Maja nimfomanka tom 1 cz.8

Po tej parkowej orgii coś w Mai pękło ostatecznie. Kumpel podniecony komentował sytuację, ale ona po drodze do domu wymownie milczała. Na drugi dzień zadzwonił do niej z propozycją spotkania, ale wymówiła się koniecznością wyleczenia ran po ostatniej orgii. Kolejne nagabywania zbywała nawałem pracy i obowiązkami rodzinnymi. Minęły dwa tygodnie. W końcu po kolejnym telefonie zgodziła się na spotkanie, ale w kawiarni.
- Musimy z tym skończyć. To jest droga donikąd. Mąż chce drugiego dziecka, a ja zachowuję się jak dziwka. - wypaliła kiedy kelner przyniósł kawę i mineralną.
Kumpel bardzo się tymi słowami zmartwił i mówi:
- I co, będziesz teraz przykładną żoną, gotującą obiadki i dającą dupy w sobotni  poranek tylko mężusiowi? Ciekawe jak długo wytrzymasz?
- Zobaczymy. Muszę spróbować albo uczciwie rozwieść się i żyć po swojemu. Dalej powiedziała, że zwróciła się do Boga, od którego odeszła w średniej szkole. Stało się to po śmierci ojca, który zmarł na raka. Pomimo jej modlitw odszedł w okrutnych męczarniach. Wtedy zbuntowała się i zerwała z Kościołem.
- Miejsce Boga w mojej duszy zajął demon i to on sprowadził mnie na manowce – powiedziała.
Kumpel roześmiał się, wkurwiony i powiedział:
- Wszystkie, głupie pizdy tak kończą. Ronsie do bozi składają i myślą, że to coś da. I co, będziesz co pięć minut biegała do spowiedzi jak tylko zaswędzi cię cipa!
- Przestań tak mówić! Myślałam, że jesteś moim przyjacielem. Liczyłam, że wesprzesz mnie w postanowieniu zmiany, a Ty zachowujesz się jak wszystkie samce. Interesuje cię tylko, żebym na każde zawołanie dawała ci dupy!
- Dobra, dobra – powiedział pojednawczym tonem. Rób jak uważasz. Ja nie będę ci przeszkadzał. Daję ci parę tygodni i wrócisz do mnie na kolanach, ale wtedy zrobię z Ciebie swoją niewolnicę i będziesz robić, czego zażądam.
- Uważasz, że nie dam rady?! Zobaczysz, że się zmienię.
- Ok. - odpowiedział. Rozumiem – było miło, ale się skończyło. Tylko mi nie wstawiaj tych religijnych gadek. To co, umowa stoi? - dodał i wyciągnął w jej kierunku rękę.
- Stoi – odpowiedziała i uścisnęła mu dłoń.
- Będę cię obserwował – powiedział i wykonał charakterystyczny ruch ułożonymi palcami – wskazującym i środkowym – od swoich oczu w jej kierunku.
Rozbawił ją tym i powiedziała śmiejąc się:
- Bez względu na wszystko, zawsze będziesz tym jedynym. To co razem przeżyliśmy związało nas już na zawsze.
On też się uśmiechnął i powiedział życzliwie:
- Powodzenia Majka. Jednak jego myśli pokrył mrok. „ Co ta kurewka sobie myśli? Ruchała się jak królica ze wszystkim co się rusza, a teraz będzie mi tu cnotkę udawać. Trzeba jej przypomnieć kim jest, a znów będzie mi jadła z ręki.”
Kobieta odszukała w głębi szafy zakurzony modlitewnik i zaczęła go studiować. Rano wychodziła do pracy wcześniej i wstępowała na chwilę do kościoła. Uczestniczyła też regularnie we mszach świętych. Ta radykalna zmiana w jej zachowaniu nie umknęła uwadze otoczenia, zwłaszcza, że dodatkowo zaczęła ubierać się skromnie, jak stateczna matka i żona.
Kumpla to śmieszyło, ale umowa to umowa. Przyglądał się temu z boku i obmyślał powitanie córy marnotrawnej. Co jakiś czas przesyłał jej MMS-a ze zdjęciami z ich wcześniejszych orgii z komentarzem: „To jesteś Ty, prawdziwa, autentyczna” albo „Nie brakuje Ci tego?”
Te zewnętrzne zmiany były proste do przeprowadzenia. Gorzej było ze zmianą mentalności – postrzegania świata, innego podejścia do relacji męsko-damskich. Cały wolny czas poświęcała dziecku i mężowi. Z uśmiechem na twarzy podawała obiadki, pytała - co w pracy? Mąż nie przyzwyczajony do takich zachowań, dopytywał:
- Kochanie, czy coś się stało? Dlaczego już się nie spotykasz z koleżankami? Mnie to nie przeszkadzało. Cieszyłem się, że wracasz taka rozpromieniona i szczęśliwa.
Ona na to:
- Czas dorosnąć. Ile można się bawić. Nie mam już dwudziestu lat! Chcę urodzić ci dziecko i trzeba uporządkować sprawy wokół nas.
Mąż był przeszczęśliwy. Spółkowali niemal każdej nocy. I to było dla Mai wyzwaniem. Kiedy mąż sapał na niej, wpychając marnej wielkości członka, ona odtwarzała w myślach wyuzdane sceny z przeszłości. Rano biegła do spowiedzi, a młody wikary czerwienił się wysłuchując jej słów i nerwowo poprawiał sutannę w miejscu rosnącego wybrzuszenia.
„Dam radę. Wytrwam” - powtarzała sobie w takich chwilach i ze łzami w oczach, klęcząc na zimnej posadzce kościoła, odmawiała zadaną pokutę. Z jednej strony ta zmiana stylu życia, a właściwie powrót do tego sprzed imieninowych wypadków w pracy – podobała się jej. Z drugiej - co rusz łapała się na tym, że bezwiednie jej myśli biegną do tych chwil kiedy uprawiała dziki, wyuzdany seks. Zapomnieć...  Zostawić to poprzednie życie było trudno, zwłaszcza, że jej byli kochankowie nie odpuszczali. Te maila i sms-y z propozycjami…. Ignorowała je i po czasie poddali się i tylko jej najwierniejszy fan – mój kumpel - Waldek czaił się w mroku. Kibicował jej porażce, a w jego głowie kotłowały się pomysły kary i zadośćuczynienia. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo, razem z Mają zbliżyli się do krawędzi. Przyzwyczajony do niczym nieskrępowanego seksu na każde zawołanie, musiał znaleźć sobie jakąś zastępczynię. Jednak kolejne kobiety oczekiwały od niego czułości, zaangażowania, a seks miał być dla nich ukoronowaniem związku. Dla niego – ogarniętego obsesją seksualną, te ich – normalne przecież zachowania – były stratą czasu i fanaberią. Dlatego jego związki kończyły się często na etapie początkowym albo przeleciał jakąś znudzoną mężatkę, poszukującą odmiany po 20 latach małżeństwa. To jednak nie było to… Zwykły seks go nie podniecał i nie dawał mu tej satysfakcji. Zdarzyło się nieraz, że  pozbawiony dodatkowych bodźców, ze wstydem musiał pogodzić się z porażką, gdy fiut odmówił mu posłuszeństwa. W takich momentach jego złość na Maję osiągała apogeum. W myślach złorzeczył jej jak zdradzony kochanek: „Przecież sama mówiła, że tworzymy związek na śmierć i życie; że tylko ze mną jest spełniona i szczęśliwa… A teraz, rzuca mnie w szczęścia południe...”
Było ciężko, ale Maja walczyła dzielnie. Mijały tygodnie… Pod koniec trzeciego miesiąca jej ciało zaczęło wysyłać znajome sygnały. Test potwierdził: „Jestem w ciąży! Teraz już będzie z górki. Pierwsza część planu za mną”. Podzieliła się tą wiadomością z mężem. Facet był wniebowzięty.  
Nazajutrz zadzwoniła do Waldka i zakomunikowała mu rozradowana:
- Jestem w ciąży! Widzisz, a Ty nie wierzyłeś, że mi się uda.
- O to, akurat nie jest trudno  - odparł. - Przypominam ci, że twoja córeczka została poczęta przez, bóg wie kogo i nie wymagało to jakiś nadprzyrodzonych mocy lub cudu.
Cała radość w jednej chwili uleciała jak dym.
- Ty świnio, musiałeś to powiedzieć?  Tak się cieszyłam, a Ty wszystko popsułeś…
- Przykro mi, ale takie są fakty i nic tego nie zmieni, ale oczywiście cieszę się Twoim szczęściem. A jak tam twoje żądze? Mężuś swoją marną kuśką zaspokaja je? Istny z niego heros skoro zdołał cię zapłodnić – dodał Waldek i zaśmiał się sarkastycznie.
Tygodnie przechodziły w miesiące. Brzuszek stał się widoczny, a ona promieniała szczęściem. Jednak co jakiś czas nachodziły ją czarne myśli: „Jak to będzie dalej? Czy wytrwam?”
Hormony w jej ciele szalały i budziły się uśpione demony. Łapała się na tym, że obserwuje ukradkiem mężczyzn w biurze, autobusie czy na ulicy i wyobraża sobie intymne sytuacje z ich udziałem. Czuła wtedy jak wilgotnieją jej majtki, a ciało przeszywa dreszcz podniecenia. Kiedy tylko okoliczności pozwalały folgowała tym myślom i zaspokajała się w firmowej toalecie drażniąc ręką swoją cipkę. Mąż nie pomagał jej swoim zachowaniem. Od kiedy dowiedział się o ciąży, zaczął oddalać się od niej – wymawiając się pracą i koniecznością zapewnienia bytu nowemu dziecku i całej rodzinie. Seks, też się skończył pewnego dnia, jak ucięty nożem.
- Trzeba uważać, bo coś się może stać dziecku… - mówił i odwracał się do niej tyłkiem.
Uczucie osamotnienia i niezaspokojenia powoli w niej narastało, jak wtedy w pierwszych miesiącach małżeństwa. „Jak się to skończyło…? Wzdrygnęła się na samą myśl imieninowego gwałtu, wizyt u Waldka i seksu z jego znajomymi, Zenka, parku, murzynów, meneli…
Odczuła lęk i odrazę, ale też znajome podniecenie i wilgotność pochwy.  
Religia, to był ostatni szaniec obrony. Jak dewotka przesiadywała w kościele przy każdej okazji. Gorliwie modliła się do Boga i prosiła o wsparcie… Jednak Bóg, jak to Bóg w większości przypadków pozostaje głuchy na nasze prośby. Niekiedy zaś, wręcz z sadystyczną konsekwencją wystawia nas na coraz cięższe próby…
Akurat przechodziła koło biurka koleżanek, żywo komentujących jakiś wpis na portalu randkowym.
- Widziałaś jaki byku...A ten jego kutas…
Zerknęła na nazwę portalu. Zalogowała się - usprawiedliwiając w myślach: „ Poflirtuję, pooglądam sobie facetów, trochę popieszczę i to wszystko….”
Zanim uzupełniła profil, przejrzała kilka męskich i kobiecych anonsów. Nikt nie szukał tu dozgonnej miłości, przyjaźni czy bliskości… Wszystko ociekało seksem i wyuzdaniem. Randkowicze kojarzyli się w pary według perwersyjnych upodobań. Tylko twarze były zamazane. Nagie ciała w wyzywających pozach, obiecywały wszystkie odmiany, nawet zboczonego seksu. Podnieciła się widokiem prężących się członków i muskularnych męskich ciał. Rozejrzała się płochliwie i wsunęła dłoń pomiędzy nogi. Po chwili poczuła drżenie ud i skurcze pochwy. Błogie odprężenie, którego nie doświadczyła od tygodni opanowało jej ciało.
Mąż, jak zwykle siedział w robocie i kiedy córka usnęła, Maja umalowała się wyzywająco i ułożyła włosy. Założyła też seksowną bieliznę – czerwony koronkowy biustonosz i przeźroczyste stringi oraz białe, samonośne pończochy, a do tego czarne lakierki na wysokim obcasie. Spojrzała w lustro i z satysfakcją stwierdziła:
- Niezła ze mnie laska...
Wzięła do ręki smartfona i zaczęła robić sobie zdjęcia, wyginając ciało w wyzywających pozach. Stopniowo zdejmowała bieliznę. W końcu położyła się na plecach z rozłożonymi nogami, rozszerzyła palcami cipkę i zrobiła zdjęcia na zbliżeniu i w odbiciu lustra. Brzuszek, widoczny był znakomicie i zdjęcia nie pozostawiały wątpliwości, że jest w ciąży. Zgrała je do komputera i po długim namyśle wybrała kilka do publikacji. Zamazała twarz na zdjęciach i uzupełniła profil pisząc:”Znudzona żonka szuka ogiera, który umili jej ostatnie chwile przed rozwiązaniem”
Przebrała się w szlafrok, odpaliła profil i w napięciu czekała na efekty.
Długo to nie trwało… Faceci rzucili się na jej profil jak ogary na zająca. Zarzucali ją propozycjami i nagimi zdjęciami, a kilku nawet filmikami, ze scenami masturbacji. Komentarze w momencie polucji w stylu:
- To dla Ciebie suko…. Wyliż wszystko do czysta. Zapakuję ci w dupsko, że gardłem ci wyjdzie.  - bawiły ją, ale i podniecały.  Droczyła się z nimi komentując wielkość członków lub miny w chwili wytrysku. Pisała, oglądała i zaspokajała się pieszcząc cipkę. Kiedy ośmieliła się i wrzuciła na portal swoją scenę masturbacji, forum rozgrzało się do białości. Faceci wpadli w histeryczną ekstazę obserwując jak jej palce penetrują cipkę, poniżej wydatnego brzucha. Rozszerzała ją palcami i pytała się ich:
- Widać może moją dzidzię? Zadzierała nogi odsłaniając całe krocze. Wpychała palec do odbytu i pojękując wołała:
- Jaka ciasna dupka, jak boli… Nigdy nikt tam nie był…
Klęczała wypinając tyłek do kamery i kręcąc nim, zachęcająco wołała:
- Wskakujcie chłopcy...Rżnijcie mnie we wszystkie otwory…
Faceci wpadli w amok. Składali jej propozycje spotkań i sowitej zapłaty. Ona poczuła, że ma nad nimi władzę i podkręcała atmosferę.  
Kiedy usłyszała przekręcany klucz w zamku, wylogowała się i z uśmiechem przywitała męża jak przykładna żona.  
- Kochanie, dobrze się czujesz. Taka jesteś rozpalona – spytał z troską.
- Wszystko w porządku – odpowiedziała. Stęskniłam się za Tobą, mój kochany.
Klęknęła przed nim i zrobiła mu takiego loda, że najlepszy cukiernik na świecie nie powstydziłby się jego jakości. Kiedy wytrysnął kwiknął i zlał się do ostatniej kropelki, a ona wszystko przełknęła i powiedziała patrząc mu z dołu w oczy:
- To dla dziecka. Dieta wysokobiałkowa – i zaśmiała się. A on jej zawtórował.
Następnego dnia ominęła kościół w drodze do pracy i o tym fakcie uświadomiła sobie dopiero, kiedy zasiadła za biurkiem. „ Nic się nie stanie jak raz się nie pomodlę” - rozgrzeszyła się w myślach. I zajęła się pracą. Była radosna i odprężona. Koleżanki zauważyły to i powiedziały:
- W tym anturażu zdecydowanie lepiej ci do twarzy, niż w roli mniszki, czy protestanckiej matrony.
„Gdyby tylko wiedziały za sprawą czego ta zmiana?” - uśmiechnęła się do swoich myśli.
W ciągu dnia podglądała co się dzieje na jej profilu i myślała o wieczornym rytuale, kiedy znów roztoczy władzę nad tymi szowinistycznymi świniami.
Po pracy, w iście stachanowskim tempie, wypełniła domowe obowiązki i kiedy córka zasnęła, zajęła miejsce przed monitorem. Faceci dobijali się do niej, jak poprzedniego wieczora. Jednak jej uwagę zwrócił jeden. Ze zdjęcia profilowego spoglądał na nią uśmiechnięty, może 30 letni mężczyzna. Nie podsuwał do ekranu fujary, ani nie składał jej perwersyjnych propozycji. Pytał co u niej i jak rozwija się ciąża. Dalej stwierdził, że rozczula go widok kobiety w ciąży. Zaintrygował ją tym nietypowym dla tego miejsca zachowaniem. Podjęła z nim dialog. Rozmowa pochłonęła ją bez reszty i nawet nie zauważyła, jak minęły dwie godziny. Kiedy, potem leżała w łóżku, z wypiekami na twarzy, analizowała jego słowa i z tymi dobrymi myślami zasnęła. Następnego wieczora spotkali się na czacie poza portalem. On zwierzył się, że zerwała z nim dziewczyna, bo dostała lepszą pracę za granicą i nie chciała mieć balastu w postaci chłopaka w kraju. Ona zaczęła pisać o swojej samotności w małżeństwie. Milczała jednak o przeszłości, a wizytę na portalu, bagatelizowała, twierdzą, że to sposób na odreagowanie napięcia. Wtedy on powiedział:
- Znam lepsze sposoby…
Zawisła nad klawiaturą z wahaniem i po dłuższej chwili napisała:
- Jakie?
- Na przykład, masaż…- odpowiedział i dodał szybko, jakby zorientował się w dwuznaczności tej propozycji. - Na pewno bolą Ciebie nogi i plecy. Szósty miesiąc to już dziecko daje się we znaki.
- Byłoby cudownie, tylko skąd wziąć takiego artystę – odpisała
- Polecam moją skromną osobę.
- Tak, a Ty się na tym znasz? - udała, że nie wie o co chodzi.
- Moja była, na odchodne powiedziała, że tego będzie jej najbardziej brakować…
- Zaintrygowałeś mnie…
- To co, składasz zamówienie?
Milczała… Dłonie jej się pociły i czuła się jak wtedy, kiedy umawiała się na pierwszą randkę. „Taki masaż ( oczywiście tylko masaż) byłby fajny – tak mnie bolą plecy – usprawiedliwiała się w myślach. Facet wygląda na porządnego, więc...czemu nie...” Mózg mamił ją, wymyślał usprawiedliwienia i prowadził na manowce - spragniony dopływu hormonów szczęścia.
- Dobrze, ale mogę ci zaufać?
- Słowo harcerza. Tylko tyle na ile pozwolisz…
Te słowa powinny wzbudzić jej niepokój, ale myślami była już, gdzie indziej…
- To co, spotykamy się u Ciebie? Kiedy? - przystąpił do ataku.
- Nie...No, raczej nie… Booo...W domu nie – zdecydowała się w końcu.
- U mnie też odpada, bo mieszkam chwilowo u rodziców. To może w hotelu? - dodał.
- Chyba to najlepsze rozwiązanie – potwierdziła.
Czuła, że brnie w niebezpieczną sytuację, ale emocje i ciekawość wzięły górę.
- Ja wszystko zorganizuję, tylko powiedz kiedy możesz? - powiedział.
- A jak długo to potrwa – wypaliła jak jakaś głupia gęś. - I szybko dodała – No wiesz...co mam na myśli.
- Nie wiem co masz na myśli…- droczył się z nią i dodał deprymując ją ostatecznie. Wszystko zależy od zakresu zlecenia…
Postanowiła nie ciągnąć już tego śliskiego tematu i napisała:
- Mogę się wyrwać na godzinkę z pracy, w ciągu dnia.
Powiedziała, gdzie pracuje i wymienili się telefonami, a on obiecał coś zorganizować w pobliżu jej firmy. Po kilku dniach zadzwonił i zaproponował hotel „Orbis” pokój 305, o godzinie 11-ej.
Dopiero teraz dotarło do niej w co się wpakowała, ale wątpliwości zepchnęła na drugi plan, a pierwszy zajęła chęć przeżycia przygody.
Hotel był kilkaset metrów od firmy. Całą drogę pokonała pieszo, a głowę przepełniały skrajne myśli. Minęła recepcję i windą wjechała na trzecie piętro. Stanęła przed drzwiami. Uspokoiła oddech i zapukała. Drzwi się otworzyły, a w nich stał - z holywoodzkim uśmiechem – Patryk.  
- Witaj, Maju – powitał ją i ucałował w policzki. Odsunął się i przepuścił ją przodem. Typowy hotelowy pokój z podwójnym łóżkiem, telewizorem i barkiem. Stanął za nią i szepnął jej do ucha:
- Tak się cieszę, że przyszłaś. Dźwięk jego głosu i ciepły powiew wydychanego powietrza, sprawił, że przeszły jej ciarki po plecach, a włoski na szyi stanęły na baczność.
- Może usiądziesz? - zaproponował. Przez chwilę przyglądał się jej uważnie, a ona czuła się jak na jakimś castingu. Nerwowo ściskała torebkę ułożoną na kolanach, które lekko drgały pod spódnicą.
- Cieszę się, że wreszcie się spotkaliśmy – dodał.
- Jaaa…też – wydukała jak uczennica i szybko przełknęła ślinę.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował
- No, wiesz...ciąża – odpowiedziała i spojrzała na swój wydatny brzuch.
- Wiem, wiem, ale oprócz alkoholu są też inne napoje – zareagował.
- Wody, poproszę – odpowiedziała cicho.
Kiedy podszedł do barku i nalewał mineralną, przyglądała się mu ukradkiem. Wysoki, tak około metr dziewięćdziesiąt, barczysty. Dżinsy ciasno opinały jędrny tyłek, a rozporek i część lewej nogawki wypychało coś...Zamknęła oczy i oczyma wyobraźni ujrzała, jak powoli zsuwa mu spodnie i bokserki…
- Maju, M-a-j-u… - dotarło do niej z offu. - Twoja woda.
Ocknęła się i wzięła do ręki zimną, zroszoną szklankę. Drżącą ręką przyłożyła ją do karminowych ust i małym łykiem upiła. Przełknęła, a następnie wypiła wszystko do dna.
- Oho, ktoś tu był spragniony – zaśmiał się Patryk
- No, tak…- odparła i uśmiechnęła się
- Ja to mam dużo czasu, ale Ty wspominałaś o jakiejś godzince…
- Tak, no może z jakimś marginesem. Powiedziałam, że idę do lekarza, a tam...sam Wiesz, wszystko jest możliwe – powiedziała i zaraz pożałowała ostatnich słów.
„Nie prowokuj go, idiotko – pomyślała” I zaraz dodała:
- Na pewno muszę być jeszcze w pracy!
- No to do roboty! - zawołał i klasnął w dłonie. Idź do łazienki i przygotuj się, a ja tu wszystko zorganizuję.
W łazience zaczęła się rozbierać. Drżącymi palcami rozpinała guziki bluzki oglądając się krytycznie w lustrze. „Chyba trochę przesadziłam z tym makijażem” - pomyślała. Seksowny biustonosz podtrzymywał obfite, przygotowane do roli matki, piersi. Zdjęła spódnice i rajstopy. Poczuła parcie na pęcherz. Usiadła na kibelku i najciszej jak potrafiła, oddała mocz. Podmyła się. Otulona ręcznikiem kąpielowym  wyszła z łazienki. Patryk rozścielił łóżko i stał obok w podkoszulku z krótkimi rękawami.
- Co mam robić? - spytała niepewnie.
- To zależy od czego chcesz zacząć? - odpowiedział.
- Co…? - spytała zdumiona.
- No, czy najpierw masaż stóp, czy może pleców – odpowiedział jakby tłumaczył dziecku zawiłą rzecz. A Ty o czym pomyślałaś? - dodał kpiąco.
- No, tak...Głupia jestem – odparła – Może plecy…?
- Dobra. Na brzuchu się raczej nie położysz, więc może na boku…?
Zdjęła ręcznik i położyła się plecami do niego. Wylał na dłonie trochę aromatycznego olejku, roztarł go i położył dłonie na jej ramionach. Zadrżała z emocji.
- Rozluźnij się – powiedział. I zaczął delikatnie masować jej kark i ramiona.
- Jesteś cholernie spięta. Mięśnie ramion i karku masz twarde jak okrętowe liny.
„ O, tak...Ten Twój zaganiacz, na pewno jest twardy i gruby jak lina cumownicza. Boże, co ja wyrabiam! - skarciła się w myślach.” Ale raz puszczona w ruch wyobraźnia już nie odpuściła.
Jego dotyk i jej konfabulacja rozgrzewały ciało, i uruchamiały drzemiące, od dawna demony.
Dłonie Patryka masowały teraz plecy i biodra tuż nad pupą. Dołeczki, na plecach, po obu stronach kręgosłupa były u niej, źródłem rozkoszy. „Lubiła jak mąż tam ją pieści, kiedy leżała na brzuchu. Znał ją dobrze, wiedział co robić, żeby było jej dobrze. Szkoda, że tak rzadko korzystał z tej wiedzy. Może, wtedy ich …-jej życie potoczyłoby się inaczej?
- Mmmm – jęknęła cicho.
- Dobrze…? Jest Ci dobrze… ? - spytał.
- Taak – wyszeptała
Poczuła, że rozpina jej biustonosz.
- Nie – zaprotestowała cicho. Zbyt cicho…
- Tak, trzeba...Tak, będzie dobrze… - wyszeptał zachrypniętym z podniecenia głosem.
Zsunął biustonosz i przyłożył do ust. Wciągnął głęboko jego zapach, a następnie odłożył na fotel. Jego zręczne palce masowały plecy i kręgosłup, co rusz zapuszczały się na boki, gdzie leżały piersi. Poczuła, że sutki twardnieją. Zawstydzona ukryła piersi w ramionach. Patryk odstąpił od pośpiesznego ataku na jej biust i rozpoczął szturm od dołu. Z bioder przesunął ręce na brzuch i kolistymi ruchami, pieszcząc pępek, ruszył w górę.
Wiedziała, że nie zdoła mu się oprzeć. Jeszcze stała na linii demarkacyjnej i teoretycznie było to możliwe, ale jego wojska były liczniejsze, a Ona nie miała już siły stawiać oporu. Kapitulacja była blisko. Szukano tylko białej flagi…
- Zawsze nosisz taką seksowną bieliznę, kiedy idziesz na masaż? – usłyszała jego szept nad uchem.
Już wiedział, że ją złamał. Ona też to wiedziała od samego początku; może nawet już wtedy kiedy pierwszy raz kliknęła na jego profil. Może sobie tego nie uświadamiała do końca, ale krok po kroku zmierzała do klęski. Klęski marzeń o innym, lepszym życiu. Czy na pewno lepszym? Lepszym dla Kogo? Lepszym dla niej? Męża? Społeczeństwa?
„Pieprzyć to – pomyślała. Nie będę uciekać przed sobą. Lubię, to! Kręci mnie takie życie! A mąż sam jest sobie winien. To on usunął się w cień. Stanął z boku. Jeżeli jest mu tam dobrze? - to niech sobie stoi. On się nie przejmuje mną, to dlaczego ja mam zawracać sobie głowę jego uczuciami.
Pi-e—p-rz-ę, to!!- wykrzyczała w myślach. Przypomniała sobie tych skamlących samców z portalu randkowego i uśmiechnęła się do swoich myśli. Tak! Teraz będziemy grać według moich zasad! Mam władzę i nie zawaham się jej użyć – trawestowała w myślach jakiś filmowy dialog. Rozbawiło ją to stwierdzenie i z uśmiechem na twarzy zaczęła odwracać się na plecy odsłaniając wspaniałe piersi. „Jeszcze się z nim trochę po droczę, a później wykorzystam w charakterze wibratora”.
- Och...jak dobrze. Może teraz stopy…? - powiedziała zalotnie
Kątem oka dostrzegła, że okolice jego krocza są nabrzmiałe i bliskie eksplozji.  
„Dobrze, pocierp jeszcze trochę. - pomyślała złośliwie.”
Usiadł na łóżku i zaczął masować jej stopy. Najpierw rozgrzał je energicznymi ruchami, a potem masował palec po palcu. Dalej zabrał się za śródstopie, pięty i achillesa. Mruczała cicho jak kotka.
Łydki, kolana, uda to kolejne bazy jakie zakładał podczas wspinaczki do jaskini miłości. Muskał, delikatnie drapał i naciskał. Jak starożytny chiński mistrz akupunktury doskonale wiedział, gdzie dotknąć aby wywołać pożądany efekt. Topniała w jego rękach jak wosk. Zauważył wilgotną plamę na majtkach i to stało się dla niego sygnałem do ostatecznego szturmu. Od masażu przeszedł do pocałunków, liźnięć, kąsania i ssania. Ciało Mai płonęło. Spragnione pieszczot poddawało się jego zabiegom bez oporu. Już nie musieli niczego udawać. Ich ciała w swoich reakcjach były szczere, aż do bólu. Pochylał się nad jej nogą i całował kolano, kiedy uniosła drugą i zaczęła masować stopą jego krocze. Patryk spojrzał na nią maślanym wzrokiem. Czuła witalność tego zwierzaka, który pulsował pod wpływem jej pieszczot. Mężczyzna zdjął koszulkę i ujrzała jego muskularną klatkę piersiową. Teraz ułożył się pomiędzy jej nogami i zawisł na wyprostowanych ramionach nad jej twarzą. Przez chwilę wpatrywali się w siebie jak zahipnotyzowani. W końcu rzucił się na jej usta i wgryzł się jak w soczysty owoc. Objęła mocno jego głowę i przytrzymała, jakby bała się, że przestanie, odsunie się. Ugryzła go w wargę. Oblizał krew i powiedział:
- Lubisz ostro? To będzie ostro…
Kąsał jej uszy i szyję. Ręką ugniatał i masował piersi, które stały się twarde, jak dziewicze. W końcu usta zajęły się piersiami, a ręka powędrowała na krocze. Środkowym palcem pocierał delikatnie szparkę. Czuł wilgotność materiału i to go jeszcze bardziej podnieciło. Wsunął rękę w majtki i pieścił łechtaczkę. Pod palcem czuł jej wypukłość. Palec zadziałał jak klawisz enter. Uruchomił  program zaspokojenie. Pod wpływem jego pieszczot ciało było jak uzbrojona bomba – gotowe w każdej chwili eksplodować. Zsunął stringi i rozpoczął ponownie wspinaczkę od dolnego obozu. Pieścił każdą cząstkę jej ciała. Stopy, kostki, łydki, kolana i uda. Jego dotyk dotarł wszędzie tam gdzie powinien, żeby rozpalić w piecu namiętności. Wreszcie jak spragniony wędrowca dotarł do źródła. Posmakował zdroju, jakby sprawdzał jego smak. Musiał mu się spodobać bo zaczął z niego chłeptać jak dzikie zwierzę u wodopoju. Maja jęczała z rozkoszy:
- Ach,ach,aaaa..OoooUuuu
Rozłożyła szeroko uda i przyciskała jego głowę do łona. Wyglądało to jakby kierowała nią do miejsc, gdzie jego język, palce i usta sprawiały jej największą przyjemność. Złapał wargami łechtaczkę i postępował z nią jakby wysysał sok z miąższu. Dwoma palcami wsuniętymi do pochwy pieścił ciemną jej stronę. Jego zdobywca tez chętnie wypuściłby się na tę odkrywczą wyprawę. Prężył się i domagał uwolnienia z więzów ubrania.
Po chwili jej okrzyki zyskały na intensywności. Zaczęła wydawać z siebie nieartykułowane odgłosy o różnej wysokości.
Kobieta zaczęła szczytować. Oplotła udami jego ramiona i szyję, i  ściskała je, bezwiednie jak anakonda. Ta podpora umożliwiła jej unoszenie bioder w rytm kolejnych fal orgazmu.
Uwolnił się z jej splotów i patrzył jak wije się z rozkoszy. Zdejmował spodnie i bokserki, nie odrywając od niej wzroku. Leżała przed nim zdyszana i otwarta na przygodę. Kiedy już stał przed nią nagi, a jego kutas pokazywał jak się cieszy na jej widok,  uniosła się i przysunęła do niego. Przysiadła na piętach i zaczęła drażnić się z nim, próbując złapać tylko ustami, jego sprężynującego kutasa. Lizała go, by po chwili wziąć czubek do ust i kilkoma energicznymi ruchami głowy wsunąć głęboko, aż do gardła. Potem patrząc mu w oczy, brandzlowała go i ssała jądra. Kiedy wyczuła, że zbliża się do finału, złapała mocno za kutasa i obciągnęła mu energicznie jądra w dół, a następnie ścisnęła mocno u nasady. Kutas pulsował wysyłając sygnały o gotowości do startu w międzygalaktyczną podróż do jej pochwy. Kiedy uspokoił się, odwróciła się do niego tyłem i trzymając nadal jego członka, nakierowała go do cipki. Jego duży łeb, ciekawy wrażeń wciskał się energicznie do środka, jak klient na black fridayową wyprzedaż. Czuła jak stopniowo wypełnia ją i stają się jednością. Pewnie ze względu na ciążę starał się być delikatny. Zbyt delikatny jak dla niej.
Poruszała biodrami nadziewając się coraz głębiej, żeby w dwójnasób zwiększyć intensywność doznań.  
- Tak, tak kochany. Rżnij mnie jak sukę – zaczęła wykrzykiwać. Co stanowiło kontrast z jej błogosławionym stanem.
- Nie oszczędzaj mnie….
Podniecony tą werbalną prowokacją złapał ją za biodra i zwiększył częstotliwość i siłę pchnięć.
Wyraźnie spodobało się jej to, bo zaczęła się drzeć z bólu i podniecenia:
- Auauaujejejejhahaaha – dyszała i sapała.
W końcu poczuła jak w głębi pochwy narasta w niej jakaś, potężna siła, która stopniowo przejmowała władzę nad ciałem. Skurcze pochwy jak sygnaliści, dały znak, że On nadchodzi. Niszczyciel i budowniczy – orgazm. Najpierw nieśmiało, jak odległe echa letniej burzy, zapowiadał nadejście armagedonu błyskami podniecenia w jej oczach i delikatnych skurczach mięśni twarzy. Potem, jak zrywający się nagle wiatr wygina stojące na drodze nawałnicy drzewa, tak ona wprawiła w ruch głowę, a wraz z nią koronę  czarnych włosów, która zaczęła poruszać się we wszystkie strony miotana ekstatycznymi porywami. Włosy omiatały prześcieradło, a gdy w okrzyku bólu i rozkoszy, gwałtownie podrywała głowę do góry, włosy spadały na zroszone potem plecy, i wchłonąwszy, odrobinę tej słonej wilgoci, w kolejnym porywie odrywały się by oddać ją otoczeniu.
Drżenia ciała, jak pomruki burzy stopniowo przechodziły w gwałtowne ruchy ramion i bioder. Ten pierwotny taniec dopełniony dzikimi okrzykami kochanków wypełnił pokój życiodajną energią. Doszli jednocześnie, oznajmiając światu kolejny akt stworzenia. Dyszeli, łapiąc powietrze jak maratończyk na mecie. Przywarł do jej ud i pośladków i tak złączeni przetoczyli się na bok. W tej pozycji embrionalnej sycili się jeszcze przez długie minuty rozkoszą. Wyczerpani, zaczęli przysypiać, gdy nagle z odrętwienia obudziło ich, energiczne stukanie do drzwi.
- Obsługa hotelowa – zawołał głos zza drzwi.
Wydał się jej jakiś znajomy, ale zrelaksowany dopływem mieszanki hormonów mózg nie był w stanie rozpoznać go. Patryk z niechęcią oderwał się od jej ciepłego ciała, przykrył ja kołdrą i otulony w ręcznik otworzył drzwi.
- Mam dla Państwa szampana od naszego hotelu – powiedział znajomy głos.
- Ach, dziękujemy bardzo… To miło z Waszej strony – odpowiedział Patryk – Proszę do środka.
Słyszała dzwonienie kieliszków na tacy. I nagle….dotarło do niej. Mózg połączył głos z osobom…
Gwałtownie odwróciła się, a okrzyk uwiązł jej w gardle….
- Witaj, Maju. Jak się masz? - spytał Waldek

gonzo

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 5702 słów i 31534 znaków.

2 komentarze

 
  • Bartas22

    No! To jest Majką, którą lubię... najsss

  • gonzo

    @Bartas22  Chciałem trochę wyciszyć, napisać tak lajtowo, trochę pod dziewczyny, bo się skarżą, że za ostro. W następnej części dam jej znów po kulasach, tak jak lubisz. Oczywiście z jakimiś oblechami. Hepy?

  • gonzo

    @Bartas22  Tobie się podoba i jeszcze kilku kolesiom, ale sądząc po liczbie łapek w stosunku do liczy czytających, szału nie ma. Czy na te kilka tysięcy czytających jest nas kilkunastu lubiących takie klimaty?

  • Mirek

    Bardzo zmyslowe opowiadanie

  • gonzo

    @Mirek Dzięki