Nowy Świat Czarownic, cz. 25

Siedząc w niewielkiej celi z zakratowanymi drzwiami, pod czujnym okiem jednego ze strażników, oświetlony płomieniami rozmieszczonych w korytarzu pochodni, rozpamiętywał okropne sceny, których był świadkiem. Ten potwór zabił niewinną dziewczynę! A księżna na coś takiego pozwoliła, w imię pozyskania tej po stokroć przeklętej mocy. Sam do końca już nie wiedział, kim właściwie była Anita. Wyrafinowaną oszustką, czy zwykłą dziewką z ludu? Ale niezależnie od wszystkiego, na pewno nie zasłużyła na taki koniec! A on podał tej zbrodniczej suce imię służki i sprowadził na dziewczynę nieszczęście. Tak, jak gdyby sam skazał ją na okropną śmierć.
     Nie, to nieprawda! Anitę zabił szalony, chory sir Oswald! A Lady Berengaria nie dość, że na to pozwoliła, to jeszcze pomogła. I to ona kazała porwać dziewczynę, po czym rzuciła na pastwę zwyrodnialca. Wszystko po to, by zdobyć więcej mocy. Od jak dawna to trwało? Skąd brała kolejne ofiary? Nieważne! To musi się skończyć! Tolerując zbrodnie pana Czwartego, ba, stwarzając do nich okazje, wręcz zachęcając, księżna sama stawała się morderczynią. Gorszą nawet niż ten chory arystokrata. W porównaniu z tym, co wyprawiał sir Oswald i na co pozwalała pani Siedmiu Bram, jej dziwaczne igraszki z sir Adrianem oraz urojenia pana Trzeciego wydawały się niewinną zabawą. Czy Berenika o tym wszystkim wie? W to nie potrafił uwierzyć. Księżniczka na pewno nie pozwoliłaby na coś takiego, musi powiedzieć jej o wszystkim przy pierwszej okazji. Tylko co ona może zrobić? Przyszło bezsilne otrzeźwienie. Czy on sam zdołał w czymkolwiek pomóc Anicie? Nie potrafił nawet podpalić mordercy, gdy mogłoby to coś zmienić. Nie potrafił wzniecić zwykłego płomienia, czym panie szlachetnej krwi popisywały się dla zabawy i wygody. A on ogóle nie umiał posługiwać się mocą!
     Nie miał pojęcia, ile czasu bił się tak z własnymi myślami. Zapewne niezbyt długo, bo Lady Berengarii nie zależało raczej na przedłużaniu samego aktu pozyskiwania mocy. Nie w takich okolicznościach. Wolał nie zastanawiać się nad szczegółami. Czy dosiadła przykutego do ławy, noszącego jeszcze ślady krwi i toczącego pianę z ust sir Oswalda? Piany może nie toczył, rozkazała przecież zakneblować małżonka. Może zdołano też obmyć hrabiego z krwi oraz oliwy. Ale oczy z pewnością płonęły nadal wściekłością i szaleństwem. Musiała zdjąć ochraniacz. Czy penis pana Czwartego stał już w pełnej gotowości? Czy może trzeba było dodatkowo podniecić zwyrodnialca, bo nie zdołał uzyskać pełnej satysfakcji z zabójstwa Anity? A potem? Czy tutaj pani Siedmiu Bram również pojękiwała z zadowolenia, jak wówczas, gdy ujeżdżała sir Adriana? Jak wówczas, gdy ujeżdżała także jego samego, zarówno we własnej postaci, o ile w ogóle była prawdziwą, czy też udając Berenikę? I czy zdobyta moc zadowoliła szlachetną panią? Próbował odegnać te myśli, ale wracały nieustannie, na przemian ze wspomnieniami ostatnich, okropnych chwil Anity.
     Posłyszał wreszcie metaliczny stukot obcasów. Lady Berengaria pojawiła się ożywiona i w dobrym nastroju, zapewne pozyskała moc z powodzeniem. Nie wyglądało też na to, by jej garderoba doznała większego uszczerbku. No tak, dbała o ten stój, a zwłaszcza o ulubione buty sir Adriana. Podniecające pana Trzeciego do szaleństwa i przyspieszające gromadzenie magicznej siły. Takie szczegóły musiały być dla pani Siedmiu Bram istotne, podobnie jak zapewnianie sir Oswaldowi kolejnych ofiar. Talię księżnej ponownie opinał pas ze sztyletem. Tylko bicz gdzieś się zapodział, zapewne nie został uznany za przydatny w tej akurat chwili. Przypomniał sobie, że dla niego samego znalazła podobno inny rodzaj najskuteczniejszej podniety. Bo w to, że zrezygnuje z jego własnej mocy uwierzyć nie potrafił. Dlatego zaskoczony został przebiegiem rozmowy.
     - Tym razem nie pytam, sir Marcusie, jak przyjąłeś to widowisko. Uwierz, mnie również nie przypadło szczególnie do smaku.
     - Ty suko, krwawa suko! Jesteś morderczynią! Tak naprawdę, to ty zabiłaś nieszczęsną Anitę!
     - W tym wszystkim nie brakuje też i twojej winy, książę. - Zdawała się odczytywać  najbardziej dotkliwe wyrzuty sumienia chłopaka. - Ale nie mam zamiaru ci tego wypominać. W zamian proszę, abyś zaprzestał bezsensownego obrzucania mnie wyzwiskami i dorósł do spokojnego omówienia ważnych spraw.
     - Czego chcesz? Mojej mocy? Nigdy jej nie dostaniesz!
     - Ależ dostanę, gdy tylko zechcę. Mężczyznami bardzo łatwo posłużyć się w tym względzie, zarówno jeśli chodzi o pobudzenie ich gotowości, jak i o sam akt oddawania nasienia oraz zgromadzonej siły. Nawet bez ich woli i zgody. Chyba mogłeś się o tym przekonać?
     Nie znalazł odpowiedzi, bo miała rację. W razie potrzeby i na niego poszukałaby zapewne jakiegoś sposobu. Żywił tylko nadzieję, że on sam nie okazałby się tak upodlony jak sir Adrian, czy zwłaszcza tak zwyrodniały, jak pan Czwarty. Wzdrygnął się. Wszystko, tylko nie to ostatnie! Wolałby już wybrać służbę świadczoną przez pana Trzeciego.
     - Ale w tej chwili mam dla ciebie inne zadanie. Zadanie, które powinno przypaść ci do gustu.
     - Nigdy!
     - Doprawdy? Obiecałam ci spotkanie z lady Bereniką, twoją panią i małżonką. Obiecałam i chcę dotrzymać słowa, jak przystoi władczyni Siedmiu Bram.
     - Co chcesz zrobić z Bereniką?
     - Ależ nie obawiaj się, nic strasznego. Zamierzam tylko oddać w jej stęsknione ramiona prawowitego małżonka. I nie tylko w ramiona.
     - Co takiego?
     - Życzę sobie, żebyś usłużył swojej pani i żonie, obdarował ją nasieniem.
     - Mówisz to poważnie? - Tym razem nie próbował nawet ukrywać zdumienia.
     - Najzupełniej. To właśnie owo pierwsze zadanie, które ci przeznaczyłam. Nie wydaje się takie straszne, prawda?
     - Ale dlaczego?
     - Właściwie, mogę ci powiedzieć. Ona i tak zorientuje się w tym wszystkim, bo bez odrobiny mocy się nie obejdzie. Chcę, żebyś zasiał w niej nowe życie, chcę, by Berenika poczęła córkę.
     - Ale my już przecież... Dlaczego miałoby to stać się właśnie teraz? I skąd wiesz, że będzie to córka?
     - Bo panie szlachetnej krwi potrafią wpływać na takie rzeczy. Oczywiście, jeżeli posiądą odpowiednią wiedzę. Berenika nie jest w tym szczególnie biegła, ale ja i owszem. I mogę zrobić co trzeba za nią.
     - Po co ci akurat teraz wnuczka? Po tym wszystkim?
     - Bo wyruszam na wojnę i chciałabym zadbać o linię krwi Siedmiu Bram.
     - Nie oszukasz mnie, wiedźmo! Chcesz pozbyć się własnej córki, gdy tylko urodzi dziewczynkę. I uczynić to dziecko następczynią. Nigdy nie pomogę ci w czymś takim!
     - Marcusie, zadziwiasz mnie rozumem. Ależ to perfidny plan okrutnej pani Siedmiu Bram. Kłopot w tym, że nic na to wszystko nie zdołasz poradzić, nawet, jeżeli to prawda. Chociaż wcale nie jest tak, jak myślisz.
     - Nie dam życia takiemu dziecku!
     - Książę, twoja pomoc byłaby bardzo mile widziana. Posiadasz wielką moc, pochodzisz z silnej linii krwi. Nie przypadkiem wybrałam właśnie ciebie, płacąc wysoką cenę. Przyszła pani Siedmiu Bram, bo kiedyś pewnie nią zostanie, niezależnie od twoich bezpodstawnych przypuszczeń, powinna zostać poczęta przez pana prawdziwie szlachetnego rodu, najlepiej takiego jak ty. A i dla Bereniki byłoby to znacznie korzystniejsze...
     - Co masz na myśli? - Poczuł niepokój.
     - A to, że mam też w odwodzie inne możliwości. Jest tutaj, na zamku, kilku panów błękitnej krwi. Nie tak silnych jak ty, ale zawsze...
     - Sir Waldemar albo sir Roger? Albo może Sir Adrian? Jak możesz proponować coś takiego? Oni wszyscy są słabi i do tego każdy z nich mógłby być ojcem Bereniki! I to nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie!
     - Ten kłopot zostaw już mnie, sir Marcusie. Powiedziałeś jednak prawdę. Ci moi trzej mężowie są słabi. Ale został przecież sir Oswald. Najsilniejszy z nich wszystkich. I na dodatek, on jeden z całą pewnością nie jest ojcem Bereniki. Pani Siedmiu Bram poślubiła go już po narodzinach księżniczki. Wtedy nie byłam jeszcze może tak biegła w pewnych sprawach, ale co do tego jednego możemy mieć pewność.
     - Ale sir Oswald? Byłabyś gotowa rzucić własną córkę w szpony tego potwora? Chyba oszalałaś!
     - On sam bardzo pragnąłby czegoś takiego. Pamiętasz? To właśnie owo nigdy nie spełnione życzenie pana Czwartego. Prawie obsesja. Dostać w swoje ręce damę szlachetnej krwi. Najchętniej mnie samą, oczywiście. Ale i inną panią też by się zadowolił. Anita nie spełniła, niestety, jego oczekiwań. Berenika stanowiłaby łup godny prawdziwego pożądania.
     - A on by ją zabił! Albo ona jego, bo przecież włada mocą! I z twoich planów nic by nie wyszło. - Rozpaczliwie szukał argumentów, by odrzucić tak potworny pomysł księżnej.
     - W tej chwili Berenika jest wszelkiej mocy pozbawiona. Stawiała opór i zużyła do ostatniej kropli to, co dostała od ciebie. Zadbałam o to. Oczywiście, musiałabym osobiście czuwać nad wszystkim. Najpierw powstrzymać w odpowiedniej chwili sir Oswalda, a potem zapewne i Berenikę... Ale to dałoby się zrobić. Tylko, że byłoby to dla niej nieprzyjemne. Tak, na pewno bardzo nieprzyjemne. Chyba w to nie wątpisz, sir Marcusie? Jako kochający swoją panią małżonek nie możesz przecież do czegoś takiego dopuścić.
     - Ty... Ty wiedźmo!
     - Przyjmuję to jako twoją zgodę, książę? - Roześmiała się zadowolona.
     - Ale co na to sama Berenika? Nie myślisz chyba, że będę ją gwałcił niczym sir Oswald? Albo może zniewolisz ją jak sir Adriana i dopiero wtedy...
     - To nie będzie potrzebne, książę. Przecież ona cię kocha. Pomimo wszelkich moich starań, jednak cię pokochała. Wykazujesz się, doprawdy, nadzwyczajnymi talentami. Ale akurat tym razem może okazać się to przydatne. Ona nie zechce narażać cię na mój gniew, pewnie opowiesz jej o tym, co dzisiaj widziałeś. Proszę bardzo, to tylko uczyni prawdziwszymi moje... ostrzeżenia.
     - Ty... Ty...
     - I jeszcze jedno, wyruszam na wojnę i nie mogłabym czuwać nad księżniczką przez cały czas. A w takiej sprawie nikt inny nie potrafiłby mnie zastąpić. Ale twojego dziecka, twojej córki, Berenika nie da skrzywdzić. I sama też nie skrzywdzi. Przecież cię kocha. Uczyni wszystko, by donosić ją bezpiecznie, aż do rozwiązania.
     Nie znalazł już słów na określenie takiej perfidii. Nie dostrzegał też jednak słabego punktu w planie wiedźmy. Nie potrafił się jej w żaden sposób przeciwstawić. Może zdoła uczynić to Berenika? Przynajmniej ją zobaczy i będą mogli porozmawiać. Zapowiedziała to sama Lady Berengaria. Oczywiście, że opowie księżniczce o tym, co wyprawia jej matka. Nie dlatego, by bał się o siebie w razie odmowy żony, ale dlatego, że z tym wszystkim trzeba w jakiś sposób skończyć!
     Księżna wezwała dwóch zbrojnych, poleciła otworzyć drzwi celi i ruszyli do kolejnego lochu. Przypominał on dwa poprzednie, przedzielony kratą, z wykwintnie urządzoną częścią mieszkalną. Berenice nie odmówiono też świetlika i blasku słońca. Obecnie już słabego, bo dzień chylił się ku zachodowi. Straż pełniły dwie kolejne gwardzistki, przynajmniej tyle. W odróżnieniu od strażniczek sir Adriana nosiły normalne odzienie wojskowe. Lady Berengaria odesłała je razem z własnymi strażnikami. Zostali sami. Dostrzegł jakąś postać leżącą na łożu, która zerwała się teraz i podbiegła do kraty. Berenika, nadal w stroju jeździeckim, który nosiła podczas ich wyścigu, a potem w trakcie feralnej narady w gabinecie księżnej.
     - Marcus!
     - Bereniko!
     - Czy nic ci się nie stało?
     Te ostatnie słowa wypowiedzieli jednocześnie i umilkli, porażeni podobieństwem uczuć. Marcus podszedł do kraty tak szybko, jak pozwalały na to łańcuchy i pochwycił dziewczynę za ręce.
     - Witaj, moja droga. Tak jak obiecałam, twój pierwszy małżonek pozostaje w dobrym zdrowiu. Co prawda, okazał się zbyt dociekliwy i w ten sposób trafił tutaj. - Obydwoje zignorowali słowa Lady Berengarii.
     - W jaki sposób zorientowałeś się tak szybko?
     - To Demon. Wybraliśmy się na przejażdżkę. Tę, którą mi obiecałaś. Nie chciał nosić księżnej. Zrzucił ją i wtedy wszystkiego się domyśliłem.
     - A ona kazała cię uwięzić.
     - Tak, ale co z tobą?
     - Jej ludzie pojmali mnie, gdy tylko znaleźliśmy się w gabinecie. Użyła mocy, żeby powstrzymać moją.
     - Tak, jesteś jeszcze bardzo młoda i nadal potrafię trochę więcej od ciebie.
     - A przede wszystkim, to ty jesteś bardziej podstępna i perfidna! I co teraz, zamierzasz więzić nas w lochach całymi latami? Więzić własną córkę i następczynię?
     - Bereniko, ona byłaby do tego zdolna. Widziałem straszne rzeczy...
     - Nie doszłoby do tego, gdybyś nie zerwała naszej umowy. Zmusiło mnie to do zmiany planów i zastosowania innych środków. W rezultacie, spotykamy się teraz wszyscy troje tutaj.
     - Co to za umowa, Bereniko? O czym ona mówi?
     - To, to...
     - No powiedz, moja droga. Wyznaj wszystko swojemu mężowi.
     - Ja... Ja musiałam się na to zgodzić, Marcusie. Na całe to oszustwo.
     - Domyśliłem się już, że oszukiwałyście mnie wspólnie, zamieniając się miejscami. Na zmianę zdejmowałyście i zakładałyście ochraniacz. Na zmianę korzystałyście z mojej mocy, służyłem w łożu to jednej, to drugiej z was. Ale dlaczego? Bereniko, dlaczego? Jak mogłaś zgodzić się na coś takiego?
     - Gdy pojawił się plan naszego małżeństwa, ucieszyłam się. Możesz mi wierzyć albo nie. Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz na błoniach, poczułam do ciebie sympatię. Potem ona wszystko zepsuła. I na dodatek okazało się, że chodziłeś do jej łoża, oddawałeś moc i nasienie!
     - Wiem. Żałuję tego, co się stało. Byłem bardzo głupi, zależało mi wtedy tylko na Demonie. Ciebie nawet jeszcze nie znałem.
     - Ale sprzedałeś mnie za konia! Właśnie jej, lady Berengarii z Siedmiu Bram. Mojej matce i pani!
     - Byłem głupi – powtórzył. - Sprzedałem nie tylko ciebie...
     Księżniczka zdawała się jednak nie słyszeć ostatnich, cicho wypowiedzianych słów małżonka.
     - Tego nie potrafiłam znieść. A ona... A ona...
     - No powiedz to wreszcie, powiedz, jaka była twoja cena – zachęcała księżna.
     - W zamian za to, że podzielimy się tobą i twoją mocą, że jej w tym pomogę, obiecała nauczyć mnie posługiwać się magią, w tym magią wojenną.
     - I ty mówisz mi, że to ja sprzedałem cię za Demona! Podczas gdy zrobiłaś to samo ze mną! Sprzedałaś mnie za władzę i potęgę! Bo tylko na tym ci zależy! Na mocy, władzy i potędze, jak wszystkim czarownicom! A ja omal cię nie pokochałem.
     - Mówiłam już, że do tego się urodziłam i taka krew płynie w moich żyłach. Możesz to albo zaakceptować, albo nie. Na pewno się nie zmienię.
     - I dokąd cię to wszystko zaprowadziło? Do tego lochu! Otrzymałaś chociaż swoją zapłatę?
     - Jestem tutaj, bo miałam dość, rozumiesz? Bo nie chciałam już dłużej oszukiwać! Bo też omal cię nie pokochałam, Marcusie. I po prostu nie potrafiłam.
     Pomyślał, że może zaraz pojawią się w jej oczach łzy. Była tego niebezpiecznie bliska, ale księżniczka Berenika z Siedmiu Bram nie okazywała słabości. Nawet, gdy miała ku temu powody.
     - Nikt z nas nie jest bez winy – powiedział cicho. - Wiem, że nie było ci łatwo. Wiem, że lady Berengaria jest zdolna do strasznych rzeczy. Ale nadal cię kocham.
     - Oczywiście, że nadal oboje się kochacie. Właśnie dlatego nadszedł czas, żebyście się teraz pogodzili. Posłuży to aktualnie moim planom. A ponieważ nic tak nie zbliża jak wspólny wróg, w tym wypadku potworna wiedźma, może opowiesz wreszcie swojej pani i małżonce o tym, co dzisiaj ujrzałeś i co masz teraz zrobić.
     - O czym ona mówi, Marcusie?
     - A o tym, że więzi tu w lochach swoich dwóch mężów, sir Adriana – pana Trzeciego i sir Oswalda – pana Czwartego. Więzi pewnie od lat. Słyszałaś o nich kiedykolwiek?
     - Tylko tyle, że służyli kiedyś mojej matce, ale potem w jakiś sposób zniknęli, czy może zmarli. Nikt o tym na zamku nie mówił, a zresztą niewiele mnie to obchodziło. To były dawne sprawy.
     - A jednak nie takie dawne. Trzyma ich tutaj i wykorzystuje do zbierania mocy.
     - Ale po co? Przecież mogłaby robić to w normalny sposób, jak wszystkie panie szlachetnej krwi. Ochraniacze w zupełności by wystarczyły.
     - Bo szukając dla nich jak największej podniety, a tym samym jak największej siły dla siebie, odkryła i rozwinęła ich ukryte zapewne wcześniej, nietypowe skłonności. Skłonności, które najlepiej realizować w tych lochach. Dziwactwa sir Adriana są w sumie niegroźne, pożąda tylko do szaleństwa pani Siedmiu Bram w roli bezlitosnej władczyni, której mógłby składać poddańcze hołdy, czołgając się u jej stóp, skuty łańcuchami i smagany biczem. I ona mu na to pozwala, pobudzając w ten sposób gromadzenie przez pana Trzeciego magicznej mocy. Ale sir Oswald z Głębokich Ostępów to inna sprawa! To zwyrodniały morderca!
     - Morderca?
     - Ona wydaje na jego pastwę młode dziewczęta z ludu, każe porywać, czy skądkolwiek je bierze. Rzuca temu potworowi, a on zabija swoje ofiary i w ten sposób pobudza chore żądze. Sam to widziałem! Tuż przedtem, zanim tu przyszliśmy! Chciałem pomóc tej dziewczynie, broniła się, udało się jej oblać bydlaka olejem do lamp, ale nie zdążyła już podłożyć ognia. Gdybym tylko mógł coś zrobić! Nie potrafiłem jednak wzbudzić choćby najmniejszej iskierki! Na co cała ta moja rzekoma moc, skoro nie potrafiłem pomóc? Udusił ją na moich oczach. - Teraz to on z trudem powstrzymał łzy.
     - Czy to prawda?
     Berenika wyglądała na wstrząśniętą, nie mogła udawać. Z pewnością nie wiedziała niczego o wyczynach matki.
     - Sir Oswald to najsilniejszy z moich mężów, pozostali są już starzy i słabi. Niewiele da się z nich wycisnąć. Jak myślisz, dlaczego zależało mi tak bardzo na twoim Marcusie?
     - Ale morderstwa?
     - Muszę brać skądś siły, by stawiać czoła barbarzyńcom. To wszystko dla dobra Królestwa i naszych poddanych.
     - Których córki każesz porywać i pozwalasz mordować?
     - Zwykle są to dziewki tych dzikusów. Tym razem trafiła się dawna znajoma sir Marcusa z Międzyrzecza i właśnie to tak bardzo nim wstrząsnęło.
     - Kazałaś zabić Sudrun? Nie lubiłam jej, ale przecież...
     - Nie, chodziło o jakąś Anitę, służkę z zamku margrabiny. To bardziej skomplikowana sprawa, niech on sam ci o tym opowie. Ale może nie w tej chwili. Teraz czas, żeby wyjaśnił, czego od was obojga oczekuję.
     - A czegóż to?
     - Powiedz jej. Z pewnością tobie łatwiej przyjdzie przekonać swoją panią i małżonkę. - Lady Berengaria skinęła na chłopaka.
     - Ona chce... - Przełknął ślinę.
     - No mówże, cóż takiego strasznego dla nas wymyśliła?
     - Księżna życzy sobie, żebym usłużył ci w łożu, Bereniko. Usłużył i zasiał w tobie nowe życie. Chce, abyśmy spłodzili córkę. Mówi, że potrafi wspomóc to mocą i jest pewna płci dziecka - wyrzucił z siebie.
     Dziewczyna przyjęła wiadomość o planach matki zadziwiająco spokojnie, może zbyt zaskoczona, żeby w jakikolwiek sposób zareagować
     - Mam złe przeczucia. Na co jej akurat teraz wnuczka? Czy przypadkiem nie jako przyszła, właściwa następczyni? Gdy już urodzisz i przestaniesz być potrzebna. Czy ona wtedy nie zechce...
     - Do tego jeszcze daleko, Marcusie. O takie sprawy nie musimy się teraz martwić. - Księżniczka nadal potrafiła zachować zdumiewające opanowanie. - Rozumiem, że pomimo tych obaw wyraziłeś już zgodę? Czym ci zagroziła? Albo cóż takiego ci obiecała?
     - Zagroziła tobie, Bereniko! Właśnie tobie! Powiedziała, że jeżeli ja się nie zgodzę, to pozwoli uczynić to sir Oswaldowi! Bo posiada największą siłę spośród wszystkich jej mężów, a do tego na pewno nie jest twoim ojcem, przynajmniej za to niech będą dzięki Bogini. Rozumiesz, ten zwyrodnialec tylko na coś takiego czeka!
     - Ale dlaczego ja miałabym się zgodzić na rolę hodowlanej klaczy? - Księżniczka jednak lekko pobladła, zapewne zdała sobie sprawę, że nie dysponuje aktualnie mocą, która w normalnych warunkach mogłaby ją przed podobnym losem uchronić.
     - Bo jeśli nie myślisz już o sobie czy o przyszłości rodu Siedmiu Bram, to za twój brak współpracy zapłaci sir Marcus. Nie, nie zabiję naszego księcia, jest zbyt cenny. Ale mogę uczynić jego życie bardzo przykrym. A czyż do obowiązków pani i małżonki nie należy sprawowanie opieki nad mężem?
     - Dlaczego tak ci na tym zależy?
     - Bo córkę sir Marcusa sama zechcesz donosić i urodzić. Przecież go kochasz. A z dzieckiem sir Oswalda mogłabyś nie mieć skrupułów.
     - Dobrze, zgadzam się. Nie pozwolę skrzywdzić mojego pierwszego małżonka.
     - Bereniko, ale pomyśl, po co jej nasza córka?
     - Tym nie będziemy się teraz przejmować. Przynajmniej oboje zyskamy czas.
     Tego nie wziął pod uwagę. Tak, nosząc w łonie przyszłą panią Siedmiu Bram, Berenika będzie chwilowo bezpieczna. Chociaż tyle. I uniknie awansów pana Czwartego.
     - Bardzo rozsądna decyzja, moja droga. W takim razie, nie ma potrzeby przedłużać tej rozmowy.
     - Chcesz, żebyśmy zrobili co trzeba przez te kraty? - spytała prowokacyjnie księżniczka.
     - To mogłoby nawet okazać się ciekawe, ale zależy mi na prawdziwie głębokim zespoleniu – Lady Berengaria odpłaciła tą samą monetą. - Rozumiesz jednak, że sir Marcus pozostanie w łańcuchach. Nie mam zamiaru tracić bez potrzeby mocy. Na pewno poradzicie sobie pomimo tej drobnej przeszkody.
     Otworzyła kluczem drzwi w metalowej przegrodzie i wskazała chłopakowi drogę.
     - Zapraszam, książę. Oto twoja pani i małżonka. Tak, jak obiecałam.
     Wszedł powoli do pomieszczenia przeznaczonego dla Bereniki. Wyposażono je przynajmniej w obszerne, wygodne łoże. Spróbował ostrożnie wziąć księżniczką w ramiona, na ile pozwalały mu łańcuchy. Odwzajemniła uścisk, wycisnęła pocałunek.
     - Bereniko, tak bardzo się o ciebie bałem. Kocham cię, pomimo wszystkiego, co nas spotkało...
     - Ja też cię pokochałam, Marcusie. Wybacz mi tamto oszustwo. A teraz nie ścierpię, żeby coś ci się stało.
     - Ja też, tamten zwyrodnialec, sir Oswald... To było potworne, naprawdę, nie mogłem nic zrobić. Biedna Anita...
     - Ciii... Nie myśl teraz o tym. Później wszystko mi opowiesz, jeśli zechcesz. Teraz pragnę, żebyś osiągnął jak największe pożądanie. To nie powinno być trudne, przecież mnie kochasz i nie nosisz nawet w tej chwili ochraniacza. - Sięgnęła dłonią ku przyrodzeniu chłopaka. - Mówiłeś, że jestem w twoich oczach piękna.
     - Tak, to prawda. Kocham cię do szaleństwa i jesteś najpiękniejszą z bogiń. Ale będziesz musiała mi pomóc zdjąć ubranie.
     - Za chwilę, ukochany. Teraz usiądź i patrz.
     Podprowadziła go do łoża, a gdy spoczął, stanęła przed nim, obróciła się dookoła i przeciągnęła w zmysłowy sposób. Zdejmowała kolejno elementy stroju jeździeckiego, który nadal nosiła. Kurta, pas, kaftan, buty, obcisłe spodnie. Wszystko to jedno po drugim lądowało na posadzce. Berenika nie przestawała przy tym ustawiać się w taki sposób, by chłopak mógł w całej pełni podziwiać wszystkie zalety urody małżonki. Przyszła kolej na bieliznę. Pozbyła się jej w sposób równie prowokujący i uwodzicielski, wręcz wyuzdany. Gdzie ona się tego wszystkiego nauczyła? Ujrzał smukłą sylwetkę, jędrne, zgrabne piersi, uda ukazujące raz po raz delikatny zarost łonowy, pozwalający domyślać się ukrytych miejsc rozkoszy. Wszystko to pobudziło krew Marcusa, odegnało wreszcie straszne wspomnienia Anity i sir Oswalda. Poczuł, jak przyrodzenie budzi się do życia. Istotnie, nie nosił ochraniacza od dłuższego czasu, od chwili, gdy księżna zdjęła przyrząd przed wyruszeniem na przejażdżkę. Penis skwapliwie korzystał teraz z tej tej swobody.
     Berenika zbliżyła się, zdjęła pas małżonka, zaczęła rozpinać guziki kurty. W uwalnianiu chłopaka od reszty ubrań przeszkadzały jednak skuwające go łańcuchy.
     - Daj mi nóż! - zwróciła się do matki.
     - Po co ci? Wystarczy, że spuścisz mu spodnie.
     - Zależy ci na  jak najgłębszym zbliżeniu? To daj albo nóż, albo klucze do tych kajdan! Ja chcę mieć go tutaj nagiego, a nie w spodniach opuszczonych do kolan! To mój prawowity małżonek, a nie jakiś wiejski chłystek.
     - Skoro tak bardzo ci na tym zależy. - Lady Berengaria powoli wyjęła sztylet i rzuciła ostrze przez kraty. To samo, którym zwabiła w pułapkę sir Oswalda. - Tylko pamiętaj, że czuwam nad wszystkim.
     Berenika pochwyciła sztylet i nie bawiąc się w delikatność szybkim ruchem rozcięła kurtę, potem przyszła pora na kubrak. Zostały buty i spodnie, a pod nimi gatki. Cholewki jeździeckich butów stawiały opór, dziewczyna potraktowała je z całą gwałtownością i nie oparły się dobremu ostrzu. Przyszła pora na spodnie. Księżniczka przestała się spieszyć, tym razem powoli i ostrożnie drażniła chłopaka zimnym ostrzem. Poczuł silny dreszcz emocji.
     - Ciii, sir Marcusie. - Spojrzała mu głęboko w oczy. - Nie obawiaj się niczego. Kocham cię.
     Fallus wyprężył się jeszcze bardziej. Ułatwiło to w sumie zadanie Bereniuki. Gatki przybrały teraz kształt porządnie napiętego namiotu. Rozcinała jego płachty jeszcze wolniej niż poprzednio. Drżał z podniecenia. Odrzuciła nóż nóż, pochyliła się nad głową Marcusa, omiotła włosami.
     - Wybacz, kochany. Ale jeśli się uda, ofiaruję ci setki takich ubrań i odbędziemy setki przejażdżek. Jeżeli nie, pewnie i to jedno nie będzie już potrzebne.
     Zanim zdążył odpowiedzieć, zamknęła mu usta pocałunkiem. O co tu chodziło? Z trudem przypomniał sobie o obserwującej ich Lady Berengarii i powstrzymał cisnące się pytania. Zresztą powoli zapominał o wszystkim... Księżniczka padła teraz przed nim na kolana, pomagając sobie dłonią wsunęła fallusa w usta. Poczuł jak pracuje językiem, wysysa wargami, po chwili dołączyły delikatne ukłucia zębów. Może nie nie czyniła tego równie zręcznie jak Nadia albo niektóre inne służki w zamku margrabiny, ale nadrabiała braki żarliwym entuzjazmem. I do tego czuł jej zapach, dotyk jej włosów. Włosów ukochanej. Pojawiło się znajome pulsowanie gorąca, wiedział, że nie wolno mu teraz wytrysnąć.
     - Błagam, nie wytrzymam długo – wyjęczał.
     Ale Berenika, kierowana jakimś nieomylnym instynktem właściwym wszystkim kobietom wiedziała lepiej. Jeszcze przez chwilę pracowała językiem i zębami, doprowadzając chłopaka na szczyt szaleństwa. We właściwej chwili uwolniła nabrzmiałego, mokrego penisa i ujęła go silną dłonią, opóźniając na moment wytrysk. Pobudziło to Marcusa w większym jeszcze stopniu. Dziewczyna nie traciła jednak czasu. Wolną dłonią popchnęła kochanka na łoże. Wsunął się na nie, pomagając sobie dość luźno skutymi dłońmi. Berenika wskoczyła tam w ślad za nim i pospiesznie usadowiła się w siodle, jak na zawołaną amazonkę przystało. Pulsujący coraz gwałtowniej fallus znalazł wreszcie właściwy obiekt swego pożądania. Jeszcze tylko kilka ruchów biodrami i nadeszło uwolnienie.
     Gdy minęło już uczucie ssania i Marcusa ogarniała go powoli zwykła słabość, księżniczka, nadal nie rozrywając ich połączenia, pochyliła się nad jego głową. Obdarzyła chłopaka pocałunkiem, okrywając obydwoje swoimi włosami. Po chwili odsunęła odrobinę usta.
     - Uważaj teraz. Ona jest zajęta ustawianiem wszystkiego w taki sposób, żebym poczęła córkę. Wiem, że czujesz się słaby, ale spróbuj się skupić. Chcę ci coś ofiarować. Obiecałam Orła, ale nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam to uczynić. Otwórz umysł i nie stawiaj oporu. W tej chwili powinno pójść łatwiej, jesteś osłabiony, a my nadal złączeni.
     - Co ty...
     - Nic nie mów. Skup się. Zobacz, jak wznieca się płomień. To proste, gdy na nowo wzrośnie twoja moc, możesz poćwiczyć. Ale teraz tylko patrz, albo słuchaj, albo smakuj, wąchaj czy jak tam to odbierasz. Pewnie na wszystkie sposoby naraz.
     Istotnie, poczuł, jak w jego umyśle formuje się sposób wzbudzania płomienia, ujrzał język ognia, usłyszał huk pożaru, uderzyła weń fala gorąca. A przynajmniej tak mu się wydawało.
     - Tak, już wiem – szepnął. - Teraz pewnie umiałbym powstrzymać tego szaleńca. Ale dlaczego? I dlaczego w takiej chwili?
     - Bo chciałam coś ci ofiarować, żebyś po mnie zachował. Na wypadek, gdyby okazało się to  podarunkiem pożegnalnym.
     - Bereniko, co ty zamierzasz?
     - Ona nie przewidziała jednego. Nie przewidziała, że dasz mi nie tylko nasienie, ale i moc! I to jaką moc! Jest potężna! Potężna, jak nigdy przedtem. Nie nosiłeś ostatnio ochraniacza, prawda? I zebrałeś mnóstwo mocy. Posiadasz niesamowitą siłę. Nikt nie zdoła mi się teraz oprzeć!
     - Bereniko, nie! To nie jest właściwy czas. - Przerażony, wyszeptał te słowa, bojąc się okrzykiem protestu zaalarmować Lady Berengarię.
     Na próżno, dziewczyna zerwała się z łoża i cisnęła w stronę księżnej kulę ognia.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5315 słów i 29531 znaków.

12 komentarze

 
  • Robert72

    Już kiedyś napisałem i potwierdzam cieszy mnie że tak dobrze Tobie idzie pisanie. Mnogość możliwości to swoiste mistrzostwo, czekam na dasze przygody Marcusa.

  • nefer

    @Robert72 dzięki za wpis. Postaram się kontynuować.  :)

  • Robert72

    @nefer Chciałem tyko dodać że w pobliżu bohaterów jest sztylet. Nie wiem jak to się stało ale to twoje opowiadanie ciągle mam w głowie ciągle rozważam możliwe rozwinięcia dalszej akcji , albo wracam do chwil wcześniejszych i myślę co by było gdyby w danej chwili akcja potoczyła się inaczej. Na pewno ten świat długo zemną zostanie.

  • nefer

    @Robert72 O sztylecie nie zapomniałem. Cieszy mnie, że fabuła i sposób prowadzenia opowieści zaintrygowały Cię aż tak bardzo. Zawsze staram się pozostawiać różne możliwości oraz dokonywać zaskakujących (o ile zdołam) roszad. Jeśli jeszcze tam nie zajrzałeś, to zapraszam do innych tekstów, które wstawiłem na portalu.

  • CzarnaKaczuszka

    Jeszcze jedna obserwacja. Skoro panie szlachetnej krwi stosują tę swoją magię, żeby wybrać płeć dziecka lub żeby zapobiec ciąży, to... w istocie mogą też wybrać ojca swojego dziecka. Wystarczy zapobiec zapłodnieniu po stosunku z "odrzuconym kandydatem". I nie widzę powodu, żeby z tej możliwości zrezygnować - ojciec z potężniejszego rodu powinien chyba przekazać córce pożądane cechy (np. jej synowie powinni gromadzić potężniejszą moc, niż wnukowie pana z mniej znaczącej linii krwi). Jak to więc jest z Bereniką i Marcusem, czy rzeczywiście nie wiadomo, kto jest ich ojcem? Czy może tylko oni sami tego nie wiedzą, w odróżnieniu od ich matek? A jeśli margrabina i księżna wiedzą, kto jest ojcem, czemu trzymają to w tajemnicy przed pozostałymi zainteresowanymi (mężami i dziećmi)?

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Moim zdaniem masz pełną rację. Te, które to potrafią (ale może nie wszystkie opanowały tę sztukę w równym stopniu, naszej medycynie aktualnie do tego daleko) zapewne tak właśnie czynią. Mogą wybierać ojca, silniejszego lub ewentualnie  słabszego, w zależności od celów, które im przyświecają. One same wiedzą wtedy, kto tym ojcem jest. Ale po co miałyby dzielić się tą informacją z innymi? Jeszcze powstałaby jakieś niepotrzebne więzi uczuciowe? Albo pojawiłaby się zazdrość i dodatkowa rywalizacja? Takie kłopoty nie są potrzebne.

  • CzarnaKaczuszka

    @nefer Jeśli ta magia jest w jakikolwiek sposób widoczna (czy Berenika wie, że Berengaria rzuca zaklęcie, bo zobaczyła gest lub usłyszała inkantację, czy wyczuła to w magiczny sposób), to nie uniknęłyby przynajmniej pytań małżonków. A i inteligentny mężczyzna w tym świecie powinien łatwo zauważyć, że panie mają jakieś metody zapobiegania ciąży (inaczej niemal wciąż byłyby ciężarne, skoro korzystają regularnie z mocy małżonków) i dodać dwa do dwóch. Skąd więc powszechne przekonanie, że nie wiadomo, kto jest ojcem Marcusa? Chłopak mógłby się domyślić, że jego matka może to wiedzieć, nawet, jeśli nikomu nie powiedziała. I czemu Berengaria zdaje się nie wiedzieć, kto jest ojcem Bereniki? Choć to ostatnie akurat to mógł być jej blef, żeby skłonic Marcusa do współpracy, ukazując Pana Czwartego jako jedyną alternatywę.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Ta magia jest raczej subtelna i może ją wyczuć osoba bezpośrednio zaintetresowana, sama dysponująca wiedzą i mocą - w tym wypadku Berenika. Co do panów małżonków, to wielu z nich nie interesuje się niczym innym niż wygodne, spokojne życie. Pojawiło się już kilka takich postaci, czyż zresztą taka postawa nie zdarza się bardzo często w życiu realnym? Oczywiście, mogą się czegoś domyślać, np. sir Dorian uważa się za ojca Markusa (a i sam chłopak też chyba tak sądzi, chociaż z ojca dumny nie jest), ale wiele z tego nie wynika. A swoją drogą, to jeśli dama korzysta z mocy mężów dość często (a to w sumie logiczne, skoro nie generuje własnej) to wyliczenie na podstawie "kalendarzyka" kto i kiedy stał się akurat ojcem nie byłoby takie łatwe. Co do Berengarii masz rację, to bardzo podstępna osoba.

  • Milady

    Berenika się porwała z motyką na słońce. Nie wątpię jednak, że wojna to czas wielu możliwości, które każdy może wykorzystać do własnych celów i potrzeb. A skoro Marcus i jego żona grają w jednej drużynie... Co dwie głowy to nie jedna  ;)

  • nefer

    @Milady W pełni zgadzam się z obydwoma spostrzeżeniami. Berenika nie jest co prawda naiwna i miała pewne podstawy do wiary w powodzenie. Nie ma jednak wiedzy i przebieglosci księżnej.

  • Ewa

    A tymczasem nie zapominajmy, że Berengaria szykuje się na wojnę... ;) . Pozdrawiam wszystkich  :)

  • nefer

    @Ewa I potrzebuje wiele mocy. I może ma też pewne plany...

  • Ewa

    Kolejna bardzo dobra część. Intrygująco prowadzisz akcje. Domysłom, jak widać nie ma końca. Nadal podkreślam, że niech moc będzie z Marcusem, niezależnie od motywów, którymi kierują się obie Lady  ;). Pozdrawiam serdecznie.

  • nefer

    @Ewa Mocy mu nie brakuje. Pytanie, czy potrafi ją wykorzystać. Dorasta jednak w przyspieszonym tempie. Podejrzewam, że nie jest już tym naiwnym młodzieńcem z początkowych odcinków. Pozdrawiam i zapraszam.

  • Pogdybajmy

    Pamiętajmy, że Pan Trzeci dosyć wyraźnie zasugerował nam, że Wiedźma, którą wszyscy mają za Berengarię - wcale Berengarią nie jest.
    Były zdaje się już tutaj spekulacje, że ktoś musiał ją podmienić gdzieś podczas jej wypadu do Księstwa Marcusa. Ale przecież ona rok w rok wyjeżdża. I to na dłużej. Na wojnę. Więc na pewno jakieś zabezpieczenia przeciw takiej infiltracji ma. Inaczej już dawno spisek by ją obalił, czy coś.
    "Berengaria" poza tym zdaje się ciągnąć tę grę już latami, doskonale znając wszystkie zwyczaje panujące na swoim dworze i w swoich lochach. To nie może być ktoś nowy. Ale jednak ponownie - jak uświadomił nam Pan Trzeci - nie jest to jego oryginalna Pani i Małżonka - Lady Berengaria, córka... kogo? chyba jej otczestwa (matczestwa) nie podano jeszcze.
    Nie wiemy co prawda, ile omawiana ma lat, jednak siwe włosy, które zostawiła w zębach Marcusa, sugerują, że jest nawet starsza, niż... powinna mieć matka nastoletniej(?) Bereniki.
    Nie będę przedłużać - oto moja teoria:
    Wiedźma, o której mowa, nie jest wcale Berengarią, tylko jej matką. Albo i babcią. Albo jeszcze lepiej. Nie wiadomo, jak długo to ciągnie, ale jej plan zapłodnienia Bereniki sugeruje, że robi taki numer co pokolenie. Kiedy jej kolejna "córka" osiągnie odpowiedni wiek, organizuje jej kolejnych małżonków, czeka aż ta zajdzie w ciążę - żeby była kolejna "następczyni" za kilkanaście lat z zapasie. Kiedy zaś ta urodzi, stara likwiduje ją i przemienia się w nią, zajmując jej miejsce - jej poprzednie wcielenie zaś "ginie na wojnie" - więc staje się następczynią samej (poprzedniej) siebie.

    Pozostaje jeszcze kwestia tego, kto skradł "pierwszy wytrysk mocy" Marcusa. Albo co jeszcze ważniejsze - po co? Jak wiemy z relacji "Berengarii", Berenika po dosyć krótkiej walce wyprztykała się z całej mocy. Więc nie jest to ilość dająca jakiekolwiek strategiczne przewagi - jeden "strzał", nawet od Marcusa, nie był wart takiego zachodu.
    Więc o co chodzi? Samej "Berengarii" również strasznie zależało na pierwszym razie naszego dzielnego kogucika.
    Prawdę mówiąc, dopóki autor nie zdradzi nam, jakie to daje dodatkowe bonusy, poza po prostu nieco większym ładunkiem mocy, niż zazwyczaj, możemy jedynie gdybać. Czy daje to jakąś formę władzy nad mocą danego chłopaczka? Może ta, która była pierwsza, może zablokować możliwość oddawania tej mocy innej, jeśli zechce? Po coś to było "Berengarii", po coś jest również spiskowcom. Starej, jak sądzę, zależało na kontroli nad mocą Marcusa, żeby mieć jeszcze większą przewagę nad Bereniką, w kwestii poboru tejże mocy. Tajemniczym spiskowcom również najwyraźniej jest to do czegoś potrzebne.

    Przechodzimy jednak do ostatniej kwestii - kto tak naprawdę uknuł ten spisek. Nefer sugerował, żeby kierować się zasadą brzytwy Ockhama. Czyli najbardziej prawdopodobną opcją jest ta najbardziej pozornie banalna i oczywista. Czyli jednak matka, albo ewentualnie siostra (jak mniemam, z rozkazu matki, jeśli już - bo sądzę, że za cienka ona na to, by sama coś knuć na boku). Czyli na jedno wychodzi. Ale po co Margrabina miałyby cokolwiek knuć przeciwko tej, z którą zawarła taki korzystny, jak Księżna powtarza na każdym kroku, kontrakt.
    Może po prostu robi to na czyjś rozkaz. Jakiejś cesarzowej na przykład. Nefer co prawda nigdzie o takiej nadrzędnej władczyni nie wspominał do tej pory, ale skoro ten cały układ feudalny, z podziałem na te domeny poszczególnych margrabin i księżnych, jakoś trzyma się kupy, bez wojen między poszczególnymi Władczyniami Magii, to ewidentnie ktoś nadrzędny musi je wszystkie przysłowiowo trzymać za pyski.  

    I tu przejdę do ostatecznej konkluzji - być może centrala zdaje sobie sprawę, w co bawi się rzekoma "Berengaria" - i postanowił jakoś ją powstrzymać. Stąd cała ta gra w podchody. Być może czarownice rosną w siłę z wiekiem (jak wampiry), i zaczęto coraz bardziej postrzegać "Berengarię" jako poważne, rosnące zagrożenie. Być może również podejrzanej właśnie o to chodzi - o zdobycie potęgi, pozwalającej rzucić wyzwanie naczelnej wiedźmie imperium. I zostanie nią osobiście.

    Heh, ciekawe co na to wszystko Nefer. ;)

  • violet

    @Pogdybajmy jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że o pieniądze, ale jeśli nie brakuje pieniędzy, to napewno o władzę.

  • CzarnaKaczuszka

    @Pogdybajmy Ksieżna wprawdzie powtarza na każdym kroku, że był to układ korzystny, ale powtarza to samemu Marcusowi. Podobnie twierdzi margrabina. Czy matka, która nie dba ani trochę o to, żeby jej syn wiedział, co się z nim samym dzieje, a na dodatek najwyraźniej knuje coś równie podłego wobec własnego syna, byłaby w tej sprawie szczera? O szczerości domniemanej Berengarii nie będę się nawet wypowiadać. Myślę, że bardziej można ufać w tej sprawie mistrzowi Matteo, który powiedział nam wyraźnie, że z takiego małżeństwa nic dobrego by nie wyniknęło dla Międzyrzecza - układ wcale nie był więc taki korzystny, jak lady Miranda twierdzi. I najprawdopodobniej miał drugie dno. W centralną władzę, przynajmniej istniejącą oficjalnie, w tym świecie nie wierzę - Marcus miał niezłą jak na mężczyznę edukację, więc o istnieniu takowej by wiedział, a wraz z nim i my poznalibyśmy choć zdawkową informację o niej.

  • Pogdybajmy

    @CzarnaKaczuszka  
    Wiesz, na początku sądziłem, że w całej transakcji chodzi tak naprawdę o zbliżenie obydwu rodów. Podejrzewałem, że Miranda, oddając to, co ma najcenniejsze (bo wiele wskazuje na to, że aż tak potężny bateryjek, jak Marcus, to rzadkość), wskazuje nam na zawarcie sojuszu między obydwiema możnowładczymi. Sojuszu, którego celem będzie przejęcie władzy w imperium. I wtedy nasza vel Anita byłaby najpewniej szpiegiem cesarzowej.
    Jednakże sam Nefer sugeruje, że tak naprawdę Margrabina spiskuje przeciwko Księżnej, więc chyba taką opcję trzeba odrzucić.
    Co dalej.
    Wartość transakcji. Gdyby sama "Berengaria" nie uważała, że cena za Marcusa była naprawdę wysoka, to sama uznałaby to za podejrzane, że dostaje go tak niskim kosztem. Więc jeśli faktycznie jest tu jakiś spisek, to cena za chłopaka faktycznie musiałaby być duża, żeby nie budzić podejrzeń kupującej, że coś za tanio go dostaje. Więc w tej akurat jednej kwestii bym jej w stu procentach zaufał. Zapłaciła dużo.
    Mistrz Matteo z kolei również nie jest wszechwiedzący. Zapewne czarownice mają mnóstwo tajemnic, które znają tylko one same. Wiedza mężczyzn, nawet tak niegroźnych, jak wspomniany wyżej, zapewne jest dość ograniczona do rzeczy absolutnie koniecznych. Innymi słowy - może z jego wiedzy nie wynika, by w takim układzie było cokolwiek korzystnego. Ale wiedźmy nie zdradziły nam w całości, co tak naprawdę było przedmiotem kontraktu. Przecież jakieś tam ziemie przygraniczne - w dodatku, w mniemaniu Matteo, niewiele warte - nie byłyby wystarczającą ceną za Marcusa Omnipotentnego. ;)
    I na koniec - to, że Marcus nic nie wspominał o władzy centralnej, nie znaczy, że jej nie ma. Po prostu w żaden sposób ten temat jeszcze nie wypłynął. Więc prawdopodobnie nawet na zdawkową wiedzę na jej temat nie było po prostu na razie miejsca. A już na pewno, jeśli faktycznie Nefer coś w tam kierunku knuje - trzyma więc - choćby i drobne - wszelkie wzmianki na jej temat na później, myląc nas tymczasem innymi tropami.
    Na pewno jednak całe to "królestwo" jest jednym tworem, trzymającym wszak jakoś te wszelkie księstwa w ramach jednego organizmu państwowego. MUSI więc istnieć jakiś organ centralny, któremu wszelkie te domeny, przynajmniej formalnie, podlegają. Utrzymuje bowiem między nimi pokój, jak widać. I to pomimo wewnętrznych spisków. Bo wiesz - istniały w historii liczne państwa feudalne, z bardziej lub mniej silną władzą centralną. I nawet jeśli tylko czysto formalnie, na papierze - to zawsze takowa istniała. Zakładam więc całkowicie naturalnie, że również i tutaj musi - nawet jeśli jest tylko czysto teoretyczna, pełniąc funkcje jedynie ceremonialne.

  • nefer

    @Pogdybajmy Wybaczcie, że odpisuje dopiero teraz. Jak to często bywa zanioslo mnie dość daleko od domu. Tak wnikliwa dyskusja sprawia autorowi najwyższą satysfakcję, stanowiąc dowód zainteresowania i uważniej lektury. Nie mogę, oczywiście, zabrać w niej głosu. Sami rozumiecie. Ale podziwiam logiczne rozumowanie, godne najwybitniejszych detektywów, którym tropicie moje zamysły. Po zakończeniu opowieści złoże stosowne gratulacje dla autorów trafnych hipotez. Teraz składam tylko podziekowania i zapraszam do ciągu dalszego (gdy powstanie) 😀

  • CzarnaKaczuszka

    @Pogdybajmy Sądząc bardzo pospiesznej, ale i tak trwającej dobre parę dni podróży z dworu Mirandy do Złotej Bramy (trzy dni jazdy konnej do samej granicy między władztwami, o ile mnie pamięć nie myli i drugie tyle do posiadłości księżnej), władztwom w tym świecie chyba bliżej do małych państw, niż elementów jednego, feudalnego mocarstwa. Oczywiście, sama kwestia rozmiaru nie rozstrzyga tego, to mogłoby rzeczywiście być ogromne feudalne imperium. Ale sądzę, że sposób narracji wyklucza tę możliwość. Nefer ukazuje nam ten świat oczami Marcusa, nie zataiłby przed nami jakiejś jego istotnej myśli czy planu, żeby potem wywołać zaskoczenie. Przeciwnie, zaplanował tę intrygę tak, żebyśmy ją rozgryźli wspólnie z głównym bohaterem. Gdyby oficjalna cesarzowa zaś istniała, mając jakiś jawny dwór i jawnie kontrolując poczynania podległych jej władczyń, Marcus by o tym wiedział i nawet, gdyby nie myślał i nie rozmawiał z nikim na ten temat wcześniej, to po zobaczeniu okropieństw w wykonaniu Pana Czwartego jedną z jego myśli byłoby, że cesarzowa musi koniecznie się dowiedzieć o tych okropieństwach. A wraz z podobną myślą u niego i my byśmy się o tym dowiedzieli, skoro patrzymy na ten świat oczami Marcusa. Oficjalnej władzy więc raczej nie ma, co wcale nie jest takie nierealistyczne - Europa podzielona na wiele, często niewielkch państw jakoś przecież funkcjonuje, starożytna Grecja centralnej władzy też nie miała, a jej dorobek kulturowy jest ogromny. A że nie ma wojen, cóż, w tym świecie rządzą kobiety. Tam, gdzie da się coś zdziałać intrygami, tak właśnie się działa. Jak zresztą sami widzimy.

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Mogę podpisać się obiema rękoma pod tą analizą.  W moim zamyśle Krolestwo (ale tymczasem bez królowej) to coś w rodzaju luźnej federacji feudalnych wladztw, połączonych głównie wspólnota obyczajów, tradycji i kultury.

  • Pogdybajmy

    @nefer
    Pisałem wcześnie rozległą analizę odnośnie kwestii istnienia w tym świecie władzy centralnej, jednak padł mi internet i nie zdołałem jej zamieścić. W międzyczasie ty sam jednoznacznie uciąłeś spekulacje na ten temat. Może i dobrze, bo niepotrzebnie bym się  naprodukował bez sensu. Jakkolwiek, kiedy miałem usunąć zapisane w notatniku wypociny, coś mnie tknęło. Wstawię więc teraz jeden z opracowanych przeze mnie podpunktów, po czym podam wniosek, który przyszedł mi do głowy po twojej ostatniej wypowiedzi w tym temacie. Wklejam: #Władca, który jest niezależny, tytułuje się królem. Co sobie będzie żałował. Nie żadną Margrabiną, ani nawet Księżną. Już w Mezopotamii istniały miasta-państwa, zaś na czele każdego z nich stał osobny król. Nawet najmniejszego. W Chinach w czasach rozbicia każdy niezależny władca również tytułował się Cesarzem. Nie żadnym tam księciem. Przecież skoro niezależny, to musi to podkreślić odpowiednim tytułem. W Europie, co prawda, w czasach średniowiecznych, bywały niezależne Księstwa, czy nawet Hrabstwa - wynikało to jednak z tego, że wskutek rozbicia dzielnicowego, danemu władcy udało się uzyskać formalną niezależność. Jednak taki, a nie inny tytuł był efektem uzyskania kiedyś takowego, z ręki jakiegoś władcy. Który wciąż gdzieś tam istniał, nawet jeśli formalnie słaby. Popatrzmy teraz na to nasze Imperium Czarownic - podział na różne księstwa, hrabstwa, i wszelkie tego typu - jasno wskazuje, że muszą być częścią jakiegoś jednego, wspólnego organizmu państwowego. Inaczej każda Pani Mocy tytułowałaby się niezależną Królową, a nie jakąś tam margrabiną# I teraz wniosek, do którego doszedłem po tym, jak zdementowałeś moje domysły na temat istnienia Wiedźmy Nadrzędnej. Królowa pewnie kiedyś była - wszak ktoś musiał poprowadzić kobiety do wojny z mężczyznami. A poza tym - analiza tytulatury poczyniona powyżej. Zgaduję więc teraz, że musiała zostać po jakimś czasie obalona, przez wiedźmy pragnące niezależności. I nie zdziwiłbym się, gdyby to ona (lub jej następczynie) stała za barbarzyńcami, z którymi co wiosna toczy się wojna. Nie wykluczam również obecnie, że Berengaria jakoś się z nią dogadała. Albo to właśnie królowa (lub jej któraś z kolei następczyni) jest naszą "Berengarią". I Pan Trzeci o tym wie. Tutaj również ciekawa implikacja - jeśli połączyć to z moją poprzednią teorią na temat tego, że omawiana wiedźma przeskakuje co pokolenie w nowe ciało, każdej swojej kolejnej córki/wnuczki - to Berenika, jak również jej córka, będą de facto prawowitymi następczyniami tronu - skoro wszystkie pochodzą z krwi ostatniej królowej.

  • nefer

    @Pogdybajmy Hej. Bardzo cieszą mnie a zarazem pobudzają do dalszej pracy i dopracowywania roznych szczegolow Twoje komentarze. Ten świat (przy wszystkich roznicach) widzialbym wzorowany na wczesnosredniowiecznej Francji lub wczesnonowozytnych Niemczech. Wladza centralna odgrywa rolę czysto tytularna, a poszczególne domeny są w istocie niezalezne. Ich wladcy (tutaj władczynie) zadowalaja sie tytulami feudalnymi, może po to, by nie wzbudzać zawiści? Czyż hrabiowie, książęta, palatyni itp. itd. we wspomnianych Niemczech i Francji nie byli w istocie niezależnymi panami? Tutaj nie ma krolowej czy cesarzowej, istnieje tylko poczucie wspolnoty i ogolnej jednosci Krolestwa (ale nie politycznej).  Zbiera sie Rada Krolestwa (o ktorej raz czy drugi wspomniano) ale podobnie jak Sejm Rzeszy nie ma realnej władzy. Do wspolnego działania panie poszczegolnych domen moglby ewentualnie skłonić strach przed zdobyciem przez jedną z nich dominacji nad innymi. Najsilniejsza wydaje sie właśnie Lady Berengaria i dlatego jest bacznie obserwowana. Musi wiec, póki co, snuć intrygi. Skad idea Krolestwa? Moze istnial kiedyś król, ale nie zdołał zapanować nad swoimi skróconym wasalami-czarnoksieznikami i upadł razem z nimi, obalony przez "czarownice"? Pozostawił złe wspomnienie (jak królowie w starożytnym Rzymie) i dlatego żadna z nich nie ośmieliła sie zająć jego pozycji i ogłosić sie królową? Na koniec dziękuję za wnikliwe, inspirujące komentarze i pozdrawiam.

  • Pogdybajmy

    @nefer  
    A to widzisz, po prostu nie czytałem dostatecznie uważnie i ta cała Rada Królestwa mi umknęła. Jeśli istnieje coś w ten deseń, to faktycznie, może ona wypełniać rolę tej, choćby i teoretycznej, ale koniecznej, władzy przynajmniej formalnie nadrzędnej.
    Co do pozostałej części twojej argumentacji, również nie jestem w stanie znaleźć żadnych "ale". Więc muszę uznać temat za wyczerpany. :(
    Jakkolwiek - jest jednak jedna mała szpileczka, którą można jeszcze wbić na koniec.   :devil:  
    Jak wcześniej argumentowała CzarnaKaczuszka, Marcus "po zobaczeniu okropieństw w wykonaniu Pana Czwartego, jedną z jego myśli byłoby, że cesarzowa musi koniecznie się dowiedzieć o tych okropieństwach"
    Więc w takim razie, zamiast jedynie się miotać i ciskać, że nic nie może zrobić, że kto mógłby powstrzymać Berengarię, że ktoś musi się dowiedzieć - więc tutaj również Rada powinna przynajmniej przewinąć mu się przez myśl. A jakoś nie przyszło mu to do głowy, pomimo tego, że jak sam tłumaczysz - jest to właściwie jedyna istniejąca forma jakiejkolwiek, choćby i teoretycznej, zwierzchności nad wiedźmami. Jedyna szansa na powstrzymanie złej władczyni - nawet gdyby chłopak przeceniał jej znacznie w swoich nadziejach. Czyżby Marcus zapomniał na tym etapie o jej istnieniu?   :faja:

  • nefer

    @Pogdybajmy Ha. Moze i zapomniał. Pamietajmy jednak, ze od chwili nieszczesnej przejazdzki podczas ktorej zdemaskowal oszustwo ksieznej i sam zostal uwieziony minelo w sumie nie tak wiele czasu, podczas ktorego był bombardowany nowymi informacjami oraz obserwacjami. Jako młodzieniec w sumie nieglupi zdaje sobie sprawę ze słabości wspomnianej Rady i na interwencję z jej strony nie liczy.  W naturalny sposob ma nadzieję na pomoc Bereniki, którą kocha i podziwia, nie wiedząc o mechanizmach jej zaleznosci od pani Siedmiu Bram.
    Ale napisz, bok ciekawy~

  • Pogdybajmy

    @nefer  
    "Ale napisz, bok ciekawy~"
    Jaki bok? Co mam napisać?
    A ponadto: "W naturalny sposób ma nadzieję na pomoc Bereniki, którą kocha i podziwia, nie wiedząc o mechanizmach jej zależności od pani Siedmiu Bram"
    Przecież w tym momencie sam już (słusznie) podejrzewał, że została pojmana i uwięziona. Więc doskonale zdaje sobie on sprawę z całkowitego braku jej jakiejkolwiek niezależności. No chyba, że próbujesz coś więcej zasugerować między wierszami właśnie. I sprawdzasz, czy to wychwycimy.  :cool:

  • CzarnaKaczuszka

    @Pogdybajmy Wydaje mi się, że Marcus istotnie mógł zapomnieć o Radzie w momencie, w którym na pewno pamiętałby o królowej czy cesarzowej. Zwłaszcza będąc przyzwyczajony do jednoosobowej władzy na dworze matki, może nie wierzyć w głębi serca w jakąkolwiek realną władzę większego organu. Podobnie jak dzieci, które nie miały jeszcze WOSu w szkole i myślą, że prezydent jest ważniejszy od sejmu i jeśli on coś postanowi zmienić w Polsce, to wszyscy się go posłuchają. Oczywiście Marcus małym dzieckiem nie jest, ale jego edukacja była okrojona, nikt go o mechanizmach władzy raczej nie uczył, więc w sytuacji stresowej mógl nie pomyśleć o Radzie, choć pomyślałby o królowej. Jeszcze jedna obserwacja: Berengaria istotnie jest stara, dziwnie stara jak na matkę Bereniki, ale starzy są też jej mężowie, poza jednym - a o nim wiemy, że pojawił sie na dworze już po narodzinach tej ostatniej. Raczej więc jest to skutek faktu, iż urodzenie córki odwlekała z jakichś powodów w czasie. Może też wczesniej urodziła córkę, która zginęła na wojnie w wieku nastoletnim (to by wyjaśniało nadmierną troskę o Berenikę w tej kwestii) i Berenika jest jej drugim dzieckiem. Lub „zginęła” wiedząc o jakichś niecnych knowaniach matki i to ona stoi za spiskiem.

  • nefer

    @Pogdybajmy Ten bok to przypadkiem wskoczył, bo pisałem po północy przy winie. Marcus domysla sie, że żona zostala uwieziona ale tymczasem i tak nic nie może zrobic ani kogokolwiek powiadomic. Na poczatek chce spotkac się z Berenika. Pamietajmy, ze ostatnie odcinki rozgrywaja sie szybko, w ciagu kilku godzin.

  • Fan

    No ku*wa jak w Polsacie.  Super seria i super część

  • POKUSER

    @Fan dla opowiadań Nefera, to i w paszport Polsatu bym się zaopatrzył  :telewizor:

  • nefer

    @Fan To zapraszam, panowie, przed telewizory. W wyobrazni, oczywiscie, bo ekranizacja kosztuje.  :devil:

  • Almach99

    Mam wrażenie, że niestety atak Berteniki nie odniesie żadnego sukcesu. Jej matka z pewnościa oczekiwała takiego ruchu. Za to Marcus poznal pierwszy podstawowy czar - bedzie pierwszym mężczyzna od lat władający magią. Znając autora, to jeszcze nie jedną niespodziankę dla nas przygotuje :devil:

  • nefer

    @Almach99 Księżna z pewnością nie jest głupia. A Marcus istotnie zyskał wiedzę od dawna niedostepna dla panów szlachetnej krwi. Pozdrawiam i zapeaszam.

  • CzarnaKaczuszka

    @Almach99 Księżna może i nie jest głupia, ale stawiam diamenty przeciwko orzechom, że nie spodziewała się, iż córka nauczy prostego czaru męża. W jej obrazie rzeczywistości Marcus jest zapewne tylko dawcą mocy i biernym obserwatorem i raczej w ogóle nie weźmie jego obecności pod uwagę, planując na szybko samoobronę. Berenika poza tym ma jeszcze sztylet. Może i Berengaria osłoni się przed tym pierwszym atakiem, ale ogólnie jej szans nie widzę zbyt różowo. Na szczęście ;)

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Ja też mam nadzieję, gdyż sympatyzuje z bohaterami. Ale jako autor muszę też być realistą

  • POKUSER

    Neferze, w takiej chwili przerwać, tak się nie godzi... To, to, to... Słów mi brakuje... Odcinek na najwyższym poziomie, chylę czoła  :bravo:

  • nefer

    @POKUSER Nie ukrywam, zrobiłem to celowo.  :devil:  Oczywiście, żeby pobudzić ciekawość. Dzięki za wpis i pozdrawiam

  • Gaba

    Oj grabisz sobie, Ty Neferze Ty!!! Teraz przerwać. To jest maximum perversum! Ale! Jak zawsze genialnie napisane, rewelacyjna akcja, dialogi - miody! Fajna treść, i piszę to ja - Gaba - typ który nie lubi fantastyki.... Zresztą, ŁAPA mówi chyba wszystko! O, i jeszcze to - 👍👏! Pozdrawiam

  • nefer

    @Gaba Tak, narażam się na niecierpliwość, ale to ryzyko autora. Dzięki za pochlebne uwagi. Ja akurat lubię fantastykę, ale poznawałem ją w dośc odległych już czasach, gdy stanowiła u nas rzadkość, ale to co drukowano, pochodziło spod pióra dobrych autorów. Obecnie bywa z tym bardzo, bardzo różnie. Zalewa nas prawdziwy potop tego rodzaju twórczości, często kiepskiej po prostu. Można się zniechęcić. Czyli, jak wszedzie, trzeba zwracać uwagę na jakość.

  • Gaba

    @nefer to nie tak, jako osobnik chodzący po ziemi nie interesowało mnie bujanie w obłokach... i obojętnym mi było kto popełnił dane dzieło. Ale o gustach itd, więc gdybyś od razu wlazł w moce, czary nigdy byś mnie tu nie widział! Ładnie mnie załatwiłeś opisami przyrody , zwyczajów! a potem już poszło. P.s. gdybyś jeszcze skrócił cykl wydawniczy..........🤔

  • nefer

    @Gaba Nadmiar czarów, wszechmocnych artefaktów itp. to droga na skróty. Gdy brak pomysłu, zawsze można odwołać się do sił magicznych. Tego w fantasy nie lubię. Tutaj przyjąłem pewne oparte na magii wstępne założenie i pomyślałem sobie, jak też mógłby wyglądać taki świat.

  • AnonimS

    Władca nie ma rodziny. Władca ma cele. Z tego punktu widzenia Bengarii realizuje swoje cele. Bezwzględnie, po trupach oby do celu. Berenika wydaje się znacznie lepsza ale nie sądzę że jej motywem jest wyłącznie miłość do Marcusa. Wg mnie Berenika chce przejąć władzę. A Marcus? Miota się bezradnie bo jest tylko dawcą. Niezwykle cennym ale dawcą. Jak zwykle ciekawy, emocjonujący odcinek. A że przerwany w tym miejscu?  Autor rządzi ... pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Bardzo trafna i brzemenna na przyszłość uwaga. Tak, gdy chodzi o władzę względy rodzinne często stają się zawadą. A Berenika, owszem, władzy pożada, czego nie ukrywa. Ale jest też młoda, idealistyczna i na pewno nie tak wyrachowana, jak księżna. Marcus może stać się jej kluczem do władzy, więc ewentualne uczucie nie stoi w sprzeczności z ambicjami. Przynajmniej na razie. No i otworzyła mu ścieżkę do posługiwania się mocą. Tymczasem wąziutką, ale  to i tak wielka nowość.

  • CzarnaKaczuszka

    Pierwsza! :) Coraz bardziej lubię Berenikę, mam nadzieję, że nie przyjdzie jej zapłacić najwyższej ceny za swoją waleczność. Żeby urwać tekst w takim momencie... Neferze, jesteś okrutny ;)

  • nefer

    @CzarnaKaczuszka Ja też mam taką nadzieję, chociaż uczucia i emocje wzięły tu chyba górę nad rozumem. Ale poczuła niespotykaną moc i chce to wykorzystać. Okrucieństwo tego rodzaju to prawo każego autora  :devil:  Pozdrawiam.

  • AnonimBezS

    @CzarnaKaczuszka Chyba mogę Cię trochę uspokoić. Wydaje się że śmierć Bereniki jest, przynajmniej na razie, mało prawdopodobna. Trudno sobie wyobrazić jak można byłoby w interesujący sposób poprowadzić tę historię bez niej - chyba, że w kolejnych częściach pojawi się więcej pierwszoplanowych postaci...

  • Lolek2

    @AnonimBezS  Nie po to matka pozwolila na zblizenie aby obawiac sie zemsty corki. Matka na 100% jest przygotowana atak, wkoncu ma moc dwojga mezow i jest przygotowana na te ewentualnosc.
    Najciekawsze jest to ze marcus chyba nauczyl sie wzniecac ogien. Zobaczymy co z tego wyniknie.