

- Jest tylko przyjacielem - wydusiła.  

- Przyjacielem? - szyderczy śmiech przeszył noc - Zabierzcie go! - Dwóch napastników rzuciło się na krawca. Tacoi wprawdzie usiłował walczyć, ale nie miał szans. Fey trzymana mocno od tyłu, mogła wyłącznie bezradnie patrzeć na ciosy zadawane blondynowi. Jego piękne, jasne włosy spłynęły krwią, podobnie jak twarz.  

- Przestańcie, błagam… Przestańcie! - krzyczała rudowłosa, szarpiąc się w uścisku bandyty. Krawiec upadł bezwładnie - Nie, proszę… Nie! - uderzenie w tył czaszki pozbawiło ją przytomności.  




~ Koniec części pierwszej ~

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 3 dni temu

    Czyli ten jeździec z Prologu widział ich,tak?Komuś nie pasował występ Fey na igrzyskach.Dobrze kumam?

  • Duygu

    Duygu · 4 paź 22:17

    Cóż za emocjonująca końcówka!      Coraz bliżej rozgrywek... Coś czuję, że pomiędzy Refieldem i Fey zrodzi się tzw. "coś więcej"   Bardzo przyjemnie się czyta  

  • AnonimS

    AnonimS · 4 paź 20:48

    Jak szybko nie wyjaśnicie co dalej to ...pozdrawiam