Nowy Świat Czarowic, cz. 56

W pierwszej kolejności polecił odszukać Edytę i Olgę. Stawiły się, nadal odziane w swoje szczególne uniformy, wzorowane wprawdzie na ekwipunku bojowym, ale bardziej przydatne do oddziaływania na mężczyzn, mężczyzn o specyficznych upodobaniach, jak sir Adrian. Przypomniał sobie, że podobnie ubierała się niekiedy sama lady Berengaria i wywierało to niegdyś pewne wrażenie również na nim samym. Odegnał te myśli, takimi prostymi manewrami wiedźma nie zdobędzie nad nim władzy, zwłaszcza teraz, gdy poznał już jej prawdziwe oblicze.
     - Przekonałem się, że dobrze opiekujecie się sir Adrianem, księżna Berenika przyjmie to z zadowoleniem.
     - Staramy się jak najlepiej wykonywać rozkazy szlachetnej pani – odparła starsza, Edyta.
     Pomyślał, że równie ochoczo dręczyły pana Trzeciego na polecenie czarownicy, ale jednak w tym wszystkim nie o to chyba tylko chodziło, skoro stary arystokrata zdawał się odczuwać w stosunku do swoich strażniczek pewne przywiązanie. Nieważne, obecnie ma dla tej dwójki inne zadanie i powinny wykonać je jak najlepiej.
     - Wszyscy służymy księżnej Siedmiu Bram. - Nie omieszkał przypomnieć, że działa jakoby jako wysłannik pani i małżonki. - Sir Adrian prosił, abyście jak najszybciej ponownie dotrzymały mu towarzystwa, ale macie też inne, ważne obowiązki. Zajmujecie się więźniami z Ludu Północy i pilnujecie, aby nie zebrali mocy na tyle, by zdołali nam zagrozić.
     - Czyniłyśmy tak pod nieobecność lady Berengarii, a nowa pani zleciła nam te same obowiązki.
                                                                      „Mam nadzieję, że również tylko na czas własnej nieobecności.” - Pomyślał Marcus, ale zaraz zawstydził się tych podejrzeń. Jeżeli jego przypuszczenia były słuszne, to otrzymał niedawno niezbity dowód na to, że zgodnie ze złożoną obietnicą Berenika czerpała magiczną siłę tylko z lędźwi pierwszego małżonka.
     - Ilu przebywa obecnie w lochach i jak często musiałyście odbierać im moc?
     - Jedenastu... sir Marcusie. Wypadało to różnie dla każdego z nich, ale obywałyśmy procedurę, ja albo Olga, co dwa tygodnie. Tak na wszelki wypadek, powinno wystarczyć na dłużej, ale szlachetna księżna Berengaria zalecała ostrożność.
     - Rozumiem, nowa pani również pochwala takie podejście. Kiedy zajmowałyście się nimi ostatnio?
     - Jakieś dziesięć dni temu... sir Marcusie. - Edyta miała najwyraźniej kłopot z określeniem pozycji rozmówcy, nie kwestionowała jednak prawa chłopaka do wydawania rozkazów. Przynajmniej w tej chwili, nie należało więc tracić czasu.
     - W takim razie zróbcie to dzisiaj jeszcze raz, ze wszystkimi. - Będą niegroźni przez dwa albo trzy tygodnie, może dłużej, więcej nie potrzebuje. - Potem każcie przygotować ich do podróży, konie, odpowiednie zapasy, wyposażenie, kilku żołnierzy straży. Na rozkaz mojej pani i małżonki zabieram tych ludzi z zamku. Pospieszcie się, chcę wyjechać jeszcze przed zmrokiem.
     - Razem z Olgą poradzimy sobie, panie.
     - Nie wątpię. I dbajcie o sir Adriana, z jakichś powodów was lubi.
     - Oczywiście, młody panie. Słyszymy to z radością. - Tym razem przyjęcie rozkazu potwierdziła druga z wojowniczek.
     Załatwiwszy tę sprawę i odprawiwszy obydwie gwardzistki do ich szczególnych obowiązków, mógł zająć się najważniejszą rozmową, którą odkładał na koniec.
     Tak jak się spodziewał, sir Lucjusza zastał w przydzielonych mu apartamentach. Przekonał się, że nie ustępowały jego własnym, ktoś zadał sobie sporo trudu, by urządzić je wygodnie i z dobrym smakiem. - „Berenika?” - Pomyślał z ukłuciem zazdrości. Chyba jednak nie miała na to ani głowy, ani czasu. Najprawdopodobniej, pozostawiony samemu sobie trzeci małżonek księżnej Siedmiu Bram zabijał w ten sposób nudę, zgodnie zresztą z oczekiwaniami wobec szlachetnie urodzonych i dobrze wychowanych panów błękitnej krwi.
     - Czemu zawdzięczam tę wizytę, panie Wielki? Zapewne zamierzasz osobiście przekazać mi wieści o zwycięstwie naszej pani? Już o tym usłyszałem i możesz mi wierzyć, że podzielam powszechną radość. - Zabrzmiało to raczej sztywno. - Może jednak dostojna lady Berenika zechciała zaszczycić swego oddanego i posłusznego małżonka osobistym przesłaniem i wybrała ciebie, panie, na posłańca?
     - Częściowo tak, sir Lucjuszu. - Z przyjemnością podszedł do dobrze rozpalonego kominka. - Z polecenia naszej pani i małżonki mamy niezwłocznie opuścić zamek Złotej Bramy. Szykuj się do drogi.
     - Szlachetna księżna Siedmiu Bram wzywa mnie do swego boku?
     Gdyby podjął tę grę, może wszystko przebiegłoby łatwiej, ale oparł się pokusie, musiał wstrząsnąć tym chłopakiem, który niezależnie od własnej woli i zamiarów stał się obecnie największym potencjalnym zagrożeniem dla wiedźmy. A raczej może się nim stać, jeżeli jego własny, nieokreślony jeszcze do końca plan się powiedzie.
     - Niezupełnie, panie. Z rozkazu lady Bereniki udamy się w inne miejsce, do Ludu Północy.
     - Oszalałeś, sir Marcusie? Do tych dzikusów i to w środku zimy? To niemożliwe!
     - Zapewniam cię, panie, że poradzę sobie ze wszystkim. A ty będziesz mi towarzyszył, z własnej woli, albo pod przymusem.
     - Nie pojadę! Nasz pani nie mogła wydać takich rozkazów!
     - Wiem lepiej od ciebie, co porabia oraz co planuje nasza pani i małżonka.
     - Tak, odkąd przybyłeś faworyzowała cię na różne sposoby, mnie zupełnie pomijając. Ale z pewnością nie wiesz wszystkiego, panie Wielki!
     - Wiem, że od dawna nie wzywała cię do łoża.
     - Takiś tego pewien, panie Pierwszy?
     - Tak, jestem tego pewny.
     - Takiś pewien, że szlachetna księżna Siedmiu Bram tylko ciebie obdarzała wyjątkowymi łaskami?
     - Na pewno od dawna nie korzystała z twojej służby w łożu – powtórzył.
     - Mylisz się, panie Wielki.
     - Kłamiesz, z pewnością kłamiesz.
     - To spójrz na to. - Sir Lucjusz nieoczekiwanie zaczął zdzierać z siebie eleganckie szaty, a raczej dolną ich część. - Wiem dobrze, że nasza pani nie nakłada ci pierścieni wierności i cieszysz się jej szczególnym zaufaniem. Ale i mnie obdarowała podobnym przywilejem, zobacz sam!
     Pan Trzeci usunął ostatni element odzienia okrywający przyrodzenie i rzeczywiście, oczom Marcusa ukazały się genitalia chłopaka, wolne od przeklętego ochraniacza.
     - Kiedy...
     - Przed wyruszeniem na wojnę. I wtedy...
     - Tak, zdjęła pierścienie, temu nie mogę zaprzeczyć. - Przy swoim nieprzewidywalnym charakterze oraz szczególnym poczuciu sprawiedliwości Berenika istotnie mogła postąpić w tak nieoczekiwany sposób. Ale na pewno nie posiadła sir Lucjusza w łożu, po prostu nie mogła tego uczynić, nie tylko z powodu obietnicy danej Marcusowi, ale przede wszystkim dlatego, że podważałoby to wszystko, czego domyślił się na temat funkcjonowania daru mocy, przyczyn ich własnej klęski oraz zniweczyłoby rysujący się w głowie chłopaka plan działania. Gdyby przed opuszczeniem zamku istotnie skorzystała z usług trzeciego męża, to znowu stanąłby przed zasłoną tajemnicy, nie wiedząc, co dalej. Nie, żeby te zamierzenia zostały dokładnie sprecyzowane, nadal czekało mnóstwo trudności i niewiadomych, ale wtedy miałby przed sobą tylko wszechogarniającą ciemność. Musi założyć, że Berenika dotrzymała słowa, a ten tutaj niedowarzony młokos kłamie, aby tylko dopiec rywalowi. - Ale nie wierzę, żebyś się z nią pokładał, panie Trzeci.
     - Wierz sobie w co chcesz, panie Wielki.
     - Tak właśnie zrobię. Ale jest jeszcze jedna kwestia, którą muszę poruszyć. W jaki sposób wysyłasz wiadomości swojej matce? - Przeszedł do najważniejszego etapu rozmowy
     - W jaki sposób co robię?
     - W jaki sposób przesyłasz wieści swojej matce, hrabinie Lawinii z Wysokiego Lasu?
     - Niczego takiego nie uczyniłem!
     - Zapewne robisz to potajemnie, skoro nie chcesz się przyznać. Ale wiem, że musiałeś przekazywać jej wiadomości.
     - Nie przesyłałem lady Lawinii żadnych listów!
     - Kłamiesz w tej sprawie, podobnie jak twierdząc, że księżna Berenika wzięła cię do łoża przed wyruszeniem na ostatnią wyprawę. Wiem to z całą pewnością. - Istotnie, tego akurat również musiał być pewien, tylko w  taki sposób dało się wytłumaczyć postępowanie ich przeciwniczek.
     - Skąd ta pewność? Nie zdradziłem naszej pani!
     - Nie obawiaj się, Lucjuszu, wcale nie twierdzę, że popełniłeś zdradę. Wiem, że nie przekazałeś hrabinie żadnych informacji o planach księżnej Bereniki, ani o stanie wojsk Siedmiu Bram – złagodził oskarżenia. - Po prostu, skarżyłeś się, że nasza pani i małżonka nie bierze cię do łoża, nie korzysta z twoich usług i nie zdejmuje ochraniacza, bo o to żaliłeś się matce jeszcze przed wybuchem wojny. Żaliłeś się, że lady Berenika faworyzuje mnie, swojego pierwszego męża, ciebie zupełnie odsuwając i za nic mając twoje służby. Może zwracałaś się o radę i pomoc.
     - Ale jak...
     - A lady Lawinia udzielała ci pewnie rad, chociaż pomóc w żaden sposób nie potrafiła. Prosiła jednak o wieści, jak na dobrą matkę przystało. Czyż nie tak, Lucjuszu?
     - Skąd... skąd możesz o tym wiedzieć?
     - Mnie również wysłano na obcy dwór, abym poślubił nieznaną sobie małżonkę, która stanie się moją nową panią. Wiem, co czułeś... - Tutaj Marcus przerwał, odrobinę zawstydzony. Owszem, wiedział, ale w tamtych upojnych chwilach po połączeniu się z uwolnioną Bereniką, po ich pogodzeniu się, gdy buzowała w nim moc i z rozkoszą obdarzał nią ukochaną, gdy trwali w przekonaniu, że mają cały świat u stóp, a wiedźma w niczym im już nie zagraża, niewiele obchodziły go uczucia sir Lucjusza. Oboje popełnili błąd, straszliwy błąd. Gdyby już wtedy potrafił skojarzyć to, co wiedzieli na temat poczynań lady Berengarii... - Tak, Berenika skrzywdziła cię, Lucjuszu. Miała prawo postąpić tak, jak postąpiła, a ja okazałem zadowolenie z jej decyzji, ale nie powinna cię odsuwać.
     - Tak jak powiedziałeś, miała do tego prawo, jako nasza pani i małżonka. Nie musiała i nadal nie musi przed nikim się tłumaczyć. Ale i ja nie muszę, przynajmniej przed tobą. I nie chcę twojego współczucia, panie Pierwszy.
     - Rozumiem, sir Lucjuszu. Nie zmienia to jednak faktu, że przesyłałeś wieści swojej matce. Nie musisz wyjaśniać, jak to dokładnie robiłeś, przynajmniej nie mnie. Nie ma to zresztą większego znaczenia, gołębie, zaufani posłańcy czy w inny sposób.
     - Nie mam zamiaru niczego ci mówić, panie Wielki.
     - A ja wcale tego nie żądam. Wymagam tylko, abyś zastosował się do rozkazów naszej pani i małżonki, szlachetnej lady Bereniki, księżnej Siedmiu Bram i przygotował do wyjazdu na Północ. Na początek możesz na nowo się ubrać. - Wskazał ruchem głowy na wciąż obnażone przyrodzenie sir Lucjusza. - I przy okazji wybierz prostsze, za to cieplejsze odzienie. Nie pakuj zbyt wielu rzeczy, wyruszamy jeszcze dzisiaj i będziemy podróżować szybko.
     - Nie pojadę w śniegi, do tych dzikusów!
     - Obawiam się, sir Lucjuszu, że twoja zgoda nie jest konieczna.
     - A ty nie obawiasz się, panie Wielki, że powiadomię o tej najwyraźniej potajemnej podróży moją matkę, szlachetną lady Lawinię? W końcu masz mnie za szpiega, panie Pierwszy?
     - Nie uważam cię za zdrajcę, sir Lucjuszu, już to powiedziałem. Jeżeli chcesz przesłać wieści hrabinie Wysokiego Lasu, nie mam zamiaru ci w tym przeszkadzać. Możesz na nowo wylać swoje żale, poskarżyć się, że zabieram cię wbrew twojej woli do dzikich barbarzyńców, prosić matkę o pomoc i interwencję u księżnej Bereniki. Może nawet tym razem odniesie to jakiś skutek. Nie dbam o to i nie ma to większego znaczenia.
     Wygłosiwszy to ostatnie kłamstwo, Marcus opuścił komnatę, by samemu przygotować się do drogi. Rozpierała go niecierpliwa chęć działania. To, czego dowiedział się podczas rozmowy z sir Lucjuszem otwierało nowe możliwości.

nefer

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użył 2118 słów i 12053 znaków.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Nie jestem taki pewny czy Aurora przywita Marcusa bardzo przyjaznie

  • nefer

    @Almach99 W sumie, nic innego mu nie pozostało. Ma też pewien pomysł, ale pomoc Aurory jest przy jego realizacji nieodzowna.
    Pozdrawiam

  • AnonimS

    Fakt krótki ten odcinek. Cel Marcusa jest prosty. Zwalniając więźniów ludu Północy , chce okazać swoją dobrą wolę i nawiązać współpracę. Zabiera też się Lucjusza, żeby nie wpadł w ręce starej lady. Grozi mu podwójne niebezpieczeństwo. Berengaria będzie starała mu to uniemożliwić, a wśród barbarzyńców mogą mu zagrozić rozproszeni tanowie. Ciekawe co dalej . Pozdrawiam

  • nefer

    @AnonimS Niebezpieczeństwa zawsze czyhają, ale Marcus wpadł na pewien pomysł.
    Dzięki za wizytę i zdrowia życzę.

  • emeryt

    neferze, może ten odcinek był taki krótki, lub ja tak szybko go przeczytałem. Nie wiem, lecz sądzę że Marcus popełnia duży błąd udając się  tak prosto do Ludu Północy. Przecież jest największym zagrożeniem dla Berengarii, a ta ma moc do zagrodzenia mu drogi. Mam tylko nadzieję że dzięki Tobie coś zrobi, nie oglądając się tylko na  magię. W końcu powinien pozyskać przyjaciół, co wiele głów to  nie jedna. Serdecznie dziękuję za ten odcinek, czekam na kolejne, oraz przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia dla Ciebie i Pierwszej Czytelniczki.

  • nefer

    @emeryt  Właściwie, to nie ma innego wyjścia, niż ucieczka na Północ. Wszystko opiera się na sile magii, a jego własna moc przeciwko wiedźmie nie działa. Musi znaleźć jakiś sposób i chyba wpadł na pewien pomysł. Przyjaciół mu nie brakuje (chciaż z Lucjuszem to raczej się nie zaprzyjaźnią), pierwsze zadanie to odzyskanie przyjaźni Aurory.
    Tobie rownież zyczę zdrowia i pozdrawiam.

  • emeryt

    @nefer, ciągle mnie nurtuje myśl, że ucieczka  na północ to tylko zasłona dymna. Przecież to takie proste i logiczne dla większości. A poza tym coś mi nie gra z Berengarią i Bereniką. Serdecznie pozdrawiam i oczekuję na kolejne odcinki.