Deszcz ciemnych gwiazd #10

Deszcz ciemnych gwiazd #10

-Nie rozumiem, dlaczego wracamy do ves Nillów zamiast iść w stronę Mer. - prychnęła Hardine. Mijający ją przechodnie spojrzeli na nią dziwnie. No tak, zapomniała, że nie widzą Mewrysa.  
-Tłumaczyłem ci już. Tiana ma wielu przyjaciół, którzy mogą się przydać.
Hardine wzruszyła ramionami, naciągając kaptur głębiej. Trochę trwało nim dotarła do Rajskich Ogrodów, jak nazywano posiadłość Tiany ves Nill. Ponad godzinny spacer porządnie ją zmęczył. Kiedy to całe szaleństwo się skończy, popracuje nad kondycją. Tiana wypoczywała w przeszklonej oranżerii pełnej ogromnych, świeżo rozkwitłych kwiatów i uwijających się pośród nich maleńkich kolibrów. Swoje siwe włosy osłoniła wdowią chustą, wyszytą onyksami, po jednym za każdy, przeżyty z mężem, rok.  Jej oczy w kolorze płynnego złota lśniły jasno. Podobno,  właśnie ich blask przypominający monety oczarował hrabiego ves Nill.  
-Hardine ves Avarrittihun. Co za zaszczyt. - skwitowała jej przybycie wdowa, zapatrzona w fontannę, która zamiast wodą, tryskała płatkami kwiatów.
-Tiano… - skłoniła się Hardine uprzejmie. Staruszka machnęła ręką, na ów przejaw manier.- Potrzebuję twojej pomocy - dodała dziewczyna.
- Mów śmiało, dziecko. Pomogę ci, choćby po to, by utrzeć Avarrottihunom nosa. - oznajmiła kobieta, zamykając trzymaną na kolanach opasłą księgę rachunkową.
-Zabiłam kogoś. - wyznała Hardine. Tiana pokiwała w zamyśleniu głową.  
-Wyjeżdżasz… - stwierdziła domyślnie.  
-Chciałabym.  
-Słusznie. Do Mer, nieprawdaż? Inaczej byś do mnie nie przyszła. Potrzebujesz protekcji i dobrze brzmiącej historii, czegoś za czym będziesz mogła ukryć krew na rękach. Z ciekawości, zabiłaś Uravia?
-Nie, nie jego.  
-Więc nie zarządzą pościgu. Groziłby zbyt dużym skandalem. Zamiotą wszystko pod dywan. - analizowała szybko Tiana.  Hardine obserwowała ją z podziwem. Może kiedyś będzie tak samo dobrze obeznana w ludzkich charakterach.  - Poczekaj, dziecko…Mam pewien pomysł… - kobieta zadzwoniła po służących. - Wezwijcie Cerena. Pilnie. I podajcie mi papier. - rozkazała energicznie. - Jak chcesz się nazywać? - zwróciła się do Hardine.  
-Dilana. - odparła dziewczyna, wybierając pierwsze lepsze imię.  
-Dilana... Szanowna Dilana ves Nill, siostrzenica mojego dawno zmarłego męża, wydana wcześnie za mąż i odesłana wraz z matką do Daarb. Na skutek zarazy straciła zarówno swego wybranka jak i rodzicielkę… Postanowiła zacząć od nowa… Co ty na to?  
-Ja…  nie wiem… Robisz dla mnie tak wiele…  
-Lubię cię, Dilano. Poza tym ves Nillowie nie zostawiają krewnych na lodzie, nawet tych nieistniejących. Jesteśmy porządną, kupiecką rodziną. - powiedziała Tiana. Do oranżerii wszedł Ceren, ubrany w strój łucznika, lekko zarumieniony od wysiłku. Widok Hardine wywołał u niego lekką konsternację.  
-Wołałaś babciu?  
- Ceren, kochanie, znasz Hardine, prawda? - twarz Tiany rozjaśniła się przy nim momentalnie.
-Tak… - odpowiedział, spuszczając oczy.  
-Teraz będzie twoją kuzynką, niejaką Dilaną. Odwiedzicie razem Gerthę i Loana. Trzeba odnowić ten stary dom na nadbrzeżu. Zamieszka tam. List oddasz Gerthdzie. - Tiana podała wnukowi zaklejoną kopertę. - Musisz dopilnować, żeby Dilana poznała historię naszej rodziny ze szczegółami, Loan nie omieszka jej sprawdzić. Jakieś pytania?  
-Kiedy ruszamy? - zapytał  Ceren, chowając list do kieszeni.  
-Jak tylko zakończymy przygotowania. - oświadczyła Tiana. Ceren ukłonił się nisko, spoglądając na Hardine po raz pierwszy od pamiętnego wieczoru.Odwróciła wzrok. Nie chciała wzbudzać w nim niepotrzebnej nadziei. Trzask drzwi oznajmił jego wyjście. - Dobry z niego dzieciak, Dilano. Ubóstwia cię, wiesz?
- Jestem tego świadoma, Tiano.
- Nie skrzywdź go. Kiedyś przejmie cały handel w Silen i zostanie królem.  
- Avarrottihunowie nigdy na to pozwolą. - ośmieliła się wtrącić Hardine.  
- Ich bank wkrótce upadnie, a oni wraz z nim. - Tiana uśmiechnęła się złośliwie. - Chodźmy cię spakować. Rzeczy Amademy powinny na ciebie pasować. Gdy była w twoim wieku, miała tak samo wąską talię… Czemu tak patrzysz? Ach, nie powiedziano ci, że królowa jest moją młodszą siostrą? Wszyscy udają, że o tym nie wiedzą. Banda dwulicowych hipokrytów… - kobieta wstała ze złością, gestem nakazując Hardine iść za sobą. Po stromej wspinaczce znalazły się na zawalonym kuframi poddaszu. Dwa okrągłe świetliki wpuszczały delikatną woalkę światła. Ściany pokrywały obrazy, przedstawiające kobietę przemienioną raz w ptaka, raz w kwiat. Był w nich zawarty niemal namacalny smutek, bezgłośne wołanie o pomoc.
- Są poruszające… - powiedziała cicho Hardine, oglądając je zaintrygowana.
- Amadema potrafiła malować ten motyw godzinami.  
- ONA je namalowała?  
- Kto by się spodziewał, hę? Miała talent. Chciała nawet wyjechać do Daarb, tam  jest szkoła dla takich jak ona. - odparła Tiana, przeszukując sporą skrzynię.  
- Dlaczego nie pojechała? - zapytała Hardine, zaskoczona odkryciem zupełnie nowej twarzy  teściowej, która wcześniej wydawała się być jedynie zimną, pozbawioną serca, zazdrosną suką.  
- Zakochała się.  
- W królu?
- W ulicznym grajku. Znalazłam. - Tiana zamachała triumfalnie czarnym materiałem. - Na szczęście moda żałobna nie podlega zmianom. Załóż, będziesz śliczną wdową.
Hardine posłusznie założyła prostą suknię bez ozdób, zakończoną golfem. W głowie miała mętlik. Amadema zakochana w ubogim artyście i Amadema, przechodząca ostentacyjnie na drugą stronę ulicy, aby uniknąć spotkania plebejuszy po mszy, w świątyni. Hardine z trudem hamowała śmiech. Tiana podała jej jeszcze kilka sukien o ascetycznym kroju oraz tradycyjny welon, do którego doszyła dwa onyksy. Ucałowała dziewczynę serdecznie, życząc udanej podróży. Hardine wrzuciła rzeczy, w tym miniaturowy portret rzekomego męża do niewielkiego kuferka. Ceren już czekał w powozie przed domem. Okryła twarz welonem, wdzięczna za tę osłonę. Chłopak pomógł jej wsiąść. Jechali dość szybko, najwyraźniej Ceren próbował jej  zaimponować swoimi umiejętnościami jako woźnicy. Zasłuchana w jego rodzinne opowieści, nawet nie zauważyła, kiedy dotarli do granicy.  
- To już tu? - spytała zdumiona.  
- Opuściliśmy Silen, ale nasza podróż dopiero się zaczyna. Do morza jeszcze wiele dni drogi.  - wyjaśnił Ceren, gdy przejeżdżali przez kamienny łuk z wyrytymi symbolami. - Wybudowali go Widzący. Jest na nim inskrypcja, pozwalająca ustalić położenie Papierowej Wyspy. Tak przynajmniej mówią legendy. Nikt tego nie potwierdzi, bo nikt nie odczyta wskazówki. - dorzucił, opisując konstrukcję. Hardine jednak nie słuchała, pochłonięta Widzącym szepczącym jej do ucha dawno zapomniany przekaz.

535 czyt.
100%174
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy, użyła 1188 słów i 6936 znaków ·

Komentarze (4)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Zarejestruj się za darmo!
  • Ness2812

    Ness2812 24 sierpnia

    Podobają mi się tu imiona. Zwłaszcza Dilana. Jeszcze takiego nie słyszałam, a swego czasu przekopałam cały internet w poszukiwaniu czegoś oryginalnego

  • nefer

    nefer 4 lipca

    Szybko rozkręcasz akcję. Zobaczymy, co dalej.

  • Margerita

    Margerita 15 czerwca

    łapka w górę jak zawsze

  • AlexAthame

    AlexAthame 19 maja

    Dobrze, że Tiana jej pomogła. Czekam na dalszy ciąg i oczywiście pozdrawiam.