To co jest we krwi cz 15

Ja widziałam w nim iskierkę dobra, jedynie to co czuł do mnie, odpychało mnie.  
Artras nie za bardzo rozumiał, a Martensja nie chciała go wprowadzać w szczegóły...
— Teraz nie ma tu Zartara, wskazała na las, możemy kawałek wjechać i posłuchć co słychać w środku— rzekła.  
Wjechali głębiej. Zatrzymali konie.
— Zartar mówił mi, że są tu mało zachęcające stwory, ale są też takie, które bardzo chciałabym poznać.                      
— A co to za stwory?
— Elfy, są niesamowite.
— Skąd to wiesz?  
— Byłam elfem.  
Artras popatrzył na nią z lekkim uśmiechem.  
— Nie wierzysz mi?
— Trudno mi. Ale właściwie... tyle już widziałem, lub słyszałem, że zaczynam wątpić w prawdziwość tego wszystkiego co uważałem za realne.  
Martesja położyła się na trawie, a on siedział obok.
— Jak dawno mnie kochasz?  
On nic nie mówił w końcu spojrzał na nią.
— Nie mówmy o tym — poprosił.
— Czujesz się dobrze, od czasu gdy Are się pojawiła?
— Tak, chyba tak.
— Zartar jest taki tajemniczy i mądry, ale gdybym poznała cię wcześniej...
Zastanowiła się trochę za późno, że nie powinna tego powiedzieć.  
— Czuję, że Are robi co może aby mi pomóc, natomiast ty wszystko rujnujesz — rzekł cicho.
— Och, wybacz mi, jestem taka nieroztropna.
Podniosła się z trawy i usiadła obok niego.
— Naprawdę nie chciałam ci sprawić cierpienia.
Spojrzała na niego i położyła dłoń na jego barku.
On powoli odwrócił głowę. Teraz ich głowy były naprawdę blisko.          
— Czemu to robisz?                      
Może gdyby przypomniał jej, że kocha Zartara, wszystko potoczyło by się inaczej. Serce, nawet szczere traci czasem kontrolę nad ciałem.
— Sama nie wiem, może chcę...
— Nie grasz na moich uczuciach?
— Nie, na pewno nie — szepnęła.  
Powoli zbliżała swoją twarz do jego.
— I tak nie będziesz ze mną.
— Na tą chwile, jestem — powiedziała cicho.  
Była tak blisko, że czuł jej oddech.  
— Martensjo, ja...
— Cicho, nic nie mów...
Delikatnie zetknęła usta z jego. Wiedział dokładnie co stanie się chwilę. Powoli zaczęła zdejmować jego górę. Gładziła delikatnie dłońmi jego potężny tors. Czekała. On patrzył na nią i zaczął rozwiązywać jej suknie. Rozsunął materiał i odkrył jej piersi. Bez pośpiechu zaczął je całować, zbliżając powoli usta do napiętych guziczków. Ona delektowała się tą pieszczotą. Potem wstała i jej suknia zsunęła się na trawę. Patrzył na nią z dołu. Widział jej nagie, piękne ciało. Wstał. Ona patrzyła mu w oczy i zaczęła zdejmować jego dół. Po chwili oboje stali nago naprzeciw siebie. Żadne z nich nie mogło powiedzieć, że pochłonęła ich namiętność. On powoli całował jej ciało od piersi aż do stóp. Ona stała cicho. Kiedy skończył, odwzajemniła się tą samą pieszczotą i położyła się na trawie. On położył się obok. Dotykał jej dłoni, bioder i piersi.
— Żebyś miał pewność, że to wyszło ode mnie — powiedziała cicho.
Położyła swoje ciało na nim. Nie całowali się, tylko patrzyli sobie w oczy. Nie wydawała żadnego dźwieku, przymknęła tylko na chwilę oczy, kiedy rozkosz doszła celu. Jej twarz zmieniła się, brwi zbiegły i tylko głeboki oddech sygnalizował szczyt. Po chwili on dołączył i przez moment przeżywali wspólną rozkosz. Położył się na plecy. Ona patrzyła na niego cały czas.
— Pragnąłem cię, bo cię kocham — rzekł po dłuższej chwili.
— Zrobiłam to, bo wiedziałam, że mnie kochasz. Nie czuję, że zdradziłam Zartara — powiedziała cicho.  
Leżeli nadal nago, obok siebie.  
— A teraz zrobię to dla siebie, żebyś zapomniał, albo raczej nigdy nie zapomniał.
Położyła się na jego gotowe ciało.  
— Tylko teraz daj mi prowadzić do końca — szepnęła.
Drugi raz trwał dużo dłużej. Położyła się obok i trzymała go za rękę.
— Wiedziałaś, że to będzie?  
— Nie myślałam o tym, aż do momentu, kiedy powiedziałeś, że wszystko rujnuję. Oni będą wiedzieć. Zartar poczuje, a Are pewnie już wie — dodała.  
— Tak, teraz rozumiem jej słowa — powiedział.
Ubierali się bez pośpiechu. Wsiedli na konie i pojechali do zamku.
— Jutro jedziecie do domu?  
— Tak, chciałbym.
Obydwoje rozmawiali jakby nic między nimi nie zaszło i byli tylko na wspólnej przejażdżce.
— A ja chyba bym chciała, żebyś został jeszcze trochę dłużej.
Nie myślała, że to się spełni...
Dojechali, zanim dzień się skończył. Przejechali zwodzony most. Pierwszą spotkali Rasę.
— Wreszcie jesteście.  
— Byliśmy się przejechać — rzekła Martensja
— Wiem — odpowiedziała Rasa.
Popatrzyła na Martensje, a ta odczuła, że ona wie.
— Nie ma nigdzie Are — powiedziała Gersa.
— A Zartar?  
— Nadal w stanie medytacji. Dziewczynka ożyła — powiedziała i uśmiech pojawił się na jej buzi.
— A więc udało się, niepotrzebnie płakałaś. Masz naprawdę moc.
— W takich sprawach, działa tylko Bóg — powiedziała poważnie Gersa. Ale upraszczając, to nie ja.
— Zatem kto?
— Are — rzekła poważnie Gersa.
— O wilku mowa — powiedział Artras.  
— Czujesz się lepiej, miły?  
— Nie mam pewności, ale już nie chcę, pomożesz?
— A tego drugiego?
— Jeszcze nie wiem — odparł., , Chcę” to nie właściwe słowo, ale ty wiesz o co mi chodzi — odrzekł.  
— Chodź, zrobiłam ci jedzenie — powiedziała czarnooka, zupełnie pomijając jego ostatnie zdanie.  
— Jest tajemnicza, nie sądzisz? — zapytała Martensja, kiedy czarnowłosa odeszli.
— Ma w sobie tyle miłości, mimo że w jej żyłach jest śmierć.
— Ona wie — stwierdziła Martensja.  
— Ona wiedziała, że to się stanie, dlatego znikła.
— Czy coś było między nami, czego nie pamiętam? — zapytała Martęsja patrząc prosto w oczy Gersy.
— Jesteś odporna na moje czary — rzekła wróżka. Powiem ci jak będziesz wiedzieć coś więcej. Tylko obiecaj, że nie będziesz pytać Zartara.
— Obiecuję Gerso. Czy będziesz mnie jeszcze uczyć?
— Zastanawiam się czy ja nie powinnam się uczyć od ciebie.
— Czy ty mnie nie oszukujesz? — zapytała Martensja.
— Co masz na myśli?
— Nurtują mnie te sukienki. Wyglądają jakby je ktoś przedarł.
— Masz rację, okłamałam cię. Ktoś napił się bezwiednie złego wina i miał tyle siły, że rozdarł je jak pergamin.  
— Gothard? — zmarszczyła brwi.
— Nie, miedzianowłosa o zielonych oczach.
— Chcesz powiedzieć, że ja i ty...
— Nie było innej drogi, ty bardzo chciałaś, a ja musiałam cię ratować.
— Długo to trwało?
— Sześć, prawie siedem godzin — rzekła Rasa.
— Czy ja cię całowałam?
— Wszędzie.
— Czy tam?
— Szczególnie tam.  
Martensja zrobiła dziwną minę.
— Czy robiłam coś jeszcze?
— Raczej zapytaj czego nie robiłaś.
— A ty?
— Musiałam, a potem chciałam to samo.
— A czy...?
— Może wolisz wiedzieć wszystko, niż mnie pytać?
— Chyba wolę.
— Dobrze, zdejmuję zasłonę.
Przez chwilę Martensja stała jak zahipnotyzowana. Momentalnie powróciły do niej wszystkie ukryte odczucia i doznania z tego dnia.
— Nie ma słów aby to opisać — rzekła Martensja. Dlaczego ja i ty?
— Jest odpowiedź, ale nawet mnie przerasta — rzekła Rasa. Poczekaj, wygląda, że nie jest tak jak to widzimy — dodała.  
— Jest jeszcze parę zakrytych spraw — rzekła Are.  
Pojawiła się nagle.  
— Jak Artras? — zapytała Martensja.
— Śpi, zmęczony.  
— Nie to chciałam wiedzieć — rzekła Martensja.
— Chciałabyś, żeby przestał cię kochać?
— Nie jestem mądra jak Gersa, ale czuję. Ty masz wiedzę i moc nieporównywalnie większą od niej. Ale jeśli chodzi o niego, chciałabym by był szcześliwy.
— To zależy od niego — odparła Are.
— Obawiał się, czy czegoś nie będzie między mną a nim, po tym jak mnie objał w przypływie emocji — powiedziała Gersa.
— Jeśli cię nie dotknie powtórnie, nic się nie stanie — odparła Are.
— Jestem tym zmęczona — powiedziała Rasa. Wiem co możesz, zabierz to ode mnie — poprosiła.
— Na razie jeszcze nie mogę, poza tym nie wiesz o co prosisz.
Odeszła.  
— Co ona wie? — zapytała Martensja.
— Raczej zapytaj czego ona nie wie — powiedziała Rasa. Chodźmy coś zjeść.
— Przecież nie jesteś głodna — powiedziała Martensja.
— Zobaczmy naszych mężczyzn — rzekła Rasa.
Gersa zatrzymała się w pół kroku.
— Jak wiedziałaś, że nie jestem głodna? Tak, to chyba prawda — dodała zamyślona.
— Wiem co myślisz, to wygląda na nieprawdopodobne. Musimy obie przygotować się na to, że staniemy twarzą w twarz z tą prawdą — dodała Martensja.
Weszły do jadalni. Wszyscy poza Artrasem siedzieli za stołem. Po chwili i on przyszedł. Służba przyniosła ostatnie półmiski.
— Jestem bliski rozwiązania — rzekł Zartar.  
— My też — powiedziała Rasa i Martensja jednocześnie.
— Jeszcze musi mieć miejsce kilka spraw. Przyjemnych i nieprzyjemnych — powiedziała Are.
Zaczęli jeść.
— Jesteś jakiś osowiały, przyjacielu — rzekł Sanes do Artrasa.
Reszta patrzyła ukradkiem po sobie. Nic dziwnego, że właśnie Sanes zadał to pytanie. Jedynie on nie wiedział, że zaszło coś pomiędzy Artrasem, a Martensją.
— Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego dnia — powiedział książę. Sądzę, że mogę liczyć na moich ludzi. Każdy bez wyjątku poparł mnie, abyśmy przywrócili świetność księstwa.  
Słuchali go, jednak absorbowały ich własne myśli.
— Czy mi się zdaję, ale Gersa jeszcze bardziej wygląda jak Martensja? — zapytał Sanes.
— Nie wydaje ci się — rzekł Zartar.
— Obyśmy się nie pomylili — rzekł śmiejąc się Sanes, ale zaraz spoważniał.
Jakaś myśl lub uczucie wymknęło się z pod kontroli.
Are wiedziała już wcześniej. Teraz Gersa odczuła i jednocześnie Martensja, a chwilę potem Zartar.  
Teraz tego nie wiedział jedynie Artras.
Are spojrzała z miłością na olbrzyma.
— Chodź na górę — poprosiła. Miałeś dziś trudny dzień.
Poszli na górę, Martensja popatrzyła na nich.
— To my chyba też idziemy — rzekł Sanes.
— Jeśli masz chwilę, Zartarze. Mam słowo do ciebie — rzekł Sanes.
— To my też sobie porozmawiamy — rzekła Martensja.
Mężczyźni odeszli do innego pomieszczenia.
— To już wiesz, co było między nami — rzekła Rasa.
— Wiesz pewnie co myślę, bo ja wiem, że wiesz — powiedziała Martensja.
— To już chyba kwestia dni i co dalej? Mogę mówić dalej?
— Mów — rzekła Martensja.
— Gothard cię kochał jak siostrę, ale pragnął jak kochankę, a ty tego nie chciałaś.  
— Tak, zgadza się.  
— Na początku myślałam, że to było naturalne z twojej strony.      
— I ja tak czułam — rzekła Martensja.
— Potem poznałaś mnie i poczułaś ze mną dziwną więź, tak?
— Dokładnie.  
— Potem poznałaś Zartara i od razu go pokochałaś i zapragnęłaś?      
— Tak.
— Potem poznałaś Artrasa i przekonałaś się, że nie jest taki jak myślałaś lub słyszałaś, lecz co najważniejsze, poczułaś że cię kocha. Nie pragnie, tylko kocha. W tym prawdziwym znaczeniu. I poczułaś z nim więź. Nie planowałaś, kochałaś nadal tak samo Zartara, ale wiedziałaś, że jeśli Artras zechce, będziesz z nim blisko.
— Tak.  
— I mimo że nie powinnaś, pamiętałaś, co było między nami.
— Tak.  
— Jest tylko jedna osoba, na którą moje czary nie działają — rzekła Gersa. Nawet Zartar jest nie odporny na nie. Tylko ja jestem na nie odporna — dodała.  
— Obie to już wiemy — rzekła Martensja. Teraz ja ci coś powiem, co pewnie wiesz. Pod wszystkim było ukryte we mnie, nie wiem jak dawno. Kochałam Gotharda jak brata i tylko jak brata, choć był zły. Ale nienawidziłam tego co chciał. Może nienawidziłam, to złe słowo. Czułam, że była tam rządza ciała bez żadnego uczucia. Ale z Sanesem było inaczej...  
— I teraz już nie możesz sobie dać z tym rady, głównie po wczorajszej nocy, kiedy ja z nim spałam — powiedziała Gersa.
— Tak Raso, kocham go jak brata, ale też jak kochanka i wiem, że on czuje to samo. Szczególnie od wczoraj.
— Ja miałam pierwszy tego przebłysk, kiedy cię dotknęłam pierwszy raz — rzekła Rasa. Podobnie stało się z Zartarem. Wczorajszej nocy kochałam Sanesa, ale też czułam Zartara i wiem, że on czuł to samo. I ktoś z boku pomyślał by, gdyby to wiedział, że to złe. Że nie tylko, że pragną się wzajemnie, to jeszcze pragną swoich braci — ciągnęła Rasa.  
— To naturalne, że Rasa pragnie Sanesa bo jest jej mężem — rzekła Martensja.
— To naturalne, że Martesja pragnie Zartara bo jest jej — rzekła Gersa.  
— Tak więc, jesteśmy złe i zboczone lub...?
— Tak, Martensjo ja jestem tobą, a ty mną i dlatego tak jest. Nie tylko w ciele ale i duszy — dodała.
Objęły się mocno.  
— To tylko dlatego wtedy byłyśmy jednością w naszym połączeniu, kiedy cię leczyłam.
— Musiałaś to zrobić, bo też byś umarła, prawda? — zapytała Martensja.
— Tak! Ale nie czułam, że musiałam. Do tej pory myślałam, że to ty chciałaś...
— To była droga powrotna do jedności, a jej fizycznym odwzorowaniem była rozkosz ciała — rzekły znowu jednocześnie.  
— Ale rozmawiamy... bo coś, POSTANOWIŁAM — powiedziały razem.
— Myślałam, że jesteśmy klonem, ale sprawdziłam, będąc w przyszłości, że nie. Nie mogli sprawdzić mojego DNA bo jesteśmy całością ludzkiego rodu, pełnią. Przez to, że istniejemy niezależnie w dwóch ciałach — szepnęła Rasa.
— Jako cielesna Martensja nie wiem co to, , klon” albo, , DNA”, ale wiem jedno, tylko Bóg tak może.
Martensja uśmiechnęła się figlarnie.                
— Zróbmy to tej nocy, zamienimy się.  
— Czy to potrzebne, wzajemnie czujemy wszystko jak jedna osoba — rzekła Rasa.
— Jesteśmy jedną osobą — powiedziała Martensja. Przypieczętujmy to w ciele, co już jest w duchu. Ja w środku nocy wstanę i pójdę do ciebie, a ty do mnie. Jutro lub najdalej pojutrze nawet my nie będziemy wiedzieć, która jest którą.
Rasa się zgodziła, chociaż nie potrzebowała tego. Miała pewność, że tym razem to wyszło od Martensji. Wiedziała, że to jest ten ułamek. Tym się różnią. Sothar, również przewidział to w swoim genialnym, aczkolwiek, demonicznym planie. Nie wiedział tylko tego, że ktoś dbał o to, by każde zło, które on przewidział, obróciło się w dobro. Lecz Rasa również o tym nie wiedziała. Pomyślała tylko, czy możliwe jest, że zatrute wino pozostawiło w Martensji, trwały ślad. Nawet Rasa nie przypuszczała, że słowa Sothara, , Zemsta jest we krwi” dopiero zaczynają zbierać plon i całe dotychczasowe zło, które czarny mag wyrządził, jest niczym w porównaniu z tym, które stało u wrót.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2598 słów i 14917 znaków, zaktualizował 4 lis 2017.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Zaskoczenie z Martensją, ciekawe co będzie jak Artras się dowie, a może się nie dowie ? Jeszcze mają przed sobą sporo tajemnic. :)

  • AlexAthame

    @AuRoRa Moze sie nie dowie.Nie pamietam :)

  • Almach99

    Czarne chmury sie zbieraja. Boje sie czytac dalej

  • AlexAthame

    @Almach99 Tak źle nie bedzie.Czytaj :)

  • Duygu

    Dobra część  :bravo: Cieszę się, że Martensja poznała prawdę. Oooo, jaka  miłość  ;)  <3 Oby Artras był szczęśliwy z Martensją, a ona z nim  :) Hmmm... ciekawe co wyjdzie z tej zamiany  :rotfl:

  • AlexAthame

    @Duygu Dziękuję. Wyjasni się na końcu jak to zwykle u mnie. Spoko