Deszcz ciemnych gwiazd #16

Deszcz ciemnych gwiazd #16

Hardine przyjrzała się sobie krytycznie. Porcelanowa cera nie nosiła żadnych oznak zmęczenia. Jasne oczy lśniły jakby bardziej po starannym podkreśleniu ich czarną kredką. Intensywna czerwień ust doskonale dopełniała sznur krwistych rubinów na jej smukłej szyi. Poprawiła marszczenie przy piersiach, wypychając je mocniej do przodu. Odkąd stała się taka? Przecież do niedawna robiła wszystko, by zamaskować urodę. Może zresztą ta swoista dziwkarskość tkwiła w niej od zawsze. Wyszarpnęła kosmyk włosów z misternie splecionej fryzury. Tak było bardziej kokieteryjnie. Posłała odbiciu kilka próbnych uśmiechów i pocałunków jak rasowa suka. W końcu nią była, czyż nie? Choć oficjalnie nadal figurowała jako żona Uravia, wszyscy wiedzieli, że dzieli łoże z Cerenem. Niezbadane są ścieżki losu. Hardine wyszła spokojnie ze swoich komnat, rozkoszując się szelestem drogiego materiału przy każdym kroku. Schodząc po kryształowych stopniach napotkała Amademę. Królowa posłała jej spojrzenie pełne jadu.  Dziewczyna skwitowała je szyderczym uśmieszkiem wydatnych warg. Bezpowrotnie minął czas, kiedy żywiła obawy przed tą olśniewającą kobietą. Hardine nie przypominała już ani trochę tej przerażonej, nieśmiałej dziewczyny z prowincji. Zmieniła się. Mimo całego zła, które wyrządził, Mewrys nauczył ją pewności siebie. Teraz była silna. Wsiadła do powozu, zajmując miejsce obok, cichego i skulonego jak cień, Uravia. Krótka podróż do Dziewiątej Wiosny upłynęła im na dosyć sztywnym dialogu. Wyszła z pojazdu, nie czekając aż mąż wysiądzie. Urokliwy dworek należał do ves Cryse’ów - twórców oraz właścicieli silenyjskiego przemysłu górniczego. Cestia ves Cryse obchodziła swoje szesnaste urodziny, co stanowiło doskonały pretekst do wydania zabawy, mającej przypomnieć wszystkim o niebotycznie wysokiej pozycji rodu. Mądre posunięcie, biorąc pod uwagę niknące siły króla i coraz bliższe bankructwo panującej rodziny. Gwiazda ves Avarrottihunów gasła. Wyścig o władzę właśnie się rozpoczął. Uczta w Dziewiątej Wiośnie zapoczątkowywała długi korowód kolejnych. Istniało bowiem przynajmniej trzynaście rodów mogących walczyć o tron, a zwycięstwo miało przypaść tylko jednemu. Nic zatem dziwnego, że arystokracja Silen czyniła ogromne wysiłki, aby przyćmić resztę. Hardine witała serdecznie gości i gospodarzy, hojnie szafując perlistym śmiechem. Natychmiast skupiła na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych. Nienawidzili jej, ale i kochali. Zazdrościli, skrycie podziwiając. Zgorszenie przeplatała fascynacja. Tego wieczoru, a także każdego następnego była niepodzielną królową ich serc. Śmiałym krokiem podeszła do grupki zajętych rozmową mężczyzn. Palili fajki, w mglistych oparach dymu omawiając sprawy państwa. Bez trudu namierzyła Cerena, który po śmierci ojca przejął rodzinny biznes. Obecnie zarządzał całością silenyjskiego handlu i wchodził w skład ścisłej elity elit tutejszego społeczeństwa. Hardine usiadła mu na kolanach, prowokująco odsłaniając uda. Ceren dokończył swój wywód opanowanym tonem chociaż głos lekko mu drżał, zapewne na myśl o nocy, która ich czekała. Niespiesznie wyjęła fajkę z ręki Cerena, zaciągając się mocno. Słodycz dymu rozluźniła ją przyjemnie, pozwalając odpłynąć daleko jej zmysłom. Pocałowała przesiąknięte narkotykiem usta chłopaka.  
-Chciałbym, żebyśmy już byli sami… - wymamrotał, pieszcząc dłonią pierś Hardine.  
-Ja również. - odparła, z trudem hamując pragnienie, by oddać się mu tu i teraz. Nigdy nie podejrzewałaby siebie o taką namiętność, jednak tamten pamiętny dzień w górach zmienił ją zupełnie. Dziewczyna zrozumiała, że Ceren i ona są sobie przeznaczeni niczym dwie połówki tego samego owocu.  
-Zatańcz ze mną. - poprosił, musnąwszy jej kark delikatnie, jak gdyby zamiast warg miał skrzydła motyla. Objął Hardine, prowadząc na parkiet. Muzycy zwolnili melodię. Tańczyli. Tańczyli. Tańczyli. Nic innego się nie liczyło. Aż nagle, w pewnej chwili, wróciło dawne wspomnienie niczym smagnięcie bicza, rozrywające jej szczęście. Chłopak, jakby to wiedząc, przyciągnął ją bliżej siebie. Miarowe bicie jego serca działało jak wypalone wcześniej zioło - oddaliło wszelkie zmartwienia. Wsłuchiwała się w nie desperacko, prawie nie dopuszczając innych dźwięków. Przerwał im huk wystrzeliwanych fajerwerków. Zamarli, skamieniali więźniowie sekundy, spoglądając na niebo, będące areną barw, galerią kolorowych świateł. I wówczas pośród męczących oczy rozbłyskow, pokrzykiwań oraz grzmiących wystrzałów, wówczas ujął jej dłoń, wpatrując się w Hardine inaczej niż dotychczas. - Kocham cię… Kocham cię, Dine…  
-Ja… - urwała. Trzy słowa, które miała powiedzieć zredukowały się do jednego. Coś ją blokowało, wyznanie utknęło na dobre w narastającej ciszy.  
-Rozumiem. - szepnął, odwracając głowę. Puścił jej rękę. Hardine przygryzła wargę. Nienawidziła się. Dotknęła nieśmiało policzka chłopaka. Nadal miękkiego pomimo szorstkiej warstewki brody.  
-Ceren, ja… - przerwała ponowne. Wpatrując się w nią, musiał wyczytać przerażenie, odmalowane szokiem na pobladłej twarzy. Obrócił się, akurat by skrzyżować spojrzenie z Uraviem. Książę trzymał sztylet, wbity po rękojeść w ciało Cerena. Z rany wypłynęła krew, kapiąc na złotą posadzkę niczym rozlane wino. Ciało młodzieńca bezładnie odsunęło się, przytrzymywane przez Hardine. Fajerwerki spalały niebo złotymi wstęgami. Większość gości nie zwęszyła jeszcze dramatu. Rozgrywał się tylko między nieruchomą Hardine i Uraviem ściskającym kurczowo nóż, jakby zakrwawione ostrze stanowiło potężny amulet. Trzecim aktorem tragedii był zastygły na pośmiertnym obliczu Cerena grymas zaskoczenia. Kałuża, w której leżał chłopak, otaczała go niby krwista aureola. Ktoś krzyknął. Jacyś ludzie biegali dookoła nich, zawzięcie dyskutując. Hardine nie dostrzegała powstałego zgiełku. Dopiero, kiedy wysunięto martwe ciało z jej ramion, zaczęła wyć. Czyjeś silne ręce zniosły dziewczynę do jakiegoś pokoju. Posadzono ją jak lalkę na fotelu, wciskając w dłoń Hardine, ciężki od wina, kielich. Opróżniła go jednym haustem. Nie płakała. Miała wrażenie, że jej emocje brutalnie wyrwano. Że leżą w kałuży krwi, skrzętnie wycieranej przez sług.  

KOLEJNA CZĘŚĆ NAJPÓŹNIEJ W CZWARTEK 06.07.17:)

1 008 czyt.
100%313
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użyła 1140 słów i 6636 znaków, zaktualizowała 28 cze 2017

Komentarze (3)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Margerita

    Margerita 28 cze 2017

    łapka w górę jak się cieszę że nadal piszesz

  • AlexAthame

    AlexAthame 28 cze 2017

    Znowu nic nie rozumiem, a nie często mi się zdarza. W burzy będzie odpowiedź, a w deszczu czarnych gwiazd ukojenie. Tylko czy tak się stanie.

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 27 cze 2017

    Hurra!!! Kolejna część. Coś szybciej tym razem... Dlaczego zabiłaś Cerena? Nie masz serca, zimna istoto