Tam, gdzie zachodzi słońce. cz. 17

– Tak... chyba tak.
Czy istotnie byłem gotowy i wolny? Tak uważałem.
– Czy sądzisz, że mnie uwiodłaś piętnaście lat temu?
Zmieniła się na twarzy. Patrzyła na mnie.
– To dlatego wyjechałeś, a ja głupia myślałam, że to śmierć Susan.
– Matko – ująłem ją za dłoń – to nie jest tak proste.
– Mamy czas. Wiem, że wrócisz do Emmy, bo ją kochasz, ale teraz możesz powiedzieć wszystko i ja ci powiem wszystko.
Pomyślałem o rozmowie z brunetką, też była tam kwestia powiedzenia wszystkiego...
– Dobrze, ale niech to nie będzie ultimatum. – dlatego tak odpowiedziałem Kathy.
– Nie rozumiem, kochanie...
– Nie ważne. Popełniłem błąd, ale da się go naprawić, nie chodzi o ciebie tylko mnie i Emmę.
– Och, rozumiem – powiedziała to, ale nie zrobiła się smutna.
– Mam właściwie tylko jedno pytanie. Dlaczego mnie zapragnęłaś? To nie była tylko chęć przeżywania rozkoszy, której nie dał ci ojciec.
– To też nie jest takie proste, ale postaram się odpowiedzieć, lecz najpierw ty odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy czułeś się uwiedziony i to, że nie miałeś nikogo po śmierci Susan, to moja wina?
– Tak uważałem do czasu, aż poznałem Emmę, ale teraz rozumiem, że to ja sam podsycałem. Tak w skrócie, prawie sobie poradziłem, z tym że trzy tygodnie byłem w intensywnym związku erotycznym ze swoją matką, a potem ona zginęła. A ja uznałem to, że to moja wina i że ilekroć nawiążę z kimś relację, ten ktoś umrze.
– Och, kochanie – przytuliła mnie – to czysty przypadek. Ale wybacz, że ja miałam w tym udział.
– Ukarałem Emmę za twoją, nie do końca pełną winę, ale już ci wybaczyłem, jeżeli miałem co wybaczyć. Nie zgwałciłaś mnie, tylko chciałaś. Nie wiem teraz, czy gdybyś powiedziała wówczas, że mnie chcesz, czy bym odmówił. Skoro już wiesz, odpowiedz mi na moje pytanie.
– Prawdą jest to, że czułam się zaniedbana, ale pogodziłam się z tym, że mnie zdradza i nie kocha. Dlaczego mnie przestał kochać, nie wiem. Ty natomiast rosłeś, dojrzewałeś i byłeś dla mnie wszystkim. Zaczęłam jednak dotykać się i fantazjować o tobie i to stawało się coraz mocniejsze i zapragnęłam cię. Uwierz mi, proszę, że nigdy nie chciałam cię skrzywdzić. Mieliśmy trzy wspaniałe tygodnie, sądziłam, że dałam ci wszystko, co kobieta może dać, a ty, mimo młodego wieku dałeś mi wszystko, co mężczyzna może dać kobiecie.
– Znaczy nie, pragnęłaś mnie jako syna zupełnie, tylko jako mężczyznę?
Przez jej twarz przeszedł dreszcz.
– Znienawidzisz mnie, jak ci powiem prawdę.
– Nie sądzę, powiedz.
– Podniecało mnie to dodatkowo, że kocham się z tobą, moim synem. Jestem zboczona, prawda?
– i to nie zniknęło, mimo że masz właściwą i silną relację z Janesem, prawda?
– Kocham go i pragnę, ale nadal kocham i pragnę ciebie.
– I dlatego chciałaś mnie pocałować kilka dni temu?
Znowu wzięła mnie za ręce.
– Wybacz, kochanie. Pocałowałeś mnie, sądziłam, że ty też...
– Zrobiłem to, bo byłaś w szoku, ponieważ objawiłem naszą najskrytszą tajemnice Emmie.
– Tak, to prawda. Bałam się o to, co ona pomyśli o mnie.
– Ona jest szczera. Nie sądzę, że cię osądza.
Zastanawiałem się, czy powiedzieć matce co przeszła Emma, ale zrezygnowałem. Ona powiedziała to mnie. Jeżeli uzna, że to potrzebne, powie kiedyś o tym Kathy.  
Uznałem, że zbliżamy się do końca wyjaśnień i dlatego powiedziałem to co mi zasugerowała Emma.
– Kochasz Jamesa, uważam, że powinnaś mu powiedzieć o nas.
– Chcę, ale boję się, że jak mu powiem, porzuci mnie.
– Jeżeli cię kocha, a na to wygląda, nigdy tego nie zrobi. Ja myślę, że może ty mnie nadal pragniesz i dlatego mu nie powiedziałaś.
– Nie wiem. Cieszę się, że sobie wyjaśniliśmy. Postaram się mu powiedzieć wkrótce.
– Ale jesteś z jakiegoś powodu smutna.
– Och, to nieważne.
– Ważne, mamo.
– Naprawde chcesz, bym ci powiedziała?
– Tak.
– Dobrze. Nie znienawidziłeś mnie za to wcześniej, to chyba nie znienawidzisz mnie i za to teraz. Smutno mi, że ty już mnie nie pragniesz.
Patrzyłem na nią chwilę. Czyli jednak nadal mnie pragnęła.
– Kathy, powiem ci coś, czego nie zrozumiesz. i moja odpowiedź być może bardziej cię zasmuci, ale może i ucieszy. Chcesz wiedzieć?
– Tak, kochanie. Powiedz.
– Nie sadzę czy cię kiedykolwiek pragnąłem. Było mi dobrze, bardzo dobrze. Ale jak byłem już w Nowym Jorku, nigdy nie tęskniłem za twoim ciałem. Bardziej czułem, że brak mi miłości matki.
Przyjęła to dzielnie.
– Zawsze cię kochałam, jak matka powinna, o ile to pojmiesz. Masz rację, to było głupie z mojej strony. Głupie i skazane na porażkę. Mam wspaniałego mężczyznę od dwunastu lat. Kocha mnie, dba o mnie i daje mi rozkosz.
– A jednak nadal w środku tkwi w tobie pragnienie do mnie. Wierzę, że mnie kochasz. Nie wiem, dlaczego nadal to masz.
– Wybacz mi kochanie.
Uśmiechnąłem się i wziąłem ją za ramiona.
– Powiedziałem ci coś przykrego, ale przyjęłaś to odważnie i dzielnie. Teraz ci powiem coś, czego nie zrozumiesz. Od czasu jak jestem z Emma, zrozumiałem. Nigdy cię nie pragnąłem, ale teraz mógłbym to zrobić i nie tylko dla ciebie.
– Mógłbyś? Właśnie sobie pomyślałam, że byłoby o wspaniałe pożegnanie i może ja również bym już uwolniła od tego. Ale co z Emmą? Nie urznąłbyś, że ją zdradzisz? Nie sądzisz, że sprawiłbyś jej tym ból?
– Może. Ona sprawiła mi tym, że nie powiedziała o Carry.
– Czyli traktujesz to jako rewanż?
– Nie, nie. Sądzę, że podobnie jak w przypadku Jamesa, ona zrozumie, bo mnie kocha. Człowiek nie może ukrywać czegoś w sobie, bo to tylko wzmacnia.
Zauważyłem, że oczy Kathy zaczęły palić się żądzą, ale coś ją hamowało. Sam sobie się dziwiłem. Wówczas tak potraktowałem Emmę i powiedziałem, że to Kathy powinienem tak potraktować, a teraz chciałem jej dać siebie ostatni raz. Dziwne, prawda? Byłem wolny, dlatego chciałem dać jej pełnię tego, co pragnęła i pragnie. Więcej. Może i ja stałem się w tym momencie zboczony, bo świadomość, że zrobię to z własną matką, podniecała mnie, jednak nie chciałem, by to wyszło ode mnie. i w tym momencie ona zaczęła się wycofywać, tak przynajmniej to odebrałem. Staliśmy blisko i wciąż patrzyliśmy sobie w oczy. Jej podniecenie w oczach zaczęło gasnąć.
– Co się stało Kathy?
– Wówczas byłam młoda i jeszcze piękna... Teraz? Mam już prawie pięćdziesiąt.
– Czterdzieści sześć i wyglądasz dziesięć lat młodziej. Nie powiedziałem tego wówczas jako komplementu. Podejdź ze mną do lustra i popatrz. Gdzie jest najlepsze światło?
– W łazience – szepnęła, lekko podłamana.
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do łazienki. Mieli tam wielkie lustro od ceramicznej podłogi aż lekko ponad moją głowę. Śliczne duże lustro z łapkami wkoło oświetlającymi oryginała i dające idealny obraz. Postawiłem ją przed lustrem i zapaliłem wszystkie światła. Stała lekko wystraszona.
– Głuptas – szepnąłem – sama popatrz na swoje odbicie. Lekko zarysowana zmarszczka koło ust, którą już dwudziestopięcioletnie kobiety mają i dosłownie kilka na czole. Skórę masz gładką i jędrną.
– Tak tylko mówisz, żeby mnie nie pogrążać.
– Gadasz bzdury, Kathy. Nie wyglądasz jak osiemnastka lub dwudziestopięcioletnia dziewczyna, ale powtarzam ci, że wyglądasz lepiej niż niejedna trzydziestopięcioletnia kobieta.
– Poza twarzą, reszta nie jest taka zła – szepnęła.
– Reszty nie widzę. Figurę masz dobrą
– Staram się i dbam o siebie. James mówi, że jestem super, ale przesadza.
– Nie wiem nic o tym – uśmiechnąłem się lekko.
– Chcesz zobaczyć? – dostrzegłem w lustrze, że jej oczy znowu zapaliły się podnieceniem.
– To już od ciebie zależy.
Zmieniła się na twarzy. Uniosła bezzwłocznie bluzkę, potem zdjęła spódnicę. Stała w ładnym kompleciku. Szybko zdjęła kapcie.  
– Co myślisz?
– Jesteś bardzo zgrabna.
– Pośladki mi nieco opadły i piersi również.
– Pamiętam przez mgłę. Wolałem zapomnieć, ale sądzę, że nie jest tak źle, jak mówisz.
– Źle nie jest, mówiłam, że się staram. Jestem jednak pewna, że widok nagiego ciała takiej kobiety nie wpłynie na twoje hormony.
– Kathy, nie tylko hormony się liczą. Nie odbieram cię tylko cieleśnie.
Odwróciła się gwałtownie i spojrzała mi w oczy.
– Uważasz, że zdoła cię podniecić widok mojego nagiego ciała?
– Spróbuj się przekonać.
Kathy chyba pozbyła się już wstydu i tego, że stoi obok jej syn. Widziałem, że mnie chce. Zdjęła stanik i figi. Miała wygolone łono. Piersi trzymały się dobrze. Posiedziałbym, że nawet bardzo, chociaż rzeczywiście były odrobinkę zwiotczałe. Pośladki miała super, pewnie bardzo mocno nad tym pracowała.  
– No i co? – zapytała.
– To już musisz sama stwierdzić.
Widziałem, że hamuje się, by mnie nie pocałować. Miała świadomość, że nie jestem już niedoświadczonym piętnastolatkiem, jakiego uczyła wszystkiego. Rozpięła i zdjęła moją koszulę. Spojrzała na twarz, a skoro nie zobaczyła sprzeciwu, rozpięła pasek, suwak i zdjęła mi spodnie, a po chwili bokserki. Mój organ stał wyprężony. Zrobiła wielkie oczy.
– Nie był tak wielki wtedy, a chyba jest większy niż Jamesa.
– O tak, czyli James nie jest tam taki jak ojciec? – wiedziałem o tym, bo mi wspomniała o tym, w tamtym czasie.
– Mike, czy mogę cię pocałować?
– Możesz wszystko, ale nie chcę, byś zaczynała od tego gościa.
Teraz już płonęła. Przywarła do mnie swoim nagim ciałem i zaczęła łapczywie całować. Czułem podniecenie. Pomyślałem chwilkę o Emmie, ale uznałem, że teraz jest czas dla Kathy. Wszystko się u mnie zmieniło. Świadomość, że będę miał seks, z matką, podniecał mnie dodatkowo.  
Oderwała usta i szepnęła.
– Jestem taka napalona. Weź mnie ostro ale nie tu. Sypialnia, salon?
– Nie chcę cię ruchać mamusiu w twoim małżeńskim łożu. Salon.
Tym razem ona mnie wzięła za rękę i zaprowadziła do salonu. Ułożyła się na kanapie i rozsunęła uda, ukazując rozwiniętą i wilgotną pusię, z pewnością większą niż miała Emma. Wcisnąłem guzik i zasłoniłem kotary.  
– Ruchaj mamusię, kochanie.
Schyliłem się i zacząłem lizać jej srom. Łapczywie i zaborczo. Bez pytania wsunąłem kciuk do drugiej dziurki. Wydała jęk rozkoszy.
– Będziesz chciała tam później?
– Wiesz, że tak.
Lizałem ją mocno. Palcami prawej dłoni pieściłem jej łechtaczkę a lewej, twarde brodawki piersi. Po dwóch minutach dostała orgazmu. Nie przeszkadzało mi, że jej zwarcie nie ma takiej siły jak u Emmy. Odciąłem chęć porównywania i od razu poczułem się lepiej. Tamten zwierz z pierwszego razu z Emmą powrócił. Ale tym razem był zadowolony, co nie znaczy, że mniej zaborczy.  
– Na kolana – zakomenderowałem.
– Ruchaj mocno mamusię – jęknęła.
– Spodziewaj się tego.
Ułożyła swoje ciało, odpowiednio. Patrzyłem chwilkę na jej biodra i w pełnym rozkwicie rozwiniętą różę. Wbiłem w nią swoją kolumnę. Krzyknęła. Już w trzecim ruchu osiągnąłem dno. Kciuk był cały w jej drugiej dziurce. Wydawała głośnie jęki.
– Tak właśnie chcesz, mała dziweczko?
– Tak. Ruchaj mocno mamusię, bo jest bardzo niegrzeczną dziewczynką.
Czyli musiała bardzo chcieć, bo mój ogromny organ nie zrobił na niej takiego wrażenia, jak się spodziewałem. Wbijałem się w nią ostro, a każdy ruch kwitowała jękiem rozkoszy. Mogłem długo, a ona już po kolejnej minucie znowu miała kolejny szczyt. Pamiętałem, że i dawno temu tak było. Przeżywanie wielokrotnych orgazmów nie jest tak częste, a ja na razie miałem dwie takie kochanki. Po dwóch kwadransach naliczyłem się siedmiu orgazmów. W końcu i u mnie się zbliżał. Nie pytałem, w jakim momencie cyklu się znajduję. Odkryła moje myśli.
– Możesz zostać we mnie. – jęknęła.
Po chwili zacząłem erupcję. Wydawała jęki rozkoszy przy każdym moim wytrysku, a ja jej wtórowałem.  
Mój organ zmalał, ale nie całkowicie. Jakkolwiek dotarło do mnie, co się właśnie stało. Znowu miałem z nią zbliżenie. i wówczas kotara, zasłonięta od piętnastu lat zniknęła. Ja oszukałem Emmę, a ona tylko ukryła prawdę. To nie był jeden dzień, tylko pełne trzy tygodnie ostrego seksu i jeszcze dwa dni. Nie od razu. Uczyła mnie wszystkiego. Odkrywała swoje fantazje. Nie zmuszała, ale ja chciałem wszystkiego. Moje orgazmy stawały się dłuższe, a u niej ilość też wciąż to rosła. Była sprytna, a powiedział mi to po tygodniu. Założyła ojcu lokator w komórce, tym zabezpieczyła się, by nas nie nakrył. Jak to zrobiła, do dzisiaj nie wiem. Nauczyła mnie analnego seksu, wiedziałem, że zawsze była tam czysta. Potem poznałem fingering i w końcu fisting. Pełny, waginalny, a potem analny. Z pewnością nie robiła tego z Samuelem. Uświadomienie sobie, że to ja oszukałem Emmę, spowodowało we mnie lawinę winy. Zrobiłem jej awanturę o blondynkę, a sam oszukałem. Z rozmyślań wybiła mnie Kathy.
– Co się stało, kochanie? Chcę cię jeszcze.
– Może starczy na dzisiaj.
Uśmiechnęła się, bo zrozumiała, że to nie znaczy koniec.  
– Daj mi się jeszcze raz, proszę. Nie masz wyrzutów sumienia, że to się stało, prawda.
– Nie o to, ale nie chcę o tym mówić.
– Dobrze, nie będziemy. Pokocham cię sama, bardzo delikatnie.
Po chwili leżałem na kanapie, a ona sama była na mnie, zupełnie jak pierwszy raz. Robiło się coraz milej i prawdę mówiąc, to rozpuszczało moje poczucie winy, kiedy nagle usłyszałem głos Jamesa. Oboje go nie zauważyliśmy. Co robił o tej porze?  
– Co wy robicie... Boże!
Zanim zdołałem cokolwiek powiedzieć, wyszedł.
– Cholera – powiedziałem.
Do niej też doszło, co się stało.
– Z Samuelem byłam bardziej ostrożna, ale na Jamesie mi zależy i co teraz będzie?
– To moja wina, nie powinienem tegorobić z tobą. Jestem z Emmą.
– Ona cię zdradzała.
– Nie rozumiesz! Nie ważne co robiła wcześniej, to moja wina. Teraz nie mam dokąd iść.
Poszedłem do łazienki po ubranie.
– Nie zostawiaj mnie samej – poprosiła cicho.
Nie byłem małym chłopcem i nie chciałem zwalać na nią winy. Chciałem ją, jak nigdy, ale wszystko inne nie było w porządku. Wiedziałem, że Emma zrozumie, ale popsułem właśnie relacje mojej mamy. Byłem mężczyzną i czułem się odpowiedzialny.
– Idę, tylko nie bardzo mam gdzie.
– James również. Sprzedał swój dom jeszcze przed ślubem. Zaufał mi, a ja to podeptałam dla żądzy. Jestem niegodna pożałowania. Napalona kurwa we mnie, zwyciężyła kobietę i matkę.
– Nie jesteś kurwą, mamusiu. Napaloną tak, to prawda – pocałowałem ją w czoło.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i dramaty, użył 2718 słów i 15084 znaków.

Dodaj komentarz