Nowy Świat Czarownic, cz. 25

Siedząc w niewielkiej celi z zakratowanymi drzwiami, pod czujnym okiem jednego ze strażników, oświetlony płomieniami rozmieszczonych w korytarzu pochodni, rozpamiętywał okropne sceny, których był świadkiem. Ten potwór zabił niewinną dziewczynę! A księżna na coś takiego pozwoliła, w imię pozyskania tej po stokroć przeklętej mocy. Sam do końca już nie wiedział, kim właściwie była Anita. Wyrafinowaną oszustką, czy zwykłą dziewką z ludu? Ale niezależnie od wszystkiego, na pewno nie zasłużyła na taki koniec! A on podał tej zbrodniczej suce imię służki i sprowadził na dziewczynę nieszczęście. Tak, jak gdyby sam skazał ją na okropną śmierć.
     Nie, to nieprawda! Anitę zabił szalony, chory sir Oswald! A Lady Berengaria nie dość, że na to pozwoliła, to jeszcze pomogła. I to ona kazała porwać dziewczynę, po czym rzuciła na pastwę zwyrodnialca. Wszystko po to, by zdobyć więcej mocy. Od jak dawna to trwało? Skąd brała kolejne ofiary? Nieważne! To musi się skończyć! Tolerując zbrodnie pana Czwartego, ba, stwarzając do nich okazje, wręcz zachęcając, księżna sama stawała się morderczynią. Gorszą nawet niż ten chory arystokrata. W porównaniu z tym, co wyprawiał sir Oswald i na co pozwalała pani Siedmiu Bram, jej dziwaczne igraszki z sir Adrianem oraz urojenia pana Trzeciego wydawały się niewinną zabawą. Czy Berenika o tym wszystkim wie? W to nie potrafił uwierzyć. Księżniczka na pewno nie pozwoliłaby na coś takiego, musi powiedzieć jej o wszystkim przy pierwszej okazji. Tylko co ona może zrobić? Przyszło bezsilne otrzeźwienie. Czy on sam zdołał w czymkolwiek pomóc Anicie? Nie potrafił nawet podpalić mordercy, gdy mogłoby to coś zmienić. Nie potrafił wzniecić zwykłego płomienia, czym panie szlachetnej krwi popisywały się dla zabawy i wygody. A on ogóle nie umiał posługiwać się mocą!
     Nie miał pojęcia, ile czasu bił się tak z własnymi myślami. Zapewne niezbyt długo, bo Lady Berengarii nie zależało raczej na przedłużaniu samego aktu pozyskiwania mocy. Nie w takich okolicznościach. Wolał nie zastanawiać się nad szczegółami. Czy dosiadła przykutego do ławy, noszącego jeszcze ślady krwi i toczącego pianę z ust sir Oswalda? Piany może nie toczył, rozkazała przecież zakneblować małżonka. Może zdołano też obmyć hrabiego z krwi oraz oliwy. Ale oczy z pewnością płonęły nadal wściekłością i szaleństwem. Musiała zdjąć ochraniacz. Czy penis pana Czwartego stał już w pełnej gotowości? Czy może trzeba było dodatkowo podniecić zwyrodnialca, bo nie zdołał uzyskać pełnej satysfakcji z zabójstwa Anity? A potem? Czy tutaj pani Siedmiu Bram również pojękiwała z zadowolenia, jak wówczas, gdy ujeżdżała sir Adriana? Jak wówczas, gdy ujeżdżała także jego samego, zarówno we własnej postaci, o ile w ogóle była prawdziwą, czy też udając Berenikę? I czy zdobyta moc zadowoliła szlachetną panią? Próbował odegnać te myśli, ale wracały nieustannie, na przemian ze wspomnieniami ostatnich, okropnych chwil Anity.
     Posłyszał wreszcie metaliczny stukot obcasów. Lady Berengaria pojawiła się ożywiona i w dobrym nastroju, zapewne pozyskała moc z powodzeniem. Nie wyglądało też na to, by jej garderoba doznała większego uszczerbku. No tak, dbała o ten stój, a zwłaszcza o ulubione buty sir Adriana. Podniecające pana Trzeciego do szaleństwa i przyspieszające gromadzenie magicznej siły. Takie szczegóły musiały być dla pani Siedmiu Bram istotne, podobnie jak zapewnianie sir Oswaldowi kolejnych ofiar. Talię księżnej ponownie opinał pas ze sztyletem. Tylko bicz gdzieś się zapodział, zapewne nie został uznany za przydatny w tej akurat chwili. Przypomniał sobie, że dla niego samego znalazła podobno inny rodzaj najskuteczniejszej podniety. Bo w to, że zrezygnuje z jego własnej mocy uwierzyć nie potrafił. Dlatego zaskoczony został przebiegiem rozmowy.
     - Tym razem nie pytam, sir Marcusie, jak przyjąłeś to widowisko. Uwierz, mnie również nie przypadło szczególnie do smaku.
     - Ty suko, krwawa suko! Jesteś morderczynią! Tak naprawdę, to ty zabiłaś nieszczęsną Anitę!
     - W tym wszystkim nie brakuje też i twojej winy, książę. - Zdawała się odczytywać  najbardziej dotkliwe wyrzuty sumienia chłopaka. - Ale nie mam zamiaru ci tego wypominać. W zamian proszę, abyś zaprzestał bezsensownego obrzucania mnie wyzwiskami i dorósł do spokojnego omówienia ważnych spraw.
     - Czego chcesz? Mojej mocy? Nigdy jej nie dostaniesz!
     - Ależ dostanę, gdy tylko zechcę. Mężczyznami bardzo łatwo posłużyć się w tym względzie, zarówno jeśli chodzi o pobudzenie ich gotowości, jak i o sam akt oddawania nasienia oraz zgromadzonej siły. Nawet bez ich woli i zgody. Chyba mogłeś się o tym przekonać?
     Nie znalazł odpowiedzi, bo miała rację. W razie potrzeby i na niego poszukałaby zapewne jakiegoś sposobu. Żywił tylko nadzieję, że on sam nie okazałby się tak upodlony jak sir Adrian, czy zwłaszcza tak zwyrodniały, jak pan Czwarty. Wzdrygnął się. Wszystko, tylko nie to ostatnie! Wolałby już wybrać służbę świadczoną przez pana Trzeciego.
     - Ale w tej chwili mam dla ciebie inne zadanie. Zadanie, które powinno przypaść ci do gustu.
     - Nigdy!
     - Doprawdy? Obiecałam ci spotkanie z lady Bereniką, twoją panią i małżonką. Obiecałam i chcę dotrzymać słowa, jak przystoi władczyni Siedmiu Bram.
     - Co chcesz zrobić z Bereniką?
     - Ależ nie obawiaj się, nic strasznego. Zamierzam tylko oddać w jej stęsknione ramiona prawowitego małżonka. I nie tylko w ramiona.
     - Co takiego?
     - Życzę sobie, żebyś usłużył swojej pani i żonie, obdarował ją nasieniem.
     - Mówisz to poważnie? - Tym razem nie próbował nawet ukrywać zdumienia.
     - Najzupełniej. To właśnie owo pierwsze zadanie, które ci przeznaczyłam. Nie wydaje się takie straszne, prawda?
     - Ale dlaczego?
     - Właściwie, mogę ci powiedzieć. Ona i tak zorientuje się w tym wszystkim, bo bez odrobiny mocy się nie obejdzie. Chcę, żebyś zasiał w niej nowe życie, chcę, by Berenika poczęła córkę.
     - Ale my już przecież... Dlaczego miałoby to stać się właśnie teraz? I skąd wiesz, że będzie to córka?
     - Bo panie szlachetnej krwi potrafią wpływać na takie rzeczy. Oczywiście, jeżeli posiądą odpowiednią wiedzę. Berenika nie jest w tym szczególnie biegła, ale ja i owszem. I mogę zrobić co trzeba za nią.
     - Po co ci akurat teraz wnuczka? Po tym wszystkim?
     - Bo wyruszam na wojnę i chciałabym zadbać o linię krwi Siedmiu Bram.
     - Nie oszukasz mnie, wiedźmo! Chcesz pozbyć się własnej córki, gdy tylko urodzi dziewczynkę. I uczynić to dziecko następczynią. Nigdy nie pomogę ci w czymś takim!
     - Marcusie, zadziwiasz mnie rozumem. Ależ to perfidny plan okrutnej pani Siedmiu Bram. Kłopot w tym, że nic na to wszystko nie zdołasz poradzić, nawet, jeżeli to prawda. Chociaż wcale nie jest tak, jak myślisz.
     - Nie dam życia takiemu dziecku!
     - Książę, twoja pomoc byłaby bardzo mile widziana. Posiadasz wielką moc, pochodzisz z silnej linii krwi. Nie przypadkiem wybrałam właśnie ciebie, płacąc wysoką cenę. Przyszła pani Siedmiu Bram, bo kiedyś pewnie nią zostanie, niezależnie od twoich bezpodstawnych przypuszczeń, powinna zostać poczęta przez pana prawdziwie szlachetnego rodu, najlepiej takiego jak ty. A i dla Bereniki byłoby to znacznie korzystniejsze...
     - Co masz na myśli? - Poczuł niepokój.
     - A to, że mam też w odwodzie inne możliwości. Jest tutaj, na zamku, kilku panów błękitnej krwi. Nie tak silnych jak ty, ale zawsze...
     - Sir Waldemar albo sir Roger? Albo może Sir Adrian? Jak możesz proponować coś takiego? Oni wszyscy są słabi i do tego każdy z nich mógłby być ojcem Bereniki! I to nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie!
     - Ten kłopot zostaw już mnie, sir Marcusie. Powiedziałeś jednak prawdę. Ci moi trzej mężowie są słabi. Ale został przecież sir Oswald. Najsilniejszy z nich wszystkich. I na dodatek, on jeden z całą pewnością nie jest ojcem Bereniki. Pani Siedmiu Bram poślubiła go już po narodzinach księżniczki. Wtedy nie byłam jeszcze może tak biegła w pewnych sprawach, ale co do tego jednego możemy mieć pewność.
     - Ale sir Oswald? Byłabyś gotowa rzucić własną córkę w szpony tego potwora? Chyba oszalałaś!
     - On sam bardzo pragnąłby czegoś takiego. Pamiętasz? To właśnie owo nigdy nie spełnione życzenie pana Czwartego. Prawie obsesja. Dostać w swoje ręce damę szlachetnej krwi. Najchętniej mnie samą, oczywiście. Ale i inną panią też by się zadowolił. Anita nie spełniła, niestety, jego oczekiwań. Berenika stanowiłaby łup godny prawdziwego pożądania.
     - A on by ją zabił! Albo ona jego, bo przecież włada mocą! I z twoich planów nic by nie wyszło. - Rozpaczliwie szukał argumentów, by odrzucić tak potworny pomysł księżnej.
     - W tej chwili Berenika jest wszelkiej mocy pozbawiona. Stawiała opór i zużyła do ostatniej kropli to, co dostała od ciebie. Zadbałam o to. Oczywiście, musiałabym osobiście czuwać nad wszystkim. Najpierw powstrzymać w odpowiedniej chwili sir Oswalda, a potem zapewne i Berenikę... Ale to dałoby się zrobić. Tylko, że byłoby to dla niej nieprzyjemne. Tak, na pewno bardzo nieprzyjemne. Chyba w to nie wątpisz, sir Marcusie? Jako kochający swoją panią małżonek nie możesz przecież do czegoś takiego dopuścić.
     - Ty... Ty wiedźmo!
     - Przyjmuję to jako twoją zgodę, książę? - Roześmiała się zadowolona.
     - Ale co na to sama Berenika? Nie myślisz chyba, że będę ją gwałcił niczym sir Oswald? Albo może zniewolisz ją jak sir Adriana i dopiero wtedy...
     - To nie będzie potrzebne, książę. Przecież ona cię kocha. Pomimo wszelkich moich starań, jednak cię pokochała. Wykazujesz się, doprawdy, nadzwyczajnymi talentami. Ale akurat tym razem może okazać się to przydatne. Ona nie zechce narażać cię na mój gniew, pewnie opowiesz jej o tym, co dzisiaj widziałeś. Proszę bardzo, to tylko uczyni prawdziwszymi moje... ostrzeżenia.
     - Ty... Ty...
     - I jeszcze jedno, wyruszam na wojnę i nie mogłabym czuwać nad księżniczką przez cały czas. A w takiej sprawie nikt inny nie potrafiłby mnie zastąpić. Ale twojego dziecka, twojej córki, Berenika nie da skrzywdzić. I sama też nie skrzywdzi. Przecież cię kocha. Uczyni wszystko, by donosić ją bezpiecznie, aż do rozwiązania.
     Nie znalazł już słów na określenie takiej perfidii. Nie dostrzegał też jednak słabego punktu w planie wiedźmy. Nie potrafił się jej w żaden sposób przeciwstawić. Może zdoła uczynić to Berenika? Przynajmniej ją zobaczy i będą mogli porozmawiać. Zapowiedziała to sama Lady Berengaria. Oczywiście, że opowie księżniczce o tym, co wyprawia jej matka. Nie dlatego, by bał się o siebie w razie odmowy żony, ale dlatego, że z tym wszystkim trzeba w jakiś sposób skończyć!
     Księżna wezwała dwóch zbrojnych, poleciła otworzyć drzwi celi i ruszyli do kolejnego lochu. Przypominał on dwa poprzednie, przedzielony kratą, z wykwintnie urządzoną częścią mieszkalną. Berenice nie odmówiono też świetlika i blasku słońca. Obecnie już słabego, bo dzień chylił się ku zachodowi. Straż pełniły dwie kolejne gwardzistki, przynajmniej tyle. W odróżnieniu od strażniczek sir Adriana nosiły normalne odzienie wojskowe. Lady Berengaria odesłała je razem z własnymi strażnikami. Zostali sami. Dostrzegł jakąś postać leżącą na łożu, która zerwała się teraz i podbiegła do kraty. Berenika, nadal w stroju jeździeckim, który nosiła podczas ich wyścigu, a potem w trakcie feralnej narady w gabinecie księżnej.
     - Marcus!
     - Bereniko!
     - Czy nic ci się nie stało?
     Te ostatnie słowa wypowiedzieli jednocześnie i umilkli, porażeni podobieństwem uczuć. Marcus podszedł do kraty tak szybko, jak pozwalały na to łańcuchy i pochwycił dziewczynę za ręce.
     - Witaj, moja droga. Tak jak obiecałam, twój pierwszy małżonek pozostaje w dobrym zdrowiu. Co prawda, okazał się zbyt dociekliwy i w ten sposób trafił tutaj. - Obydwoje zignorowali słowa Lady Berengarii.
     - W jaki sposób zorientowałeś się tak szybko?
     - To Demon. Wybraliśmy się na przejażdżkę. Tę, którą mi obiecałaś. Nie chciał nosić księżnej. Zrzucił ją i wtedy wszystkiego się domyśliłem.
     - A ona kazała cię uwięzić.
     - Tak, ale co z tobą?
     - Jej ludzie pojmali mnie, gdy tylko znaleźliśmy się w gabinecie. Użyła mocy, żeby powstrzymać moją.
     - Tak, jesteś jeszcze bardzo młoda i nadal potrafię trochę więcej od ciebie.
     - A przede wszystkim, to ty jesteś bardziej podstępna i perfidna! I co teraz, zamierzasz więzić nas w lochach całymi latami? Więzić własną córkę i następczynię?
     - Bereniko, ona byłaby do tego zdolna. Widziałem straszne rzeczy...
     - Nie doszłoby do tego, gdybyś nie zerwała naszej umowy. Zmusiło mnie to do zmiany planów i zastosowania innych środków. W rezultacie, spotykamy się teraz wszyscy troje tutaj.
     - Co to za umowa, Bereniko? O czym ona mówi?
     - To, to...
     - No powiedz, moja droga. Wyznaj wszystko swojemu mężowi.
     - Ja... Ja musiałam się na to zgodzić, Marcusie. Na całe to oszustwo.
     - Domyśliłem się już, że oszukiwałyście mnie wspólnie, zamieniając się miejscami. Na zmianę zdejmowałyście i zakładałyście ochraniacz. Na zmianę korzystałyście z mojej mocy, służyłem w łożu to jednej, to drugiej z was. Ale dlaczego? Bereniko, dlaczego? Jak mogłaś zgodzić się na coś takiego?
     - Gdy pojawił się plan naszego małżeństwa, ucieszyłam się. Możesz mi wierzyć albo nie. Gdy spotkaliśmy się pierwszy raz na błoniach, poczułam do ciebie sympatię. Potem ona wszystko zepsuła. I na dodatek okazało się, że chodziłeś do jej łoża, oddawałeś moc i nasienie!
     - Wiem. Żałuję tego, co się stało. Byłem bardzo głupi, zależało mi wtedy tylko na Demonie. Ciebie nawet jeszcze nie znałem.
     - Ale sprzedałeś mnie za konia! Właśnie jej, lady Berengarii z Siedmiu Bram. Mojej matce i pani!
     - Byłem głupi – powtórzył. - Sprzedałem nie tylko ciebie...
     Księżniczka zdawała się jednak nie słyszeć ostatnich, cicho wypowiedzianych słów małżonka.
     - Tego nie potrafiłam znieść. A ona... A ona...
     - No powiedz to wreszcie, powiedz, jaka była twoja cena – zachęcała księżna.
     - W zamian za to, że podzielimy się tobą i twoją mocą, że jej w tym pomogę, obiecała nauczyć mnie posługiwać się magią, w tym magią wojenną.
     - I ty mówisz mi, że to ja sprzedałem cię za Demona! Podczas gdy zrobiłaś to samo ze mną! Sprzedałaś mnie za władzę i potęgę! Bo tylko na tym ci zależy! Na mocy, władzy i potędze, jak wszystkim czarownicom! A ja omal cię nie pokochałem.
     - Mówiłam już, że do tego się urodziłam i taka krew płynie w moich żyłach. Możesz to albo zaakceptować, albo nie. Na pewno się nie zmienię.
     - I dokąd cię to wszystko zaprowadziło? Do tego lochu! Otrzymałaś chociaż swoją zapłatę?
     - Jestem tutaj, bo miałam dość, rozumiesz? Bo nie chciałam już dłużej oszukiwać! Bo też omal cię nie pokochałam, Marcusie. I po prostu nie potrafiłam.
     Pomyślał, że może zaraz pojawią się w jej oczach łzy. Była tego niebezpiecznie bliska, ale księżniczka Berenika z Siedmiu Bram nie okazywała słabości. Nawet, gdy miała ku temu powody.
     - Nikt z nas nie jest bez winy – powiedział cicho. - Wiem, że nie było ci łatwo. Wiem, że lady Berengaria jest zdolna do strasznych rzeczy. Ale nadal cię kocham.
     - Oczywiście, że nadal oboje się kochacie. Właśnie dlatego nadszedł czas, żebyście się teraz pogodzili. Posłuży to aktualnie moim planom. A ponieważ nic tak nie zbliża jak wspólny wróg, w tym wypadku potworna wiedźma, może opowiesz wreszcie swojej pani i małżonce o tym, co dzisiaj ujrzałeś i co masz teraz zrobić.
     - O czym ona mówi, Marcusie?
     - A o tym, że więzi tu w lochach swoich dwóch mężów, sir Adriana – pana Trzeciego i sir Oswalda – pana Czwartego. Więzi pewnie od lat. Słyszałaś o nich kiedykolwiek?
     - Tylko tyle, że służyli kiedyś mojej matce, ale potem w jakiś sposób zniknęli, czy może zmarli. Nikt o tym na zamku nie mówił, a zresztą niewiele mnie to obchodziło. To były dawne sprawy.
     - A jednak nie takie dawne. Trzyma ich tutaj i wykorzystuje do zbierania mocy.
     - Ale po co? Przecież mogłaby robić to w normalny sposób, jak wszystkie panie szlachetnej krwi. Ochraniacze w zupełności by wystarczyły.
     - Bo szukając dla nich jak największej podniety, a tym samym jak największej siły dla siebie, odkryła i rozwinęła ich ukryte zapewne wcześniej, nietypowe skłonności. Skłonności, które najlepiej realizować w tych lochach. Dziwactwa sir Adriana są w sumie niegroźne, pożąda tylko do szaleństwa pani Siedmiu Bram w roli bezlitosnej władczyni, której mógłby składać poddańcze hołdy, czołgając się u jej stóp, skuty łańcuchami i smagany biczem. I ona mu na to pozwala, pobudzając w ten sposób gromadzenie przez pana Trzeciego magicznej mocy. Ale sir Oswald z Głębokich Ostępów to inna sprawa! To zwyrodniały morderca!
     - Morderca?
     - Ona wydaje na jego pastwę młode dziewczęta z ludu, każe porywać, czy skądkolwiek je bierze. Rzuca temu potworowi, a on zabija swoje ofiary i w ten sposób pobudza chore żądze. Sam to widziałem! Tuż przedtem, zanim tu przyszliśmy! Chciałem pomóc tej dziewczynie, broniła się, udało się jej oblać bydlaka olejem do lamp, ale nie zdążyła już podłożyć ognia. Gdybym tylko mógł coś zrobić! Nie potrafiłem jednak wzbudzić choćby najmniejszej iskierki! Na co cała ta moja rzekoma moc, skoro nie potrafiłem pomóc? Udusił ją na moich oczach. - Teraz to on z trudem powstrzymał łzy.
     - Czy to prawda?
     Berenika wyglądała na wstrząśniętą, nie mogła udawać. Z pewnością nie wiedziała niczego o wyczynach matki.
     - Sir Oswald to najsilniejszy z moich mężów, pozostali są już starzy i słabi. Niewiele da się z nich wycisnąć. Jak myślisz, dlaczego zależało mi tak bardzo na twoim Marcusie?
     - Ale morderstwa?
     - Muszę brać skądś siły, by stawiać czoła barbarzyńcom. To wszystko dla dobra Królestwa i naszych poddanych.
     - Których córki każesz porywać i pozwalasz mordować?
     - Zwykle są to dziewki tych dzikusów. Tym razem trafiła się dawna znajoma sir Marcusa z Międzyrzecza i właśnie to tak bardzo nim wstrząsnęło.
     - Kazałaś zabić Sudrun? Nie lubiłam jej, ale przecież...
     - Nie, chodziło o jakąś Anitę, służkę z zamku margrabiny. To bardziej skomplikowana sprawa, niech on sam ci o tym opowie. Ale może nie w tej chwili. Teraz czas, żeby wyjaśnił, czego od was obojga oczekuję.
     - A czegóż to?
     - Powiedz jej. Z pewnością tobie łatwiej przyjdzie przekonać swoją panią i małżonkę. - Lady Berengaria skinęła na chłopaka.
     - Ona chce... - Przełknął ślinę.
     - No mówże, cóż takiego strasznego dla nas wymyśliła?
     - Księżna życzy sobie, żebym usłużył ci w łożu, Bereniko. Usłużył i zasiał w tobie nowe życie. Chce, abyśmy spłodzili córkę. Mówi, że potrafi wspomóc to mocą i jest pewna płci dziecka - wyrzucił z siebie.
     Dziewczyna przyjęła wiadomość o planach matki zadziwiająco spokojnie, może zbyt zaskoczona, żeby w jakikolwiek sposób zareagować
     - Mam złe przeczucia. Na co jej akurat teraz wnuczka? Czy przypadkiem nie jako przyszła, właściwa następczyni? Gdy już urodzisz i przestaniesz być potrzebna. Czy ona wtedy nie zechce...
     - Do tego jeszcze daleko, Marcusie. O takie sprawy nie musimy się teraz martwić. - Księżniczka nadal potrafiła zachować zdumiewające opanowanie. - Rozumiem, że pomimo tych obaw wyraziłeś już zgodę? Czym ci zagroziła? Albo cóż takiego ci obiecała?
     - Zagroziła tobie, Bereniko! Właśnie tobie! Powiedziała, że jeżeli ja się nie zgodzę, to pozwoli uczynić to sir Oswaldowi! Bo posiada największą siłę spośród wszystkich jej mężów, a do tego na pewno nie jest twoim ojcem, przynajmniej za to niech będą dzięki Bogini. Rozumiesz, ten zwyrodnialec tylko na coś takiego czeka!
     - Ale dlaczego ja miałabym się zgodzić na rolę hodowlanej klaczy? - Księżniczka jednak lekko pobladła, zapewne zdała sobie sprawę, że nie dysponuje aktualnie mocą, która w normalnych warunkach mogłaby ją przed podobnym losem uchronić.
     - Bo jeśli nie myślisz już o sobie czy o przyszłości rodu Siedmiu Bram, to za twój brak współpracy zapłaci sir Marcus. Nie, nie zabiję naszego księcia, jest zbyt cenny. Ale mogę uczynić jego życie bardzo przykrym. A czyż do obowiązków pani i małżonki nie należy sprawowanie opieki nad mężem?
     - Dlaczego tak ci na tym zależy?
     - Bo córkę sir Marcusa sama zechcesz donosić i urodzić. Przecież go kochasz. A z dzieckiem sir Oswalda mogłabyś nie mieć skrupułów.
     - Dobrze, zgadzam się. Nie pozwolę skrzywdzić mojego pierwszego małżonka.
     - Bereniko, ale pomyśl, po co jej nasza córka?
     - Tym nie będziemy się teraz przejmować. Przynajmniej oboje zyskamy czas.
     Tego nie wziął pod uwagę. Tak, nosząc w łonie przyszłą panią Siedmiu Bram, Berenika będzie chwilowo bezpieczna. Chociaż tyle. I uniknie awansów pana Czwartego.
     - Bardzo rozsądna decyzja, moja droga. W takim razie, nie ma potrzeby przedłużać tej rozmowy.
     - Chcesz, żebyśmy zrobili co trzeba przez te kraty? - spytała prowokacyjnie księżniczka.
     - To mogłoby nawet okazać się ciekawe, ale zależy mi na prawdziwie głębokim zespoleniu – Lady Berengaria odpłaciła tą samą monetą. - Rozumiesz jednak, że sir Marcus pozostanie w łańcuchach. Nie mam zamiaru tracić bez potrzeby mocy. Na pewno poradzicie sobie pomimo tej drobnej przeszkody.
     Otworzyła kluczem drzwi w metalowej przegrodzie i wskazała chłopakowi drogę.
     - Zapraszam, książę. Oto twoja pani i małżonka. Tak, jak obiecałam.
     Wszedł powoli do pomieszczenia przeznaczonego dla Bereniki. Wyposażono je przynajmniej w obszerne, wygodne łoże. Spróbował ostrożnie wziąć księżniczką w ramiona, na ile pozwalały mu łańcuchy. Odwzajemniła uścisk, wycisnęła pocałunek.
     - Bereniko, tak bardzo się o ciebie bałem. Kocham cię, pomimo wszystkiego, co nas spotkało...
     - Ja też cię pokochałam, Marcusie. Wybacz mi tamto oszustwo. A teraz nie ścierpię, żeby coś ci się stało.
     - Ja też, tamten zwyrodnialec, sir Oswald... To było potworne, naprawdę, nie mogłem nic zrobić. Biedna Anita...
     - Ciii... Nie myśl teraz o tym. Później wszystko mi opowiesz, jeśli zechcesz. Teraz pragnę, żebyś osiągnął jak największe pożądanie. To nie powinno być trudne, przecież mnie kochasz i nie nosisz nawet w tej chwili ochraniacza. - Sięgnęła dłonią ku przyrodzeniu chłopaka. - Mówiłeś, że jestem w twoich oczach piękna.
     - Tak, to prawda. Kocham cię do szaleństwa i jesteś najpiękniejszą z bogiń. Ale będziesz musiała mi pomóc zdjąć ubranie.
     - Za chwilę, ukochany. Teraz usiądź i patrz.
     Podprowadziła go do łoża, a gdy spoczął, stanęła przed nim, obróciła się dookoła i przeciągnęła w zmysłowy sposób. Zdejmowała kolejno elementy stroju jeździeckiego, który nadal nosiła. Kurta, pas, kaftan, buty, obcisłe spodnie. Wszystko to jedno po drugim lądowało na posadzce. Berenika nie przestawała przy tym ustawiać się w taki sposób, by chłopak mógł w całej pełni podziwiać wszystkie zalety urody małżonki. Przyszła kolej na bieliznę. Pozbyła się jej w sposób równie prowokujący i uwodzicielski, wręcz wyuzdany. Gdzie ona się tego wszystkiego nauczyła? Ujrzał smukłą sylwetkę, jędrne, zgrabne piersi, uda ukazujące raz po raz delikatny zarost łonowy, pozwalający domyślać się ukrytych miejsc rozkoszy. Wszystko to pobudziło krew Marcusa, odegnało wreszcie straszne wspomnienia Anity i sir Oswalda. Poczuł, jak przyrodzenie budzi się do życia. Istotnie, nie nosił ochraniacza od dłuższego czasu, od chwili, gdy księżna zdjęła przyrząd przed wyruszeniem na przejażdżkę. Penis skwapliwie korzystał teraz z tej tej swobody.
     Berenika zbliżyła się, zdjęła pas małżonka, zaczęła rozpinać guziki kurty. W uwalnianiu chłopaka od reszty ubrań przeszkadzały jednak skuwające go łańcuchy.
     - Daj mi nóż! - zwróciła się do matki.
     - Po co ci? Wystarczy, że spuścisz mu spodnie.
     - Zależy ci na  jak najgłębszym zbliżeniu? To daj albo nóż, albo klucze do tych kajdan! Ja chcę mieć go tutaj nagiego, a nie w spodniach opuszczonych do kolan! To mój prawowity małżonek, a nie jakiś wiejski chłystek.
     - Skoro tak bardzo ci na tym zależy. - Lady Berengaria powoli wyjęła sztylet i rzuciła ostrze przez kraty. To samo, którym zwabiła w pułapkę sir Oswalda. - Tylko pamiętaj, że czuwam nad wszystkim.
     Berenika pochwyciła sztylet i nie bawiąc się w delikatność szybkim ruchem rozcięła kurtę, potem przyszła pora na kubrak. Zostały buty i spodnie, a pod nimi gatki. Cholewki jeździeckich butów stawiały opór, dziewczyna potraktowała je z całą gwałtownością i nie oparły się dobremu ostrzu. Przyszła pora na spodnie. Księżniczka przestała się spieszyć, tym razem powoli i ostrożnie drażniła chłopaka zimnym ostrzem. Poczuł silny dreszcz emocji.
     - Ciii, sir Marcusie. - Spojrzała mu głęboko w oczy. - Nie obawiaj się niczego. Kocham cię.
     Fallus wyprężył się jeszcze bardziej. Ułatwiło to w sumie zadanie Bereniuki. Gatki przybrały teraz kształt porządnie napiętego namiotu. Rozcinała jego płachty jeszcze wolniej niż poprzednio. Drżał z podniecenia. Odrzuciła nóż nóż, pochyliła się nad głową Marcusa, omiotła włosami.
     - Wybacz, kochany. Ale jeśli się uda, ofiaruję ci setki takich ubrań i odbędziemy setki przejażdżek. Jeżeli nie, pewnie i to jedno nie będzie już potrzebne.
     Zanim zdążył odpowiedzieć, zamknęła mu usta pocałunkiem. O co tu chodziło? Z trudem przypomniał sobie o obserwującej ich Lady Berengarii i powstrzymał cisnące się pytania. Zresztą powoli zapominał o wszystkim... Księżniczka padła teraz przed nim na kolana, pomagając sobie dłonią wsunęła fallusa w usta. Poczuł jak pracuje językiem, wysysa wargami, po chwili dołączyły delikatne ukłucia zębów. Może nie nie czyniła tego równie zręcznie jak Nadia albo niektóre inne służki w zamku margrabiny, ale nadrabiała braki żarliwym entuzjazmem. I do tego czuł jej zapach, dotyk jej włosów. Włosów ukochanej. Pojawiło się znajome pulsowanie gorąca, wiedział, że nie wolno mu teraz wytrysnąć.
     - Błagam, nie wytrzymam długo – wyjęczał.
     Ale Berenika, kierowana jakimś nieomylnym instynktem właściwym wszystkim kobietom wiedziała lepiej. Jeszcze przez chwilę pracowała językiem i zębami, doprowadzając chłopaka na szczyt szaleństwa. We właściwej chwili uwolniła nabrzmiałego, mokrego penisa i ujęła go silną dłonią, opóźniając na moment wytrysk. Pobudziło to Marcusa w większym jeszcze stopniu. Dziewczyna nie traciła jednak czasu. Wolną dłonią popchnęła kochanka na łoże. Wsunął się na nie, pomagając sobie dość luźno skutymi dłońmi. Berenika wskoczyła tam w ślad za nim i pospiesznie usadowiła się w siodle, jak na zawołaną amazonkę przystało. Pulsujący coraz gwałtowniej fallus znalazł wreszcie właściwy obiekt swego pożądania. Jeszcze tylko kilka ruchów biodrami i nadeszło uwolnienie.
     Gdy minęło już uczucie ssania i Marcusa ogarniała go powoli zwykła słabość, księżniczka, nadal nie rozrywając ich połączenia, pochyliła się nad jego głową. Obdarzyła chłopaka pocałunkiem, okrywając obydwoje swoimi włosami. Po chwili odsunęła odrobinę usta.
     - Uważaj teraz. Ona jest zajęta ustawianiem wszystkiego w taki sposób, żebym poczęła córkę. Wiem, że czujesz się słaby, ale spróbuj się skupić. Chcę ci coś ofiarować. Obiecałam Orła, ale nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam to uczynić. Otwórz umysł i nie stawiaj oporu. W tej chwili powinno pójść łatwiej, jesteś osłabiony, a my nadal złączeni.
     - Co ty...
     - Nic nie mów. Skup się. Zobacz, jak wznieca się płomień. To proste, gdy na nowo wzrośnie twoja moc, możesz poćwiczyć. Ale teraz tylko patrz, albo słuchaj, albo smakuj, wąchaj czy jak tam to odbierasz. Pewnie na wszystkie sposoby naraz.
     Istotnie, poczuł, jak w jego umyśle formuje się sposób wzbudzania płomienia, ujrzał język ognia, usłyszał huk pożaru, uderzyła weń fala gorąca. A przynajmniej tak mu się wydawało.
     - Tak, już wiem – szepnął. - Teraz pewnie umiałbym powstrzymać tego szaleńca. Ale dlaczego? I dlaczego w takiej chwili?
     - Bo chciałam coś ci ofiarować, żebyś po mnie zachował. Na wypadek, gdyby okazało się to  podarunkiem pożegnalnym.
     - Bereniko, co ty zamierzasz?
     - Ona nie przewidziała jednego. Nie przewidziała, że dasz mi nie tylko nasienie, ale i moc! I to jaką moc! Jest potężna! Potężna, jak nigdy przedtem. Nie nosiłeś ostatnio ochraniacza, prawda? I zebrałeś mnóstwo mocy. Posiadasz niesamowitą siłę. Nikt nie zdoła mi się teraz oprzeć!
     - Bereniko, nie! To nie jest właściwy czas. - Przerażony, wyszeptał te słowa, bojąc się okrzykiem protestu zaalarmować Lady Berengarię.
     Na próżno, dziewczyna zerwała się z łoża i cisnęła w stronę księżnej kulę ognia.

6 450 czyt.
100%4912
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5315 słów i 29531 znaków.

12 komentarze

 
  • Robert72

    Robert72 · 5 cze 2018

    Już kiedyś napisałem i potwierdzam cieszy mnie że tak dobrze Tobie idzie pisanie. Mnogość możliwości to swoiste mistrzostwo, czekam na dasze przygody Marcusa.

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 2 cze 2018 · 195292083

    Jeszcze jedna obserwacja. Skoro panie szlachetnej krwi stosują tę swoją magię, żeby wybrać płeć dziecka lub żeby zapobiec ciąży, to... w istocie mogą też wybrać ojca swojego dziecka. Wystarczy zapobiec zapłodnieniu po stosunku z "odrzuconym kandydatem". I nie widzę powodu, żeby z tej możliwości zrezygnować - ojciec z potężniejszego rodu powinien chyba przekazać córce pożądane cechy (np. jej synowie powinni gromadzić potężniejszą moc, niż wnukowie pana z mniej znaczącej linii krwi). Jak to więc jest z Bereniką i Marcusem, czy rzeczywiście nie wiadomo, kto jest ich ojcem? Czy może tylko oni sami tego nie wiedzą, w odróżnieniu od ich matek? A jeśli margrabina i księżna wiedzą, kto jest ojcem, czemu trzymają to w tajemnicy przed pozostałymi zainteresowanymi (mężami i dziećmi)?

  • Milady

    Milady · 31 maj 2018

    Berenika się porwała z motyką na słońce. Nie wątpię jednak, że wojna to czas wielu możliwości, które każdy może wykorzystać do własnych celów i potrzeb. A skoro Marcus i jego żona grają w jednej drużynie... Co dwie głowy to nie jedna  

  • Ewa

    Ewa · 31 maj 2018 · 193422573

    A tymczasem nie zapominajmy, że Berengaria szykuje się na wojnę... . Pozdrawiam wszystkich  

  • Ewa

    Ewa · 27 maj 2018 · 193422566

    Kolejna bardzo dobra część. Intrygująco prowadzisz akcje. Domysłom, jak widać nie ma końca. Nadal podkreślam, że niech moc będzie z Marcusem, niezależnie od motywów, którymi kierują się obie Lady  . Pozdrawiam serdecznie.

  • Pogdybajmy

    Pogdybajmy · 26 maj 2018 · 274273648

    Pamiętajmy, że Pan Trzeci dosyć wyraźnie zasugerował nam, że Wiedźma, którą wszyscy mają za Berengarię - wcale Berengarią nie jest.
    Były zdaje się już tutaj spekulacje, że ktoś musiał ją podmienić gdzieś podczas jej wypadu do Księstwa Marcusa. Ale przecież ona rok w rok wyjeżdża. I to na dłużej. Na wojnę. Więc na pewno jakieś zabezpieczenia przeciw takiej infiltracji ma. Inaczej już dawno spisek by ją obalił, czy coś.
    "Berengaria" poza tym zdaje się ciągnąć tę grę już latami, doskonale znając wszystkie zwyczaje panujące na swoim dworze i w swoich lochach. To nie może być ktoś nowy. Ale jednak ponownie - jak uświadomił nam Pan Trzeci - nie jest to jego oryginalna Pani i Małżonka - Lady Berengaria, córka... kogo? chyba jej otczestwa (matczestwa) nie podano jeszcze.
    Nie wiemy co prawda, ile omawiana ma lat, jednak siwe włosy, które zostawiła w zębach Marcusa, sugerują, że jest nawet starsza, niż... powinna mieć matka nastoletniej(?) Bereniki.
    Nie będę przedłużać - oto moja teoria:
    Wiedźma, o której mowa, nie jest wcale Berengarią, tylko jej matką. Albo i babcią. Albo jeszcze lepiej. Nie wiadomo, jak długo to ciągnie, ale jej plan zapłodnienia Bereniki sugeruje, że robi taki numer co pokolenie. Kiedy jej kolejna "córka" osiągnie odpowiedni wiek, organizuje jej kolejnych małżonków, czeka aż ta zajdzie w ciążę - żeby była kolejna "następczyni" za kilkanaście lat z zapasie. Kiedy zaś ta urodzi, stara likwiduje ją i przemienia się w nią, zajmując jej miejsce - jej poprzednie wcielenie zaś "ginie na wojnie" - więc staje się następczynią samej (poprzedniej) siebie.

    Pozostaje jeszcze kwestia tego, kto skradł "pierwszy wytrysk mocy" Marcusa. Albo co jeszcze ważniejsze - po co? Jak wiemy z relacji "Berengarii", Berenika po dosyć krótkiej walce wyprztykała się z całej mocy. Więc nie jest to ilość dająca jakiekolwiek strategiczne przewagi - jeden "strzał", nawet od Marcusa, nie był wart takiego zachodu.
    Więc o co chodzi? Samej "Berengarii" również strasznie zależało na pierwszym razie naszego dzielnego kogucika.
    Prawdę mówiąc, dopóki autor nie zdradzi nam, jakie to daje dodatkowe bonusy, poza po prostu nieco większym ładunkiem mocy, niż zazwyczaj, możemy jedynie gdybać. Czy daje to jakąś formę władzy nad mocą danego chłopaczka? Może ta, która była pierwsza, może zablokować możliwość oddawania tej mocy innej, jeśli zechce? Po coś to było "Berengarii", po coś jest również spiskowcom. Starej, jak sądzę, zależało na kontroli nad mocą Marcusa, żeby mieć jeszcze większą przewagę nad Bereniką, w kwestii poboru tejże mocy. Tajemniczym spiskowcom również najwyraźniej jest to do czegoś potrzebne.

    Przechodzimy jednak do ostatniej kwestii - kto tak naprawdę uknuł ten spisek. Nefer sugerował, żeby kierować się zasadą brzytwy Ockhama. Czyli najbardziej prawdopodobną opcją jest ta najbardziej pozornie banalna i oczywista. Czyli jednak matka, albo ewentualnie siostra (jak mniemam, z rozkazu matki, jeśli już - bo sądzę, że za cienka ona na to, by sama coś knuć na boku). Czyli na jedno wychodzi. Ale po co Margrabina miałyby cokolwiek knuć przeciwko tej, z którą zawarła taki korzystny, jak Księżna powtarza na każdym kroku, kontrakt.
    Może po prostu robi to na czyjś rozkaz. Jakiejś cesarzowej na przykład. Nefer co prawda nigdzie o takiej nadrzędnej władczyni nie wspominał do tej pory, ale skoro ten cały układ feudalny, z podziałem na te domeny poszczególnych margrabin i księżnych, jakoś trzyma się kupy, bez wojen między poszczególnymi Władczyniami Magii, to ewidentnie ktoś nadrzędny musi je wszystkie przysłowiowo trzymać za pyski.  

    I tu przejdę do ostatecznej konkluzji - być może centrala zdaje sobie sprawę, w co bawi się rzekoma "Berengaria" - i postanowił jakoś ją powstrzymać. Stąd cała ta gra w podchody. Być może czarownice rosną w siłę z wiekiem (jak wampiry), i zaczęto coraz bardziej postrzegać "Berengarię" jako poważne, rosnące zagrożenie. Być może również podejrzanej właśnie o to chodzi - o zdobycie potęgi, pozwalającej rzucić wyzwanie naczelnej wiedźmie imperium. I zostanie nią osobiście.

    Heh, ciekawe co na to wszystko Nefer.

  • Fan

    Fan · 26 maj 2018 · 201438683

    No ku*wa jak w Polsacie.  Super seria i super część

  • Almach99

    Almach99 · 26 maj 2018

    Mam wrażenie, że niestety atak Berteniki nie odniesie żadnego sukcesu. Jej matka z pewnościa oczekiwała takiego ruchu. Za to Marcus poznal pierwszy podstawowy czar - bedzie pierwszym mężczyzna od lat władający magią. Znając autora, to jeszcze nie jedną niespodziankę dla nas przygotuje

  • POKUSER

    POKUSER · 25 maj 2018

    Neferze, w takiej chwili przerwać, tak się nie godzi... To, to, to... Słów mi brakuje... Odcinek na najwyższym poziomie, chylę czoła  

  • Gaba

    Gaba · 25 maj 2018

    Oj grabisz sobie, Ty Neferze Ty!!! Teraz przerwać. To jest maximum perversum! Ale! Jak zawsze genialnie napisane, rewelacyjna akcja, dialogi - miody! Fajna treść, i piszę to ja - Gaba - typ który nie lubi fantastyki.... Zresztą, ŁAPA mówi chyba wszystko! O, i jeszcze to - 👍👏! Pozdrawiam

  • AnonimS

    AnonimS · 25 maj 2018

    Władca nie ma rodziny. Władca ma cele. Z tego punktu widzenia Bengarii realizuje swoje cele. Bezwzględnie, po trupach oby do celu. Berenika wydaje się znacznie lepsza ale nie sądzę że jej motywem jest wyłącznie miłość do Marcusa. Wg mnie Berenika chce przejąć władzę. A Marcus? Miota się bezradnie bo jest tylko dawcą. Niezwykle cennym ale dawcą. Jak zwykle ciekawy, emocjonujący odcinek. A że przerwany w tym miejscu?  Autor rządzi ... pozdrawiam

  • CzarnaKaczuszka

    CzarnaKaczuszka · 25 maj 2018 · 194008865

    Pierwsza! Coraz bardziej lubię Berenikę, mam nadzieję, że nie przyjdzie jej zapłacić najwyższej ceny za swoją waleczność. Żeby urwać tekst w takim momencie... Neferze, jesteś okrutny