
Marta spotykała się od tygodnia z Romanem – emerytowanym stolarzem, który wciąż miał w dłoniach siłę i pewność, a w oczach ten sam błysk co czterdzieści lat wcześniej.
Poznała ją, gdy robił jej dwie półki w biblioteczce.
Tego popołudnia światło wpadało przez cienkie firanki i malowało złote pasy na jej plecach. Klęczała na łóżku, oparta na łokciach, włosy opadały jej na twarz jak ciemna zasłona. Roman za nią na kolanach, ręce miał położone na jej biodrach – nie ściskał, tylko prowadził, jakby wciąż strugał coś bardzo delikatnego.
– Wiesz, że jesteś za ładna na takiego starego capia jak ja? – mruknął z uśmiechem.
Marta odwróciła głowę, spojrzała na niego przez ramię i oblizała wargi.
– Lubię, jak ten stary cap mnie tak mocno trzyma za biodra, jakby jutra miało nie być.
Roman zaśmiał się krótko, gardłowo. Pochylił się niżej, pocałował ją między łopatkami, a potem już nie rozmawiali.
Zostały tylko oddechy, mokre plaśnięcia skóry o skórę i ten jeden moment, kiedy Marta uniosła głowę, wygięła plecy w łuk i wydała z siebie dźwięk, który brzmiał jednocześnie jak śmiech i jak błaganie.
A Roman – choć miał siwe włosy i zmarszczki w kącikach oczu – w tamtej chwili wyglądał jak dwudziestolatek, który właśnie odkrył, że życie jednak potrafi być bardzo, bardzo dobre.
Roman nie czekał na kolejne zaproszenie. Jedną ręką złapał ją za włosy u nasady karku – nie szarpnął od razu, tylko zacisnął palce powoli, dając jej sekundę, żeby poczuła, że teraz już naprawdę nie ma odwrotu. Marta sapnęła, ale nie protestowała. Wręcz przeciwnie – wypchnęła biodra mocniej do tyłu.
– Myślisz, że dzisiaj będę delikatny? – warknął jej prosto do ucha, a jego druga dłoń zsunęła się z biodra na pośladek i klepnęła mocno, aż echo poszło po pokoju.
– Ach... ja biedna... Myślę, że nie... że dzisiaj będziesz mnie brał tak, że potem nie będę mogła chodzić... – odparła przez zaciśnięte zęby, a w jej głosie było coś pomiędzy wyzwaniem a czystą prośbą.
Nie odpowiedział słowami.
Wszedł w nią jednym mocnym pchnięciem – do końca, bez ostrzegania. Marta krzyknęła krótko, gardłowo, a jej palce wbiły się w prześcieradło tak mocno, że materiał zaczął trzeszczeć. Roman nie dał jej czasu na oddech. Zaczął brać ją szybko, głęboko, rytmicznie – każdy ruch kończył się plaśnięciem bioder o jej tyłek i cichym, mokrym dźwiękiem, który wypełniał całe pomieszczenie.
Trzymał ją za włosy jak za lejce. Ciągnął głowę do tyłu, aż jej szyja się wygięła, a usta otworzyły w bezgłośnym okrzyku. Drugą ręką złapał jej pierś – nie pieścił, tylko ścisnął mocno, palcami wgniatając sutek, aż Marta syknęła z bólu i przyjemności jednocześnie.
– Powiedz to, jeszcze raz chcę to usłyszeć – rzucił chrapliwie.
– Będziesz mnie brał, aż nie będę mogła chodzić... – wysapała.
Puścił włosy tylko po to, żeby obie ręce położyć na jej biodrach. Teraz już nie prowadził – po prostu trzymał ją w miejscu i walił w nią z taką siłą, że łóżko zaczynało stukać o ścianę. Marta już nie panowała nad odgłosami – jęczała głośno, przerywane „aaaa aaaach aaaa” mieszało się z mokrymi plaśnięciami i jego ciężkim sapaniem.
W pewnym momencie złapał ją za kark i przycisnął policzkiem do materaca. Jej tyłek został uniesiony jeszcze wyżej, a on wszedł pod innym kątem – głębiej, brutalniej. Poczuła, jak coś w niej pęka, jak fala gorąca zalewa ją od środka.
– Achh… Roman… co ty ze mną robisz aaa… – niemal wykrzyczała.
– Robię co chcę! – warknął, nie zwalniając ani na sekundę. – I śmiało krzycz, niech sąsiedzi wiedzą, co stary cap potrafi zrobić z taką dupą.
Ostatnie kilka pchnięć było już bez kontroli – szybkie, zwierzęce, bezlitosne. Marta zadrżała cała, zacisnęła się na nim tak mocno, że prawie go zatrzymała w miejscu. Krzyk, który z niej wyrwał się, był chrapliwy i długi – jakby ktoś odkręcił w niej zawór z latami wstrzymywanego napięcia.
Roman doszedł chwilę później, warcząc coś niezrozumiałego przez zęby, wbijając się w nią ostatni raz tak głęboko, jak tylko mógł.
Przez kilkanaście sekund słychać było tylko ich zdyszane oddechy i odległe tykanie zegara w korytarzu.
Potem Marta, wciąż drżąc, odwróciła głowę i spojrzała na niego.
– Następnym razem… już chyba mnie zamęczysz.
Roman zaśmiał się krótko, ochryple.
– Kto wie, mała. Kto wie...
Roman wciąż był w niej, głęboko, nie ruszał się jeszcze – tylko oddychał ciężko, czując jak jej wnętrze pulsuje wokół niego w ostatnich skurczach. Marta leżała policzkiem wciśniętym w materac, włosy przyklejone do mokrej twarzy, oczy półprzymknięte. Cisza między nimi była gęsta, lepka od potu i tego, co właśnie się stało.
W końcu Roman pochylił się niżej, przycisnął usta do jej karku, tuż pod linią włosów. Nie pocałował – tylko musnął wargami, a potem powiedział cicho, chropowato, prosto do jej skóry:
– Wiesz co, Marto…
Zamilkł na moment, jakby sam się dziwił, że to mówi.
– …chciałbym ci zrobić dziecko.
Jej oddech zadrżał. Nie od razu odpowiedziała. Poczuł, jak jej mięśnie zacisnęły się odruchowo wokół niego – krótko, mocno, jakby ciało zareagowało szybciej niż głowa.
Powoli uniosła tułów na łokciach, odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć. Oczy miała szkliste, policzki czerwone, usta rozchylone.
– O Boże... – szepnęła.
Roman nie cofnął się ani o centymetr. Złapał ją znowu za biodra, przytrzymał, jakby bał się, że ucieknie mu w tej chwili.
– Chciałbym cię zbrzuchacić. – Głos mu się załamał na ostatniej sylabie, ale nie spuścił wzroku. – Chciałbym patrzeć, jak rośnie ci bęben. Jak twoje cycki robią się jeszcze większe, jak brzuch ci się zaokrągla… i wiedzieć, że to ja ci to zrobiłem. Że to moje nasienie.
Marta zamknęła oczy na sekundę, jakby te słowa same w sobie były kolejnym pchnięciem. Kiedy je otworzyła, w kącikach miała łzy.
– Ty chory, stary capie… – wyszeptała, ale kącik ust jej drgnął w uśmiechu. – Naprawdę byś chciał?
– Naprawdę. – Pchnął się w nią powoli, płytko, jakby chciał podkreślić każde słowo.
Złapała go za nadgarstek, przyciągnęła jego dłoń na swój brzuch – płaski, ciepły, wciąż drżący.
Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, zaczął się ruszać znowu – wolno, głęboko, z premedytacją, jakby już teraz chciał zostawić w niej jak najwięcej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
3 komentarze
Jammer106
Jak zawsze bezbłędna, jak zawsze z tą dozą, tego czegoś. Cała Historyczka w pełnej krasie.
Rad bardzo że wróciłaś na NE, bardzo dobry ruch.
Jak zawsze
Łapka w górę i głos na tak.
Pozdrawiam.
Historyczka
@Jammer106

Głos mistrza zawsze spływa na mnie jak miód
Jammer106
@Historyczka weź przestań z tym mistrzem. Jam niegodny Twojej pończochy całować.
Lubię Twoje opowiadania i tyle.
Pozdrawiam serdecznie.
japanlover
Oj biedna Marta...
Kolejny chcący zwiększyć objętość "ciała pedagogicznego".
Może jemu się wreszcie uda?
rotmistrz
do historyczki,droga martusiu starsi mężcyżni maja cos czego nie maja malolaty,tzn ,srebro na glowie ,zloto w kieszeni[pieniadze] istal w spodniach,co bardzoimponuje kobietom ,apoza tem sa stateczni ułożeni iposiadaja madrośc życiową .jeżeli dane nam bedzie spotkac sie ze sobą możesz sieotym przekonać. całuję piękna martusie iprosze bardzo o odpowiedż
Historyczka
@rotmistrz

No te różnokolorowe metale działają wprost oszałamiająco na wyobraźnię
rotmistrz
@Historyczka najdrozsza pani marto czy obrazilem pania czymś że nie odpowiada pani czesto na pelne moje komentarze
Historyczka
@rotmistrz

Ależ, ja jeszcze nigdy w życiu na nikogo się nie obraziłam... Ba, nawet nigdy na nikogo nie podniosłam głosu...
A na niejeden Pański komentarz odpowiedziałam i to całkiem wyczerpująco
rotmistrz
@Historyczka kochana pani marto chodzi mi ote czesci niektorych komentarzy dotyczace naszego spotkania ,przeciez sama pani stwierdzila że niejest niczym złym że najwierniejszy czytelnik chce sie spotkac ze swoja ulubiona autorką ,bo czytelnicy spotykaja sie z autorami .ja jestem czlowiekiem powaznym iwszystkie pani wpisy traktuje jak najbardziej powaznie jako kobiety zklasą .nie mozna sobie wyrobic opinii natemat czlowieka nie widżąc go, na wiosnę jeżeli pani sobie życzy moge przyjechac do dąbrowy [ winternecie jest nawet zdjęcie bylego soltysa dąbrowy wraz z żoną ] wten sposo zawiazuja sie relacje miedzyludzkie . prosze okomentarz do mojego wpisu iodpowiedż
rotmistrz
@Historyczka szanowna pani marto prosze o ostateczna odpowiedz czy zyczy pani sobie osobistego spotkania ze mna bo jezeli tak io na wiosne moglibysmy sie spotkac .wtej sprawie wyslalem z zabrza list do pani z dolaczonym zdje ciem i numerem mojego telefonu ,czy odpowie pani na list .prosze oostateczna odpowiedz w tej sprawie bo niechce byc trzymany w niepewnosci .prosze o komentarz i odpowiedż
rotmistrz
@rotmistrz pani marto czy dstala pani moj list zezdjeciem
rotmistrz
@Historyczka pani marto czy otrzymala pani moj list ze zdjeciem prosze okomentarz i odpowiedz