Nowy Świat Czarownic, cz. 55

Już w drodze do Złotej Bramy domyślił się, cóż takiego musiało zajść i jakie może być jedyne wytłumaczenie wypadków, które spotykały go od chwili, gdy na porządku stanęła sprawa małżeństwa z Bereniką, następczynią tronu Siedmiu Bram, jednak odkrycie dowodu machinacji własnej matki, bo kosmyk jej włosów uznał za dowód aż nadto wystarczający, która nie tylko sprzedała własnego syna w zamian za wiedzę o podejrzanych i potępianych oficjalnie zaklęciach, ale chcąc się następnie zabezpieczyć przed Lady Berengarią, której najwidoczniej do końca nie ufała, chwyciła się występnych środków i nie zawahała się przed wykorzystaniem naiwności oraz nasienia i mocy Marcusa, uwodząc chłopaka pod postacią służącej, mocno nim wstrząsnęło. Tym bardziej, że za nieświadomy udział w intrygach wielkich dam Królestwa nieszczęsna Anita zapłaciła ostatecznie własnym życiem. Nie miał już wątpliwości, że za tak wysoką cenę odkrył jedno z praw posługiwania się mocą, znane zapewne nielicznym tylko czarownicom. Ta, która jako pierwsza zaczerpnęła magicznej siły od dojrzewającego pana szlachetnej krwi, która jako pierwsza uczyniła go swoim kochankiem, krótko mówiąc, stawała się następnie na tę moc niewrażliwa oraz mogła ją zablokować. Zablokować zarówno wtedy, gdy sam próbował jej użyć, co nie mogło zdarzać się zbyt często, skoro błękitnokrwistych paniczów od wieków nie uczono posługiwania się magią, jak i w sytuacji, gdy mocy tej używała inna dama czy też wiedźma, która w wiadomy sposób mogła pozyskać ją z lędźwi mężczyzny. Ta całkowita blokada działała chyba tylko w  bezpośredniej obecności pierwszej kochanki, a przynajmniej na ograniczonym dystansie, dzięki czemu odzyskał następnie swoje zdolności, ale w zupełności wystarczała dla sprawowania kontroli. To dlatego stara księżna nie szczędziła trudu, by zawsze stać się tą pierwszą, wykorzystując pradawny zwyczaj osobistego sprawdzania kandydata na męża córki czy innej podopiecznej. Kto wie, może zresztą w tej praktyce tak naprawdę chodziło właśnie o to, by zabezpieczyć się przed niecierpliwą następczynią, ale wiedza o tych niuansach została z czasem zapomniana? Nie przez wszystkich jednak, jak miał okazję się przekonać. Dzięki takiemu zabezpieczeniu, wiedźma mogła nie obawiać się zaklęć rzucanych przez córkę, wnuczkę czy prawnuczkę i wyjaśniało to sposób, w jaki poradziła sobie z prawdziwą Berengarią, chociaż los rzeczywistej nosicielki tego imienia pozostawał nieznany.
     Ostatnia myśl przypomniała mu o innych sprawach, którymi musiał się zająć jako chwilowy pan zamku Złotej Bramy. Sir Adrian, nie wolno pozostawić go na łasce wiedźmy. Ta wprawdzie raczej nie pozbawi byłego pana Trzeciego życia, ale stary arystokrata na pewno już nigdy nie opuści swojej szczególnej kwatery. Przynajmniej temu można jeszcze zaradzić.
     Znając drogę, pospieszył do tajemnych lochów i zażądał otwarcia wrót celi sir Adriana przez pełniącą akurat służbę panią Olgę. Ta, również otrzymawszy zapewne stosowne rozkazy od Bereniki, wykonała polecenie. Z pewnym zdziwieniem Marcus przekonał się, że starszy pan rozlewa właśnie wino do trzech kielichów, bo w stanowiącej jego właściwą kwaterę tylnej części pomieszczenia zasiadała w fotelu pani Edyta, odziana swój szczególny strój gwardzistki. Drzwi w dzielącej celę kracie pozostawały otwarte.
     - Zostawicie nas samych – rzucił niecierpliwie Marcus.
     - Witaj, młody książę. – Sir Adrian postawił napełnione naczynia na srebrnej tacy przykrytej białą serwetą. - A wy, zostańcie jeszcze przez chwilę, łaskawe panie. Wzniesiemy toast za zwycięstwo szlachetnej lady Bereniki, prawowitej księżnej Siedmiu Bram i mojej wspaniałej córki. Wieści o waszym triumfie rozeszły się już po całym zamku i trafiły nawet do mojej celi, sir Marcusie. Przyniosła je pani Edyta, wspaniałomyślnie dostarczając również to wino.
     Nieoczekiwanie upadł na kolana przed powstającą z fotela strażniczką i podał jej trunek. Przyjęła naczynie, spoglądając cokolwiek niepewnie na chłopaka, ale pozostała w miejscu. Sir Adrian zaoferował kolejny kielich Oldze, która w ślad za Marcuse weszła do kwatery byłego więźnia. Trzecie naczynie trafiło w dłoń nieoczekiwanego gościa. Tym razem pan Trzeci poprzestał na głębokim ukłonie. Nie znajdując wolnego kielicha, napełnił dla siebie zwykły, gliniany kubek.
     Marcus miał ochotę zakończyć niecierpliwie to przedstawienie, nie chciał jednak wzbudzać podejrzeń, przerywając celebrowanie toastu na cześć rzekomego zwycięstwa, za którego fałszywego zwiastuna przecież się podawał.
     - Wypijmy za pomyślność księżnej Bereniki, pani Siedmiu Bram oraz jej tu obecnego, pierwszego małżonka, sir Marcusa.
     Wprawdzie sir Adrian wzniósł tylko zwykły kubek, uczynił to jednak w sposób najbardziej naturalny i elegancki spośród wszystkich obecnych. Chłopaka trawiła niecierpliwość i poczucie absurdalności całej sytuacji, a obydwie gwardzistki pamiętały przecież, że zamierzał bezceremonialnie wyprosić je za drzwi.
     - Musimy teraz obydwie cię zostawić, sir Adrianie - oświadczyła Edyta, kiwając głową w stronę Olgi.
     - Oczywiście, moje panie. Wróćcie jednak, gdy tylko okaże się to możliwe.
     Arystokrata z pewnym żalem odprowadził spojrzeniem wychodzące z pomieszczenia wojowniczki. Marcus odczekał jeszcze, aż ucichły odgłosy ich kroków. Na szczęście, metalowe końcówki obcasów nie pozwalały im raczej na skradanie się po kamiennej posadzce. To, co miał do powiedzenia, przeznaczył wyłącznie dla uszu sir Adriana.
     - Raz jeszcze przyjmij moje gratulacje, chłopcze. Miałeś z pewnością wielki udział w zwycięstwie naszej pani.
     Pan Trzeci ponownie napełnił dwa naczynia, a Marcus odruchowo opróżnił kielich. Przecież miał do przekazania tylko złe nowiny.
     - To wszystko kłamstwa, obliczone na zmylenie dworzan, żołnierzy i służby. Przegraliśmy! Przegraliśmy bitwę, Berenika w niewoli, a ja cudem uciekłem dzięki szczęściu i dobremu rumakowi pod siodłem. Musimy jak najszybciej opuścić zamek, lady Berengaria wkrótce tu powróci pod postacią twojej córki, rzecz jasna.
     - Co się stało?
     - Magia zawiodła, tak samo, jak w twojej opowieści. Wiedźma rozbiła śnieżne zaspy na przełęczy i obezwładniła naszą moc. Unieruchomiła Berenikę, mnie udało się ujść. Nie potrafiliśmy jej powstrzymać, w żaden sposób nie wyczuwaliśmy żywiołów, które splatała. Generał Harold zdradził, obwołał Berenikę oszustką, która jakoby nie potrafi posługiwać się czarami. Ta zdrada musiała zostać przygotowana wcześniej i armia przeszła na stronę Berengarii. Zabiłem tego szczura, ale to niczego nie zmieniło. Musimy uciekać, albo wpadniemy w ręce wiedźmy.
     - Nie potrafiliście jej powstrzymać? Oboje? Ty również próbowałeś, młody panie?
     - Tak, Berenika nauczyła mnie posługiwania się mocą, jeśli już koniecznie musisz wiedzieć, ale to i tak nic nie dało. Moja moc jest silna, naprawdę silna, możesz mi wierzyć, ale przeciwko starej czarownicy nie zadziałała. Pokonała nas w taki sam sposób, jak twoją panią i małżonkę, prawdziwą lady Berengarię.
     Sir Adrian nie okazał większego zaskoczenia, pomyślał najwidoczniej o czymś innym
     - Byliście tacy pewni siebie i swojej siły, ostrzegałem was... Nasza historia powinna stać się dla was przestrogą.
     - Tak, powinna. Ale moja moc zawsze działała, także przeciwko wiedźmie. Miałem okazję wiele razy się o tym przekonać.
     - Więc jakim sposobem? Zastanawiałem się nad tym od lat. Odkąd zniknęła moja Berengaria.
     - Chyba wiem, dlaczego. Pani szlachetnej krwi przejmuje kontrolę nad magiczną siłą błękitnokrwistego pana, dla którego stała się pierwszą prawdziwą, pierwszą czerpiącą moc kochanką. Potem tej mocy nie można już użyć przeciwko niej, nawet gdy posługuje się nią inna kobieta. Tak stało się w przypadku twoim i twojej  Berengarii, która brała moc głównie od ciebie i jeszcze od sir Waldemara oraz sir Rogera. Ty sam opowiadałeś, że ówczesna lady Beatrycze poddała cię tej szczególnej, przedślubnej próbie, ich obydwu zapewne również. Musiała czynić tak od dawna.
     - A ciebie pominęła, młody książę?
     - Nie, nie pominęła. Ale jednak przeliczyła się w swoich planach. Nie była tą pierwszą, inna szlachetnie urodzona pani wyprzedziła ją w moim łożu.
     - Któż to taki?
     - Przez długi czas nie wiedziałem, brałem ją za zwykłą służkę...
     - Ale okazała się władczynią mocy?
     - Tak, to była moja matka! - wyrzucił wreszcie z siebie to wyznanie. - Moja własna matka, lady Miranda, szlachetna i wspaniała margrabina Międzyrzecza uwiodła mnie w moim łożu, udając jedną z służek! Uczyniła to, gdy tylko stałem się zdolny do usłużenia damie, następnego dnia nałożyła ochraniacz, a wkrótce później sprzedała księżnej Siedmiu Bram. Ta przybyła po obiecany towar, uiściła umówioną zapłatę, ale okazał się napoczęty i wybrakowany. Myślę, że Dostojna Margrabina sama chciała zabezpieczyć się przed moją mocą w ręku wiedźmy, bo podobno dysponuję nadzwyczajną siłą. Dzięki temu mogliśmy dotąd razem z Bereniką skutecznie się jej opierać.
     - Dlaczego czarownica podjęła takie ryzyko? I w jaki sposób pokonała was obecnie?
     - Na przełęczy pokonała nas margrabina, to ona rozbiła śnieg, lód i skały, używając wojennej magii, otrzymanej od Berengarii w zamian za moją osobę. Nic dziwnego, że nie potrafiliśmy się jej przeciwstawić i nawet nie wyczuliśmy splotów, które tworzyła. Jest, była odporna ma moją moc, a Berenika... Berenika od pewnego czasu nie wzywała do łoża sir Lucjusza. Obiecała to z miłości dla mnie i dotrzymała słowa. Dotrzymała słowa na zgubę własną i nas wszystkich.
     - Powiedziałeś jednak, książę, że to wiedźma ostatecznie pozbawiła was mocy i pojmała Berenikę?
     - W tej sprawie jest coś jeszcze. To, o czym mówiłem, podejrzewałem już wcześniej, nie wiedziałem tylko, że uwiodła mnie własna matka, niech przeklęte będzie imię Międzyrzecza! Ale to nie wszystko. Lady Berengaria wyczuła, że towar został naruszony, podstępem skłoniła mnie do wyjawienia imienia tej służki, Anity, a następnie kazała porwać nieszczęsną dziewczynę i zabiła na moich oczach. A raczej, uczynił to ten zwyrodnialec, sir Oswald, ale to nie ma teraz większego znaczenia. Dlaczego aż tak bardzo jej na tym zależało? I dlaczego okazała wielkie niezadowolenie, gdy przekonała się, że Anita to zwykła dziewczyna z ludu? Nieszczęsna, zapłaciła życiem za moją własną głupotę i intrygi margrabiny, ale o co chodziło wiedźmie? O zwyczajną zemstę? Wątpię.
     - O cóż więc?
     - Podejrzewam, że kontrolę nad mocą błękitnokrwistego mężczyzny przerywa śmierć tej pierwszej, szlachetnie urodzonej pani, której usługiwał w łożu.
     - To chyba oczywiste.
     - I ta władza przechodzi na następną w kolejce damę, niczym porządek dziedziczenia wielkiego lenna Królestwa.
     - I myślisz, młody panie...
     - Wiem, że margrabina Międzyrzecza znalazła śmierć w tej bitwie. Nie widziałem tego na własne oczy, ale usłyszałem z ust kogoś, komu wierzę. I kto również zapłacił własnym życiem za przekazanie tej wiadomości. Wiedźma na moich oczach spaliła kulą ognia Tamarę, jedną z osobistych gwardzistek lady Mirandy. Uczyniła to, zanim dziewczyna zdążyła powiedzieć coś więcej.
     - I przypuszczasz, Marcusie...
     - Tak... Czarownica zabiła kiedyś Anitę, bo zamierzała odzyskać kontrolę nad moją mocą, dlaczego nie miałaby postąpić tak samo w przypadku margrabiny, gdy ta wykonała już swoje zadanie i tylko by przeszkadzała? Berengaria musiała zapłacić lady Mirandzie za pomoc, uznanie jej wątpliwych roszczeń i dostarczenie wojsk, zapłacić bardzo wysoką cenę...
     - Zapłaciła wiedzą o czarach przedłużających życie?
     - Nie widzę innej możliwości. To tym bardziej popchnęło wiedźmę do zabójstwa, gdy sojuszniczka przestała być potrzebna i stała się niewygodna.
     - I uważasz, że od tej chwili to ona kontroluje twoją moc, podobnie jak i moją własną?
     - Tak, jak już powiedziałem, szlachetnie urodzone panie dziedziczą tę władzę niczym księstwo czy hrabstwo.
     - I następna w kolejce jest Berenika?
     - Oczywiście! Ale to nie ma obecnie żadnego znaczenia.
     Pomyślał przelotnie, że za Bereniką stoją jeszcze Aurora oraz Ragnega, ale to naprawdę nie miało teraz żadnego znaczenia.
     - Jeżeli to wszystko prawda...
     - To musi być prawdą, nie widzę innego wytłumaczenia tego, co spotkało nas oboje z Bereniką, a także i ciebie razem z prawdziwą Berengarią.
     - Jeżeli to prawda, to co zamierzasz uczynić, młody Marcusie? Co w ogóle możesz zrobić?
     - Musimy uciekać. Musimy uciekać do barbarzyńców, do Ludu Północy. Mam tam przyjaciół, zdobyłem ich podczas ostatniej wyprawy, pomogą nam – zapewnił, cokolwiek na wyrost. - Zabieram cię ze sobą, panie.
     - Może i wiedźma tam cię nie dosięgnie, przynajmniej nie od razu. Ale co dalej?
     - Zamierzam też wziąć ze sobą sir Lucjusza, za jego zgodą lub bez. W tej chwili to chyba jedyny szlachetnie urodzony pan w okolicy, którego mocy stara księżna nie kontroluje. Nie licząc barbarzyńskich lordów, rzecz jasna, ale oni zbierają magiczną siłę długo i powoli.
     - W jaki sposób zdołasz tę moc wykorzystać? W jaki sposób nakłonisz sir Lucjusza do współpracy? O ile rozumiem, to nie darzycie się wielką przyjaźnią.
     - Jeszcze nie wiem. Może jego siłę przejmą czarownice z Ludu Północy, mam tam... - Ugryzł się w język.
     - Przyjaciół, jak powiedziałeś. A może i przyjaciółki? - Sir Adrian nie wydawał się zgorszony. - Zapomniałeś jednak o czymś, młody książę. Ty sam nie nosisz ochraniacza, moja Berenika obdarzyła cię takim przywilejem, ale sir Lucjusz zapewne tak.
     - To nauczę go rzucania czaru ognia i podsunę wiedźmie. Nie wiem zresztą, coś wymyślę. Tutaj nie mamy na to czasu!
     - Prędzej użyje magii przeciwko tobie.
     - Nie wiem! - powtórzył niecierpliwie Marcus. - Ale na pewno nie zostawię Lucjusza czarownicy niczym kolejny łup wojenny, by mogła z niego korzystać, gdy już zmusi Berenikę do zdjęcia ochraniacza. Dopóki tego nie uczyni, moja pani i małżonka, a twoja córka, ma zresztą jakiś atut wobec Berengarii, inny niż tylko noszoną w łonie następczynię tronu. Którą to ochronę za jakiś czas utraci i co wtedy?
     - To szalony plan, Marcusie. O ile twoje pomysły można w ogóle nazwać planem. Życzę ci jednak powodzenia, z całego serca życzę powodzenia.
     - Nie zamierzasz udać się razem ze mną na Północ?
     - Jestem już na to za stary, mamy zimę, a to zły czas na taką podróż.
     - Otworzę nam drogę mocą.
     - Nie, Marcusie. Zostanę tutaj i poczekam na Berengarię. Może w jakiś sposób zdołam pomóc Berenice?
     - Chcesz oddać się w ręce wiedźmy, której nienawidzisz? Kto wie, czy z miejsca cię nie zabije?
     - Nie sądzę. Pomimo wszystko, zbieram trochę mocy, a ona pożąda jej ze wszystkich sił. Podobnie jaki i ja...
     Chłopak odniósł wrażenie, że tym razem to pan Trzeci ugryzł się w język. Przypomniał sobie dziwaczną scenę, której świadkiem i mimowolnym uczestnikiem stał się po przybyciu do kwatery sir Adriana, przypomniał sobie spojrzenie, którym arystokrata odprowadził Edytę i Olgę, jego wyrażane kilkakrotnie przywiązanie do obydwu strażniczek.
     - Chcesz tu zostać ze względu na te dwie gwardzistki? Nie wierzę! A zresztą, jeśli koniecznie tego pragniesz, a one się zgodzą, to możemy zabrać je ze sobą.
     Starszy pan uśmiechnął się smutno.
     - Nie o to chodzi, młody książę. Lubię je, ale nie aż tak bardzo. Chociaż i tak nie chciałbym narażać ich na tułaczkę oraz gniew lady Berengarii. Pewnych rzeczy nie doświadczyłeś jeszcze  nigdy w takim stopniu jak ja, pewnych rzeczy nie rozumiesz.
     - Masz na myśli swoje dziwne upodobania? Każdy ma takie czy inne.
     - Nie, młody panie. Nie nosisz teraz ochraniacza, nosiłeś wprawdzie przez jakiś czas, ale twoje przerwy w oddawaniu mocy nie trwały nigdy dłużej niż kilka dni, prawda?
     - Tak, to prawda, jeśli się nad tym zastanowić. Lady Berengaria czerpała z niej bardzo często.
     - No widzisz, a ja już od kilku miesięcy nie miałem okazji ofiarować nasienia. Ostatnim razem uczyniłem to w twojej obecności, sam wiesz, ile dni upłynęło od tamtej chwili. A może nie pamiętasz, ale ja zliczam je obecnie co do jednego. Pragnę uwolnić się od mocy, pragnę tego całym sobą.
     - Chcesz oddać tę moc wiedźmie?
     - Tylko ona może zdjąć ochraniacz. I z pewnością to zrobi, prędzej czy później, bo pożąda każdej kropli magicznej siły. Panie Edyta i Olga, ich obecność, pozwalają zapomnieć na chwilę o trawiącym mnie cierpieniu, ale ono powraca z coraz większą natarczywością. Wybacz mi, moja Berengario, wybacz Bereniko, wybacz i ty, Marcusie, ale nic na to nie poradzę. Jestem słaby.
     - Nauczę cię rzucania czarów, pozbędziesz się w ten sposób nadmiaru mocy.
     - Nie, młody książę. To nie wystarczy, moc jest w tych sprawach tylko dodatkiem. Dodatkiem, który nie ma dla mnie znaczenia. A jeżeli ulegnę pokusie próby rozładowania w ten sposób napięcia, to gdy lady Berengaria uzna, że spisuję się gorzej niż dawniej, zacznie odwiedzać mnie jeszcze rzadziej.
     - Może zdołasz jej w jakiś sposób zaszkodzić!
     - Moja moc na nią nie działa, zapomniałeś?
     - Otwórz umysł, panie!
     - Nie, Marcusie.
     - Dam ci czar ognia, czy tego chcesz, czy nie. Może znajdziesz okazję.
     Chłopak otworzył własne myśli, podobnie jak czynił to z Bereniką i Aurorą, ale tym razem natknął się na obronny mur, którego nie potrafił przebić. Nie potrafił, pomimo własnej siły i podejmowanych starań. Sir Adrian nie chciał wiedzy o magii, zamykał się przed nią, a może zresztą przekazywanie jej pomiędzy niechętnymi mężczyznami okazywało się trudniejsze, niż pomiędzy kobietą a jej kochankiem? Ostatecznie, czyż sam przy takich okazjach nie łączył się zawsze w szczególny sposób z obydwiema nauczycielkami? Zrezygnował.
     - Wybacz mi, młody Marcusie. Jestem stary i słaby.
     - Mimo wszystko, życzę ci powodzenia, panie. Jeśli spotkasz kiedyś Berenikę, powiedz jej...
     - Powiem, że ma wspaniałego pierwszego męża, powiem, by nie traciła nadziei, powiem, że ją kochasz.
     Marcus w milczeniu uściskał starego arystokratę i opuścił celę. Miał jeszcze wiele do zrobienia, zanim porzuci zamek Złotej Bramy.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 3312 słów i 18835 znaków.

6 komentarzy

 
  • Almach99

    Caly czas mam wrazenie, ze cos mi w tej calej intrydze umyka... Jakis maly, bardzo wazny szczegol.

  • nefer

    @Almach99 Liczę, że z czasem wszystko się wyjaśni, prędzej czy później.
    Dzięki za wizytę

  • FP

    Gdy wracam (a czynie to nie raz) do opowiesci o Neferze i Marcusie to traktuje to jak odtrutke po przeczytaniu innych opowiadan. Neferze w Twoich opowiadaniach jest duzo erotyki ale przedewszystkim opartej o uczucia (z wyjatkiem Berengarii). To jakbym z zwyklej knajpy przeszedl do wytwornego lokalu. Ponadto zawsze wprowadzasz frapujace akcje, intrygi.
    Twoje opowiadania to najwyzszy standart tego portalu.
    Ale skoro Twoj imiennik (Nefer) byl pisarzem dworskim 4 Dynastii to moze jako reinkarnacja masz to od wiekow

  • nefer

    @FP To, ze Czytelnik wraca do tej samej opowiesci, stanowi najwyższą forme uznania dla autora. Lubie Egipt i jego starozytna historie, wiec kto wie? Pozdrawiam

  • Choc

    Witam.
    Jak zwykle, Twoje opowiadania,czyta się z przyjemnością.
    Czekam na kolejne.

  • nefer

    @Choc Dzięki za dobre słowo. Oczywiście, zapraszam do lektury zarówno tej, jak i innych opowieści. Przyjemności, choćby i drobnych, nie należy sobie żałować.  :jupi:

  • emeryt

    @nefer, trochę ten odcinek skróciłeś, lecz i tak wiele spraw wyjaśniłeś łopatologicznie. Sądzę że jest to wstęp do następnych przygód Marcusa w krainie Północy. Obyś jaknajszybciej uszczęśliwił nas kolejnym odcinkiem. Serdecznie pozdrawiam, życząc dużo zdrowia i aby kłopoty omijały Ciebie z daleka.

  • nefer

    @emeryt Ha, jesteś drugą osobą ktora wskazuje na małe rozmiary rozdziału, a tymczasem liczy on siedem stron tekstu i mieści się w przeciętnej objetości rozdziału.  :devil:  Istotnie, Marcus uda się teraz na Północ, nie ma zresztą innego wyjścia. Ale nie tylko po to, zeby uciekać.
    Dzięki za życzenia, Tobie rownież wszystkiego dobrego.

  • emeryt

    @nefer , chyba masz rację że odcinek jest średniej długości. Ale stwierdzenie że teraz pisząc kolejne odcinki,

  • emeryt

    @nefer , chyba masz rację że odcinek jest średniej długości. Ale stwierdzenie że teraz pisząc kolejne odcinki,

  • AnonimS

    Wreszcie się wyjaśniło, czemu moc młodych została zablokowana. Marcus musi uciekać do barbarzyńców. Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Byli zbyt pewni siebie i nie dostrzegali pewnych rzeczy. A barbarzyńcy i Aurora to obecnie jedyne miejsce schronienia dla Marcusa.
    Pozdrawiam

  • AnonimS

    @nefer ja też ich nie dostrzegłem.

  • nefer

    @AnonimS Poniekąd, w jakiś sposób potwierdza to mój zamiar "żeglowania środkiem cieśniny". Zajrzyj bowiem do komentarzy pod odcinkiem 48, gdzie postawiono tezę, że intryga jest zbyt prosta i przewidywalna (a muszę przyznać, że komentator istotnie wiele kwestii rozpracował na podstawie pozostawionych tropów).

  • AnonimS

    @nefer pamiętam. Widać to lepszy detektyw niż ja . Pozdrawiam

  • nomad

    krótko , bardzo krótko

  • nefer

    @nomad Ha, rozdział obejmuje siedem stron znormalizowanego tekstu, czyli mieści się w przeciętnych ramach rozmiarowych innych odcinków tej opowieści. Przyjmuję, że przeczytałeś go szybko.  ;)  Dzięki za wpis i pozdrawiam.

  • nomad

    @nefer  text długi akcji mało