Pani Dwóch Krajów cz. 43

LXXV
     Nefer obawiał się, że zostanie teraz odprowadzony do obozu i umieszczony w jakiejś urządzonej pospiesznie zagrodzie dla jeńców czy też w innym, podobnym miejscu. Tak się jednak nie stało. Czyniono przygotowania do uroczystej parady zwycięstwa i pilnujący go żołnierze też mieli zapewne zamiar ją obejrzeć. Traktowali go zresztą zupełnie dobrze, bez okrucieństwa czy pogardy, niemal przyjaźnie. Po dłuższej chwili do ich grupki podszedł pospiesznie Harfan.
     "O co tu chodzi, Neferze? Czym naraziłeś się na taki gniew?”
     "Miałem pilnować Irias. Tymczasem pojechaliśmy na wzgórza, żeby obejrzeć bitwę. Dostrzegliśmy tych Hetytów i chcieliśmy kogoś o tym zawiadomić. Wtedy pojawiła się Korina, ona zdradziła i próbowała nas powstrzymać. Zabiłem ją, Irias odwróciła jej uwagę... Ale zdążyła ugodzić księżniczkę w głowę. Musiałem zostawić Irias, nieprzytomną, zabrałem konia... Bogowie, w ciele Koriny utkwił mój oszczep, drzewce, które otrzymałem z rąk Śietlistej Pani. Ona pewnie myśli, że ja...”
     "A znak z Okiem Izydy?”
     "Irias dostała go od Najwspanialszej. Nie mogę powiedzieć, z jakiego powodu. Chciałem, żeby gwardia ruszyła bez żadnej zwłoki i posłużyłem się nim, aby przekazać rzekome rozkazy Królowej dotyczące obsadzenia wzgórz.”
     "A więc to tak... Ale Menase twierdzi coś innego.”
     "On kłamie! Tylko sierżant był świadkiem naszej rozmowy i właściwie, to zmusił go do wykonania tego rozkazu.”
     "Sierżant zapewne umiera... Neferze, wierzę ci, ale to nie wygląda najlepiej. Jeżeli nikt poza Irias i Tereusem nie może potwierdzić twoich słów... Spróbuję porozmawiać z naszą Panią, ale Ona... Potrafi być ślepa i głucha na wszystko, gdy chodzi o księżniczkę.”
     "I tak ci dziękuję, przyjacielu. Najjaśniejsza musi uwierzyć!”
     "Oby tak się stało! Wybacz, mam obowiązki i wracam do moich szwadronów.” - Przyzwał gestem podoficera dowodzącego strażą. - "Efarze, stary druhu, wiem, jakie dostaliście rozkazy, ale traktujcie go dobrze. Ta sprawa zostanie wyjaśniona.”
     "Panie, wszyscy gwardziści już wiedzą o mieczu Hetyty i o tym, że to ty i ten niewolnik ujęliście się za chwałą sierżanta. Na ile zdołamy, uczynimy jak każesz.”
     Podczas tej krótkiej rozmowy dowódcy Królowej ustawili się w bardziej zorganizowany sposób za Jej rydwanem. Nefer z przykrością dostrzegł, iż honorowe miejsce najbliżej Władczyni zajął Menase. Rozstawiono straże, pojawili się pisarze gotowi zapisywać imiona wojowników, którzy wyróżnili się w walce i zostaną nagrodzeni przez Najjaśniejszą. Dokoła przybywało gapiów, nadchodzili wszyscy żołnierze oraz obozowi słudzy wolni od obowiązków i nie uczestniczący w samej paradzie. Efar przewidział to jednak i zawczasu zajął ze swymi ludźmi oraz więźniem dobre miejsce, nie rzucające się szczególnie w oczy, ale pozwalające widzieć i słyszeć wszystko, co działo się przed obliczem Monarchini. Gdzieś obok pospiesznie formowano kolumny poszczególnych oddziałów oraz gromady jeńców, których w coraz większej liczbie spędzano z pola bitwy.
     Paradę otwarli piesi gwardziści, zdecydowani bohaterowie dnia. Było ich wyraźnie mniej, niż zdawało się rankiem Neferowi, ale pomimo połamanych oszczepów oraz uszkodzonych często tarcz prezentowali się dumnie i groźnie. Przechodząc przed rydwanem Najwspanialszej rzucali do wystawionych tam koszy prawe ręce zabitych Hetytów. Pisarze skrzętnie notowali imiona żołnierzy oraz liczbę złożonych przez nich dłoni. Nefer nie miał pojęcia, co stało się z ręką hetyckiego oficera, którą odciął dla niego Harfan. Sam na pewno nie rzuci już do stóp Amaktaris tego trofeum, niech więc uczyni to chociaż przyjaciel. Libijczyk przejechał jednak powoli na czele swoich rydwanów, a jego żołnierze wysypali na piasek duży kosz wspólnie zdobytych dłoni. Pewnie znalazł się wśród nich także łup Nefera. Następnie defilowały szwadrony uczestniczące w szarży Królowej. Trwało to dość długo, chociaż część zaprzęgów nadal krążyła po pustyni, ścigając i wyłapując uciekających wrogów. Teraz złożono u stóp Monarchini prawdziwe stosy odciętych rąk. Należały one do Hapiru i, zdaniem Nefera, miały jednak mniejszą wartość. Hetyci to najgroźniejsi wojownicy świata, a ci tutaj byli tylko zwykłymi barbarzyńcami z pustyni. Przyszła wreszcie kolej na oddziały piechoty, walczące z wojskami Księcia. Ponieważ stanowiły główną część armii, do udziału w paradzie wybrano tylko niektóre jednostki z każdego pułku. Tym razem nie rzucano już dłoni zabitych wrogów jako dowodu zwycięstwa. Wrogami tymi byli bowiem Egipcjanie, często dawni towarzysze broni obecnych zwycięzców. Zdradzili, ulegając namowom Księcia, może nie zawsze świadomie i dobrowolnie. Nikomu nie zależało na podkreślaniu tego, iż walczono tu także z mieszkańcami Kraju nad Rzeką.
     Po przejściu wszystkich wyznaczonych oddziałów zaczęto znosić zdobyte łupy, głównie oręż i elementy wojskowego wyposażenia. Sprowadzono nawet kilkadziesiąt nieuszkodzonych hetyckich wozów bojowych, do których zaprzęgnięto schwytane na pobojowisku konie. Wszystko to z pewnością przyda się na przyszłość. Kto wie, czy król Suppiliuliuma nie zechce pomścić śmierci syna? Najpewniej jednak nie ośmieli się w obecnej sytuacji rozpoczynać wojny i zrzuci winę na rzekomą samowolę krnąbrnego młodzieńca. Podobno miał też innych synów i akurat tego jednego mógł poświęcić, skoro plan się nie powiódł.
     Zamiast nadal przyglądać się zdobycznemu orężowi, Nefer skoncentrował się na samej Osobie Amakrais Wspaniałej. Miał teraz okazję ujrzeć Ją w chwale nie tyle wszechwładnej Pani Obydwu Krajów, ale bardziej jako zwycięskiego dowódcę i wojownika. Wyprostowana dumnie na platformie rydwanu, nadal mając za plecami Horkana, przyjmowała pozdrowienia żołnierzy. Najdzielniejszych nagradzała odznaczeniami za odwagę, złotymi pierścieniami lub naszyjnikami. Innym dziękowała gestem dłoni, uśmiechem, dobrym słowem. Okazało się, że pamięta imiona zadziwiająco wielu z nich. Może podpowiadali je w stosownej chwili młody oficer albo któryś z innych dowódców? Spojrzenie Nefera przemknęło po postaci Menase i to przypomniało mu o własnej, niepewnej sytuacji. To jemu należały się te honory! To on wygrał tę bitwę, nie umniejszając w niczym zasług Tereusa i Irias. To on powinien stać u boku Bogini i cieszyć się blaskiem chwały. O czyś takim marzyli wszyscy dorastający chłopcy w Abydos i nie tylko tam. A tymczasem... W tej chwili Najwspanialsza odczuwała z pewnością dumę i radość zwycięstwa, czy nadal trwał w Niej jednak także gniew na osobistego sługę? Miał nadzieję, że może opadnie, oby tylko Irias i sierżant mogli potwierdzić jego słowa...
     Te ponure rozważania przerwała nagła, głucha cisza, zapadła raptownie wśród okrzyków triumfu. Prowadzono pierwszych jeńców i oto... Oczom wszystkich ukazał się Książę Nektanebo, Kuzyn Królowej. Jak zwykle w bogatych, teraz nieco poszarpanych szatach szedł w łańcuchach za rydwanem. Starał się jeszcze miotać groźne spojrzenia i zachować resztki godności, gdy jednak zatrzymano go przed obliczem Pani Dwóch Krajów, porzucił wszelkie pozory i pokornie upadł na twarz. Z rydwanu zeskoczył Temar, niegdyś dowódca garnizonu w Tamadah, uderzając pięścią w tors.
     "Bądź pozdrowiona, o Wielka Pani! Oto Twój kuzyn, którego pojmałem z moimi ludźmi gdy próbował uciekać ze swego obozu na pustynię!”
     "Dzielnie się spisałeś, komendancie! Odkupiłeś dawne winy i przyjmij nagrodę z rąk Królowej!”
     Pełen zasłużonej dumy, Temar zbliżył się do rydwanu Władczyni, która nałożyła mu ciężki, kosztowny łańcuch.
     "A więc przynajmniej jemu się powiodło.” - Pomyślał z zazdrością Nefer
     "Temarze, uhonorowałeś Mego kuzyna bardzo szczególnymi kajdanami... Czy Ja dobrze widzę, że uczyniono je ze złota?” - Kontynuowała Władczyni.
     "Dokładnie tak, o Najwyższa! Znaleźliśmy je w namiocie księcia i uznaliśmy za stosowne dla osoby jego rangi.”
     "Dziękuję, komendancie. Twoje zasługi nie zostaną zapomniane. A ty, drogi kuzynie... Czy zdradzisz nam wszystkim, w jakim celu przygotowałeś te niezwykłe okowy?”
     "Najjaśniejsza Pani, kuzynko...”
     "Ach, przeznaczyłeś je zapewne dla Mnie, czyż nie? Bardzo to uprzejme z twojej strony. Zechciej wybaczyć, ale nie pomyślałam, aby zatroszczyć się o podobne szczegóły i wobec tego chętnie przyjmę oraz wykorzystam twój dar.”
     "Pani, możesz uczynić, co zechcesz. Wszystko, co posiadam, należy do Ciebie. Okaż tylko łaskę.”
     "To prawda, ty sam i wszystko, co posiadałeś, należy teraz do Mnie. I obdarzę cię łaską, zwracając ci te złote kajdany, kuzynie. To łaska, bo sprowadzając wrogów do Kraju nad Rzeką, pozwalając im zabijać i łupić, sam pozbawiłeś się praw przysługujących krewnemu Królowej! Zasłużyłeś na śmierć! Królewska krew nie powinna jednak spływać na ziemię, bo to sprowadza gniew bogów. Dlatego teraz zachowam cię przy życiu i później postanowię o twoim losie! Zabrać go z Moich oczu i dobrze pilnować.”
     Nie słuchając już żałosnych błagań i podziękowań Księcia, Nefer pomyślał z gorzką ironią, że oto jednocześnie spotkał ich obydwu ten sam los. Jeszcze rankiem tego dnia nigdy by się czegoś takiego nie spodziewał. Tyle, że on nie nosił łańcuchów ze złota.
     Miejsce Księcia zajęli teraz jeńcy mniej znacznej rangi. Kilku ważniejszych stronników i dowódców Nektanebo Najwspanialsza potraktowała z chłodną surowością, zapowiadając szybkie rozpatrzenie i osądzenie ich czynów. Oni także zasłużyli na śmierć i wszyscy dobrze o tym wiedzieli, a ich krew nie sprowadzi gniewu bogów. Zapewne zostaną straceni po powrocie do stolicy, aby ukazać ludowi zwycięstwo prawowitej Władczyni oraz Jej Sprawiedliwość. Kolejnych jeńców - Egipcjan już nie prowadzono, prości żołnierze mogli zapewne liczyć na pomniejsze kary, ułaskawienie i ponowne przyjęcie do służby. Przynajmniej takie słowa Nefer usłyszał swego czasu z ust Świetlistej Pani. Pojawili się natomiast Hetyci. Nie było ich wielu i w większości wyglądali na rannych. Nie oczekiwali łaski i tylko nielicznych wzięto do niewoli, ciężej poszkodowanych zapewne na miejscu dobito. Wątpliwe, aby król Suppiliuliuma chciał ich wykupić i trafią w większości na targowiska niewolników. Wyglądali na silnych, przydadzą się przy wiosłach albo w kamieniołomach. Po groźnych wojownikach pojawiły się prawdziwe tłumy Hapiru. Obdarci i wynędzniali, prezentowali się biednie i żałośnie. Takie było zresztą ich życie w dzikich ziemiach spalonych słońcem. Od dawna osiedlali się w Kraju i zazwyczaj ich przyjmowano, pozwalając mieszkać i pracować. Teraz przybyli jednak jako najeźdźcy i dostali to, na co zasłużyli. Pomimo własnej sytuacji, Nefer poczuł przypływ dumy ze zwycięstwa Królowej oraz nienawiści do wrogów. Szeregi pojmanych Hapiru zdawały się nie mieć końca, pojawiły się nawet gromadki kobiet. Z pewnością ceny na targowiskach niewolników bardzo spadną. Nie spodziewał się aż tylu jeńców. Horda była wprawdzie olbrzymia, jak zapamiętał to jeszcze z okolic Tamadah, ale przecież wielu z nich musiało zginąć w walce, inni uciekli zapewne na pustynię.
     "Po dzisiejszym dniu odechce im się grabienia Egiptu.” - odezwał się niespodziewanie kapral Efar. - "Od lat sprawiają kłopoty, ale trudno ich dopaść. Są jak szczury, ukrywające się w swoich norach i kradnące co się da, gdy tylko odwrócisz się plecami. Ale dzisiaj bogowie wydali ich w nasze ręce. Szli pomiędzy wzgórzami a brzegiem morza, gdy na nich spadliśmy. Za sobą też mieli słone rozlewiska. Nie zdołali nam uciec!”
     Nefer domyślił się, że pilnujący go żołnierze straży przybocznej brali udział w szarży i zapragnął zaspokoić ciekawość.
     "Panie, czy zechcesz powiedzieć coś więcej?”
     "Były ich całe tłumy. Próbowali się bronić, ale brakuje im porządku oraz dyscypliny. I to nasze szczęście, bo walczą nawet dzielnie. Nie zdążyli ustawić właściwego szyku, o ile w ogóle wiedzą, jak można osłonić się przed rydwanami.” - Żołnierz nadspodziewanie łatwo dał się namówić na zrelacjonowanie przebiegu ataku. - "I tak nic by im to nie dało, bo gnaliśmy jak wiatr, a teren nam sprzyjał, ale poszło dużo łatwiej i prawie nie mieliśmy strat. Królowa, Oby Żyła i Władała Wiecznie, prowadziła szarżę, musieliśmy się bardzo natrudzić, aby osłonić Jej boki i plecy. Opór załamał się szybko, ale oni nie mieli jak i dokąd uciekać. Kosiliśmy ich niczym jęczmień podczas żniw. Wielu dobiegło nad brzeg morza, nie próbowali już nawet walczyć, stali twarzami do wody, wznosili ręce i głośno nawoływali. Jak gdyby wzywali pomocy, zbierali odwagę, aby rzucić się w fale, albo czekali, aż morze się cofnie. Nic takiego nie nastąpiło i ścięliśmy ich wszystkich. Najjaśniejsza powiodła atak, a nasze zaprzęgi zostawiały za sobą krwawe bruzdy. Na tym brzegu zginęło najwięcej barbarzyńców. Potem ścigaliśmy już tylko niedobitki i zaczęliśmy brać jeńców. To główny łup, bo w ich obozie panowała nędza. Ci, którzy zdobyli namioty księcia, obłowili się o wiele bardziej.”
     Kapral zakończył swoją opowieść z pewną zawiścią, może też zreflektował się, że mówi to wszystko więźniowi, którego ma pilnować. Tymczasem pochód pojmanych Hapiru dobiegł wreszcie końca. Zamykali oni paradę i rydwan Królowej ruszył w stronę obozu. Nadal pozdrawiały Ją okrzyki zwycięstwa. Ten dzień na pewno powiększy chwałę Amaktaris Wspaniałej. Nawet Jej sławny Ojciec nie zdołał nigdy zniszczyć całej dywizji hetyckich rydwanów bojowych. Jeżeli pragnęła dorównać mu jako wojownik i dowódca, o czym mówiła kiedyś w czeluściach Labiryntu, to uczyniła to teraz, w walce z najgroźniejszym, możliwym wrogiem. Z pewnością czekają na Nią jeszcze liczne obowiązki, może też zechce odświeżyć się skromną kąpielą w obozowych warunkach. Prędzej czy później znajdzie jednak czas, aby zająć się sprawą swego osobistego niewolnika. Pragnął tego zarazem z nadzieją, jak i obawą.
     "Chodźmy, poszukamy czegoś do jedzenia! Od tego wszystkiego zgłodniałem jak lew!” - Kapral poderwał swoich ludzi i także skierowali się ku obozowisku. Zaleźli czynną już i wydającą proste potrawy kuchnię polową. Żołnierze pozwolili też posilić się Neferowi, spokojnie przyjmując to, że powoli radził sobie z jedzeniem mając skute dłonie. Przysiedli potem w jakimś zacienionym miejscu nieodległym od kwatery Władczyni i oczekiwali na dalsze rozkazy, podczas cienie się wydłużały, a słońce wędrowało ku zachodniemu horyzontowi. Wojacy wydawali się nawet zadowoleni, że mało absorbujące obowiązki strażników pojedynczego więźnia uwolniły ich od zadań związanych ze zbieraniem i dzieleniem zdobyczy oraz wyłapywaniem czy pętaniem jeńców. W obozie utrzymano bowiem dyscyplinę i nie było mowy o świętowaniu zwycięstwa pijacką ucztą, jak zdarzało się to w przypadku gorzej wyszkolonych armii. Na takie objawy radości przyjdzie czas później, po powrocie do stolicy, na przepustkach. Bogini także nie ucztowała, może chciała dać dobry przykład, a może triumf w bitwie nie przyniósł Jej jednak wyłącznie satysfakcji. Zapadał już zmierzch, gdy przybył Harfan.
     "Ona wzywa cię przed swoje Oblicze.” - obwieścił z niewesołą miną.
     "Panie?”
     "Próbowałem mówić z Najjaśniejszą, ale... Sam się przekonasz. Chodźmy.”
     Gdy znaleźli się przy namiocie, zatrzymał strażników na zewnątrz i osobiście wprowadził Nefera. Amaktaris, istotnie odświeżona i przebrana w prostą szatę, siedziała na wyłożonym skórą jakiegoś dzikiego zwierzęcia stołku. Ruchem ręki odprawiła gwardzistę.
     "Bracie, proszę, zostaw nas samych. Chcę z nim porozmawiać na osobności.”
     Gdy Libijczyk wyszedł, długo wpatrywała się w Nefera, ignorując to, że stoi przed Nią zamiast upaść na ziemię albo przynajmniej uklęknąć i pochylić głowę. Uznał, że takie gesty i tak nie mają teraz sensu, a nie chciał ułatwiać Jej zadania. Niech spojrzy mu w oczy, wydając osąd. Ona z kolei może zdążyła się już przyzwyczaić do podobnego braku poszanowania dla zasad etykiety, często przejawianego przez osobistego niewolnika, a może także chciała widzieć jego twarz.
     "Dlaczego to zrobiłeś, Neferze? Mów, skoro masz okazję. Dla złota, ze strachu, z powodu urazy? A może z wszystkich tych przyczyn jednocześnie?”
     "Pani, ja także boleję nad Irias. Co z nią?”
     "Miałeś jej pilnować! Powierzyłam ci jej życie i bezpieczeństwo!” - Straciła jednak opanowanie i podniosła głos. - "A ty sam ją zaatakowałeś, mogłeś zabić, może wręcz tego chciałeś!”
     "Pani, Amaktaris... To nie tak, ja nigdy... Ona sama to opowie.”
     "Nie nazywaj Mnie tak, niewolniku... Irias nadal nie odzyskała przytomności. Ani Ja, ani mistrz Sentot nie potrafimy jej dobudzić.” - Teraz mówiła już cicho, spokojnie, wywołując jednak w ten sposób tym większy niepokój Nefera.
     "To Korina uderzyła ją w głowę, gdy...”
     "Dość! Ciekawe, w jaki sposób mogła to uczynić, z twoim oszczepem wbitym w plecy! Właściwie, to z moim oszczepem, który sama ci dałam. Drzewce nosi królewskie znaki, nie można go pomylić!”
     "Najjaśniejsza, nie uderzyłem księżniczki. Przecież jest moją przyjaciółką, kocham ją...”
     "To ona kochała i podziwiała ciebie! A ty... porzuciłeś ją na pustyni, nieprzytomną. Jej klacz okazała więcej wierności i strzegła swojej pani. To dzięki niej odnaleźliśmy Irias tak szybko.”
     "Nie potrafiłbym jej skrzywdzić.”
     "Też nie mogłam, nie chciałam w to uwierzyć. Ale ten znak...” - Wyciągnęła nieszczęsny medalion. - "Znaleziono go przy tobie. Tylko ty wiedziałeś o jego wartości i o tym, jak go użyć.”
     "Pani, opowiem wszystko po kolei.” - Zaczął pospiesznie. - "Tak, złamałem Twoje rozkazy. Pojechaliśmy na wzgórza, aby obejrzeć bitwę. Tam dostrzegliśmy nadciągających Hetytów. Chciałem szybko kogoś zawiadomić, Ty byłaś już daleko, atakując tych Hapiru. Wtedy...”
     "Powiem ci, co było dalej. Może i rzeczywiście pojechałeś tam z ciekawości, bez złych zamiarów. Ale gdy ujrzałeś rydwany Mutawalisa zwątpiłeś i uznałeś, że już przegrałam. Pomyślałeś o ucieczce i o złocie. Irias tylko ci przeszkadzała, może nie chciała uciekać albo oddać medalionu...”
     "Oddała go z własnej woli. Chciałem kogoś zawiadomić i użyć tego znaku, aby wezwać wojsko! Wtedy nadjechała Korina.”
     "Tak, dostrzegła was, podążających na wzgórza. To Ja posłałam Korinę za wami, aby sprowadzić Irias do obozu. A ty ją zabiłeś, ciosem w plecy, bo inaczej nie miałbyś żadnych szans. Potem uderzyłeś Irias i uciekłeś na koniu. Tylko, że nie potrafisz na nim jeździć, poniósł cię na stanowisko gwardii i zrzucił. Wszyscy to widzieli.”
     "Pani, zabiłem Korinę, bo zdradziła i zamierzała przeszkodzić nam w podniesieniu alarmu. Irias pomogła mi w walce, odwróciła jej uwagę, ale sama otrzymała uderzenie w głowę. Musiałem zostawić księżniczkę, aby wezwać żołnierzy na wzgórza. To dlatego pojechałem w kierunku gwardzistów. To prawda, nie jestem dobrym jeźdźcem i spadłem z Bestii, a ona uciekła, ale... Pokazałem Twój znak i udałem, że przynoszę Twoje rozkazy. Potem polecono mi ruszyć razem z gwardzistami... W tym wszystkim zapomniałem o Irias, niestety...”
     "Zapomniałeś o niej dużo wcześniej! Śmiesz twierdzić, że to ty skierowałaś gwardię na wzgórza? Może jeszcze powiesz, że wygrałeś tę bitwę? Tylko dlaczego nikt nic o tym nie wie?”
     "Pokazałem znak sierżantowi i temu Menase. Tylko oni wiedzieli, co się dzieje. Nie mówiłem nic o Irias, aby nie wzbudzać podejrzeń Menase.”
     "Sierżant jest ciężko ranny i nie wiadomo czy wyżyje. Utracił mnóstwo krwi, nie opatrzono na czas jego ran i nie wyglądają dobrze. Pojawiła się gorączka. A dowódca gwardii zupełnie inaczej przedstawia te wydarzenia.”
     "Ma do mnie urazę, bo przeszkodziłem mu w zagarnięciu miecza poległego Mutawalisa. Akurat przy tym był też Harfan.”
     "Ale niczego więcej nie widział i o niczym więcej nie wie. Ta opowieść jest mało przekonująca. Amazonki zażądały twojej śmierci za to, że zabiłeś Korinę ciosem w plecy i zraniłeś Irias... Neferze, wybaczyłabym ci zabójstwo Koriny, kradzież złota, ucieczkę, a nawet zdradę... Nie wybaczę jednak krzywdy Irias, tego jednego nie!”
     "Pani...”
     "Nie przerywaj, jeszcze nie skończyłam. Przez wzgląd na twoje zasługi, przez wzgląd na to, co nas łączyło, na to, że może noszę twoje dziecko, wstrzymam się z wyrokiem. Wstrzymam się do czasu, aż Irias odzyska przytomność. O ile kiedykolwiek ją odzyska. Trzeba zabrać księżniczkę do stolicy, może mistrz Serpa zdoła jej pomóc, mając wszystkie środki szpitala, własną wiedzę oraz radę kilku innych uzdrowicieli, którym ufa. Potrzebny jest pośpiech, ona nie może pozostać długo w tym stanie. W obozie księcia znaleziono jego lektykę. Irias jest już w drodze nad Rzekę, do miejsca, w którym zostawiliśmy flotę. Tragarze mają się zmieniać tak często, jak będzie to potrzebne, ale rozkazałam im przebyć cały szlak biegiem! Horkan dowodzi eskortą, jest wystarczająco silna, aby oprzeć się każdemu zagrożeniu. Jemu wierzę, tak jak kiedyś tobie. Może tym razem się nie zawiodę. On przejął się losem Irias i okazał bardzo pomocny. Jutro ruszamy za nimi, powinniśmy ich dogonić najdalej nad Rzeką. Mam obowiązki i nie mogłam już dzisiaj opuścić armii, chociaż bardzo bym chciała podróżować przy Irias.”
     "Wyruszamy, o Pani?”
     "Zabieram cię ze sobą, niewolniku. Jeżeli Irias umrze, albo nie uda się jej obudzić... Tutaj nie mam możliwości wymierzenia kary takiej, na jaką zasłużyłeś. Pojedziesz jako więzień i lepiej módl się o życie i zdrowie księżniczki. Pewne miejsca na Placu Śmierci przerażają nawet mistrza Apresa, przerażają nawet Królową. A teraz... Mam już dość twojego widoku.”
     Donośnym głosem wezwała Harfana i strażników.
     "Wyprowadzić go, audiencja skończona!”

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4008 słów i 23001 znaków, zaktualizował 17 lut 2016.

11 komentarze

 
  • damian1913

    My tu czekamy z niecierpliwością!! Swoją drogą, popracował byś nad tym opowiadaniem, rozszerzył kilka wątków itd i powstała by powieść bestseller roku! Sam bym kupił, mimo, że zazwyczaj korzystam z bibliotek albo wyszukuje ciekawostek taniej książki.

  • nefer

    @damian1913 Hej. Właśnie pracuję    i jutro powinienem wkleić kolejny odcinek. W tej chwili to już ponad 700 stron znormalizowanego druku więc i tak spora cegła, a koniec dopiero majaczy na horyzoncie.  

  • super

    @nefer Oby ten koniec nagle nie nadciągnął.

  • nik

    @nefer  
    Koniec ? Żarty jakieś pisz pisz pisz i wydaj to, kupię książkę z przyjemnością

  • nefer

    @nik Każda opowieść musi się kiedyś skończyć, ale kilka spraw jeszcze zostało do wyjaśnienia , a najgroźniejsi wrogowie Królowej nadal czekają na swój czas.

  • Paczo

    Kiedy dodasz nową część mistrzu?

  • nefer

    @Paczo Właśnie wróciłem i naskrobię coś w ciągu kilku dni. Pozdrawiam.

  • Paczo

    @nefer Dobrze mistrzu będziemy czekać. Pozdrawiam.

  • nefer

    @Paczo Mam już gotową dużą część kolejnego rozdziału ale dajcie to dopracować.  

  • Jarek

    Neferze. Musisz być bardziej płodny. Chcemy nowego odcinka co 2/3 dni he he

  • nefer

    @Jarek Tak to nie dam rady, ale wróciłem i postaram się zabrać do pracy.

  • Jarek

    @nefer no chociaż raz w tygodniu.

  • nefer

    @Jarek Będzie jutro.

  • nefer

    Dziękuję wszystkim za komentarze. Królowa zbiera ostatnio złe opinie, może z czasem jej obecne postępowanie, istotnie niesłuszne, da się częściowo wyjaśnić. Po wszystkim rzeczywiście będzie musiała prosić o wybaczenie (tzn. skłoni ją do tego poczucie sprawiedliwości, które jednak posiada). Takie nowe doświadczenie też sie jej przyda.    Tymczasem wyjeżdżam jednak na tydzień, co opóźni zamieszczenie kolejnej części. Pozdrawiam Czytelników.

  • nik

    @nefer  
    Umieść teraz te nową część,  inaczej będzie można Ciebie   nazwać  sadystą

  • nefer

    @nik Ja tak trochę jestem sadystą, tylko co bardziej okrutne obowiązki zrzcam  na Królową.  

  • gabi

    Biedny Nefer chciał dobrze a wyszło jak zawsze. Jestem tak wściekła na Amaktaris dlaczego mu nie wierzy. Nigdy nie dał jej powodów żeby myślała że jest zdolny do zdrady i to jeszcze takiej. Wymierzone nie tylko w nią ale także w Irias. Amaktaris musi dowiedzieć się prawdy i błagać  Nefera  o przebaczenie.

  • czytelnik

    I znowu czekanie. Ale nie mogę się doczekać co będzie dalej i jak ostatecznie rozwiąże się sprawa Irias

  • Ramol

    Brawo!!!!! Jak to robisz Mistrzu, że każdy kolejny rozdział  jest bardziej oczekiwany (i wciągający) niż poprzedni? Czyż otrzymujemy to dzięki przydługim dojazdom do pracy? (Zatem mogę się tłumaczyć, że jestem w pracy wciąż - 7/24 i dlatego ma "płodność" tak szwankuje!). Zatem: Gratulacje i piękne ukłony dla Ciebie Zbyszku!

  • nefer

    @Ramol Około 1,20 w jedną stronę, ale nie codziennie.    W pracy też trzeba jednak zająć czymś głowę.  

  • Funkykoval1972

    @nefer Jednak jej w pracy nie nadwyrężaj. Zostaw większą część na nasze opowiadanie :-)

  • violet

    Łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Ale ciekawa jestem, w jaki sposób utrzesz Amaktaris nosa, bo utrzesz, prawda? Co do Nefera,  ciężkie jest życie niewolnika, ale cierpienie uszlachetnia!

  • nefer

    @violet Cóż, wymysliłem już uroczy (mam nadzieję) sposób, w który poprosi o wybaczenie. Sama rozumiesz, że może mieć kłopoty z czymś taki z braku wprawy.  

  • violet

    @nefer Jestem pewna że zrobisz to doskonale i czekam z niecierpliwością!

  • Funkykoval1972

    chaaandelier ma rację. Neferze obudź ja jak najszybciej. Niech wszyscy bogowie Egiptu im (iras i Neferowi -więźniowi)dopomogą :-)

  • nefer

    @Funkykoval1972 Zagonię ich do pracy!  

  • chaaandelier

    O nie! Irias musi się wybudzić i Królowa musi poznać prawdę.

  • nefer

    @chaaandelier W końcu pozna.  

  • Szarik

    Powiem tylko: a nie mówiłem? Okrutniku, jak długo jeszcze zamierzasz męczyć Nefera niepewnością? Jak zwykle świetny odcinek i znów będę niecierpliwie czekał na następny.

  • nefer

    @Szarik Ale ty przecież nic nie chciałeś powiedzieć.  

  • Szarik

    @nefer pewnie, że nie. Za dużo przyjemności przeszłoby bokiem.  

  • nefer

    @Szarik A Nefer niech sie trochę pomęczy. To już zapewne ostatni raz, więc niech korzysta, póki może.  

  • Szarik

    @nefer rozkosz odkupienia, hmmm.