Deszcz ciemnych gwiazd #finał

Deszcz ciemnych gwiazd #finał

Nadeszła wiosna, a wraz z nią wiele pozytywnych zmian. Co prawda, Hardine nie dostrzegała żadnego piękna w ohydnej, błotnistej papce, zalegającej na drogach, niemniej ludziom wyraźnie ulżyło. Jakby uwolniono ich od jakiejś mrocznej klątwy. Ulice wybuchły dziką radością, pijanych ciepłem mieszkańców. Wieże Silen rozbrzmiewały właśnie mosiężnym pokrzykiwaniem dzwonów, które oznajmiały nadejście kolejnego, słonecznego popołudnia. Dziewczyna uwijała się z wdziękiem, pomiędzy niezdecydowanymi klientami, kontrolując zawierane transakcje. Interesy szły świetnie, co niewątpliwie zdumiewało gro silenyjskiej śmietanki, jednocześnie windując północną piękność na sam szczyt drabiny społecznej. Prowadzenie własnej faktorii sprawiało Hardine ogromne zadowolenie. Była wdzięczna Tianie za podsunięcie jej tego pomysłu. Pachnące subtelnym aromatem drewna i przypraw wnętrze, szybko stało się domem dla niej i Rave’a.  Odkąd pomyślnie przeszła próbę Widzących,  jej życie było pasmem sukcesów. Do ostatnich należało pokonanie ves Avarrottihunów. Ich bank ogłosił upadłość parę dni temu, skutkiem zakulisowych działań Półwidzącej. Amadema i Uravio stracili wszystko. Godzinę po ogłoszeniu bankructwa, słuch o nich zaginął. Szczerze mówiąc, nikt im za bardzo nie współczuł. Ludzie mieli już dosyć rządów krwiopijczych bankierów. Armia wierzycieli, niby stado zielonych kruków, błyskawicznie pożarła nędzne resztki wielkiej fortuny. Hardine nie spodziewała się ponownie spotkać męża i teściowej. Mogła zatem, z czystym sumieniem, zamknąć następny rozdział. Czekała na nią przyszłość. Mały Rave uważnie obserwował otoczenie ze swojej kołyski. Był naprawdę ślicznym dzieckiem. Miał gęste, ciemne włoski ojca i (póki co) niebieskie oczy Hardine. Młodą matkę rozpierała ogromna duma. Delikatnie pogładziła aksamitnie miękki policzek chłopczyka.
-Uroczy. Szkoda, że nieprawy. - syknęła okryta wdowim całunem postać, chwytając ją za ramię. Dziewczyna wzdrygnęła się, czując dotyk kościstych palców. - Zrujnowałaś nas. Nie sądź, że o tym zapomnę.  
- Jeśli myślisz, że możesz mnie zastraszyć, to się grubo mylisz, Amademo. - odparła Hardine odważnie.
- Nadszedł twój czas, Różo Północy. Radzę Ci dobrze go wykorzystać, bo skończy się szybciej niż myślisz. - wypluwszy ostatnią, zatrutą strzałę, Amadema wyszła. Zatrzaśnięte przez nią drzwi, wypuściły do środka sklepu zgniły smród roztopów. Nadszedł czas Hardine. Tu królowa miała rację. Jednak Połwidząca nie zamierzała pozwolić, aby prysł niczym bańka mydlana. Jej czas będzie trwał wieczność.
- Nad czym tak dumasz, Dine? - podskoczyła, zaskoczona nagłym pojawieniem się Mewrysa.  
- Nie musisz pytać.Wystarczy, że wejdziesz mi do głowy. - prychnęła, mimowolnie podziwiając jego perfekcyjnie zbudowaną sylwetkę.  
- Nie bez twojej zgody.  
- Kiedyś jej brak ci nie przeszkadzał.  
- Teraz jest inaczej… Chcę, żebyśmy zaczęli od nowa. Chcę być blisko ciebie i Rave’a. Pozwolisz mi? - zapytał spokojnie, patrząc jej głęboko w oczy. Przygryzła lekko wargę, sama nie wiedząc, jak zareagować. Czy napisać ich historię od początku, czy też porzucić ją na strychu niewykorzystanych szans, zakurzoną niczym marniejące obrazy Amademy? Po tym, co razem przeszli, niezaprzeczalnie wytworzyła się między nimi pewna więź. Nie miłość, przynajmniej Hardine nie odbierała tego, w taki sposób. Ich losy splatało przywiązanie, zrodzone podczas wzajemnej walki. Znali swoje lęki, pragnienia i zbrodnie. Wiedzieli, co ich napędza, a co blokuje. Niczego nie mogli przed sobą ukryć. Nie miłość łączyła tę dwójkę życiowych weteranów. Po zadaniu sobie tylu ciosów, łączyło ich coś więcej niż miłość. Choć nie potrafiła tego nazwać, odczuwała to całą sobą.
Z lekko filozoficznych rozważań wyrwał ją płacz Ravelonsa. Wzięła dziecko na ręce, tuląc ciepłą główkę do piersi. Mewrys wciąż stał nieruchomo, a zacięty wyraz jego twarzy sugerował, że jest gotów czekać w nieskończoność, na jej odpowiedź. Hardine musiała podjąć jakąś decyzję.  
- Zostaniesz na kolację? - zaproponowała po prostu, jakby chodziło o najzwyklejszą rzecz pod słońcem.  
-Zostanę. - odpowiedział równie neutralnym tonem.  
- Na pewno? - wykrztusiła ostrożnie, unikając wzroku Widzącego. Najwidoczniej nie wyrwano z niej owej subtelnej wrażliwości przetykanej nieśmiałością. Nie udało im się jej zniszczyć. Mewrys poczuł radość. Nadal była tą samą dziewczyną, przemierzającą lód na grzbiecie niedźwiedzia. Tą samą kruchą jak porcelana istotą. Ujął jej dłoń gestem szczęśliwego posiadacza. Zaopiekuje się nią. To przecież jej słabość czyniła go silnym.  
- Na pewno.  

EPILOG  
Złote piaski Daarb niemiłosiernie parzyły ich stopy, wyczerpane zbyt długim marszem. Skórzane buty zdarły się na ostrym jak brzytwa podłożu i teraz musieli iść boso. Młoda dziewczyna, niedbale poowijana strzępami białej tkaniny, upadła bezwładnie. Spod prowizorycznie skręconego turbanu wysunęły się długie warkocze. Kiedyś zapewne miały barwę ognia, choć obecnie przybrały mysio szary, trudny do określenia odcień.Jadeitowe oczy potoczyły wypłowiałym spojrzeniem po wysuszonym krajobrazie, niemo wzywając ratunku. Popękane odwodnieniem wargi, krwawiły niemrawo. Idący za nią chłopak, klęknął przy jej zastygłym ciele. Chorowita bladość jego twarzy zdawała się jawnie zaprzeczać istnieniu gorącego oka, obserwującego ich wstęgami upału.  
-Maddi, wstawaj… Musimy iść dalej… Nie wolno się nam zatrzymać… - delikatnie poklepywał osłabłą dziewczynę po brudnych policzkach. Nie miał już wody, którą mógłby się podzielić. Był bliski załamania. Jedyny cel, jaki mu przyświecał, stanowiło uratowanie Madeleine. Jeśli ona umrze…Nie. Nie może w ogóle tego rozważać.  
- Co z nią, As? - zapytał jasno odziany, ostatni członek ich trzyosobowej wyprawy, kroczący dotychczas przed nimi.
-Odwodnienie. Nie wszyscy mają twoją wytrzymałość, Pogromco. - Assan wysilił się na gorzką kpinę. Przewodnik bez słowa podał mu swój bukłak, wypełniony życiodajnym płynem.  
- Napijcie się. Wieczorem dobrniemy do Verkurz. Tam odpoczniecie. - powiadomił ich wybawca.
- A ty?  
- Uzupełnię zapasy i wrócę na północ. Armia powinna wiedzieć, że Mer padło. - oświadczył rzeczowo towarzysz Assana oraz dziewczyny.  
- Próbowałem utrzymać blokadę, ale było ich tak dużo… To trwało sekundę… Zawaliłem. Cholera, powinienem…  
- Dobrze się spisałeś, As. Zrobiłeś wszystko, co należało. - spróbował go pocieszyć Pogromca. Jednak Assan wcale nie poczuł się lepiej.
- Byłem królem. Przysiągłem chronić moich ludzi… - mówił, coraz bardziej zawiedziony własną postawą. Tyle rzeczy mógł zrobić inaczej. A tymczasem, bezradnie patrzył, jak giną jego najbliżsi. Nawet Madeleine nie potrafił uratować. Gdyby jego przyjaciel nie przybył w porę...
- Hej… - głos przewodnika zmusił Assana do otrząśnięcia się z bolesnych wizji. - Nadal jesteś władcą. Mer upadło, ale nie zginęło. Obiecuję ci, że wszystko odzyskasz. Nie pozwolimy, aby Podziemie nami rządziło. Jesteśmy drużyną, pamiętasz?  
- Daj spokój… Jestem beznadziejny. Zawsze byłem.  
- Mad tak nie uważa. Ani ja. Ani twoi żołnierze. Ani cała reszta Ziemia.  
- Nieprawda. Wszystkich zawiodłem. Przejdę do historii jako przyczyna największej porażki ludzi. - stwierdził Assan z rozżaleniem, wlewając wodę w suche wargi dziewczyny.  
- Broniłeś Ziemie przed ciemnością cztery lata! Cztery lata walczłeś na pierwszej linii frontu, a całe Mer stało wiernie u twego boku! Dałeś nam bezcenny czas, As. Jesteś bohaterem.  
- Przegrałem. Cienie przerwały zaporę… Wdarły się do miasta… Zabijały każdego… - Assan ukrył zrozpaczoną twarz w wychudłych dłoniach. - Gdyby nie ty… - kontynuował przytłumionym głosem - Bez ciebie nikogo nie udałoby się uratować. Zawdzięczam ci wszystko, przyjacielu.  
-Nie ma o czym mówić, As.  
- Jest. Dobrze wiesz, że jest. Można by o tobie opowiadać aż po krańce słów, Ravelonsie ves Tiareen.  


Dziękuję wszystkim, którzy dotarli do końca i mnie wspierali. Mam nadzieję, że będziecie że mną dalej :)

1 509 czyt.
100%454
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1436 słów i 8470 znaków, zaktualizowała 20 lip 2017

Komentarze (4)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • nefer

    nefer 1 sie 2017

    Masz ładny styl, który sprawia, że Twoją opowieść czyta się płynnie. Potrafisz zaciekawić akcją i niebanalnymi pomysłami (niektóre aż proszą się o rozwinięcie). Bohaterowie też nie są typowymi postaciami zaludniającymi krainy fantasy. Zakończenie sugeruje, że żywisz jakieś dalsze plany związane z tym światem. I bardzo dobrze. Uwagi krytyczne wyraziłem już przy innych okazjach, nie będę wiec ich teraz powtarzał, aby nie psuć nastroju.    Z mojej strony gratulacje.

  • Margerita

    Margerita 21 lip 2017

    łapka w górę szkoda że to, już koniec ale lubię szczęśliwe zakończenia oczywiście że  będę z Tobą dalej i czekam na nowości od Ciebie

  • AlexAthame

    AlexAthame 21 lip 2017

    Pieknie piszesz. Jestem z tobą od początku. Dziekuję

  • NataliaO

    NataliaO 20 lip 2017

    Piękny tytuł, jak i historia. Dobrze się czytało