Nowy Świat Czarownic, cz. 74

Przekonał się o tym bardzo szybko, wkrótce po powrocie do obozu. Prowadzeni przez rzekomą Berenikę zajęli namiot pani Siedmiu Bram i Sudrun poprosiła o natychmiastowe przybycie sir Adriana, sir Lucjusza oraz sir Olgierda. Dwaj pierwsi nie wzbudzili żadnych pytań Marcusa. Oni również, co prawda Lucjusz tylko z nie dającej się uniknąć konieczności, uczestniczyli aktywnie w zakończonym powodzeniem zamachu i z pewnością oczekiwali niecierpliwie na wiadomości. Aktualny pan Trzeci wyczuł zapewne wielkie użycie mocy, nie mógł jednak wiedzieć, jak zakończyła się konfrontacja. A sir Adrian zasługiwał na to, by poznać prawdę, chociaż Marcus wątpił, czy ucieszy się wieścią o śmierci córki oraz czy Berenika ujawniła przed nim swój desperacki plan.
     - Po co nam tutaj sir Olgierd? Dość mamy już komplikacji.
     - Właśnie po to, by ich uniknąć, Marcusie – odparła Sudrun. - Berenika, prawdziwa Berenika, gdy tylko pozyskała moc i wiedzę uwolniła obydwu od zaklęć wzmacniających ochraniacze, a panie Edyta i Olga zrobiły resztę. Uważała, że powinna to zrobić i chciała uczynić na wszelki wypadek. Wiesz dobrze, jaki.
     - Rozumiem, że sir Adrian powinien zostać jak najszybciej oswobodzony. Ale po co wezwałaś Olgierda? Gdy pozna prawdę, będą z nim tylko kłopoty.
     - I tak nie zdołałabym ukryć tej prawdy, nie przed nim. Domyśl się, dlaczego.
     - Mogłabyś przecież... Zrozumiałbym...
     Umilkł, zdając sobie sprawę, że Sudrun ma rację. On sam bardzo dokładnie wyczuwał przecież różnicę, gdy łączył się z panią szlachetnej krwi, Bereniką, Aurorą, bliźniaczkami czy nawet przeklęta wiedźmą, oraz gdy czynił to dziewczyną z ludu, taką jak Sudrun. Przekazywaniu mocy towarzyszyły szczególne doznania, niemożliwe do pomylenia ze zwykłym uniesieniem.
     - A co z sir Waldemarem i sir Rogerem? Ich także zamierzasz wtajemniczyć?
     - Wobec nich nie muszę i nie mam zamiaru odgrywać roli małżonki. Berenika nie uwolniła ich, a ja nawet nie potrafię. Nie zasługują zresztą na żadne względy. Po prostu, będę ich trzymała na dystans i nikogo to nie zdziwi.
     - A sir Olgierda weźmiesz do łoża? Może razem z sir Lucjuszem i mną na dokładkę?
     - Marcusie!
     - Wybacz, Szlachetna Pani. Wybacz, księżno Siedmiu Bram.
     - Marcusie, proszę cię. Nie mam zamiaru brać ich do łoża, ale nie zasługują też na to, by zostawić ich w ochraniaczach. W przypadku sir Olgierda zadecydowała tak jeszcze Berenika.
     - Wybacz, Sudrun.
     To przypomina mi o jeszcze jednej sprawie. Zauważyłam, że zabrałeś wiedźmie ten kluczyk. Usuń teraz zaklęcie i pozbądźmy się tych przeklętych pierścieni. Panie Olga i Edyta nie będą tym razem potrzebne. A mnie bardzo zależy na twoim uwolnieniu. Uwierz, że o wiele bardziej niż w przypadku sir Olgierda i sir Lucjusza.
     - Wierzę ci, Sudrun. A raczej, wierzę, Bereniko. Powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.
     - A zatem do dzieła, sir Marcusie, mój pierwszy małżonku.
     Wypowiedzieli ostatnie zdania z uśmiechami na ustach, uśmiechami, które szybko jednak zgasły. Najpierw na twarzy chłopaka, następnie zaniepokojonej jego nagłą konsternacją dziewczyny.
     - Nie potrafię, Sudrun! Nie potrafię!
     Doskonale pamiętał, jakich splotów użyła wiedźma, gdy ostatnim razem, kilka godzin temu, nakładała pierścienie. Tuż przed wyprawą w śniegi na poszukiwanie Gonan. Tragicznie zakończoną wyprawą, która dała czas pozostałym uczestnikom spisku na uwolnienie Lucjusza i przekazanie mocy Berenice. A Berenika bez problemów oswobodziła następnie sir Adriana i sir Olgierda. Wszystko zadziałało więc zgodnie z planem. A tymczasem on sam nie potrafił teraz tych przeklętych splotów rozwikłać.
     - Nie mogę nic zrobić!
     - Spróbuj jeszcze raz.
     - Próbuję cały czas. Widzę jej sploty, czuję, rozpoznaję węzły. Tylko nie potrafię ich uchwycić, prześlizgują się między palcami mocy niczym węgorz świeżo złapany w sieć! Dokładnie tak jak wtedy, gdy wiedźma jeszcze żyła.
     - Ale przecież jest martwa! Pani Edyta wbiła jej sztylet w serce na twoich oczach, a potem sam spaliłeś przeklęte truchło.
     - To nic nie zmieniło, spleciony czar nadal jest aktywny. I nadal okazuje się odporny na moją moc.
     - Może tak właśnie działa magia? W pełni ukończone zaklęcie, przeznaczone do trwania w długim czasie, funkcjonuje nawet po śmierci czarownicy? Albo czarownika, czy pana mocy, jeśli już chodzi o ścisłość i tak wolisz być nazywany? I nadal okazuje się odporne na twoją magię, bo usłużyłeś kiedyś wiedźmie?
     - Może masz rację. Nigdy nie mieliśmy okazji poznać takich niuansów.
     - To nie ma większego znaczenia. Lucjusz był przecież obecny przy nakładaniu twoich obręczy, musi znać te sploty równie dobrze jak własne. A jego moc zadziałała, miałeś okazję się o tym przekonać. Za chwilę to on cię uwolni.
     - Obyś miała rację, Sudrun.
     - Wkrótce sam się przekonasz, Marcusie.
     Nie musieli czekać długo, prowadzeni przez Olgę panowie wkroczyli do namiotu. Przewodniczka zdążyła już zapewne powiadomić ich o powodzeniu zamachu na wiedźmę, może również o ofierze Bereniki, przeobrażeniu Sudrun i powziętych planach. Nie wiedzieli jednak, czy opowiedziała im o wszystkim w obecności sir Olgierda. Okazało się, że to Sudrun bez wahania przejęła inicjatywę, w sposób godny nowej, chociaż niekoniecznie prawdziwej pani Siedmiu Bram.
     - Sir Adrianie, Lucjuszu, Olgierdzie. Przeklętej pamięci lady Berengaria nie żyje, spopielone szczątki spoczywają w lesie, zmieszane z błotem i śniegiem. Niestety, aby to osiągnąć, prawdziwa Berenika poświęciła własne życie. Sama tak postanowiła, to była jej decyzja i jej ofiara. Ciało również musieliśmy spopielić. Przykro mi, sir Adrianie, uważała cię za ojca i prawdopodobnie to ty nim właśnie byłeś. Uratowaliśmy przynajmniej jej córkę, lady Blankę, prawowitą dziedziczkę Siedmiu Bram. Niech to będzie ci pociechą. Tymczasem, w oczach świata będę musiała zająć miejsce Bereniki, z pomocą sir Marcusa i was wszystkich, mam nadzieję.
     - Wiem już, co się stało. Byłaś jej przyjaciółką, Sudrun. Moja córka... Nie powiem, że cieszy mnie jej śmierć, nigdy nie powiem... Ale na pewno będziesz lepszą panią księstwa niż przeklęta wiedźma, przeklęta lady Beatrycze.
     - Nie zawsze byłyśmy przyjaciółkami, szlachetny panie. Zbliżyły nas jednak wspólny los i wspólne nieszczęścia. Niech Dobra Bogini jej sprzyja, a ja zaopiekuję się córką Bereniki i twoją wnuczką.
     - Niech tak będzie, skoro musi. Niegdyś lady Beatrycze zmuszała mnie, abym nazywał ją imieniem mojej ukochanej Berengarii i uczyniła z tego najsroższą torturę. Tobie bez wahania przyznam imię Bereniki, księżnej Siedmiu Bram.
     - Dziękuję, panie. A co ty powiesz, sir Olgierdzie?
     Zasypany spadającymi nań rewelacjami pan Drugi sprawiał wrażenie oszołomionego.
     - Zostałem poślubiony i przysięgałem służyć mojej pani, księżnej Berenice z Siedmiu Bram. Muszę dotrzymać słowa, tego wymaga honor małżonka szlachetnie urodzonej damy.
     - Twoje słowo i twój honor haniebnie znieważono, szlachetny panie. Znieważono już w chwili zaślubin. Kobieta, którą poślubiłeś, udawała tylko Berenikę. W istocie była zapewne jej babką albo nawet bardziej odległą przodkinią, która siłą magii przedłużała w nienaturalny sposób własne życie, wcielając się kolejno w postacie swoich prawnuczek, mordując je przy tym w stosownym czasie. Prawdziwa Berenika położyła temu kres, zabijając wiedźmę za cenę własnego życia. Nie możemy teraz tego ogłosić, dlatego zajmę jej miejsce. Potrzebuję jednak waszej, także twojej pomocy.
     - Nie wiem, co o tym sądzić. Lady Berenika traktowała mnie zawsze w sposób odpowiedni dla prawowitego małżonka, w sposób godny szlachetnej damy Królestwa.
     - Prawdziwą Berenikę spotkałeś tylko raz. Gdy uwolniła cię od obręczy. Co ci wtedy obiecała?
     - Że już nikt nigdy mi ich nie nałoży, jeżeli tylko będzie miała w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia.
     - Nie zdziwiło cię to, szlachetny panie?
     - Noszenie ochraniaczy to odwieczna tradycja...
     - I przyjąłeś te przeklęte pierścienie z radością, gdy matka nałożyła ci je natychmiast po tym, skoro tylko stałeś się mężczyzną? Nie uwierzę, bo mnie spotkało dokładnie to samo i wiem, co wtedy czułem!
     - Nie miałem wyboru, wyjaśniono mi, że tak nakazują obyczaje i prawa Królestwa, że to dla mojego dobra.
     - Nie pytam o prawa i obyczaje, pytam o to, co czułeś.
     - Musiałem zrezygnować z wielu rzeczy... Lubiłem zabawy z służkami, lubiłem ćwiczenia z bronią...
     - Z służkami będziesz musiał postępować dyskretnie, to ważne dla ciebie samego i nas wszystkich, ale do ćwiczeń możesz powrócić bez przeszkód. Nikt nie nałoży ci już więcej pierścieni, przynajmniej nie w Siedmiu Bramach, dopóki będę panią księstwa.
     - Fałszywą panią księstwa. - Marcus musiał przyznać, że sir Olgierdowi nie brakowało śmiałości.
     - Na tronie Siedmiu Bram od pokoleń zasiadała fałszywa księżna. Oszukiwała również ciebie, szlachetny panie.
     Nie było to może do końca prawdą, jak uznał Marcus, ale argument ten pomógł panu Drugiemu przezwyciężyć skrupuły.
     - Będę mógł ćwiczyć... Na placu i gdzie indziej.
     - Masz na to słowo pani Siedmiu Bram.
     - Przyjmuję je z wdzięcznością, szlachetna lady Bereniko. - Sir Olgierd skłonił się elegancko.
     „Trzeba będzie na niego uważać.” - pomyślał Marcus. - „Nie wygląda jednak na głupca i powinien zrozumieć, że nigdzie indziej nie uzyska podobnej swobody.”
     - A ty, sir Lucjuszu? Pomogłeś nam w sprawie wiedźmy i liczymy na twoją dalszą pomoc. Oczywiście, możesz oczekiwać rozsądnych przywilejów.
     Sudrun szybko uczyła się sztuki uprawiania polityki, niedwuznacznie przypominając Lucjuszowi o tym, że w razie odkrycia prawdy i on nie byłby bez winy w oczach szlachetnych dam Królestwa. W końcu wziął aktywny udział w zamachu na kogoś, kto uchodził za prawowitą władczynię księstwa, jego własną panią i małżonkę. Co więcej, posiadł sztukę posługiwania się mocą, a to czyniło wyjętym spod prawa każdego mężczyznę. Z drugiej strony, fałszywa księżna obiecywała łaskawe i życzliwe traktowanie.
     - Pomogłem, bo ona zabiła moją Geldrę.
     - Nie tylko Geldrę. Wiedźma po wielokroć zasłużyła na swój los.
     - Masz rację, zasłużyła... - Lucjusz spojrzał ponuro na Marcusa. - Przyjmuje twoją ofertę, dostojna lady Bereniko. - Wzorem sir Olgierda wykonał dworski ukłon.
     „Na Lucjusza trzeba będzie uważać tym bardziej, mam wrażenie, że chce pozostać w Siedmiu Bramach tylko po to, by zemścić się na kimś jeszcze. Poradzę sobie z nim jednak.” - Snując takie myśli Marcus nie wziął jednak pod uwagę pewnego istotnego szczegółu, o czym bardzo szybko się przekonał.
     - Dziękuję, sir Lucjuszu. W takim razie, mam do ciebie prośbę. Zechciej zdjąć zaklęcie wzmacniające ochraniacz sir Marcusa. Rzuciła je jeszcze stara wiedźma, w twojej obecności. Znasz te sploty i możesz je usunąć.
     - Niech sam się uwolni. - Lucjusz wzruszył ramionami.
     - Niestety, nadal okazują się odporne na moc sir Marcusa, pomimo śmierci starej wiedźmy. Tylko ty możesz je szybko usunąć.
     Chłopak zrozumiał, że tym razem praktykowana od niedawna sztuka uprawiania polityki fatalnie zawiodła Sudrun, która popełniła właśnie straszliwy błąd. Oczy Lucjusza, dotąd ponure i bez wyrazu, rozbłysły niebezpiecznym blaskiem.
     - Tylko ja?
     - Tylko ty znasz sploty i dysponujesz skuteczną mocą. Proszę, zdejmij je.
     - Wybacz, Szlachetna Pani, ale nie zamierzam tego uczynić.
     - Sir Lucjuszu, to moja szczera i gorąca prośba.
     - Możesz sobie udawać księżną Siedmiu Bram, Dostojna Pani, będę posłuszny innym twoim prośbom czy rozkazom. Ale tego jednego na pewno nie spełnię. Choćbym miał nawet zapłacić za to życiem. Co się stało z Gonan? Gdzie ona jest, sir Marcusie?
     - Nie żyje – odparł bezbarwnym głosem.
     - Wiem, powiesz za chwilę, że zabiła ją wiedźma. Ale to ty ją zdradziłeś! Podstępnie wyciągnąłeś ode mnie, gdzie się ukrywa i powiedziałeś o tym czarownicy. Sama to przyznała, a ty nie próbowałeś nawet zaprzeczać! Potem wskazałeś drogę. Jak to się stało? Użyła mocy, użyła ognia? Zabiłeś Gonan równie pewnie, jak gdyś sam rzucił ognistą kulę. A może zresztą to zrobiłeś? Chciałem cię za to zabić. I może jeszcze kiedyś zabiję. Ale tymczasem znalazłem lepszy sposób zemsty. Siedź sobie w tym ochraniaczu do końca świata i usychaj z żądzy. Twoja fałszywa Berenika w żaden sposób nie zdoła ci pomóc. Nie wydam was, wolę obserwować wasze cierpienie, a zwłaszcza twoje męki, zdrajco. Jeżeli spróbujecie mnie zabić, będę się bronił, wiesz, że potrafię. Zachowam moc, podobnie jak ty nie dotknę więc żadnej kobiety. Tyle, że ja nie chcę już żadnej dotykać, nie mam po co. A nawet jeżeli zdołacie mnie podejść i zginę, to już na pewno nie znajdziecie nikogo, kto uwolni tego podłego psa!

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2347 słów i 13235 znaków.

2 komentarze

 
  • Leszek

    @nefer, dziękuję za kolejny odcinek.
    Widać, że to jeszcze nie koniec.
    Uwolnij Marcusa z tej niewoli , bo do kolejnego odcinka przy ,, nowej "  żonie nie wytrzyma 😏 a potrzeby są 😀

  • nefer

    @Leszek Racja, cos trzeba z tym zrobic. Oznacza to kolejne komplikacje...
    Pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer , a może byś go wysłał na poszukiwanie Aurory? Ona mogłaby Mu pomóc z tymi okowami, a może też by trochę "narozrabiał" pośród pań w północnych krainach? Serdecznie pozdrawiam życząc wspaniałej wiosny i jak najwięcej słońca.

  • nefer

    @emeryt Hej. Podziwiam trafność Twoich przewidywań. Właśnie tak planuję kolejny krok... Nie obejdzie się jednak bez trudności... Ogólnie logika opowieści wymusza pewne trudne decyzje...

  • emeryt

    @nefer, jednak postarałeś się umieścić następny odcinek już dzisiaj. Dziękuję Tobie za ten odcinek,  wyjaśnia dosyć sporo. Jednak wydaje mi się że Lucjusz jest bardzo młody i kieruje się bardziej uczuciami, pragnieniem zemsty, niż realiami i rozumem. Szkoda by też było wszystkich byłych mężów Bereniki. Sam  kiedyś pisałeś że starożytni magowie z braku seksu wariowali. Ja ze swojej strony życzę Tobie wraz z całą rodziną dużo, dużo zdrowia, a na dodatek Tobie wspaniałej weny.

  • nefer

    @emeryt Bardzo trafne uwagi, jak trafne, okaze sie juz wkrotce. Bohaterowie nadal maja klopoty... Dzieki za wizyte i pozdrawiam.