Nowy Świat Czarownic, cz. 24

- Idziemy teraz do Bereniki? - spytał Marcus, gdy tylko znaleźli się za drzwiami.
     - Nie od razu, książę, mam ci jeszcze coś do pokazania.
     - Coś takiego, jak przed chwilą? Upodlonego małżonka? Po co mnie tutaj zabrałaś? Żeby przestraszyć?
     - Oczekuję twojej gorliwej współpracy w ważnej sprawie. Taka właśnie byłaby najbardziej pożądana dla wszystkich zainteresowanych. Jeżeli jednak nie zechcesz, to powinieneś wiedzieć, że potrafię cię do niej zmusić, na gorszych dla ciebie warunkach.
     - A sir Adrian nie zechciał współpracować? I dlatego trzymasz go w tych lochach, oddałaś w ręce bezlitosnych „opiekunek”, a i ty sama traktujesz z wyniosłym okrucieństwem?
     - Marcusie, to wszystko tutaj odbywa się właśnie dla niego. To pan Trzeci czerpie z takiej sytuacji podnietę, tym skuteczniej gromadząc moc. W czym zresztą nie jest już zbytnio przydatny, z powodu wieku oraz braku sił. I dlatego mu w tym pomagamy, razem z Olgą i Edytą.
     - A ty, pani, masz dodatkową satysfakcję ze sposobu, w jaki tę moc przejmujesz. Doprawdy, odbierasz tutaj hołdy godne potężnej władczyni Siedmiu Bram.
     - Sir Marcusie, czy naprawdę sądzisz, że prawdziwa władza polega na tym, że ktoś czołga się u twoich stóp i całuje twoje buty? Co zresztą pan Trzeci ze znanych sobie powodów czyni z żarliwą ochotą? Jeżeli tak, to myliłam się, oceniając twój rozum. Źródła władzy tkwią gdzie indziej.
     - Tkwią w mocy, której pożądasz ponad wszystko.
     - W końcu zaczynasz mówić, jak na zdolnego młodzieńca przystało. Potrzebuję mocy sir Adriana, choćby nawet tak już niewielkiej, jak obecnie. I dlatego nie odmawiam mu jego podniety oraz przyjemności.
     - Za to odmawiasz prawa opuszczenia lochów i ujrzenia wiosny, chociaż bardzo tego pragnie. Oto prawdziwa władza oraz prawdziwe okrucieństwo pani Siedmiu Bram.
     - Nie mogę pozwolić, by włóczył się po zamku i uczestniczył w życiu dworu. Potrafi być nieobliczalny. Objawy jego uwielbienia mogłyby stać się kłopotliwe. Wyobrażasz sobie podobne sceny podczas oficjalnych audiencji w Wielkiej Sali? Dopiero wtedy zaczęłyby krążyć plotki.
     - Sama takim go uczyniłaś, przyznałaś to przed chwilą.
     - Nie przeszkadzałam tylko i może dałam okazję do rozwinięcia się własnych skłonności pana Trzeciego. Zdążyłam się przekonać, że w taki właśnie sposób najskuteczniej gromadzi siły.
     - Obchodzi cię jedynie ta cała przeklęta moc.
     - Oczywiście, skoro to źródło władzy, jak sam zauważyłeś. I tutaj wracamy do ciebie, piękny książę. Ty także tę moc posiadasz, o wiele potężniejszą, niż sir Adrian posiadał kiedykolwiek. I tej twojej mocy potrzebuję również.
     - I dlatego kradłaś ją własnej córce? I z tego powodu zamierzasz czynić to dalej? Myślisz, że ci w tym pomogę? Bo inaczej potraktujesz mnie jak pana Trzeciego? Nigdy.
     - Sir Marcusie, żaden mężczyzna nie oprze się chęci oddania nasienia. A jeżeli to szlachetnie urodzony, to również i mocy przy okazji. Ty też nie. Chyba zdążyłeś się już o tym przekonać? Gdybym zechciała, to czołgałbyś się u moich stóp niczym pan Trzeci, błagając o taką możliwość. Oboje o tym wiemy. Ale ja szukam sposobu najbardziej efektywnego. Sir Adrian pożąda groźnej władczyni Siedmiu Bram, z biczem w ręku, pozwalającej mu łaskawie składać hołdy podobne tym, które miałeś okazję ujrzeć... Takie upodobania wcale nie są aż takie rzadkie, możesz mi wierzyć. Nawet na tobie wywarłam wrażenie w obecnej roli, czy zdołasz zaprzeczyć?
     - Tylko nie próbuj...
     Przerwał, bo miała trochę racji. Zapamiętał, jak księżna wyróżniała się podczas ceremonii zaślubin. A i obecnie prezentowała się atrakcyjnie. Przypomniał sobie, że czuje do wiedźmy jedynie obrzydzenie i kocha tylko Berenikę.
     - Nie obawiaj się, piękny książę. To jednak nie dla ciebie. Potrzebuję sposobu najbardziej skutecznego, a bicz nie byłby takim w twoim przypadku.
     - Cóż więc wymyśliłaś zamiast tego?
     - Przekonasz się we właściwym czasie, jeżeli sam jeszcze tego nie wiesz. - Prawie się roześmiała, wypowiadając te słowa, ale zaraz na nowo spoważniała. - Teraz jednak pora na drugą wizytę.
     Stanęli przed kolejnymi drzwiami, okutymi mocniej może nawet niż te prowadzące do celi sir Adriana. Powtórzyła się procedura ustalenia tożsamości gościa. Tym razem straż pełnili dobrze zbudowani mężczyźni, aż czterech, pod dowództwem odprawionego uprzednio oficera.
     - Pani, wszystko przygotowane.
     - Dziewczyna również?
     - Tak, pani.
     - Zostawcie nas teraz samych, ale oczekujcie w pobliżu.
     Tym razem kapitan nie próbował protestować i razem ze swymi ludźmi opuścił loch. Bo pomieszczenie przypominało pod wieloma względami więzienie sir Adriana. Podobnie jak tamta piwnica przegrodzone zostało kratą z solidnie zabezpieczonymi drzwiami. Nie było natomiast świetlika, mroki rozjaśniał blask lamp oliwnych. Wszystkie umieszczono na ścianach po ich stronie celi. Poza tym osobliwym akcentem drugą część piwnicy urządzono z wykwintnym luksusem: dywany, kobierce, eleganckie meble. Wyposażenie przedsionka, w którym znajdowali się razem z lady Berengarią, stanowiły natomiast ustawiony na środku kamiennej posadzki fotel oraz kilka odsuniętych na bok ław. Wokół całego lochu biegła umieszczona na dużej wysokości galeryjka, okolona solidną barierką i obecnie pusta. Po chwili Marcus dostrzegł postać zajmującą najmroczniejszy kąt pomieszczenia za kratami. Zasiadała w fotelu podobnym temu, w którym spoczęła teraz również księżna Siedmiu Bram.
     - Kogo tym razem chcesz mi pokazać? Niech zgadnę, czy to pan Czwarty?
     - Brawo, sir Marcusie. Pozwól, że przedstawię mojego ostatniego męża, sir Oswalda z hrabstwa Głębokich Ostępów.
     - Jego też więzisz w lochach, traktujesz biczem i pozwalasz całować swoje stopy?
     - Sir Oswald to zupełnie inny przypadek, sam się przekonasz. Ale teraz nie przeszkadzaj.
     Stanął za księżną i dostrzegał coraz więcej szczegółów. Hrabia powstał zresztą i zbliżył się do kraty. Sprawiał wrażenie młodszego niż sir Adrian, blady wyraz twarzy, zrozumiały wobec rzadkich prawdopodobnie okazji przebywania w świetle dnia, podkreślał szlachetność szczupłych rysów arystokraty. Całości obrazu dopełniał elegancki strój, nie brakowało nawet dworskiego beretu.
     - Witaj, szlachetna księżno. Witaj Lady Berengario z Siedmiu Bram, moja pani i żono. - Pan Czwarty wykonał elegancki ukłon, zamiatając kamienną posadzkę beretem.
     W odpowiedzi skinęła lekko głową.
     - Dziękuję, sir Oswaldzie. Możesz usiąść, jeśli chcesz. Widzę cię rada w dobrym zdrowiu.
     - W to nie wątpię. Jeżeli pozwolisz, postoję. Mam tak rzadkie okazje, by ujrzeć moją panią i żonę, że powinienem okazać jej wówczas należny szacunek. Z pewnością zaszczyciłaś mnie wizytą, aby zaczerpnąć mocy. Chętnie ci usłużę, Dostojna Pani, jak na prawowitego małżonka przystało. Zechciej tylko rozkazać, by podniesiono tę kratę.
     - O nie, mój panie. Zrobimy to jak zawsze. Doceniam twoje  talenty i wolę zachować zwykłe środki ostrożności.
     - Cóż, to wielka szkoda, że nadal mi nie ufasz, Szlachetna Pani, swojemu posłusznemu i miłującemu mężowi. Jestem prawdziwie zasmucony.
     - Mam coś, co z pewnością rozproszy twój smutek, sir Oswaldzie. Wyruszam na wojnę i potrzebuję tyle mocy, ile tylko zdołasz zgromadzić.
     - Zawsze do usług, moja pani. - Usta hrabiego rozciągnęły się w uśmiechu. - Czy zechcesz przedstawić mi tego przystojnego młodzieńca? Wiem tylko, że nazywa się Marcus i musi w nim płynąć szlachetna krew. Nosi wprawdzie łańcuchy, ale z pewnością nie zamierzasz ofiarować mi tak miłego towarzystwa?
     - To syn krwi Międzyrzecza, pierwszy małżonek mojej córki, lady Bereniki. Należy do niej.
     - I zamierzasz dostarczyć młodej pani księcia zakutego w kajdany? Cóż, na twoim dworze nic mnie już nie zdziwi. Ale nie mam żalu, jeżeli tylko nie zapomniałaś i o moich potrzebach.
     - Nie, nie zapomniałam. Dostaniesz to, czego pragniesz.
     - Wiesz, piękna pani, czego pragnąłbym najbardziej...
     - Ale tego akurat nie otrzymasz nigdy. Nie sięgaj zbyt wysoko, takiej ofiary nie jesteś godny.
     - To ty uczyniłaś mnie tym, kim jestem.
     - O nie, mój panie. Dałam ci tylko okazję, byś ukazał swoje prawdziwe oblicze. Pozwalam ci żyć bezpiecznie i w luksusie, a nawet zaspokajać twoje nietypowe pragnienia. Pobyt w tym apartamencie nie wydaje się ceną wygórowaną. Gdzie indziej mógłbyś skończyć znacznie gorzej.
     - Za bardzo pożądasz mojej mocy, by pozwolić na takie marnotrawstwo. - Sir Oswald roześmiał się głośno. - No dobrze, zadowolę się tym, co zechcesz mi ofiarować. Długo czekałem. Gdzie ta dziewczyna? I tak wolę schrupać jakąś młodą gąskę, niż zabawiać się z tym kogucikiem.
     - Nie obawiaj się, mężu, dzisiaj będziesz ucztował. Postaraj się tylko, jeśli zdołasz, nie zostawić takiego bałaganu, jak ostatnio.
     - Skąpisz na drobnych wydatkach? Żałujesz swemu prawowitemu małżonkowi nowych dywanów i strojów? To nie przystoi potężnej i łaskawej pani Siedmiu Bram.
     - Moje własne odczucia też się liczą, mimo wszystko. Wiedz, że w razie potrzeby każę zlać cię zimną wodą.
     - Nie obawiasz się, pani żono, że to mogłoby trochę przeszkodzić... Skoro jednak tak chcesz, będę pamiętał o twoim życzeniu, jeżeli zdołam. Ale teraz do rzeczy! Czekałem naprawdę długo!
     - Dobrze, nie traćmy czasu. Do rychłego spotkania, sir Oswaldzie.
     Księżna wstała z fotela i skinęła na Marcusa. Opuścili pomieszczenie.
     - Kapitanie, sprowadź dziewczynę. A wy dwaj za mną.
     Lady Berengaria wydała rozkazy pewnym głosem, po czym otworzyła kluczem jakieś niewielkie drzwi i ruszyli w górę po wykutych w skale schodach.  Z powodu łańcuchów chłopak opóźniał trochę pochód, ale ostatecznie stanęli na okalającej apartamenty sir Oswalda galeryjce. Strażnicy ustawili się tuż obok, nie przesłaniając przy tym widoku. Pan Czwarty wycofał się jednak ponownie do najsłabiej oświetlonego kąta pomieszczenia.
     - O co w tym wszystkim chodzi, pani? Chcesz sprowadzić tutaj Berenikę? - Marcus mimowolnie odczuł narastający niepokój.
     - Ależ nie, mój książę. Za chwilę sam się przekonasz. Berenika z tą sprawą nie ma akurat nic wspólnego. Przynajmniej na razie. To ty otrzymasz pewną lekcję.
     - Lekcję, Milady?
     - Oszukałeś mnie, książę. Okłamałeś w pewnej bardzo ważnej sprawie. Przekonasz się, że za coś takiego płaci się bardzo drogo.
     - Okłamałem cię, pani?
     Mógł spodziewać się wielu rzeczy, ale nie takiego akurat oskarżenia! Kiedy i w jaki sposób miałby oszukać wiedźmę? To przecież ona okłamywała go wielokrotnie na różne sposoby!
     - Przyglądaj się dobrze, to zrozumiesz. Może dam ci szansę naprawienia błędu, ale to zależy już od ciebie.
     - Naprawienia błędu?
     Księżna nie raczyła odpowiedzieć, a uwagę Marcusa zaprzątnął nagły ruch. Do przedsionka lochu kapitan i jego podwładni wrzucili jakąś drobną, znajomą postać. Dziewczyna! Ale nie była to Berenika, jak obawiał się w pierwszej chwili. Otworzył oczy ze zdumienia. Nie mógł się mylić. Nieco zmizerniała i nie tak śmiała, jak ją zapamiętał, ale poznał służkę od razu. Anita! Anita z zamku margrabiny! Całkowicie, od stóp do głów, naga.
     Podczas gdy strażnicy pospiesznie opuścili pomieszczenie i ryglowali od zewnątrz drzwi, dziewczyna rozglądała się z ciekawością i niepokojem po niezwykłym lochu. Co gorsza, sir Oswald uznał za wskazane w tejże właśnie chwili wynurzyć się z cienia zalegającego jego ulubiony kąt i zbliżył się do kraty.
     - Ooo, dawno nie miałem tutaj kogoś takiego. Nie obawiaj się, moja śliczna. Dziękuję, pani i żono, postaram się, abyś była zadowolona.
     Uniósł spojrzenie, a w ślad za nim uczyniła to coraz bardziej przerażona Anita.
     - Panicz Marcus?
     Głos zdradzał strach, nie próbowała jednak osłaniać piersi czy sromu rękoma. Włosy nadal nosiła krótko obcięte. Nigdy nie wstydziła się swojej urody i może to dodawało jej teraz sił, nawet w takiej sytuacji.
     - Anita? Co ty tutaj robisz? - Teraz dopiero zdołał otrząsnąć się ze zdumienia i wydobyć słowa z gardła.
     - Paniczu, pomóż mi proszę. Dostojna Pani Margrabina odprawiła mnie z służby i odesłała, a ci tutaj porwali i przywieźli, nie wiem nawet dokąd! Robili ze mną różne dziwne rzeczy! Ta pani obok ciebie również!
     - Co to ma znaczyć? Kazałaś porwać Anitę? Dlaczego? I co chcesz z nią uczynić?
     - To właśnie następstwo twojego kłamstwa, sir Marcusie. Próbowałeś mnie oszukać i teraz to ta dziewczyna zapłaci za wszystko, na twoich oczach.
     - Przecież w żaden sposób cię nie oszukałem. A już na pewno ona nie jest temu winna!
     - Nadal próbujesz kłamać, książę? Ostrzegam, to nie przyniesie nic dobrego. - Głos pani Siedmiu Bram zabrzmiał zimno.
     - Ja nie kłamię!
     - Paniczu, proszę! Ja naprawdę nic nie zrobiłam!
     - Wiem, że podczas nocy próby nie stałam się pierwszą damą błękitnej krwi, której służyłeś oddając moc. Potrafię to wyczuć. Spytałam cię, kim była ta szlachetnie urodzona pani, a ty wskazałeś na  Anitę. Powiedziałeś, że tylko z nią jedną odbyłeś prawdziwy stosunek, tryskając do jej wnętrza nasieniem i mocą. W zamian pozwoliłam ci zabrać Demona i Sudrun, pamiętasz książę? Anita nie przebywała już wówczas na zamku lady Mirandy, ale to oczywiste, skoro osiągnęła wszystko, czego chciała. Ukradła twój pierwszy dar mocy i nie musiała już dłużej udawać zwykłej służącej. To wydawało się nawet prawdopodobne, a ty opowiadałeś o tym w tak przekonujący sposób. Uwierzyłam ci. A tymczasem okazałeś  się bardzo sprytnym i zdolnym kłamcą, nigdy bym tego nie podejrzewała.
     - Nie kłamałem! Ja i Anita, my... I naprawdę, nikt inny przed tobą! Anito, co im powiedziałaś?
     - Ja nic nie wiem, paniczu! Oni pytali, pytali...
     - Pytali, czy usłużyłaś mi w łożu? W tę noc, gdy moja matka wygnała cię z zamku? Przyszłaś, żeby prosić mnie o wstawiennictwo i wtedy... Dostojna księżna mówi, że udawałaś dziewkę służebną, a tak naprawdę jesteś panią mocy.
     - Nic o tym nie wiem, paniczu Marcusie! Byłam tylko zwykłą służącą! Jaka tam ze mnie czarownica? - Przerażona dziewczyna użyła niezbyt pochlebnego, ale często krążącego wśród ludu miana szlachetnie urodzonych władczyń magii. - Owszem, na rozkaz Dostojnej Pani Margrabiny razem z  Ingą zajmowałyśmy się tobą, miałyśmy cię ośmielić i wyuczyć, ale ja nigdy... Nie robiłyśmy tego tylko z przymusu, co to, to nie, paniczu. Ale nie mogłabym przyjąć twojego nasienia, za coś takiego lady Miranda kazałaby drzeć ze mnie pasy albo i gorzej!
     - Przyznaj się, czekałaś na okazję, żeby mnie uwieść. Tylko nie wiem po co? Przecież tej mojej mocy i tak nie mogło wystarczyć ci na długo.
     - Nigdy nie miałam żadnej mocy, paniczu Marcusie. Przysięgam! Pani Margrabina nagle zwolniła nas obie ze służby, bez naszej winy. Dała srebro i odesłała do folwarku w Dolinie Zielonego Strumienia. Ale prawie zaraz po tym, gdy tam w końcu dotarłyśmy, ci tutaj porwali mnie i zawieźli nie wiadomo dokąd. Mówię prawdę!
     - Kłamiesz, oszukałaś mnie, udając służącą!
     - Mówię prawdę, paniczu! Proszę, uwierz i pomóż! - Dziewczyna upadła na kolana i rozpłakała się bezradnie.
     - Ona rzeczywiście nie kłamie, mój książę – odezwała się niespodziewanie Lady Berengaria. - To ty mnie oszukałeś. Ta tutaj, Anita, to zwykła dziewka z ludu. Akurat tego jednego jestem pewna.
     - Jesteś pewna?
     - Tak. Każda władczyni mocy potrafi rozpoznać inną panią szlachetnej krwi. Twoja Anita nie posiada jednak takowej ani kropli. Nie włada magią i nigdy żadnej mocy nie zdobyła.
     - Ale jak? Powiedziałaś przecież, że ona...
     - Powiedziałam tylko, że zanim trafiłeś do mojego łoża, trysnąłeś już mocą we wnętrze jakiejś damy szlachetnego rodu. Tego również jestem pewna. I tą panią szlachetnej krwi nie była ta dziewczyna. Pozostaje pytanie, kto to taki, oraz kogo próbujesz osłaniać? Swoją siostrę, Mirellę?
     - Nie mam pojęcia! To była Anita! Tylko z nią spędziłem noc jako mężczyzna! Przed tobą, oczywiście.
     - Ale to naprawdę nie tak, paniczu! Ja nic nie wiem!
     - Cóż za piękna, wzruszająca i pouczająca scena, Szlachetna Pani – odezwał się niespodziewanie sir Oswald. - Pamiętaj jednak o swoim posłusznym małżonku i o własnej obietnicy.
     - Tak, masz rację. Pani Siedmiu Bram zawsze dotrzymuje słowa. Dostaniesz tę dziewkę, tak jak powiedziałam.
     W tejże chwili na galeryjce pojawił się kapitan oraz jego dwaj zbrojni.
     - Uważajcie na niego. - Księżna wskazała na Marcusa i kolejnym kluczem odblokowała jakiś mechanizm. - Podnieście kratę!
     Oficer skinął na strażników, którzy podzielili się zadaniami. Pierwsza pochwyciła chłopaka pod ramiona, jak gdyby same łańcuchy uznali za zabezpieczenie niewystarczające, pozostali zaczęli z wysiłkiem obracać wpuszczony w ścianę kołowrót. Przedzielające loch żelazne pręty unosiły się powoli, ich górne krawędzie znikały w uczynionej w sklepieniu szczelinie. Sir Oswald obserwował to z lekkim uśmiechem, Anita z rosnącym przerażeniem.
     - Co chcesz uczynić, pani? - Strach dziewczyny udzielił się Marcusowi.
     - Okłamałeś mnie, książę. To bardzo ważna sprawa, której damie oddałeś swoją moc jako pierwszej. Chcę to wiedzieć! Ta służka zapłaci teraz za twoje kłamstwo.
     - Przestań! Każ im przestać!
     - Powiedz, komu usłużyłeś mocą. Wtedy pan Czwarty będzie musiał obejść się smakiem albo znajdę mu inną dziewkę.
     - Nie wiem! Przed tobą byłem tylko z Anitą! Nic więcej nie wiem!
     - Skoro tak uważasz, książę. Sam wybrałeś.
     - Błagam, przestań! - Próbował rzucić się w stronę wiedźmy pomimo łańcuchów, strażnicy powstrzymali go bez trudu. - Przestań! Sama powiedziałaś, że to zwyczajna dziewczyna z ludu. Nie wie o niczym i niczemu nie jest winna!
     Po prostu czuł, że zanosi się na coś strasznego. Anita powstała z kolan i cofnęła się ku drzwiom. Rozpaczliwie usiłowała je otworzyć, waliła pięściami. Ale rygle trzymały mocno. Nic dziwnego, musiały przecież powstrzymywać w razie potrzeby sir Oswalda, który mógłby już teraz przecisnąć się pod unoszącą się powoli kratą, ale wcale się nie spieszył. Czekał, rozkoszując się być może strachem dziewczyny.
     - Paniczu, pomóż mi proszę. Zawsze byłeś dla nas łaskawym panem, a ja naprawdę nic nie zrobiłam!
     - Księżno, nie możesz przecież... Błagam cię!
     - To ty zadecydowałeś o jej losie. Wtedy, gdy podałeś imię tej dziewki oraz miejsce, dokąd wysłała ją twoja matka. Oszukałeś mnie, świadomie lub nie. Sam jesteś zbyt cenny, ale ona nic nie znaczy. Zapłaci za wszystko, a ty otrzymasz lekcję.
     - Proszę, zrobię co zechcesz! Przecież zależało ci na mojej współpracy! Dość już wystraszyłaś  biedną Anitę. Mnie również, przyznaję. Wygrałaś!
     - O, nie, sir Marcusie, jeszcze nie. Potrzebujesz nauki i wiedzy, co może się stać, gdy okazujesz krnąbrny upór. Pomyśl, że sprzedałeś tę dziewczynę za konia. Drogo kosztuje cię ten Demon. A ja nadal mam Sudrun.
     - Nie! Ty wiedźmo, ty suko szukająca wszędzie kutasa!
     - Już mówiłam, że takie słowa nie robią na mnie wrażenia, książę. Zasmuciłyby natomiast twoją matkę, Dostojną Margrabinę.
     - Niech was obie demony porwą! Każ im przestać!
     Księżna nie zechciała już odpowiedzieć. Marcus zaprzestał daremnych prób wyrwania się z uścisku, podczas gdy dwójka strażników nadal poruszała kołowrotem. Pręty uniosły się na tyle, że hrabia przeszedł teraz pod nimi nie schylając nawet głowy. Ruszył powoli w stronę Anity, nadal ubrany jak na dworskie przyjęcie, z beretem na głowie. Skłonił się wytwornie, niczym przed damą.
     - Witaj w moich komnatach, piękna pani. Wierz mi, dawno już nie miałem tak uroczego gościa. - Prostując plecy, odrzucił szerokim gestem nakrycie głowy.
     Dziewczyna wpatrywał się w arystokratę niczym zahipnotyzowana. Sir Oswald uczynił kolejny krok.
     - Anito, uciekaj! Nie wiem, co on zechce ci zrobić, ale na pewno coś strasznego!
     Ależ błyskotliwie się znalazł! Wreszcie uczynił coś, by pomóc wydanej na pastwę szaleńca dziewczynie. Prawdziwy bohater, pan szlachetnej krwi! Przynajmniej jednak otrząsnęła się z  odrętwienia. Raz jeszcze rozpaczliwie załomotała w okute żelazem drzwi.
     „Myśl! Musisz coś wymyślić!” - Poganiał rozpaczliwie własny, ogarnięty zgrozą i poczuciem winy mózg. - „Przecież oni nie mogą, nie mogą tak po prostu...”
     - Lampa! Weź lampę i oblej go płonącym olejem!
     Wreszcie jakiś sensowny pomysł! Nie przypadkiem trzymano źródła ognia i światła poza normalnym zasięgiem niebezpiecznego szaleńca. Anita usłyszała chyba okrzyk Marcusa, przezwyciężyła w jakiś sposób strach i podbiegła do najbliższej lampy. Niestety! Okazała się przymocowana na stałe, a zbiornik z olejem stanowił część urządzenia. Nie dało się go w żaden sposób wyrwać. Rzeczywiście, obawiano się tutaj pana Czwartego i zachowywano środki ostrożności. Sir Oswald porzucił teraz okazywany uprzednio spokój i rzucił się ku dziewczynie. Ta cofnęła się, usiłowała bez powodzenia poruszyć jedną z ciężkich ław. Przerastało to jej siły. Niespodziewanie znalazła jednak pod nią jakiś zawieruszony dzban. Może z wodą, może z winem? A może po prostu pusty. Porwała gliniane naczynie i cisnęła prosto w twarz zbliżającego się prześladowcy. Hrabia zdążył osłonić się ręką, odtrącił dzban, który roztrzaskał się na podłodze u jego stóp, oblewając przedtem arystokratę swoją zawartością. Okazał się nią olej do napełniania lamp, ktoś musiał zostawić jego zapas przez przeoczenie. Kapitan zaklął szpetnie, winowajca z pewnością popamięta. Sam oficer też mógł się zresztą spodziewać co najmniej reprymendy ze strony Lady Berengarii. Przecież zapewniał, że wszystko przygotowano i wszystkiego dopatrzono.
     Sir Oswald zaniechał pogoni, pospiesznie ocierał oczy, twarz i włosy rękawami wytwornej szaty. Też zresztą zbrukanej olejem. Niestety, pamiętał o tym, by odsunąć się od ściany, z dala od ognia. Anita nie dysponowała natomiast niczym, żadnym skrawkiem materiału, by rzucić płomień. Marcus pomyślał z rozpaczą, że oto, by podpalić zwyrodnialca wystarczyłby jeden jedyny przebłysk myśli! Gdyby tylko potrafił to uczynić! Gdyby potrafił wzniecać ogień, jak panie szlachetnej krwi, jak Berenika! Nie wątpił, że uczyniłaby to bez wahania, by pomóc dziewczynie. Ale księżniczki tutaj nie było, a on sam tego nie umiał! Posiadał moc, ale nie umiał! Nie potrafił wzbudzać ognia, nie potrafił zupełnie niczego! Nikt nie uczył go nigdy posługiwania się magią. Taka sztuczka nie mogła być przecież trudna! Skoncentrował się i usiłował wyobrazić sobie płomienie ogarniające uwalane łatwopalnym olejem szaty pana Czwartego. Nic! Zupełnie nic! Mógłby tak bić się z własnymi myślami i własną mocą do końca świata!
     Tymczasem Anita zareagowała szybciej od chłopaka, skoczyła do przodu omijając na wpół oślepionego sir Oswalda i wpadła do jego luksusowo urządzonej kwatery. Porwała tu ze stolika jakiś obrus i rozejrzała się za źródłem ognia.
     - Uważaj, sir Oswaldzie! Musisz ją natychmiast złapać!
     To Lady Berengaria ostrzegła czwartego męża. Nie kwapiła się, by użyć drogocennej mocy, ale nie życzyła sobie śmierci lub poważnych obrażeń jednego z dostawców magicznej potęgi. Arystokrata, nadal niewiele widząc, skierował się jednak odruchowo w stronę, z której dobiegło go wołanie. Dopiero po chwili zorientował się w swojej pomyłce. Anita wykorzystała ten błąd i znalazła się ponownie w przedniej części lochu. Części, w której płonęły lampy. Marcus zacisnął pięści. Czy miała teraz szansę? On nie potrafił jej już w niczym pomóc. Dziewczyna ruszyła ku ścianie, usiłowała odpalić płomień.
     - Sieć! Zrzućcie sieć, przeklęci głupcy!
     Rozkaz księżnej poderwał do działania kapitana i jego ludzi. Oficer szarpnął za jakąś dźwignię. Spod sufitu opadła gęsta plecionka solidnych sznurów. Sieć podwieszono w zalegających pod sklepieniem ciemnościach nad całą tą częścią lochu w taki sposób, by uwolnić ją jednym ruchem dłoni. Anita szarpała się w jej okach, daremnie usiłując jeszcze sięgnąć ku lampie. Tak dopadł ją wreszcie rozjuszony sir Oswald. Porzucił dworne maniery.
     - Chciałaś mnie spalić, ty suko!
     Porwał szamocącą się słabo dziewczynę i zacisnął dłonie na jej szyi. Powalane olejem palce nie trzymały pewnie. To dawało jeszcze Anicie jakąś szansę. Próbowała walczyć, ale sieć oplatała jej ramiona, a szorstkie sznury dały wreszcie prześladowcy potrzebne oparcie. Sir Oswald z dzikim wyrazem twarzy potrząsał głową ofiary, nie rozwierając uchwytu. Sam Marcus równie rozpaczliwie jak dziewczyna wił się w swoich okowach, trzymany nadto przez dwóch barczystych strażników.
     - Zróbcie coś! Zrób coś, pani. Błagam! On nie może, nie możecie na to pozwolić!
     Nikt nie zechciał odpowiedzieć na te prośby. Ujrzał z przerażeniem, że Anita przestała szamotać się w uścisku sir Oswalda i zwisła bezwładnie. Nawet w nie najlepszym świetle dostrzegł, że jej twarz przybrała lekko siną barwę. Pan Czwarty potrząsnął jeszcze kilka razy ciałem służki i w końcu z wściekłością cisnął ją na podłogę. Leżała bez ruchu, nadal oplątana siecią. Zwyrodniały arystokrata opadł na kolana i okładał pięściami jej twarz, piersi i brzuch. Pochwycił duży ułomek roztrzaskanego dzbana i jego ostrą krawędzią rył w nagim ciele głębokie, krwawe bruzdy. Anita nie reagowała. Hrabia usiłował poszarpać srom dziewczyny, ale przeszkadzały mu tym sznury sieci. Gliniana skorupa okazała się zbyt marnym narzędziem, by je porozcinać. Oszalały pan Czwarty nie ustawał jednak w wysiłkach, plamiąc krwią własne ręce oraz wykwintne szaty.
     - No i nie obejdzie się bez wody. Mam nadzieję, że przygotowaliście kilka wiader? - skwitowała okropną scenę Lady Berengaria. - Chociaż pewnie trzeba będzie ją podgrzać, żeby pozbyć się tego oleju.
     - Jak możesz mówić o tym tak spokojnie! On ją zabił, na naszych oczach, a ty mu na to pozwoliłaś! Nawet pomogłaś!
     - Inaczej ten głupiec nie poradziłby sobie i jeszcze dałby się podpalić. A o losie Anity zadecydowałeś ty sam, książę. Najpierw wciągając ją w swoje kłamstwa, a później wydając w zamian za konia. I na koniec, odmawiając ujawnienia prawdy. Nieważne, znasz tę prawdę czy nie. A ona stawiła prawdziwy opór, przyznaję, nie spodziewałam się. Przynajmniej skończył z nią szybko i długo nie cierpiała. Miała szczęście.
     - Nie wydaje mi się, ty zakłamana suko! Jesteś morderczynią, skoro pozwalasz na takie rzeczy pod swoim dachem! I on wcale jeszcze nie skończył!
     Istotnie, pan Czwarty nadal usiłował rozciąć sznury, by dobrać się do sromu nieszczęsnej, martwej dziewczyny. Zirytowany oporem sieci, kilkakrotnie uderzył skorupą w twarz, wykłuwając jedno oko i również tutaj pozostawiając krwawe ślady.
     - Co do tego ostatniego masz rzeczywiście rację, sir Marcusie. Czas przerwać to widowisko. Nie myśl, że radują mnie takie widoki. A sir Oswald i tak nie wytworzy już dzisiaj więcej mocy. Największą rozkosz sprawia mu zabijanie, najlepiej rozciągnięte w czasie. Dzisiaj to mu się nie udało i dlatego stracił panowanie nad sobą. Trudno, wezmę wszystko, co tylko się da. I tak powinno zebrać się tego sporo, chociaż ta Anita wiele mi odebrała. Ale nie mam jej za złe, okazała odwagę i zasłużyła na czystą śmierć.
     - Ty nazywasz to czystą śmiercią?
     - Teraz trzeba poskromić naszego pana Czwartego. Kapitanie, bądźcie gotowi z siecią i czekajcie na mój znak. Tylko nie życzę już sobie żadnych pomyłek!
     - Tak, pani.
     Oficer potwierdził przyjęcie rozkazów, gorliwą służbą pragnąc zapewne pokryć wcześniejsze uchybienie i przeoczenie nieszczęsnego dzbana z oliwą. Położył dłoń na kolejnej dźwigni. Lady Berengaria odpięła noszony na biodrach pas ze sztyletem. Uniosła oręż w wyciągniętej w górę ręce.
     - Sir Oswaldzie! Tutaj! Sir Oswaldzie!
     Marcus nie spodziewał się, by wezwanie to odniosło jakikolwiek skutek. Rozkazy pani Siedmiu Bram miały jednak swoją moc oddziaływania i przedarły się nawet do ogarniętego szałem, chorego  umysłu hrabiego. Uniósł głowę i spojrzał pożądliwie na oręż.
     - Daj mi to ostrze, pani. Proszę! - zawołał prawie normalnym głosem.
     - To dla ciebie, sir Oswaldzie.
     Szerokim łukiem cisnęła pas i nadal ukryty w pochwie sztylet w przeciwległy kraniec wykwintnego apartamentu małżonka. Upadły na rozłożoną pod ścianą skórę niedźwiedzia. Hrabia poderwał się znad ciała dziewczyny i ruszył w tamtym kierunku. W chwili, gdy znalazł się na środku swojej celi, księżna dała znak.
     - Teraz!
     Kapitan szarpnął dźwignią i z sufitu opadła kolejna sieć, tym razem na codzienne pomieszczenie więźnia. Najwidoczniej można było pokryć w ten sposób całą powierzchnię lochu, zarówno przedsionek, jak poprzednio,  jak i obecnie właściwą celę. Oplątany sznurami pan Czwarty  potknął się i po chwili runął na jakiś dywan. Pani Siedmiu Bram nie zaniedbywała żadnych środków ostrożności. I najwidoczniej nie chciała tracić ani odrobiny mocy. Nie było zresztą takiej potrzeby.
     - Doprowadzić go do porządku i przygotować! Przykuć porządnie do ławy i zakneblować. Nie mam ochoty z nim rozmawiać, a może okazać się podniecony i niebezpieczny.
     - Może obmyć trochę pana hrabiego, Szlachetna Pani?
     - Tak. To dobry pomysł. Jeżeli macie gdzieś jakąś podgrzaną wodę. Ubabrał się nie tylko krwią, ale też całą tą oliwą. Nie zamierzam sprowadzać potem nowych ubrań i zaprzątać sobie głowy zmianą garderoby A zresztą, jestem trochę przywiązana do tego stroju. I jeszcze sir Adrian lubi szczególnie te akurat buty. Tylko nie mam teraz czasu, by ponownie odwiedzać pana Trzeciego i skorzystać z jego usług. Mocy i tak zebrał już dzisiaj tyle, ile zdołał.
     - Mówisz pani, o takich szczegółach, podczas gdy ten potwór zabił Anitę?
     - Przybyłam tu w określonym celu, sir Marcusie i z tego nie zrezygnuję. Myślę jednak, że ujrzałeś tutaj już wszystko, co było do zobaczenia. Reszty widzieć nie musisz. Zabrać chłopaka do bocznej celi i niech zaczeka. Tylko nie spuszczajcie go z oka. Jest wart więcej, niż wszyscy moi mężowie razem wzięci, przynajmniej, jeśli chodzi o moc. Ale chyba nie tylko o nią.

5 691 czyt.
100%3810
nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyczne, użył 5464 słów i 31140 znaków.

10 komentarze

 
  • ouroboros

    ouroboros · 18 maj 2018

    Po ochłonięciu przychodzą mi dwie refleksje. Lady Berengaria to niespotykana znawczyni ludzkich słabości. Dostrzegła w swoich dwóch mężach ich osobliwe skłonności i stworzyła warunki do rozwinięcia ich aż do granic szaleństwa a nawet doprowadziła do przekroczenia tych granic.
    Druga refleksja dotyczy ochraniaczy. Jak wielką rolę odegrały w rozwijaniu chorobowych skłonności Panów Trzeciego i Czwartego? Jak bardzo skrzywia rozbudzanie porządania, którego nie można zaspokoić.

  • POKUSER

    POKUSER · 18 maj 2018

    A już miałem nadzieje że Marcusowi uda się choć małą iskrę wykrzesać dzięki magii. Wygląda na to, że ochraniacz skutecznie blokuję takie zapędy, ciekawe jakie są jeszcze inne ograniczenia mocy, czy przywołuje ją gniew, wola, potrzeba działania, czy jest to moc trudna do okiełznania przez posiadacza. Przyznam szczerze, że o ile wiedziałem, że Anita nie jest zwykłą służką, o tyle bardziej obstawiałem, że to to czarodziejka w przebraniu udająca służącą na dworze, a nie zwykła dziewczyna pod którą na tę wyjątkową chwilę ktoś się podszył. I pytanie kto, bo znając Ciebie, to ani matka ani siostra Marcusa, nie są takie oczywiste. Dziękuję za świetny odcinek i jak zawsze czekam niecierpliwie na kolejny  

  • Milady

    Milady · 16 maj 2018

    Mocna część, ale taka miała zapewne być. Byłam pewna, że Anita powróci, ale nie spodziewałam się jej w roli ofiary. Z drugiej strony jeśli zmiana postaci jest na porządku dziennym dla 'czarownic' to nie powinno aż tak dziwić, iż jedna z nich wykorzystała Marcusa incognito. Oby ciąg dalszy pojawił się wkrótce

  • PF

    PF · 14 maj 2018 · 280254689

    Straszne, biedna Anita tak okrutnie potraktowana i to na zlecenie Berengarii. W tym odcinku zglebiales czeluscie ludzkiej psyche. Jezeli  Amarktis potrafila byc okrutna ale jednak w calosci Twej powiesci wzbudzala sympatie to w przypadku Berengarii nie chce mi sie wierzyc zeby cien sympatii mogl sie narodzic. Utrzymanie wladzy nie moze usprawiedliwic moim zdaniem wszystkich wszeteczenstw. Mysle ze Markus zacznie probowac wykorzystanie mocy,  
    ktora do tej pory sluzyla innym i to nie zawsze wlasciwym. Moze w koncu bedzie heretykiem i przeciwstawi sie panujacym przekonaniom(religii) czarownic.

  • Ewa

    Ewa · 14 maj 2018 · 193422567

    Mocne, okrutne, przerażające sceny... Jednak podobnie jak Violet odnoszę wrażenie, że pozornie...Bawisz się z nami w kotka i myszkę . Zaintrygowałeś, jak zwykle w bardzo dobrym stylu Autorze i ja czytam dalej. Pozdrawiam serdecznie.

  • AnonimS

    AnonimS · 13 maj 2018

    No i mamy emocje zarówno w odcinku jak i komentarzach. Odcinek bardzo dobry, obnażający ludzkie  okrucieństwo oraz posługiwanie się  nim do osiągnięcia celu. Zaskoczyłeś mnie tą Anitą wykazując że to jednak była zwykła służąca. Rodzi się pytanie kto w takim razie jest tą szlachetną Panią która jako pierwsza otrzymała moc Marcusa. W pewnym momencie można by nawet współczuć Lady Berengarii że ma mężów o takich upodobaniach ale to tylko taka myśl, przelotna zresztą. Za to scena z Anitą to ostrzeżenie na przyszłość. W rękach Bengarii są jeszcze koń Demon i Sundrum a ten pokaz odczytałem jako zakamuflowaną groźbę. Znowu nam gdzieś zniknęła Berenika, która jest na razie postacią drugoplanową. Jednym słowem mieszasz Autorze w tym tyglu ludzkich słabości i intryg. Trzymasz nas czytelników w napięciu podsuwając fałszywe tropy, mnożąc półprawdy. Pozdrawiam i czekam co będzie dalej.

  • Gaba

    Gaba · 13 maj 2018

    Nie lubię bezmyślnego okrucieństwa... Ale niestety takie były czasy. Poczytać sobie o obyczajach w dawnych czasach, to Twoje opisy to mały pikuś! To co wyprawiali tzw królewięta w starej Polszcze to włosy się jeżą. A było to normą! Wracając - te opisy malowane grubą fakturą sprawiają, że czuję się jak bym tam przechodził .... Znakomite! Dialogi- górna półka, akcja - do bani!! Czemu? Przez więcej niż długie czasokresy w ukazywaniu się odcinków!!!!!! I to jest jedyna wada tej opowieści. Pozdrawiam🙂

  • violet

    violet · 13 maj 2018

    No, cóż... świat nie zawsze jest miły i pzyjemny, nawet ten baśniowy, a losy arystokratów, to nie tylko piękno, bogactwo, miłość i żyli długo i szczęśliwie. Ich prawdziwe życie, to nieustająca walka o przetrwanie. Bardzo interesujący odcinek i odnoszę wrażenie, że nic nie jest takie jakim się wydaje...
    Pozdrawiam

  • ouroboros

    ouroboros · 13 maj 2018

    Serce bije mi jak oszalałe i brak mi słów. Przerażający odcinek. Zupełnie nieprzewidywalny.  
    Potrafisz Autorze snuć intrygę jak nikt inny. Mam tylko nadzieję, że na następny odcinek nie będzie trzeba czekać zbyt długo, bo niepewność losu bohaterów zżera mnie niczym oszalały sir Oswald.

  • Funkykoval197

    Funkykoval197 · 13 maj 2018

    Nie lubię takich opowiadań. Przykro mi ale przestaję to czytac