Maja i Julian

Maja i JulianDeszcz w Warszawie nie był tego dnia romantyczny. Był siekący, zimny i pachniał mokrym asfaltem. Maja, balansując z dwiema kawami i torbą pełną szkiców, próbowała otworzyć drzwi do małej księgarni na Powiślu, gdy jej parasol postanowił dokonać żywota, wywijając się na drugą stronę pod wpływem nagłego podmuchu wiatru.
​Wtedy go zobaczyła. A raczej poczuła – nagły brak kropel na karku i cień nad głową.
​– Wygląda na to, że przegrywasz walkę z grawitacją i aerodynamiką – odezwał się niski, lekko rozbawiony głos.
​Maja podniosła wzrok. Nad nią stał mężczyzna w wełnianym płaszczu, trzymając solidny, czarny parasol. Miał oczy koloru mocnej herbaty i zmarszczki mimiczne, które sugerowały, że często się uśmiecha.
​– Grawitacja to moja odwieczna nieprzyjaciółka – sapnęła, próbując uratować kawę przed wylaniem. – Dzięki.
​Pierwsze spotkanie: Kawa i kurz
​Mężczyzna miał na imię Julian. Okazało się, że nie tylko uratował ją przed przemoczeniem, ale szedł dokładnie w to samo miejsce. Julian był konserwatorem starych map, a Maja – ilustratorką, która szukała inspiracji w atlasach z XIX wieku.
​Spędzili w księgarni trzy godziny. Deszcz za oknem zamienił się w ulewę, a oni, siedząc na podłodze między regałami, szeptali o:
​Zapachu starego papieru, który Julian uważał za najlepsze perfumy świata.
​Lęku przed pustą kartką, który Maja leczyła rysowaniem małych potworów na marginesach.
​Najlepszych miejscach na ramen w mieście, o których oboje mieli skrajnie różne opinie.
​Gdy wychodzili, światło latarni odbijało się w kałużach, a Maja poczuła dziwne ukłucie w klatce piersiowej – to nie była kawa, to był spokój. Wiedziała, że właśnie spotkała kogoś, kto czyta te same rozdziały życia co ona.
​Rozkwit: Miłość w szczegółach
​Prawdziwa miłość nie objawiła się w wielkich gestach, ale w małych, codziennych kadrach. Maja pokochała w Julianie to, jak marszczy brwi, gdy pracuje nad delikatnym pergaminem, i to, że zawsze zostawia jej ostatni kawałek pizzy, udając, że jest już najedzony.
​Julian natomiast uwielbiał sposób, w jaki Maja zawsze miała ślady tuszu na policzku i jak nuciła pod nosem, gdy była zadowolona ze swojego rysunku.
​„Miłość to nie tylko patrzenie na siebie nawzajem, to patrzenie w tym samym kierunku, nawet jeśli ten kierunek to akurat półka z przecenionymi winylami w niedzielne popołudnie.”
​Moment pewności
​Pewnego wieczoru, gdy siedzieli na balkonie jej mieszkania, patrząc na migoczące światła miasta, Julian po prostu wziął ją za rękę. Nie było fajerwerków, była tylko absolutna pewność.
​– Wiesz – zaczął cicho – tamtego dnia pod księgarnią nie planowałem kupować żadnej mapy. Po prostu zobaczyłem dziewczynę, która walczyła z parasolem i pomyślałem, że chciałbym trzymać go nad nią już zawsze.
​Maja oparła głowę na jego ramieniu. Wiatr znów zaczął wiać, ale tym razem nie było jej zimno. To był początek czegoś nowego czegoś co Kobieta pragnęła od dawna.
​

enklawa25

opublikował opowiadanie w kategorii miłość, użył 539 słów i 3156 znaków, zaktualizował 27 sie o 20:44.

Dodaj komentarz